-
Mam co tydzień zabierać cię do Medellin? - zapytał, kiedy odpowiedziała, że trzeba pomyśleć, gdzie oni mogą się spotykać. Madox myślał o tym cały czas, zastanawiał się jak oni mają to obejść? Nawet jeśli miałby co tydzień kupować bilety do Kolumbii, żeby móc z nią spędzić trochę czasu, zrobiłby to.
Noriega naprawdę się starał, żeby to dzisiaj było zrobione dobrze, starał się nie rzucać w oczy, ewentualny ogon zgubić na tym bożonarodzeniowym jarmarku. Nawet nie jechał swoim samochodem, tylko jakąś miejską komunikacją, no i ta kominiarka, żeby się nie wyróżniał, szare ubranie. Miał być niewidzialny. A ona i tak powiedziała, że to było
bezmyślne.
Klub może i był bezmyślny, chociaż nie samo spotkanie z Tonym, bardziej to, że oni się tak przed nim odkryli. Powinni się trzymać na dystans, a nie trzymali.
Czy oni w ogóle potrafili się trzymać od siebie z daleka? Kiedy tak ich do siebie ciągnęło? I teraz też ciągnęło go do niej, kiedy jej usta znalazły się tak blisko tych jego, tylko, że wtedy padło dużo tych słów, co oni zjebali przy Lainie. Noriega zdawała sobie z tego sprawę, ale co miał zrobić? Pozwolić Ruby ją zastrzelić, no chyba nie w tym życiu. Nawet jakby miał się sprzedać na całej linii, to on i tak by to zrobił, nawet jakby miał być z tego powodu skończony. Tylko tutaj znowu wracali do tego, że go to pierdoli, że on był gotowy się za nią podłożyć, zawsze, wszędzie. I jak oni mają udawać, coś innego?
Pouczał ją, a ona pouczała jego, ale czy oni w ogóle byli w tym względzie reformowalni?
-
No to spróbujmy - powiedział, jakby to była najprostsza rzecz na świecie, ale bez żadnego zupełnie przekonania. Bo Madox w to nie wierzył. No przecież on by w życiu nie stał biernie, kiedy działa jej się krzywda, bo właśnie mu zależało na jej
bezpieczeństwie, na
niej, tylko, że on przez tą swoją wybuchowość, to właśnie działał na ich niekorzyść. Jak wtedy z Lainem.
Tylko, że inne opcji nie było, czasem nie ma po prostu innej opcji.
Kiedy wypowiedział te słowa
o rozstaniu, to sam przecież tego nie chciał, ale może by to zrobił? Może dla jej
bezpieczeństwa?
-
Nie chcę - odpowiedział od razu -
ale jeśli tak masz być bezpieczna, jeśli to jedyne wyjście... - zaczął, znowu robiąc kilka kroków po jej salonie. Złapał się za głowę wplatając palce w jasne, krótkie włosy.
Madox doskonale wiedział, czego chce,
bo chciał jej. Problem tkwił w tym, że on nie wiedział, co powinien zrobić, bo rzadko robił to co powinien. Najczęściej podchodził do życia egoistycznie, w ogóle nie przejmując się nikim innym. Sobą, tylko i wyłącznie. Ale tutaj musiał brać przecież pod uwagę też ją. Przede wszystkim ją, bo mu na niej zależało, jak na nikim innym na świecie.
-
Nie chcę się poddać, chcę walczyć o Ciebie, podkładać się pod kule, chcę, żebyś była moja, ale... - znowu się przed nią zatrzymał, znowu wbił ciemne tęczówki, w jej piękne, czekoladowe oczy, w których już znowu płonął ogień -
chce kurwa, żebyś była bezpieczna - wyrzucił z siebie, chociaż uczucia miał mieszane. Dlatego zaraz zapytał ją czego ona od niego chciała.
Wywrócił oczami na jej słowa,
spróbowali to ogarnąć, no przecież próbowali, Madox próbował, starał się, ale okazywało się, że robił to bezmyślnie. Chociaż może on faktycznie przy niej nie myślał? Był jeszcze bardziej narwany?
Bezmyślny.
-
To jak jest na poważnie Pilar? Możemy być razem? Nie możemy? Mamy spróbować? Czy mamy to skończyć? Która opcja jest najpoważniejsza i najbezpieczniejsza? - jego czarne już tęczówki znowu odszukały jej pięknych, otoczonych kurtyną czarnych rzęs, oczu. Znowu wwiercały się w nią intensywnie. Na te kolejne słowa o
okazywaniu słabości, prychnął, już miał jej coś powiedzieć, znowu wrócić do Ivanka? A może tym razem po prostu rzucić prosto z mostu, że ona była przecież jego
słabością. Była dla niego najważniejsza, i kurwa nawet chyba ważniejsza niż Emptiness już, ale ona mu wtedy wyrwała tego papierosa i cisnęła nim w kanapę.
-
Kurwa... - zaczął i już miał pytać dlaczego to zrobiła, kiedy jego tak w tym momencie skręcało, żeby zapalić. Tylko, że jej kolejne słowa sprawiły, że się zamknął, słuchał.
Chciał ją pieprzyć, chciał ją kochać, była dla niego
wszystkim. Odruchowo, mimowolnie, zrobił krok w jej kierunku. Znowu znalazł się blisko, tak blisko, że z powodzeniem mogła czuć bijące od niego ciepło, a on to od niej też, ten żar, ten jej ogień. Zerknął na ten blat o którym mówiła. Czy już mogli? Ale przecież mieli jeszcze sporo do przegadania.
Jebać to.
Przycisnął ją do tej kuchennej wyspy, a już po chwili zaciskał palce na jej pośladkach, sadzając ją na blacie. Zdecydowanie wolał taki układ, przesunął opuszkami po jej plecach, żeby wpleść je w ciemne kosmyki, żeby przyciągnąć ją do siebie.
-
Nie chcę Cię zostawiać Pilar - powiedział prosto w jej usta, która zaraz później, w końcu, pocałował, mocno, zachłannie -
kocham Cię - powiedział między kolejnymi pocałunkami -
ucieknijmy stąd.
Pilar Stewart