34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i przemoc +18
Jebany koniec świata...
Na to się dopiero zbierało. Kiedy stanęli na przeciwko siebie, znowu, ale ona z nożem opartym na gardle, błyszczącym, szpiczastym ostrzem, które z łatwością mogło przeciąć gładką skórę. I on z dłońmi zaciśniętymi w pięści, i sercem walącym w piersi tak, jak chyba jeszcze nigdy. Bał się... o nią.
Bo Madox przecież nigdy nie bał się o siebie, nie był tchórzem, wchodził prosto w ogień i bił się na śmierć i życie, a o nią się bał.
Dlatego nie wyrwał się od razu do przodu, tylko starał się gościa zagadać. Sprowokować go, do tego, żeby jednak nim się zajął. Bo przecież Madox zawsze to robił, gadał, prowokował, a potem obrywał. I teraz może też by dostał? Chociaż w pierwszej chwili się zasłonił i to on walnął gościa, ale tamten miał nóż. Przeciął mu skórę na przedramieniu, nie głęboko, ale polała się krew. Mieszała się z piachem, na którym się szamotali, i może gdyby nie Pilar to dostałby bardziej, na pewno. Ale rzuciła się na tego gościa jak jakaś lwica, jakby od tego zależało jej życie. A może zależało jego?
Dała Madoxowi trochę przestrzeni, którą on przecież wykorzystał, bo wyprowadził cios, jeden i drugi, a kiedy Stewart dostała i w tył szarpnęły ją jakieś wytatuowane ręce, to Noriega nawet zrzucił z siebie tego gościa, wyrwał się do Stewart.
- Pilar! - zdążył tylko krzyknąć, a zaraz dostał w brzuch, nie z pięści, pałką, a potem drugi raz gdzieś w plecy. Może zlali by go bardziej, bo wciąż się szarpał, rzucał, ale kiedy zobaczył, że dwóch gości ciągnie Pilar w kierunku opustoszałej plaży, to przestał, a zresztą trzymało go dwóch ludzi Trucizny i ten trzeci z pałką, który gotowy był mu się odwinąć, może teraz prosto w łeb?
Zaciągnęli ich pod jeden z opuszczonych domków ratowników, na tym dzikim kawałku plaży, który teraz zarośnięty był różnymi szuwarami. A zaraz kleili ich do tych drewnianych bali, chociaż przy tym akurat Madox się szarpnął, gdyby tylko udało mu się wyrwać, i może Pilar mogłaby im wtedy uciec. Nie myślał o sobie, bo on się nigdy nie bał Trucizny, ani jego ludzi, ani nikogo, zupełnie jak jego ojciec, to akurat miał po nim, bra-wu-rę.
Myślał o niej. Ale nic nie udało im się zrobić.
Wylądowali na piasku i chociaż Madox chciał jej coś powiedzieć, może zapewnić ją, że coś wymyśli?
To nie chciał jej okłamywać, a sytuacja była... beznadziejna. Złapał tylko na moment jej spojrzenie.
A zaraz pojawił się i on. Trucizna we własnej osobie. I chociaż obitą gębę chował pod kapturem, to od razu go poznali, po głosie, po tym jak zarechotał, kiedy ich zobaczył, doskakując najpierw do Noriegi, żeby szarpnąć go za włosy, zajrzeć mu w twarz, a zaraz do Pilar.
Madox gryzł się w język, kiedy Trucizna się do niej odzywał, chociaż przecież aż go skręcało, gdyby nie był skrępowany...
Cały czas próbował uwolnić ręce, ale był mocno sklejony, a ta taśma była kurwa silna. Chociaż krew która spływała mu po ręce, w którą dostał nożem, może mogła zadziałać na ten klej?
Kiedy Stewart napluła Truciźnie w twarz to, serce mu szarpnęło, bo wiedział, że on tak tego nie zostawi, ale... parsknął śmiechem, bezczelnie, głośno, tak, że jego rywal się na niego obejrzał, ale i tak zaraz oddał Pilar. A Madox aż nabrał mocno powietrze w płuca. I w pierwszej chwili chciał się wyrwać z tym, że go zabije, że ma ją zostawić, ale to chyba tylko pogorszyło by sprawę, bo on przecież najbardziej chciał dopierdolić jemu. Przez niego przegrał, stracił hajs, który Madox zaraz sobie wydawał na motocykl.
Stracił też możliwość brania udziału w kolejnych walkach.
Spojrzał jeszcze na Pilar, na jej czerwony policzek, na te błyszczące oczy i palce Trucizny zaciśnięte na jej brodzie.
Puść ją.
Chciał wypalić, ale tylko się szarpnął, a kiedy Trucizna ruszył do niego, to wyrwał się tyle ile mógł w jego kierunku.
- Wiesz co myślę? - zapytał z tymi czarnymi oczami zawieszonymi na twarzy jego rywala - żebyś sobie na dupie... wyrył - wycedził przez zęby, a zaraz dostał za to w twarz, Trucizna się zamachnął i dał mu w zęby, i chociaż Madox poczuł na języku metaliczny posmak krwi, chociaż splunął nią w kierunku Trucizny, to znowu się odezwał - jesteś żałosny Trucizna, skleiłeś nas bo się boisz... Gdyby nie twoi ludzie to byłbyś nikim, zerem... - za to już dostał kopniaka w brzuch. Zabolało, bo przecież Madox był poobijany po tych walkach, organizm nie zdążył nawet odpocząć, a teraz obrywał znowu.
- Zamknij mordę Madox, bo poderżnę jej gardło na twoich oczach! - krzyknął Trucizna i teraz to on miał nóż, przykładał go Pilar do szyi, znowu.
Jebany kurwa nóż.
Madox na moment zamilkł, nie mógł ryzykować, nie jeśli chodziło o nią. A przecież Trucizna nie żartował. Mógł zrobić jej krzywdę.
Złapał spojrzenie Pilar, czarne tęczówki, które przybierały ten kolor, kiedy adrenalina krążyła w żyłach za każdym razem, odszukały jej piękne, czekoladowe oczy. Na chwilę.
Jeśli nie zaryzykują, to...
Madox parsknął znowu śmiechem, pokręcił głową, a Trucizna się spiął. Mocniej oparł ostrze na szyi Stewart, ostra krawędź uszkodziła skórę, do tego stopnia, że kilka szkarłatnych kropli spłynęło jej w dekolt. I chociaż Noriega w tym momencie spiął się może bardziej niż sam Trucizna, chociaż serce szarpnęło mu w piersi tak mocno, jakby autentycznie miało wybuchnąć, to... kontynuował.
- No tak... z nożem, z chłopakami jesteś odważny, a jak trzeba było się bić na gołe pięści, to co pokazałeś? Nic. Bo Trucizna jest nikim bez noża, kastetu i swojej paczki, jebany przegryw - teraz to Madox plunął w jego stronę - spróbuj ze mną... Ale nie, bo się boisz, wszyscy kurwa dookoła wiedzą, że Trucizna boi się... Madoxa Noriegi - znowu parsknął, a Trucizna patrzył już na niego z mordem w oczach. Klatka piersiowa unosiła mu się dziko, w palce zaciśnięte na rękojeści noża aż pobielały. Wyglądał, jakby rzeczywiście zastanawiał się, czy nie podciąć jej gardła, nawet złapał jej spojrzenie, to jego było psychopatyczne.
- Wszyscy na plaży skandują Jaguar, a ciebie mają w dupie, bo jesteś nikim, jebanym przegrywem z nożem, który nie umie się bić - to zdanie sprawiło, że coś w nim przeskoczyło. Trucizna puścił nóż i rzucił się na Madoxa z pięściami. W szale, w furii, bił na oślep, ale przecież Noriega nawet nie miał się jak zasłonić, nie miał jak oddać. I był już tak poobijany, że...
- Pablito! Przestań! Zabijesz go! I znowu cię... - kolejny znajomy głos wybrzmiał od budki ratownika, z której wyszła... Ona.
Rosa, ściskała w dłoniach telefon, przytulała go do siebie. A jej niebieskie spojrzenie przesunęło się po Pilar, żeby zatrzymać się na Truciźnie, bo to do niego się zwracała. Ale on wciąż bił na oślep i dopiero, kiedy Rosa podeszła bliżej, kiedy znowu rzuciła to Pablito, to się opamiętał. Obejrzał na nią.
- Przecież mamy tutaj dowody, możemy go wsadzić, jego i jego ojca... Nie musisz go... - złapała spojrzenie Madoxa, który znowu się szarpnął, wszystko go bolało, był tak poobijany, ale kiedy Rosa stała przed nim z tym swoim telefonem, kiedy mówiła to, że mogą go pogrążyć, jego i jego ojca, to był wściekły, był na takim adrenalinowym haju, że szarpał się cały czas. Już nie umiał się uspokoić.
Trucizna za to jakby się opamiętał, podszedł do Rosy i objął ją ramieniem. Czyli jednym z jej facetów był on?
I ona dzisiaj, kiedy zniknęła przed ich walką, to... poszła do niego?
- Madox ty nigdy mnie nie doceniałeś... Nie to co Pablo - Rosa zawiesiła się Truciźnie na szyi.
- Dzi… wka - wydusił Madox, ale pluł krwią, krew zalewała mu oczy. Źle to wyglądało, rany, które tak ładnie wcześniej opatrzyła mu Marie, teraz krwawiły od nowa. Ale wcale się tym nie przejął. Znowu się szarpnął, czuł jakby ta taśma na rękach odrobinę odpuszczała... On nie zamierzał. Nawet nie czuł bólu, adrenalina skutecznie go wygłuszała.

Dame un momento 𐙚⋆°。⋆♡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
UWAGA: przekleństwa, przemoc, +18
Bała się.
Na codzień może i była impulsywna, chaotyczna i nieustraszona. Nie bała się wbić do klatki, żeby skopać jednego z najniebezpieczniejszych ludzi w pomieszczeniu, żeby tylko pomóc Madoxowi, albo wbiec w palący się budynek tylko po to, żeby pomóc drugiemu człowiekowi, a jednak tutaj, kiedy była kompletnie związana, pierdoloną szarą taśmą, która trzymała aż za dobrze, z nożem przystawionym do gardła i spojrzeniem psychopaty wbitym prosto w jej ciemne oczy… po prostu się bała. Po ludzku.
Zimne dreszcze błądziły po jej ciele, a gęsia skórka momentalnie pojawiła się w miejscu, w którym ostrze dotykało skóry. Spojrzenie natomiast miała wbite w Madoxa. Liczyła, że on ich uratuje? Może gdzieś głęboko, ale przecież jakie oni tak naprawdę mieli szanse? Było tu za dużo ludzi po stronie trucizny, żeby mogli cokolwiek tutaj zdziałać. Naprawdę nie widziała dla nich jakiegokolwiek punktu zaczepienia.
A jednak kiedy Noriega zaczął zagadywać Truciznę, prowokować go, Pilar faktycznie się zamknęła. Nie przeszkadzała mu, bo przecież wiedziała, że to często była jego taktyka — zagadać przeciwnika, wkurwić go do tego stopnia, żeby nad soba nie panował i zaczął popełniać głupie błędy. Tylko co jeśli przeciwnikiem był kompletny psychopata? Jakie wtedy były rokowania? Czuła, jak nóż powoli przecina jej skórę, jak lepka stróżka krwi leci po jej szyi, a kiedy Trucizna odwrócił głowę w stronę Madoxa, Pilar spróbowała poruszać rękami. Jej nadgarstki niby byłī mocno spięte, ale gdzieś wykręcając jeden, poczuła, że długim paznokciem jest w stanie sięgnąć miejsca, w którym taśma się zaczynała.
Stęknęła, bo kurwa wszystko kości ją bolały. Miała wrażenie, że jeszcze trochę wygnie nadgarstek, a zaraz kość wyskoczy jej z miejsca, ale spróbowała. Tylko Trucizna oczywiście usłyszał jej stęknięcia i od razu się na nią spojrzał.
Zamknij się, kurwo i zachowuj, bo zaraz naprawdę zrobie ci krzywdę — warknął, nawet na moment się nie wahając i Pilar widziała w jego spojrzeniu, że on wcale nie żartował. Nawet zaczął powoli przesuwać nóż po jej skórze, tylko wtedy Madox znowu go zaczepił i to tym razem tak odpowiednio, że Trucizna dwa razy się nie zastanowił i po prostu rzucił się na niego. Zaczął okładać go pięściami, a twarz Madoxa tylko latała na boki i zalewała się krwią.
I to był pierwszy moment, kiedy Pilar po prostu pękła.
ZOSTAW GO!!!! — ryknęła desperacko, znowu się szarpiąc. Głos się jej złamał, a ciało weszło w tak dziwne spazmy, że stojąc obok chyba sama by się nie poznała. Sama nie wiedziała, skąd się to w niej wzięło, ta reakcja na widok tego, jak Madoxowi dzieje się krzywda. Jak Trucizna okłada jedyną osobę, którą ona… kurwa. Nie miała pojęcia co może zrobić i już była gotowa powiedzieć, żeby wrócił do podcinania jej gardła, tylko wtedy z góry domku odezwała się ona.
Pierdolona Rosa.
Rosalinda, która jeszcze kilka godzin temu mówiła Madoxowi prosto w oczy, że go kochała, a teraz powstrzymywała… co swojego nowego chłopaka? Kochana? Jebanego Truciznę?! Pilar otworzyła szeroko oczy. Wiedziała o jej zdradach już od kilku godzin, ale z Trucizną? Przecież to kurwa przechodziło wszelkie pojęcie. Trucizna jeszcze kilka razy uderzył Madoxa, robiąc mu dosłownie sieczkę z twarzy, ale wtedy ona go powstrzymała. Na chwile przynajmniej. Ale wciąż stałą tam i po prostu patrzyła na tego związanego Madoxa. I nagle Pilar to nie Truciznę chciała zapierdolić… a ją. Pieprzoną Rosę. Pierwszy raz chciała autentycznie zrobić krzywdę drugiej kobiecie.
Rosa! — krzyknęła w końcu, ściągając na siebie jej spojrzenie, kiedy Trucizna wyciągał poprawione ręce o ciemną bluzę. — Jebana dziwko. Mało ci? Mało go kurwa skrzywdziłaś? — wyrywała się, czując, że zaraz coś ją popierdoli.
Zamknij się, Pilar — Rosa podeszła bliżej, wyciągając w jej stronę długiego pazura. — To wszystko twoja wina — dodała, patrząc na Stewart z jakąś dziwną nienawiścią. — Widziałam przecież jak na siebie patrzycie. Myślisz, że jestem ślepa?! — Pilar za ten czas, nie spuszczając z niej spojrzenia, znowu przekręciła nadgarstkiem, próbując złapać końcówkę taśmy, która lekko się odkleiła. Bolało ją to już tak bardzo, że prawie nie czuła ręki, ale może to był dobry moment, żeby zastosować technikę Madoxa?
Moja? — prychnęła, kręcąc głową. — A co ty myślałaś, że ktokolwiek byłby cię w stanie pokochać sam z siebie? — owinęła jeden palec wokół odstającej taśmy i delikatnie szarpnęła, odklejając pierwszy skrawek kleju. — Że on cię kocha? — znowu prychnęła i wskazała głową na Truciznę. — Wyrucha cię i zostawi jak mu się znudzisz. Jedyny powód dla którego w ogóle cię chciał, to dlatego, że byłaś dziewczyną Noriegi. Chciał wyruchać co jego, a ty głupia myślałaś, że jesteś wyjątkowa — nawijała wszystko, co przyszło jej do głowy, a Rosa była już cała czerwona, nakręcona i chyba działało, bo nawet odwróciła się przelotnie w stronę Pablo. — Głupia, tępa, dzi…
Zamknij się!!! — krzyknęła już w pełnej furii, a wtedy Trucizna również doskoczył do Pilar.
Ostrzegałem cię — padł przed nią na kolana z nożem w ręce i jedną dłonią złapał jej nogi, żeby ją sobie przytrzymać, podczas gdy drugą przystawił ostrze do jej uda. — Ty też będziesz moja — rzucił gdzieś przy jej twarzy, a potem kompletnie bez ostrzeżenia, wbił jej nóż w skórę. Nie szalenie głęboko, ale na tyle, żeby zaorać nim podłużną kreskę.
Pilar ryknęła z bólu, momentalnie ją to zapiekło i to tak kurewsko nieprzyjemnie, że całe ciało aż zawrzało. Jedynym plusem tego było, że w przypływie bólu i adrenaliny jednym, mocnym ruchem zdarła z siebie sporą warstwę taśmy, a kiedy Pablo rył jej drugą linię, która układała ranę w literkę T, ona uwolniła ręce i nawet kurwa nie myśląc, co powinna zrobić, działając spontanicznie, po prostu mocno szarpnęła się w bok.
Co jest kurwa?! — krzyknął Pablo, a przez ruch jej nogi nóż wypadł mu w ręki. Pilar zdążyła bo jedynie cisnąć ręką w stronę Madoxa, prawie gdzieś pod jego dłonie, nim Trucizna zaczął ją szarpać. — Zapierdole cię — piękna obietnica, którą chyba fsklatycnzie zamierzał spełnić. Pierwszy cios wymierzył jej w brzuch. Rosa coś krzyknęła pod nosem i uciekła gdzieś za domek, pewnie próbując pobiec po jego przydupasów, którzy odeszli na bok. Pilar dostała kolejne uderzenie gdzieś w śledzionę, aż zgięła się w pół. I miała kurwa szczerą nadzieje, że Madox będzie w stanie się uwolnić, bo jeśli nie, to będzie kurwa mocno niekolorowo.

Vamos, mi jaguar!!
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przemoc, przekleństwa, kontent mocno +18
Chociaż Madox patrzył na Truciznę, to jego prowokował, jego chciał zaczepić, do tego stopnia, żeby ją zostawił, żeby wyrwał się do niego, to jego spojrzenie uciekało do Pilar. To było silniejsze od niego, tak samo to, kiedy szarpał się mocniej, kiedy on znowu jej groził, kiedy Trucizna mówił to, że zrobi jej krzywdę. Krew mieszała się z piaskiem przy jego kolejnym szarpnięciu, a klej na nadgarstkach... puszczał?
Wierzył w to, że jeszcze trochę.
Jeszcze pograją na zwłokę i może...
Tylko Trucizna już nie czekał, rzucił się na niego. Bił na oślep, mocno, w prawdziwym szale, i chociaż krew krążyła w żyłach Madoxa w zawrotnym tempie, chociaż adrenalina sprawiała, że nie czuł bólu, to stęknął. Wypuścił ciężko powietrze z płuc. Dotarł do niego krzyk Pilar, i może gdyby mógł wtedy na nią spojrzeć, to zapewnił by ją, że to nic.
Tylko to nie było nic, całą twarz miał we krwi i przez jedną krótką chwilę myślał nawet, że Trucizna go zajebie. Tak jak mógł to zrobić na ringu, tym kastetem.
Tylko co wtedy? Co z Pilar?
Ale zaraz odezwała się ona. Wszędzie poznałby jej głos i to niebieskie spojrzenie, które przesunęło się po jego poharatanej twarzy.
Dziwka.
Co zaraz też powiedziała jej Pilar, a Madox tylko odwrócił się w ich kierunku. Trucizna zresztą też, przyglądał się z jakąś dziką satysfakcją tej ich wymianie zdań. Jakby go to kręciło?
Madox wiedział co robiła Stewart, jego taktyka, sprowokować. Spojrzał przelotnie w jej piękne, brązowe oczy, teraz już na takim jebanym skraju jak te jego i kiedy Trucizna i Rosa się nią zajęli, to szarpnął nadgarstki znowu, to próbował się wyrwać. Poluzował taśmę, ale jeszcze trochę.
- Wielki Trucizna... nawet dupy dostaje po Noriedze - wtrącił Madox, ale tym razem to Pablo tą swoją wściekłość nie wymierzył w niego, tylko w Pilar, z tym ty też będziesz moja na ustach. A kiedy nóż wbił się w jej skórę, to Madox już szarpnął się tak mocno, że prawie wybił sobie bark - Puść ją! Kurwa Trucizna! - teraz już nie wytrzymał tylko krzyknął, tylko się szarpał - Rosa... - nawet spróbował do niej. Ale ona patrzyła na to wszystko ściskając kurczowo swój telefon. W jej niebieskich oczach było szaleństwo, tak jak w tych ślepiach Trucizny, ale był też strach.
A kiedy Pilar się wyswobodziła, Madox znowu się szarpnął - Pilar! - znowu krzyknął, bo to już było silniejsze od niego. Rosa pisnęła i zamierzyła się do ucieczki. Ale Madox tak się szarpał i próbował sięgnąć noża, krew już zalewała mu całe nadgarstki, był tak blisko. Czubki palców muskały nóż sprężynowy.
I wtedy Rosalinda ruszyła się z miejsca, przecięła taśmę, która krępowała mu ręce, a Noriega złapał tylko od niej nóż i skoczył. Jak ten jaguar, na Truciznę. Tym razem on szarpał go za włosy, objął ramieniem jego szyję i go odciągnął. I chciał go pobić, zajebać go. Ale wtedy zza domku zleciała się cała ta paczka Trucizny, pięciu dodatkowych facetów. Nie mieli szans, nawet kurwa z nożem.
Madox złapał Truciznę przyciskając go do siebie, podduszając go, a potem przyłożył ostrze jemu do gardła. Mocno, tak, że na jego skórze wykwitły momentalnie szkarałatne krople.
- Stójcie, bo go zapierdolę! - krzyknął do kolesi, którzy zatrzymali się w pół kroku - poderżnę mu gardło, nie żartuję! - warknął Madox stojąc z Trucizną między nimi, a Pilar. Nawet nie mógł na nią spojrzeć. Chciał się do niej wyrwać, chciał być przy niej i sprawdzić co z nią.
Ale to była ich jedyna szansa.
- Nie zrobisz tego Madox... W życiu byś nikogo nie zabił - parsknął jeden z kolesi.
A Madox pewniej chwycił nóż, mocniej docisnął go do szyi Trucizny, tak, że musiał to poczuć. Syknął z bólu.
- Zrobię, jestem kurwa Noriega, pojebany jak mój ojciec i zajebie go! - warknął Madox, a jego spojrzenie zatrzymało się na Rosie, która skinęła głową. Która wiedziała chyba więcej niż powinna, znowu ścisnęła w palcach swój telefon. Ekipa Trucizny popatrzyła po sobie, a Pablo się szarpnął, ale Madox pociągnął go tylko w tył, żeby móc spojrzeć na Pilar. Żeby stanąć bliżej niej.
Nie mógł do niej sięgnąć, nie mógł nawet odwrócić do niej spojrzenia, bo może... Może musiał zabić Truciznę, gdyby jednak nie dali mu wyboru?
Ale przecież był Noriega, a oni mieli krew na rękach, miał to we krwi. W genach. Tak jak po matce miał te czekoladowe oczy, które na adrenalinie robiły się czarne, jak te jego ojca.
- Pilar… możesz wstać? - rzucił do niej i nawet na moment spojrzał w jej kierunku, jeden moment kiedy jego spojrzenie spotkało to jej.
- Nie pozwólcie tej dziwce... - zaczął Trucizna, ale Madox musiał mu pokazać, kto tu w tym momencie rozdaje karty, kto trzyma jebany nóż i też wcale nie żartuje. Odsunął ostrze, żeby tym razem tym samym czubeczkiem dotknąć jego tętnicy.
- Jeden... kurwa... ruch, a będziesz leżał w grobie razem z psami, które zadzierały z moim ojcem - wysyczał przez zęby, a Trucizna się uspokoił, w momencie.
Skoro już mieszali w to starego Noriegę…
- A każdy jeden z was będzie następny, co wy myślicie, że mój ojciec wam tak odpuści? Jebani idioci... - Madox nie miał pojęcia, czy jego stary w ogóle by się przejął, gdyby go zajebali, pewnie nie, nie byli blisko, ale wciąż był synem Noriegi. Tego Noriegi. Pojebanego, psychicznego, mafioza, który w swoim domu przyjmował grube ryby, a nie takich podrzędnych rzezimieszków jak Trucizna.
Kolesie popatrzyli po sobie, a Rosa wyrwała się do przodu.
- Madito... - teraz ona próbowała go ubłagać?
Nie. Madox widział to w jej oczach. Kurwa wydawało mu się, że kiedyś czytał te oczy dokładnie - przecież twój ojciec nie musi o niczym wiedzieć... To jest sprawa między tobą, a Pablo, nie mieszaj go w to... proszę cię - grała do ich bramki. Jebana grała do ich bramki.
Ludzie Trucizny znowu popatrzyli po sobie. Sam Pablo też się spiął, chyba nagle przestał być taki odważny. Bo może i Trucizna w pewnych kręgach był ważny, ale to wciąż nie ten kaliber, co ojciec Noriegi.
- Pilar… chodź do mnie - Madox znowu zerknął na Stewart, musiała się pozbierać. Cofnął się wciąż ściskając Truciznę za gardło w kierunku budki ratownika. Za nią stały zaparkowane motocykle. Musieli to teraz odpowiednio rozegrać - masz to co ci dałem? - zapytał, ale nawet na nią nie zerknął, ale chodziło mu o ten kastet z pazurami - zostaw nam jeden - skinieniem głowy wskazał jej motory. Nie mówił dosłownie o co mu chodziło, ale chciał, żeby je unieruchomiła, resztę motorów, zostawiając im jeden, do ucieczki.
- Gdzie idziesz suko?! Chodź tutaj! - krzyknął jeden z ludzi Trucizny.
- Tam są motory - stwierdził drugi.
- Dotknij je a zabiję cię suko! - warknął trzeci i nawet ruszył się z miejsca. Ale Madox też się ruszył, bliżej nich, a nóż mocniej wbił w gardło Trucizny, krew poleciała mu po szyi grubą strugą.
- Wystarczy kurwa jeden mój ruch, więc zamknąć mordy! - warknął Madoxa, a Trucizna, poczuł chyba w ustach smak krwi.
- Posłuchajcie go... macie go słuchać... - chyba poczuł, że Noriega nie żartuje i go zapierdoli.
Kiedy Pilar zajęła się motorami, to Madox znowu wycofał się w tamtym kierunku, ściskając Truciznę.
- Odpal... - powiedział do Stewart, bo on wciąż nie mógł puścić zakładnika, do ostatniej jebanej chwili. Rosa ruszyła się z miejsca. Bliżej nich.
A później już wszystko zadziało się szybko. I kiedy Pilar wsiadła na motocykl, ona za kierownicą, to Madox odepchnął na ziemię Truciznę, złożył tylko nóż i złapał go do kieszeni.
- Madox! - krzyknęła jeszcze Rosa i rzuciła mu swój telefon, złapał go odruchowo, ale... nie spodziewał się tego. Nawet nie miał chwili, żeby się nad tym zastanowić, bo zaraz wylądował za Pilar na motorze.
I... to była chyba ta ich jedyna szansa.
Ostatnia może?
Bo ludzie Trucizny się wyrwali w ich kierunku. Sam Pablo leżał na piachu na kolanach trzymając się za szyję. A Rosa stała w miejscu teraz palce zaciskając na swojej torebce.
Teraz, albo nigdy.

Es ahora o nunca.
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, przemoc, +18
Bolało ją.
Wszystko ją kurwa bolało.
Twarz, w którą Trucizna przywalił z całej siły, udo, w którym wyrył nożem wielką literę T na samym środku, a przede wszystkim do brzuch, w który kilkakrotnie zasadził jej tak mocne uderzenia, że momentalnie zrobiło się jej niedobrze. Nie miała pojęcia, jakie ograny jej uszkodził, ale coś na pewno, bo nagle poczuła posmak krwi w ustach.
I może nawet by się tą własną krwią zadławiła, gdyby gdzieś z tyłu, nagle, nie wyskoczył Madox i nie szarpnął Pablo do siebie. Pilar czując, jak ciężar znika z jej ciała przewróciła się na bok i splunęła krwią albo nią wymiotowała? Nie miała pojęcia. Tak bardzo ją kurwa zamroczyło, że przez moment nawet nie wiedziała, co działo się dookoła.
Dopiero po chwili, kiedy lekko się podniosła, zobaczyła, że Mado trzyma nóż przy tętnicy Trucizny, wydzierając się na ich kumpli, że mieli się nie zbliżać. Wszystko ją bolało, serce waliło jak szalone, ledwo mogła się ruszać, ale widząc, że jemu nic nie było, że o własnych siłach miał Pablo w swoich rękach… odetchnęła. Z taką kurwa ulgą, jak jeszcze nigdy w całym swoim życiu. Skinęła głową, kiedy spytał gdzieś w tym wszystkim, czy mogła wstać, jednak dopiero po chwili doszło do niej, że przecież on jej nie widział.
Mo-gę — wydyszała, jeszcze dwa razy plując krwią i podniosła się na kolana. Nie mogła jednak się za bardzo ruszyć, bo ludzie Trucizny wyglądali, jakby lada moment byli gotowi się na nią rzucić. Dlatego w pierwszej chwili po prostu przysunęła się na klęczkach za plecy Noriegi. Obserwowała ich uważnie, wodziła po ich spojrzeniach i jak z początku wydawali się kompletnie nie wierzyć w to, że Madox faktycznie mógł zrobić mu krzywdę, tak kiedy został wspominany jego ojciec nastroje kompletnie się pozmieniały. Kilku z nich zrobiło krok wstecz, aż sama Pilar zastanowiła się, kim dokładnie był jego ojciec. Pamiętała z jakiś opowieści za dzieciaka, że potykał się z szemranymi ludźmi, że miał jakieś połączenia z mafią, ale przecież skoro samo nazwisko siało taki postrach, to coś musiało znaczyć? Coś więcej niż ona nawet zdawała sobie sprawę.
Pilar, chodź do mnie.
Jestem — odezwała się, bo może on nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak blisko. Wyciągnęła obolałą rękę do przodu i musnęła delikatnie jego ramię, żeby mógł wiedzieć jak bardzo. Dosłownie tuż za nim, jak cień. Skinęła głową, gdy zapytał, czy miała to, co jej dał i zacisnęła mocniej palce na materiale jego zakrwawionej koszulki. Wiedziała doskonale, że chodziło o kastet i nawet wolną ręką sięgnęła do tylnej kieszeni, żeby wsadzić do niego palce.
Powiodła spojrzeniem za motorami, które wskazał. Chciał, żeby przebiła opony? Z początku nie była pewna, czy kastet w ogóle da radę przejść przez gruby materiał, ale przecież nie miała zamiaru z nim teraz dyskutować. Po prostu powoli podniosła się z ziemi i od razu zamarła, gdy sługusy Trucizny chcieli się na nią rzucić. Tylko wtedy Madox umiejętnie jeszcze bardziej docisnął mu do szyi nóż, a tan sam powiedział, żeby odpuścili. Wtedy Pilar już nawet nie patrzyła na to, co działo się na piachu. Po prostu rzuciła się w stronę motocykli i padła na kolana. Wzięła pierwszy zamach, kompletnie nie wbijając się w oponę, za to za drugim razem już coś strzeliło i powietrze lekko zeszło. To samo zrobiła z kolejnym i kolejnym, omijając tylko jeden z nich, ten na samym końcu, najbliżej miejsca, do którego przysuwał się Madox.
Czuła, że zaraz coś się wypierdoli. Przecież wystarczył jeden ruch, jakiś impuls kogokolwiek, żeby kurwa wszyscy się na nich rzucili, nie mieliby przecież najmniejszych szans. Serce na moment zamarło, kiedy powiedział, że miała odpalić. Kurwa, przecież ona nigdy żadnego nie prowadziła. Usiadła jednak tak, jak jej kazał, stękając przy tym z bólu, bo każdy skręt bioder sprawiał, że znowu było jej niedobrze i przekręciła kluczyk, które całe szczęście był w stacyjce. Nawet nie widziała wcześniej jak ręce się jej trzęsą. Dopiero gdy spuściła na nie wzrok zobaczyła, jak bardzo dygotały. Zdjęła nóżkę, a kiedy Madox cisnął Trucizna o ziemie i ruszył w jej stronę, zacisnęła mocno palce na kierownicy.
Z chwilą, w której poczuła go za dobą, to jak łapie ją mocno za te obolałe mięśnie, podczas gdy adrenalina szalała w jej ciele na pełnej, ruszyła do przodu. Motor szarpnęło, mocno, tak mocno, że prawie z niego kurwa spadli, a piach rozsypał się dookoła, tworząc jakaś jebaną, piaskową zasłonę. Przygazowała po raz drugi, już nieco spokojniej i faktycznie ruszyła do przodu, kierując się na pusty deptak z boku. Rzuciło nimi do góry, ale jakimś cudem udało się jej utrzymać równowagę, a zaraz wyjechała na pieprzoną trawę i już miedzy drzewami próbowała dostać się na ulicę. Wszystko robiła tak bardzo na czuja, że to był jebany cud, że jeszcze się nie rozjebali.
Jedyną rzeczą, która trzymała ją przed kompletnym rozpadem było jego ciało. Ta charakterystyczna bliskość i ciepły oddech, który osadzał się na jej szyi. Nie mieli nawet kasków — wystarczyła jedna wywrotka, a pewnie byłaby ich ostatnią w życiu.
Kiedy kierowali się już główna drogą, Pilar w pierwszej kolejności pomyślała, że powinni jechać do szpitala. Przecież Madox dostał tak mocno po twarzy, że może powinni sprawdzić, czy nie był to jakiś wstrząs mózgu, ale z drugiej strony, jeśli ktokolwiek zobaczy ich w takim stanie, od razu zostanie wezwana policja i wszystko jeszcze bardziej eskaluje. A chyba żadne z nich nie było jeszcze na to gotowe. Więc zamiast jechać prosto skręciła w lewo, na pierwszą lepszą stacje benzynową. Zaparkowała motor gdzieś na tyłach, chociaż kurwa słowo zaparkowała był zecydowanie zbyt przerysowane, biorąc pod uwagę, że prawie z niego spadli, tak nimi szarpnęła. Całe szczęście Madox znowu ją przytrzymał. Zeskoczyła z pojazdu jak oparzona, kiedy w końcu stanęło w miejscu i od razu odwróciła się do Noriegi.
Chodź — starała się nie skupić za bardzo na jego twarzy i tym w jak złym stanie był. Po prostu wyciągnęła do niego rękę i szarpnęła go w stronę publicznej toalety tuż przy stacji. Wpadli do środka z impetem, a Pilar od razu trzasnęła drzwiami, zamykając je na klucz. Oddychała ciężko, ledwo umiała łapać powietrza od nadmiaru stresu i adeanliny, jakie szalały w jej ciele. Mimowolnie opadła na drzwi, jeszcze przez moment po prostu dysząc, a potem doskoczyła do Noriegi. — Żyjesz? — rzuciła chyba najbardziej durnym pytaniem, jakim tylko się dało i nawet chciała wyciągnąć ręce, żeby musnąć jego poliki, ale przecież cała twarz miał w krwi. — Usiądź — dlatego zamiast tego popchnęła go na zamknięty kibel. — Trzeba ci to umyć — gadała jak w jakimś transie. Jakby zadaniowo chciała skupić się na obmyciu jego twarzy, żeby nie myśleć o tym, co się stało, jak ledwo szli z życiem, jak bardzo się o niego bała oraz tego, że z jej udo również było całe z krwi po tym, jak Trucizna wyrył jej tam swój inicjał. Nic z tego nie było jednak dla niej tak ważne, jak to, żeby zająć się Madoxem.

Tienes que lavarlo
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa dużo, dużo
Nie zdawał sobie sprawy jak blisko niego była, a przede wszystkim nie wiedział w jakim była stanie, że pluła krwią, że była tak poobijana, widział tą szramę na jej udzie, jak dostała w twarz, ale w ferworze walki to jak dostała w brzuch gdzieś mu umknęło. Zajęty był wtedy tym, żeby się uwolnić, żeby złapać nóż i go...
zajebać?
Na razie odciągnąć od niej Truciznę, którego teraz trzymał mocno. Któremu gotowy był może nawet poderżnąć gardło. Kiedy Pilar ułożyła dłoń na jego ramieniu, to oparł o nią na moment policzek, i to by było tyle, z jakichkolwiek gestów, bo przecież musiał pilnować tamtych. Gdyby któryś z przydupasów Trucizny się ruszył, to on musiał reagować, ale bali się jego ojca. To dobrze.
A kiedy po szyi ich przywódcy poszła ta ciemna, struga krwi bali się też o niego. Trucizna dodatkowo kazał im się nie ruszać i to była ich szansa, jedyna, ostatnia...
Madox liczył że jeśli Pilar wbije pazura z kastetu w odpowiednie miejsce opony, to uda jej się spuścić im powietrze. Musiało się udać, wierzył w nią. Nigdy tak w nikogo nie wierzył, jak w nią w tamtym momencie. I w to, że im się uda. Bo inaczej skończą tutaj na tej plaży, za to co teraz odjebali.
Tylko później wszystko potoczyło się szybko, Pilar odpaliła motocykl, Madox pchnął na ziemię Truciznę, Rosa w jakimś ludzkim odruchu rzuciła mu swój telefon, a ludzie Trucizny wyrwali się za nimi. Chociaż ta piaskowa zapora, kiedy opony buksujące w piachu, wzniosły w powietrze tumany kurzu, na moment ich zatrzymała. Ale później wyrwali się za motocyklem, nie mieli szans kiedy Pilar dodała gazu. I chociaż Madox z początku obejmował ją w pasie, to gdy już wyjechała na deptak, sięgnął do biegu, które znajdowały się w rączce, żeby ją wesprzeć, pomóc jej z tą maszyną, żeby może jednak to przeżyli, a nie się rozjebali?
Skoro tą całą akcję z Trucizną im się udało.
Serce waliło mu w piersi jak szalone, obijając się o jej plecy, na jej karku lądował szybki, urywany oddech. Czuł, że wszystko go boli, czuł jak adrenalina krąży wciąż w żyłach w zawrotnym tempie, jak parzy je od środka, ale czuł też jak każda komórka w jego ciele spina się od jej bliskości, jak rwie się do niej. Pojebane to było.
Mogli umrzeć.
Tak mało brakowało.
Powinni z tym jechać do szpitala i nawet Madox chciał ją szarpnąć w tamtym kierunku. Prosto na ostry dyżur, ale to fakt, na pewno tam dopiero by się zaczęło, co by powiedzieli, że ich pobili? Jak to wcale nie wyglądało na zwykłe pobicie, a biorąc pod uwagę jego nazwisko...
Noriega w Kolumbii nie kojarzył się wcale dobrze. Wręcz przeciwnie. Jego ojciec sam by go chyba zajebał, gdyby zgarnęła go policja, za coś takiego. Gdyby doszli, że on bierze udział w tych nielegalnych walkach. Miałby przesrane, więc kiedy Pilar skręciła na stację, to z jednej strony był jej wdzięczny, a z drugiej...
Zaraz zeskakiwał z motocykla, a kiedy ona to zrobiła, to ten po prostu osunął się na ziemię, bo oni już przecież stali na przeciwko siebie. Madox sięgał już do jej twarzy, do tych policzków, gdzie miała odbitą ciężką rękę Trucizny, do rozciętej wargi. Jego gęba wyglądała sto razy gorzej. Ale przecież on obrywał na okrągło, on był już do tego przyzwyczajony.
- Zaczekaj... Pilar… Trzeba jechać z tym do szpitala - nawijał i dopiero teraz zauważył, że on był cały we krwi, jakby kurwa wylali na niego wiadro tej czerwonej cieczy. Krew z twarzy, z ręki, z poranionych nadgarstków i knykci, wyglądał, jakby kogoś zapierdolił. Gołymi rękami.
Kiedy wpadli do toalety, to Madox od razu podszedł do lustra. Źle, to było dość delikatne słowo. CHUJOWO. Tak to wyglądało.
Odwrócił się jednak w kierunku Pilar, kiedy trzasnęła drzwiami, kiedy przekręciła w nich kluczyk. Patrzył na nią i on też miał się do niej znowu wyrwać, ale ona zrobiła to pierwsza. On sięgnął do niej od razu, tym razem jego zakrwawione palce przesunęły się po jej ramionach - gdzie dostałaś? Gdzie cię uderzył... Udo, kurwa - oczywiście, że jego spojrzenie zatrzymało się na nim, na tej literze T, którą Trucizna jej wyciął. Naznaczył ją.
I Madox powinien go za to zajebać (jak Daltona), tylko, że... on mimo tego ciążącego nad nim nazwiska, nie był mordercą. Był pierdolnięty, gotowy naprawdę na wiele, ale żeby... zabić?
Chociaż gdyby teraz miał przed sobą Truciznę to by go zapierdolił, kiedy patrzył na te jej rany, na te siniaki, w te ciemne, wielkie oczy.
- Proszę cię jedź... - znowu się nakręcał i znowu chciał jej mówić, żeby jechali do szpitala, bo o ile on się wyliże, zawsze po walkach to robił, leczył rany i szybko się zbierał, to martwił się o nią. Ale wtedy zapytała czy... żyje, a Madox parsknął śmiechem. Zabolały go żebra, które i tak już miał wcześniej poobijane, a teraz to czuł ból nawet przy mocniejszym oddechu. Zabolała twarz, ale kurwa się zaśmiał, mimo wszystko.
- Ledwo... - wydusił z siebie i chciał do niej sięgnąć, ale popchnęła go na zamknięty kibel na którym klapnął. Jego ciemne spojrzenie zaraz przesunęło się na jej udo, na tą makabryczną literę T - trzeba to się zająć twoim udem, chujowo to wygląda - tak chujowo jak jego gęba. Zaraz podniósł spojrzenie wyżej na jej odsłonięty brzuch, na którym wykwitł już ogromny krwiak - i to... - jego zakrwawione opuszki musnęły jej skórę, podwinęły wyżej bluzkę, ale w porę się zatrzymał, jakby skojarzył, że nie miała na sobie tego stanika - uderzył cię... Jebany chuj, mocno dostałaś... za mnie - nosiło go, wciąż go nosiło, więc zanim ona nawet zdążyła cokolwiek zrobić, to on już wstawał. Już wpadł w nią, tak, że znowu wylądowali na sobie, to walące w piersi szaleńczo serce koło serca. Te poobijane twarze i żebra, jedno przy drugim. A zaraz Madox sięgnął do jej ręki i szarpnął ją w kierunku drzwi - chodź musi cię obejrzeć lekarz - znowu ją poprosił, łapiąc już za klamkę.

Por favor, un médico necesita ver esto ⋆˙⟡♡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oni chyba już taki mieli rodzaj charakteru, że zamiast martwić się o własny tyłek, martwili się o te wzajemne. Ona o niego, a on o nią. Bo Pilar nawet na moment nie pomyślała o krwiakach, jakie Trucizna zrobił jej na brzuchu, czy o tym, że jeszcze dziesięć minut temu pluła krwią, ani o tym, że miała wyryty inicjał tego psychopaty na własnym udzie, kompletnie podartych spodni. Jedyne co Pilar widziała to jego kompletnie obitą, rozwaloną doszczętnie twarz. I to, że był dosłownie cały zalany krwią, od który do dołu, jakby ktoś oblał go całym wiaderkiem czerwonej cieczy.
Ciężko się jej na to patrzyło.
Serce się jej krajało, chociaż wcale nie chciała tego po sobie pokazać.
Dlatego kiedy tylko zaparkowali, zaciągnęła go do łazienki. Nie chciała jechać do żadnego szpitala, chyba, że z nim, ale może nie będzie takiej potrzeby? Może jakoś sobie poradzą? Przecież zawsze to robili. Już od dzieciaka potrafili wychodzić z tych newralgicznych, okropnych sytuacji . Dawali sobie radę.
Zatrzasnęła drzwi i złapała kilka głębszych oddechów. Podniosła na niego spojrzenie dopiero, gdy się do niej wyrwał i przesuwał dłońmi po jej ramionach, jakby chciał sprawdzić, czy faktycznie jej stan był stabilny. Uśmiechnęła się lekko na jego pytania i spojrzała mu w oczy. One też były otoczone krwią. Kurwa wyglądali jak z jakiegoś horroru.
Nigdzie, jest okej — chciała go jakoś uspokoić, widząc, jak się nią przejął, ale przecież Madox nie był głupi, widział przecież jak Trucizna się na nią rzucił, jak strzelił jej w twarz i rył swój inicjał na jej skórze. — Powinniśmy się zająć tobą — znowu go zignorowała i popchnęła na kibel. I pewnie jak tak dalej pójdzie, to będą się tylko przepychać jedno o drugie, o to, kto bardziej potrzebował pomocy i powinien jako pierwszy zobaczyć lekarza. Chociaż kiedy parsknął na jej pytanie, czy żyje, uśmiechnęła się przelotnie. Dobrze było słyszeć jego śmiech. Aż się delikatnie rozluźniła, chociaż kiedy jego dłoń musnęła jej udo, a potem odkrytą skórę na brzuchu mógł poczuć, jak pomimo bólu intensywnie reagowała na jego dotyk. Czuła jego opuszki bardziej niż te wszystkie siniaki. Palił ją jego dotyk, robił z nią takie rzeczy, o które w życiu by się nie posądziła. I kiedy jego usta zaczęły znowu rozwodzić się nad tym, jak to Tricuzna jebany chuj uderzył ją i jak mocno dostałą, nawet nie zakodowała momentu, kiedy wplotła dłonie w jego włosy i spojrzała w dół, łapiąc jego spojrzenie.
Nie za ciebie — przerwała mu natychmiast. — Nic z tego nie miałoby miejsca, gdybym się wtedy nie wjebała do klatki i go nie kopnęła. Dobrze o tym wiesz — nie mógł się obwiniać, przecież to ona była temu wszystkiemu winna. Trucizna wkurwił się bo skopała go laska, a potem jeszcze bo przegrał kasę. Nie można było za to winić Madoxa, a bardziej jej czyny i decyzje. Tylko z drugiej strony, on wtedy zapierdoliłby go tym kastetem, więc chyba to była taka sytuacja, z której po prostu nie było wyjścia? Niczyja wina? Po prostu zły, kurewski pech? Nawet chciała mu o tym powiedzieć, że nie powinni się teraz przerzucać tym, kto był bardziej winny, ale wtedy Madox poderwał się do góry z toalety i do niej doskoczył. Zrównał się z nią, a zaraz zaciskał palce na jej ręce i szarpał w stronę drzwi.
Chodź, musi cię obejrzeć lekarz.
Nie — warknęła, wyrywając mu się. Miała co do tego złe przeczucia, do tego całego jechania do szpitala. Nie powinni tego robić. Wiedziała, że to nie skończy się tylko na opatrzeniu, że będą zadawać pytania, że Madox mógł mieć potem poważne problemy, a ona… nie mogła na to pozwolić. Nie teraz, kiedy w końcu odzyskała go po ośmiu latach? Kiedy znowu rozmawiali, kiedy byli tak blisko… — Proszę cię — zaparła się na nogach i tym razem to ona go lekko do siebie przyciągnęła, żeby zajrzeć w jego ciemne, zakrwawione oczy. — Dobrze wiesz, że nie możemy jechać do szpitala — wiedział to, no kurwa musiał to wiedzieć. I ona też wiedziała, a po drugie po prostu nie chciała znowu go stracić. Nie chciała znowu być od niego daleko. Szarpnęła go w dół, na podłogę, tak że mógł oprzeć się o chłodną ścianę plecami. — Te lo ruego błagam cię, rzuciła już o ton ciszej, jakby to była jakaś tajemnica i dosłownie usiadła na nim. Na moment. Na krótką chwilę potrzebowała po prostu… go przytulić? Poczuć? Ciało do ciała. Przykleiła się do niego mocno, chowając twarz gdzieś między jego ramieniem a szyją, otulając go ramionami i wplatając palce w jego włosy. Jakby czuła, że lada moment coś znowu mogło się wyjebać. Jakby mieli te kilka ostatnich chwil nim świat znowu się zawali. Czuła jak mocno biło jej serce, jak mieszało się z tym jej, które dosłownie szalało. Zaciągnęła się jego dotykiem, pomieszanym z piachem i zaschniętą krwią. A potem w końcu nieznacznie się odchyliła. Powoli, łapiąc jego przenikliwe spojrzenie. To jej stało się znowu ciemne, bo wzrok zaraz uciekł na jego poharatane usta, a palce mimowolnie mocniej zacisnęły się na poszczępionych włosach.
Teraz albo nigdy?
Przecież musieli to w końcu sprawdzić, chociaż Pilar nie miała już żadnych wątpliwości. Tylko nim zdążyła zrobić cokolwiek, nim chociażby udało jej się wyrwać do przodu i w końcu go pocałować, gdzieś w oddali wybrzmiały syreny policyjne. Poderwała głowę, nasłuchując, czy jechali w stronę plaży i czy się oddalają. A potem przejechały kolejne.
Kurwa.
Musimy stąd spierdalać — rzuciła w końcu, przenosząc na niego spojrzenie. — Pojedziemy do mnie — oznajmiła w końcu stanowczo i zaczęła zbierać się w podłogi. Wyciągnęła rękę, żeby pomóc mu wstać. — Ciotka jest na nocnej zmianie na produkcji, a Matias pojechał do Itagüí do swojej dziewczyny. Dom jest pusty, jest tam wielka apteczka. Tam się opatrzymy — będzie mogła mu dać ciuchy od kuzyna, będą się mogli umyć i użyć porządnej apteczki, żeby zrobić co trzeba i doprowadzić się do porządku. Widziała, że się wahał, widziała to w jego oczach, że jeszcze rozważał, żeby nie zaciągnąć jej do lekarza. — Madox, chodź — ale szarpnęła go za rękę, splatając ich palce. Musiał jej zaufać. Przecież dzisiaj nie robiła nic innego, tylko udowadniała mu, jak bardzo mógł jej ufać. Jak dosłownie wskoczyłaby za niego w ogień i poświęciła w jego imię wszystko, co miała. Zrobiła to dzisiaj tyle razy, że tym razem on mógł jej odpuścić, szczególnie, że lepszego planu naprawdę nie było.

Te lo ruego
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Nie było okej. Wyglądali okropnie, i to wcale nie jakby dostali lekko w jakiejś bójce, gdzie po prostu dali sobie po mordach i się rozeszli. Oni wyglądali jakby ktoś ich pobił, dotkliwie, jakiś psychopata.
Bo tak przecież było, nie trafili na kogoś, kto chciał ich nastraszyć. Trucizna chciał ich zajebać, pewnie by to zrobił, gdyby nie uciekli. W jego oczach widać było rządzę mordu. A w tych ich...
To jak oni przejmowali się sobą nawzajem, jak on sprawdzał jej obrażenia, a ona jego, kompletnie się nie słuchając. Bo przecież widzieli, siebie nawzajem, to jak wyglądali.
I nawet kiedy Pilar pchnęła go na kibel, to Madox zaraz podnosił głowę.
- Mną, przecież ja dostaje po gębie średnio raz na tydzień... - coś w tym było, że Madoxa nie raz już zlali, może nie tak dotkliwie, bo jednak przed taką masakrą, walkę by po prostu przerwali, ale jednak nie było mu to obce. A adrenalina która wciąż i wciąż buzowała w żyłach sprawiała, że dopiero na zjeździe dotrze do nich, jak ciało rzeczywiście ucierpiało.
Pewnie by się tak przepychali, którym trzeba zająć się najpierw, do białego rana, albo do usranej śmierci, ale Pilar rozładowała trochę atmosferę tym swoim pytaniem, do tego stopnia, że kiedy Madox spojrzał na nią po raz kolejny, to jego oczy już wyglądały inaczej, było w nich może mniej strachu? Chociaż i tak przejmował się kurewsko jej ranami, kiedy jego palce przesunęły się po jej udzie, zakrwawionym materiale spodni, a potem po jej brzuchu, po gładkiej, nagiej skórze, która drżała pod jego dotykiem. Nie powinien się na tym fiksować, w ogóle o tym myśleć w tej chwili, ale kurwa...
Mógłby z niej teraz zerwać tą koszulkę i wpić się w jej usta agresywnie. W końcu.
Jej palce, które wplatały się w czarne kosmyki wcale nie pomagały, ani to spojrzenie w jej piękne, ciemne oczy, kiedy znowu zadzierał głowę do góry, żeby na nią spojrzeć. Chociaż jej słowa odrobinę sprowadziły go na ziemię. Chciał ściągnąć do siebie brwi, ale zabolało, jeden łuk brwiowy ewidentnie miał rozwalony, ten, który Marie opatrzyła mu wcześniej.
- Tak, nie miałoby miejsca, bo zajebałby mnie już wcześniej - powiedział poważnie, bo taka była prawda, że gdyby wtedy nie kopnęła Trucizny, to mógł go tym kastetem zapierdolić. Sama widziała, jakie on miał kolce, wiedziała jaki Trucizna był zawzięty.
Madox zaraz zerwał się na równe nogi i teraz on ciągnął ją do drzwi, chociaż kiedy zanegowała jego pomysł z lekarzem, to zatrzymał się w miejscu. Powiódł za nią spojrzeniem.
- Pilar... - zaczął, ale ona już pociągnęła go do siebie, już znowu byli tak blisko, wpatrzeni nawzajem w swoje ciemne oczy. Wiedział, że nie powinni jechać do szpitala, że to nie było takie proste, bo przecież nie ściemnią, że mieli wypadek, albo ktoś ich zaczepił w ciemnej uliczce, nie wyglądali na to. A zwłaszcza to T intencjonalnie wyryte na jej udzie, aż znowu spuścił na nie spojrzenie - ale zobacz... - i już jej miał znowu nawijać o tym, jak wyglądało jej udo, o tym, jak ona wyglądała... Jakby wcale nie lepiej niż on. Lepiej? Gorzej?
Oboje wyglądali kurewsko źle.
A jednak kiedy pociągnęła go na podłogę to oparł plecy o chłodną ścianę, oparł o nią głowę, odchylając ją do tyłu, żeby znowu na nią spojrzeć, kiedy na nim usiadła - estas loca - odpowiedział na to jej błaganie, bo była szalona, z tym, że nie chciała jechać do szpitala, ale też z tym co robiła dla niego cały ten pierdolony, intensywny dzień.
Przesunął palcami po jej plecach, kiedy się w niego wtuliła, popierdolone to było, ale kiedy była tak blisko, jej dotyk, bijące od niej ciepło, sprawiało, że ciało jednocześnie odpuszczało i wyrywało się do niej. Mieszała w sobie tak sprzeczne emocje, jakąś myśl, że tutaj przy nim była na miejscu, ale też taką, że to przecież im się nie uda. Bo im to dzisiaj cały czas nie wychodziło. Cały czas wszystko ich do siebie odpychało.
Ale mimo to starał się łapać tą chwilę, oparł zakrwawiony policzek o jej włosy, zaciągając się jej zapachem, który teraz mieszał już w sobie ten krwi, morza i adrenaliny, jej perfum. Które poczuł, gdy tylko stanął za nią przed tymi walkami, gdy komentował jej brak czerwonej sukienki. I mówił, że wyglądała zajebiście. Teraz też wyglądała, mimo wszystko.
Kiedy te jej, coraz ciemniejsze oczy, odszukały jego, wciąż praktycznie czarne spojrzenie, kiedy szarpnęła go za włosy, a on poprawił ją na sobie. I znowu. Kurwa...
Nieznośne milimetry między nimi, oddechy lądujące na swoich wargach, i tyle. Nie sprawdzili.
Ale chyba obydwoje wiedzieli. On wiedział, bo to wszystko co jej powiedział, to była najszczersza prawda, wariował przez nią. A to jak desperacko chciał się uwolnić, żeby ją bronić przed Trucizną. Nigdy w życiu czegoś takiego nie czuł.
W oddali zawyły syreny, jedne, drugie i kolejne.
Imprezy na plaży często tak się kończyły, nalotem. A teraz kiedy jeszcze na miejscu była rozwścieczona banda Trucizny. Sam Pablo też oberwał, Madox wbił mu w szyję nóż, może się wykrwawi? Chociaż... nie liczyłby na to. Trucizna też był twardy.
Skinął głową, kiedy powiedziała, że muszą stąd spierdalać, bo to było pewne, ale... - nie wiem Pilar… a jeśli Trucizna będzie nas tam szukał? Może lepiej do mnie? - tam Trucizna na pewno by nie wparował, ale z drugiej strony tam byli starzy Madoxa, i chuj wie tak naprawdę kto jeszcze. Złapał ją za rękę wstając z podłogi, ale jeszcze się wahał - a jeśli to trzeba szyć? Ja nie umiem szyć... - jeszcze sięgnął do jej uda - i te siniaki - do brzucha, a kiedy znowu zadrżała pod jego dotykiem, to...
Wyrwał się do niej, znowu tak blisko, znowu zaglądając w jej piękne oczy - dobra - skapitulował. Zawsze by to chyba zrobił. Bo może... wszystko by dla niej zrobił?
Ruszył za nią, kiedy splotła jego palce ze swoimi, kiedy go pociągnęła. Tylko, że gdy wyszli przed stację, skierowali się do motocykla, którego zaparkowali, a raczej wyjebali gdzieś z boku, to... stał przy nim radiowóz, a jeden z policjantów oglądał maszynę. Teraz to Madox szarpnął ją za rękę, chowając się z nią za ścianą.
- Musimy skołować coś innego - rzucił przypierając ją do muru, może trochę mocniej niż chciał. Tylko pozostawało pytanie co?
W takim stanie to raczej stopa nie złapią. Madox nawet sięgnął po swój telefon, bo może mógł do kogoś zadzwonić. Ale do kogo? Ticiano go zdradził, Rosa też. Marie...
Odchylił do tyłu głowę, ale zaraz zacisnął palce mocniej na tych Pilar i pociągnął ją za sobą. Na razie to powinni się przynajmniej oddalić od tej stacji. I rzeczywiście ruszyli gdzieś w przeciwnym kierunku, jak ten pochód żywych trupów. Cali we krwi, na szczęście był jakiś środek nocy i samochodów na drodze praktycznie nie było, ani ludzi dookoła. A oni gdzieś na środku drogi do miasta, gdy w tle znowu zawyły syreny.
- Może zadzwonię do Luisa? - zapytał kiedy stanęli w cieniu jakiegoś drzewa mango w czyimś nieogrodzonym ogrodzie - z buta będziemy tam szli godzinę... - jeszcze w ich stanie. Powiódł ciemnym spojrzeniem dookoła, przy krawężniku stało zaparkowane jakieś rodzinne auto. Ale przecież nie mogli mieć aż takiego farta...
Czy mogli?
Madox złapał za klamkę, a drzwi się otworzyły.
No kurwa, najwidoczniej mogli. Tylko czy oni naprawdę byli gotowi ukraść samochód, w ich stanie, i biorąc pod uwagę to, że rozglądała się za nimi policja?
Madox jeszcze przyciągnął do siebie Pilar, jeszcze odszukał jej spojrzenie - chuj, chyba tak miało być - najwidoczniej, to nie był jeszcze koniec tego pojebanego dnia. Wsiedli do samochodu, gdzie... kluczyk był w stacyjce, no po prostu, to musiało być jakieś przeznaczenie. Po tym całym pechu, który się ich trzymał, znowu fart.
Madox odpalił silnik i zaraz wypuścił samochód na drogę do Medellin. Adrenalina nie opadała, wciąż buzowała w żyłach, uciekali przed policją... kradzionym samochodem. Jak uspokoić to galopujące w piersi serce?
Na pewno nie spojrzeniem w jej piękne, ciemne oczy, bo wtedy ono wyrywało się jeszcze bardziej.
Do niej.

estas loca °❀⋆.ೃ࿔*:・°❀⋆.ೃ࿔*:・
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prawda była taka, że nie było jednego, dobrego miejsca, gdzie mogliby pojechać i się zaszyć. Szpital z tego wszystkiego był najgorszym, możliwym wyborem, bo tam od razu pracownicy zawiadomiliby służby. Szczególnie patrząc na to, jak oni wyglądali oraz co Pilar miała wyryte na nodze. Nie było nawet takiej opcji, ze ktoś by ich tak po prostu opatrzyła i wypuścił do domu. No właśnie, do swoich mieszkań też średnio mogli się udać, jakby na to nie spojrzeć. Bo chociaż do Madoxa mało kto odważyłby się podjechać i tego Pilar nie znali, tak co to był za problem się dowiedzieć? Musieli strzelać. Wybrać coś. Jakąś najbardziej optymalną drogę, zminimalizować ryzyko i chyba ten pusty teraz dom Stewart wydawał się najlepszym wyborem. Mogli zaszyć się w pokoju, pogasić światła i zachowywać, jakby nikogo nie było w środku, a jutro… Jutro się zobaczy. To był tak odległy problem, że nawet w tamtej chwili chyba żadne z nich o tym nie myślało. Szczególnie, że na stacji również pojawiły się gliny.
Pilar nawet nie zdążyła złapać świeżego powietrza do płuc, kiedy wyszli z łazienki, bo Madox już szarpnął ją do murka. Kątek oka zobaczyła tylko jak funkcjonariusze oglądają motor i jeden z nich przygląda się całe stacji i publicznej toalecie, w której byli. Musieli spierdalać. I to szybko. Chociaż kiedy tak ją przyciskał do murku, kiedy na własnej piersi czuła jego szalejące serce… kurwa.
W tamtą stronę — wydusiła na jakiś resztkach samokontroli, chociaż adrenalina, która na nowo szalała w jej żyłach dość mocno dawała o sobie znać i na nowo ją nakręcała. Madox rzucił się pierwszy, cały czas trzymając ją za rękę. Nawet na moment jej nie puścił, nie zostawił z tyłu. Dopiero gdy dodali do drzewa mango w czyimś ogrodzie, Pilar podparła rękę na kolanach i złapała kilka oddechów. Zaraz potem podniosła spojrzenie do pięknych, ciemnych oczu Noriegi, kiedy zastanawiał się, czy nie powinni zadzwonić do Luisa. Na ten moment nie powinni chyba do nikogo dzwonić… szczególnie, że chyba oboje w tym samym czasie spojrzeli na auto, które stało zaparkowane zaraz przy krawężniku. Popatrzyli na nie in a siebie, a potem niepewnie ruszyli w jego stronę.
Pilar nie była złodziejka, nie miała w naturze nadmiernego łamania prawa, ale jednak biorąc pod uwagę sytuacje, w jakiej się znajdowali i co było na szali… chyba nie mieli wyjścia. Musieli to zrobić. Musieli chociaż spróbować. Może nawet nie uda im się go odpalić? Tylko zaraz okazało się, że można, bo w stacyjce był nawet kluczyk. KLUCZYK, kurwa. No przecież jak to nie było jakieś chore przeznaczenie, zapisane w gwiazdach, to Stewart nie wiedziała co. Aż pokręciła głową z niedowierzaniem i obserwowała, jak Madox coś tam grzebie przy fotelu. Dopiero po chwili kątem oka zobaczyła, że jeden z funkcjonariuszy kieruje się drogą ich kierunku.
Madox — rzuciła stanowczo. — Jedź kurwa — warknęła, nawet nie tłumacząc mu o co dokładnie chodziło. Chociaż kiedy podniósł głowę, mógł zobaczyć w tylnym lusterku, jak policja idzie w ich kierunku. I to chyba mu wystarczyło, bo zaraz silnik zawył, światła się zaświeciły, a furka ruszyła przed siebie, po chwili wyjeżdżając na autostradę. Pilar jeszcze kilka razy się odwróciła, jednak wyglądało na to, że na razie nikt ich nie ścigał.
Ja pierdole, trzeba będzie zostawić to auto kilka ulic wcześniej — to było bardziej niż pewne, że rano pewnie właściciele zgłoszą zaginięcie pojazdu i policja z pewnością się tym odpowiednio zainteresuje. Nie mogli ściągać na siebie jeszcze więcej podejrzeń. Już wystarczyło, że dalej nie mieli pojęcia, co działo się na plaży. — Spróbuje zadzwonić do Marie — powiedziała i sięgnęła po telefon do kieszeni, który był… doszczętnie rozjebany. Szybka była cała popękana, a on za nic nie chciał się włączyć. — No to jednak nie zadzwonię — uniosła go lekko w górę, żeby Madox też mógł zobaczyć ten piękny stan. Z drugiej strony co się dziwić, biorąc pod uwagę te wszystkie szarpaniny, w jakich brała udział. Musiał się jej zepsuć, kiedy tarzała się z Trucizną po piachu. Pewnie jeszcze potem spróbowali ten Madoxa, ale on zaś okazał się kompletnie rozładowany. Świetnie. Czyli byli w pełni odcięci od świata, ze skradzionym samochodem i kurwa kompletnie zakrwawionymi ciałami. Zajebiście. Jakby jej ktoś rano opowiedział o tym, co się wydarzy, to w życiu by w to nie uwierzyła.
A jednak byli. To wszystko się stało. A samochód, który ukradli zaparkowali w końcu dwie ulice wcześniej przy jakimś sklepie, żeby bardziej wyglądało tak, jakby ktoś go zostawił idąc na zakupy, a nie nim uciekał. Resztę drogi przeszli już na nogach, prosto do domu Pilar, do którego wpadli z impetem, bo przyśpieszyli na ostatniej prostej, słysząc gdzieś w oddali syreny.
Czekaj! — rzuciła, gdy już zamknęła główne drzwi. — Nie możemy nic poplamić krwią, bo mnie ciotka zapierdoli — ileż to razy Pilar musiała się tłumaczyć ze swojego bałagaństwa, szczególnie, że ciotka Elena miała bzika na punkcie dywanów i pielęgnowała je czasami bardziej niż kwiatki w ogrodzie. — Tu zdejmij buty — pokazała mu i swoje też zrzuciła, po czym złapała go za rękę. — I do łazienki — poinstruowała, ciągnąć go po schodach do góry i prosto do toalety. Wciąż oddychała ciężko po tym, jak biegli przez pół drogi, serce waliło jej mocno w piersi, a głowa fiksowała się w najdziwniejszy, możliwy sposób, na tym że w końcu byli sami, że będzie trzeba go opatrzeć, zadbać o niego. Chciała to zrobić, ale pierwsze musieli zmyć z siebie tą przeklętą krew.
I może powinna go poprosić, żeby zrzucił ciuchy gdzieś na pralkę i wziął prysznic, podczas gdy ona poszuka mu jakiś ciuchów od Matiasa. Może i powinna. Tylko ona już jakiś czas temu kompletnie odcięła się od tego co racjonalne i kiedy tylko Madox znalazł się w łazience, Pilar dosłownie pchnęła go pod prysznic, tuż za szklaną kotarkę i sięgnęła do uchwytu, przekręcając go bez najmniejszego zawahania. Zimny strumień momentalnie zalał ich rozgrzane ciała i przegrzane od myśli głowy. Otworzyła szeroko usta, próbując łapiąc powietrze, nawet na moment nie ściągając z niego spojrzenia.
Musimy zmyć pierwsze krew, żeby zobaczyć co trzeba opatrzeć — rzuciła do niego po chwili, unosząc dłonie i przesuwając delikatnie opuszkami po jego polikach. Jego twarz wyglądała… źle. Była cała w czerwonej mazi, jakby ktoś dosłownie chlusnął mu z wiaderka, tylko oczy było widać, całe szczęście zimna woda działała na to idealnie. Woda i jej dłonie, które przesuwały się po jego twarzy, a potem zjechały niżej, po klatce piersiowej, zaciskając się na materiale równie zakrwawionej koszulki. — Zdejmij to — powiedziała, ale nim on zdążył jakkolwiek zareagować, ona sama szarpnęła ją do góry. Wiedziała, że to nie był dobry pomysł. Że tylko będą z tego kłopoty, bo jej głowa już fiksowała się na jego punkcje, a jednak nie potrafiła się powstrzymać.

quítatelo 🥵❤️‍🔥🫣
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i zaczyna się robić hot
Nie chciał jej puścić...
Bo kiedy już dzisiaj to zrobił, to napadł na nią ten człowiek Trucizny, a potem wszystko potoczyło się szybko. Gdyby wtedy nie poszedł do Rosy, tylko z nią został, kazał Alfredo spierdalać i wsiadł z nią od razu na swój motor, to może oni teraz byliby w zupełnie innym miejscu?
Tak jak pewnie w innym by byli, gdyby osiem lat temu on nie posłuchał Ticiano. Teraz już zamierzał słuchać tylko siebie, swojego serca...
Ewentualnie jej, bo kiedy rzuciła to jedź kurwa, to zaraz odpalił silnik i przestał przestawiać fotel. W lusterku zobaczył policjanta, więc od razu dał gazu, ale nie tak, żeby rzucali się w oczy. Bo przecież Madox... nawet nie miał prawka, no i ukradli ten samochód. Ale czy mieli inne wyjście?
Chyba nie.
A przynajmniej nie jeśli chcieli rzeczywiście uciec przed psami, bo wciąż wyglądali okropnie, teraz w tym rodzinnym samochodzie, gdzie na lusterku dyndał jakiś pluszak, a z tyłu stał zapięty fotelik.
- Spokojnie, zostawimy je gdzieś i nikt nawet nie zauważy... - dobrze, że ta krew na nich już trochę pozasychała, a te otwarte rany nie lały się, bo zrobili by tutaj jakąś masakrę. Madox nawet sięgnął do schowka ponad kolanami Pilar i jakby wyczuł, bo trafił tam na jakąś apaszkę - przyłóż to do uda - bo Pilar tam krwawiła najgorzej. Kiedy zaproponowała, że zadzwoni do Marie, to skinął głową, też o tym myślał. A kiedy Stewart pokazała w jakim stanie jest jej telefon, to się skrzywił, ale co teraz mogli z tym zrobić? No nic. Podniósł tyłek na siedzeniu sięgając po swój i zaraz jej go podał - dzwoń z tego - tylko, że jak się okazało, ten jego był wyładowany, włączał się, bateria pokazywała zero procent i zaraz się wyłączał. Miał jeszcze ten telefon Rosy, tylko Madox chyba nie chciał teraz o tym myśleć. Nawet po niego nie sięgnął. Nie wiedział nawet czemu Rosa finalnie mu go oddała. Zawiesił się na moment z tymi myślami i dopiero kiedy Pilar wskazała mu sklep, pod którym mogli zostawić auto, to na nią spojrzał.
- Zajebiście, myślisz, że mogę tak wpaść po czipsy? - oczywiście, że sobie zażartował, bo nie miał zamiaru się tak nikomu pokazywać. Kiedy już zbierali się do wyjścia, to sięgnął do lusterka zdejmując z niego małą, szydełkowaną zawieszkę z papryczką czili, bo to by było święto, jakby Madox nic nie zawinął, no ale postanowił sobie to zachować na pamiątkę. Kluczyki zostawił w stacyjce, tak jak je znaleźli. Przez ulicę prowadzącą do domu Pilar biegli, więc kiedy wpadli z impetem do środka, to Noriega oparł się o drzwi, łapiąc ciężko powietrze w płuca. Żebra go bolały, więc krzywił się przy tym, ale zaraz... parsknął śmiechem i znowu zabolało, co przyprawił krótkim syknięciem.
- Twoja ciotka też nic się nie zmieniła... Pamiętam jak kiedyś pogoniła mnie szmatą i zawsze było... Madox buty! - starał się naśladować jej ciotkę i nawet mu to wyszło. Bo przecież potem już jej ciotka go nie ganiała, czasami tutaj przychodził i zawsze dostawał zjebkę za te buty, najczęściej całe w błocie. A dzisiaj też... wcale nie czyste. Zdjął trampki i nawet je poprawił równiutko w miejscu, które mu pokazała. W pierwszym odruchu chciał zajrzeć do kuchni, może ocenić, czy tam też dużo się zmieniło, odkąd tu był po raz ostatni, ale Pilar już ciągnęła go za rękę do łazienki. Co w sumie było dobrym pomysłem biorąc pod uwagę to, jak wyglądali. Cali we krwi, w piasku i sam jeden bóg wie, w czym jeszcze, bo Madox jeszcze usiadł w samochodzie na coś, co wyglądało jak wyżuta guma do żucia, albo plastelina i teraz miał to przylepione do spodni.
Kiedy weszli do łazienki, to Madox od razu stanął między drzwiami, a Pilar, jakby wyczuł, że mogła mu zaraz znowu uciec... Tylko, że ona wcale tego nie zrobiła, a zaraz pchnęła go pod prysznic, a on co? Złapał ją za rękę i pociągnął ze sobą, tak, że kiedy odkręciła wodę, to znowu stała blisko niego, znowu szalejące w piersi serce obok serca, ciało obok ciała. A on zaciskał palce na jej nadgarstku i gdyby nie ta zimna woda, która spłynęła po nich strumieniem, mocząc włosy i twarze...
Ta Madoxa płynęła już czerwonymi strugami, więc na moment odchylił do tyłu głowę zgarniając do tyłu ciemne włosy, pozwalając, żeby strumień wody spłukał krew z jego twarzy. Ale zaraz to czarne spojrzenie, wciąż jeszcze na adrenalinowym haju, wbijał w nią. Krople wody osadzały mu się na rzęsach, a brudne ubrania lepiły już do ciała. Teraz też kompletnie mokre - teraz już... nic nie musimy - rzucił w odpowiedzi na jej słowa zaglądając w jej piękne, wciąż ciemne oczy, a kiedy sunęła palcami po jego policzkach zmazując zaschniętą jeszcze krew, to przysunął się do niej jeszcze bliżej - teraz możemy... wszystko - bo wreszcie byli sami, w czterech ścianach. Ranni i obolali, ale czy któreś teraz o tym myślało? Kiedy ich głowy już fiksowały się na zupełnie innych rzeczach. I nawet miał jej powiedzieć, że wreszcie mogą sprawdzić, co znaczył ten pocałunek.
Mogli.
A może już wiedzieli?

Kiedy zacisnęła palce na skrawku jego koszulki, to podniósł do góry ręce, żeby mogła ją z niego zdjąć. I kiedy ta brudna, mokra szmata wylądowała na podłodze, pod ich nogami, to dał jej tylko przesunąć spojrzeniem po swoim zarysowanym torsie, po tym tatuażu z lwem, który nosił na piersi. Tylko tyle, bo potem on się do niej szarpnął. Wyrwał, tak jak chciał to zrobić już wcześniej, pod sklepem, później na plaży... Teraz wreszcie mógł. Obrócił ją tak, że to jej plecy zderzyły się z chłodnymi płytkami pod prysznicem, na jeden moment przyparł ją do ściany, żeby znowu zajrzeć jej w oczy, a potem te swoje czarne tęczówki utkwić w jej pełnych, wargach, gdzie kwitł już siniak po tym jak dostała od Trucizny - będzie bolało... - wyszeptał pochylając się w jej kierunku. Chodziło mu o te ich poharatane wargi, które znowu zawisły niebezpiecznie blisko siebie? A może o te serca, które tak wyrywały się do siebie? Albo o coś jeszcze innego?
I kiedy jego oddech lądował już na jej lekko rozchylonych ustach, to palce sunęły po jej brzuchu, po siniakach i poobijanych żebrach. Tym razem się nie zatrzymał, przesunął palcami po jej piersiach, a zaraz też ściągał z niej koszulkę przez głowę i lądowała obok tej jego. Jego czarne oczy przesunęły się niżej, po jej biuście, piersi, która falowała w przyspieszonym oddechu, ale zaraz i tak lądowały na jej twarzy, po której płynęły krople rudej wody, która wciąż mieszała się z krwią. Oparł palce na zapięciu jej spodni, chwycił mocno za jej pas i szarpnął, przyciągając ją do siebie, tak, że nie dzieliło ich już nic, mokry tors opierał się o jej pierś, a usta... w końcu odnalazły te jej. W pocałunku. Tak wyczekanym. Tak... dzikim, że już po chwili lądowali z powrotem na ścianie, w strugach wody. Kradną sobie resztki powietrza i oddając to co im zostało. Na językach mieszał się smak krwi. Mieszało się to wszystko przez co oni dzisiaj przeszli, jebany kurwa pot, piach i łzy. Bo to nie był łatwy dzień, był kurewsko ciężki.
A to czym oni go przypieczętowali...
Jebany rozpierdol. Chaos w czystej postaci, nikt, nigdy tak na niego nie działał. Jakby z tej łazienki przenieśli się nagle... w kosmos? Jakby nic innego się nie liczyło, tylko jej pełne, gorące usta. I to jak skóra drżała pod jego dotykiem, kiedy sunął palcami po jej poobijanych plecach. I to jak serce waliło mu w piersi, jakby miało z niej wypierdolić. Jak nigdy w życiu. To nawet nie miało porównania, do tego adrenalinowego haju, który towarzyszył im cały dzień.
Prze-pa-dli.

Esto va a doler ♡︎
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, cycki na wierzchu
Niby w jej domu nie zmieniło się nic.
Ciotka była jedynie trochę starsza, Matias już dawno wyleczył to swoje złamane serce, a i meble niektóre mieli nowe, bo sąsiad złożył im na prośbę ciotki za pół ceny. I firanki może inne? Ale tak po za tym, to wszytko wyglądało tak samo. Tylko trochę starzej. Jak Pilar i Madox, kiedy biegli po schodach i chowali się w łazience. Osiem lat temu wbiegali do niej dokładnie tak samo, tylko wtedy byli cali z błota, próbując szybko umyć się przed obiadem albo zatrzeć jakoś wielkie plamy z ubrań, żeby Ciotka Elena znowu nie zrobiła im wywodu, jak to nie potrafią się normalnie bawić. Teraz również wbiegli do niej brudni, ale już nie tylko z błota, a przede wszystkim z krwi. Krwi swojej i krwi ludzi, którzy chcieli ich poróżnić, skrzywdzić. Mieli na sobie ślad po każdej, jebanej przeciwności losu, jaka dzisiaj stanęła im na drodze. Po walce w klatce, po pożarze, po zdradzie i przede wszystkim po tym wszytkim, co miała miejsce zaraz po. Po tym jak ledwo uszli z tego z życiem.
I może dlatego, Pilar od razu znalazła się z nim pod prysznicem? Dlatego nie miała już jakichkolwiek hamulców, jeśli chodziło o bliskość, której tak kurewsko pragnęła? Jakby doszło do niej, że oni naprawdę mogli z tego nie wyjść cało. Mogli zginąć. I w sumie czego kurwa? Tego że przez tak dużo lat nie potrafili sobie wyjaśnić pewnych rzeczy? Nie potrafili spojrzeć sobie w oczy i przyznać się przed sobą, że wciąż żywili do siebie uczucia? Czy to było tak trudne? No jak widać dla nich trudniejsze niż walka z psychopatą, bo to akurat przyszło im po łatwości. Wcale nie.
Po tym całym dniu Pilar już nie chciała niczego żałować. Gdybać, co by było, jakby… Nie. Oni byli tu i teraz. Sami. Mieli się w końcu na wyłączność i wcale nie mieli pewności, co przyniesie jutro. Przecież to było oczywiste, że Trucizna będzie się chciał zemścić, że tak tego nie zostawi. Nie wiedzieli, czy na stacji benzynowej nie było kamer, bo przecież mogły być, a oni nie dość, że przyjechali tam ukradzionym motorem, to jeszcze odjechali ukradzionym samochodem. Cali we krwi. Wszystko mogło się spierdolić, świat zawalić im się na głowy i ona naprawdę nie chciała się tylko zastanawiać, albo żałować, że czegoś nie zrobiła.
Dlatego kiedy ściągała z niego koszulkę, to nawet na moment się już nie wahała. Z pełną premedytacją szarpała za materiał, przeciągając ciężką fakturę w górę i przez głowę, żeby cisnąć nią gdzieś o podłogę, gdzie woda wciąż przybierała czerwony kolor, jak już od początku taka się lała. Bezczelnie przesunęła spojrzeniem po jego torsie. Po tatuaż z lwem, na którym skupiła się nieco dłużej, po raz pierwszy przyglądając mu się z takiego bliska. A potem zahaczyła jeszcze o mięśnie, które idealnie odznaczały się na skórze. Ciało Noriegi było tak kurwa gorące, że nawet nie czuła chłodu wody, która się po nich lała. Wszystko i tak ją parzyło. Niemiłosiernie. Jakby zaraz miała spłonąć przed nim, dosłownie spalić się żywcem.
Chciała sięgnąć do niego dłonią, jednak nim zdążyła to zrobić, on już się do niej wyrwał. Niespodziewanie. Tak nagle, że kiedy tylko jej plecy zderzyły się z kafelkami, z gardła Pilar wyrwał się niekontrolowany jęk. Otworzyła szerzej usta, próbując złapać większy haust powietrza, a oczy nawet na moment nie zeszły z jego twarzy. Z tych ciemnych oczu, które wygłodniałe patrzyły na jej usta. Najpiękniejszych oczu, jakie widziała w całym swoim życiu.
Będzie bolało.
Już i tak wszystko bolało. Kości mieli naruszone, mięśnie poharatane, a skóra wyglądała, jakby właśnie wrócili z wojny. Na twarzach mieli ślady po pięściach Trucizny, oboje. Ale najbardziej to i tak bolało przecież serce, które w piersi szalało już tak bardzo, że prawie rozpierdalało cały mostek, próbując się wyrwać. Pilar wyprężyła się jeszcze bardziej na kafelkach, wychodząc mu biodrami naprzeciw. Robiąc miejsce między kafelkami, a jej plecami na jego dłoń, którą przesuwał powoli po jej rozgrzanym ciele. Czuła na sobie jego oddech, wariowała dosłownie od tej całej bliskości.
Niech boli — wydyszała prosto w jego usta, bo nawet nie zauważyła, kiedy przestało brakować jej powietrza. A łapało się je coraz trudniej, szczególnie, że jego opuszki przesuwały się coraz wyżej. Kiedy w końcu wylądowały na piersi, Pilar znowu mruknęła nawet nad tym nie panując. Była już na niego tak nakręcona, tak bardzo go chciała, że… — Hazlo, maldita sea, o me volveré loco zrób to kurwa, bo zwariuje, rzuciła jeszcze na jednym wdechu, kiedy zrzucił z niej ubranie i spojrzeniem przejechał po jej nagim ciele. Po piersiach które tak chaotycznie unosiły się w górę i dół, że ledwo dało się za nimi nadążyć.
A kiedy w końcu to zrobił… kiedy ją p o c a ł o w a ł, kompletnie przepadła. Miała wrażenie, jakby świat dookoła niej po prostu eksplodował. Kolana momentalnie ugięły się pod ciężarem tego obłędnego doznania. Jego ust, które smakowały lepiej niż kiedy zapamiętała to za sklepem. Jego smak mieszał się z alkoholem, papierosami, piachem i przede wszystkim krwią, która wciąż się przez nich przelewała. I była to chyba nowa ulubiona mieszanka Pilar. Taka która wwiercała się w głowę i nie chciała wyjść. Momentalnie szarpnęła rękę w górę, osadzając je w jego włosach i szarpiąc za nie, przyciągając go jeszcze bardziej do siebie, by móc pogłębić pocałunek. By wedrzeć się między jego usta językiem i pieścić go tak dobrze, jak jeszcze żadna dziewczyna tego nie zrobiła. Z ogniem, na jaki oboje zasługiwali. I przede wszystkim z uczuciem, które tliło się gdzieś głęboko w sercu, a teraz dosłownie eksplodowało.
Wolną dłonią błądziła po jego cele, jakby nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. Jakby chciała być wszędzie w tym samym czasie. Dotykać go, poznawać, odczuwać. Bo przecież to zbliżenie w żadnym stopniu nie przypominało tych niewinnych sprzed ośmiu lat, kiedy dawali sobie słodkie całuski i przytulali przez pół godziny. Tu w tym co robili, nie było nic niewinnego. A już na pewno nie, kiedy zjechała rękami do jego paska i zacisnęła nim palce. Na sprzączce, z która poradziła sobie wyjątkowo dobrze, a potem jednym ruchem przeciągnęła go ze szlufek i zarzuciła mu go na szyję, żeby szarpnąć go do siebie jeszcze bardziej. Przyspawać ciało do ciała, jakby tam kurwa była jeszcze jakakolwiek wolna przestrzeń.
Miał rację.
Faktycznie bolało.
Ale to był kurwa najprzyjemniejszy ból, jaki kiedykolwiek czuła w życiu.
Nigdy wcześniej nie czuła takiego uniesienia przy pojedynczym pocałunku, nigdy nie chciała też kogoś tak bardzo jak jego, nie pragnęła do absolutnego szaleństwa. A jego tak. I dopiero całując jego miękkie, poharatane usta poczuła, jak wiele uczuć się z niej wylewało, jak chowała je w środku, gdzieś za tym całym żalem, który pokazywała na zewnątrz. Zawsze go kochała. To nawet nie podlegało wątpliwości. A teraz nie potrafiła się od niego odkleić, ryjąc paznokciami po jego plecach, rzucając pasek gdzieś na kafelki. Oderwała się od niego dopiero, kiedy faktycznie zabrakło jej powietrza. Minimalnie. Na tyle, żeby mogła zajrzeć mu w czarne oczy. Te jej wcale nie były lepsze.
I co? — wydyszała, przesuwając dłonie po jego biodrach na przód, drażniąc miejsce, w którym zaczynały się jego spodnie. — Dalej uważasz, że to tylko adrenalina? — klatka piersiowa obijała się o tą jego. Waliła chaotycznie, podczas gdy palce już kręciły się wokół guzika od jeansów. — Że to nic nie znaczy? — bo dla niej znaczyło kurewsko dużo. Wszystko. Cały jebany świat. Wszystko byłaby w stanie dla niego zrobić, wszystko oddać i nie miała zamiaru już się zatrzymywać. Chociaż kiedy jej spojrzenie przejechało się po poharatanej twarzy, po doszczętnie rozjebanym łuku brwiowym i innych miejscach, znowu na moment się nim przejęła. — Trzeba ci to będzie zaszyć — podniosła dłoń do jego twarzy i musnęła delikatnie miejsca, w którym miał najbardziej rozszczepioną skórę. Tylko ona chyba naprawdę nie liczyła na to, że on teraz, w tym momencie da się jej opatrzyć?

Hazlo, maldita sea, o me volveré loco
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”