-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jego oczy powiodły za jej dłonią, kiedy lądowała na blacie koło szklanki.
- Pilar... - mruknął i może nawet chciał coś dodać o tym, że co on ma zrobić? Jak on już nie umie bez niej żyć.
Tylko, że ona wtedy wytoczyła naprawdę potężne działo, aż Madox zatrzymał się w miejscu. Wbił to ciemne, intensywne spojrzenie w jej oczy.
- Soy un cabrón después de todo - ja pierdolę, przecież... - przecież ty mnie obchodzisz Pilar, i to żebyś była bezpieczna, kurewsko - obchodziło go to bardzo. Chciał, żeby była bezpieczna, ale czy to znaczyło, że miał ją zostawić? Miał się usunąć, żeby była bezpieczna? Nawet nie zwrócił uwagi na to, że mu się wyszarpnęła, przejechał wytatuowanymi palcami po twarzy.
Powinien wyjść? Pierdolnąć drzwiami, zniknąć z jej życia, żeby była bezpieczna? Aż go ścisnęło gdzieś w dołku, jego ciemne oczy uniosły się na jej twarz. Może jak mu rzeczywiście zależało na jej bezpieczeństwie to powinien sobie iść? Ale czy on umiałby teraz stąd iść? Znowu stanął przy ladzie, oparł palce na szkle i wychylił te whisky za jednym razem. I przez chwilę walczył z tym, czy ma ją zapytać o to, czy ma stąd iść, czy jednak o to, że może dało się to zrobić tak, żeby nikt nie wiedział.
Wygrało to drugie, bo on chyba nie umiałby się z nią teraz pożegnać, nie chciał się z nią żegnać. Pierdoliło go to, że nie powinni. Bo on chciał ją.
Słuchał jej, kiedy powiedziała to może się udać, bo on chciałby, żeby się udało. On gotowy był to zrobić tak, jak tylko chciała. Dobrze. Byle tylko tego nie kończyć. Powiódł za nią spojrzeniem, kiedy przeszła się po kuchni, oparł się znowu o ladę, żeby sięgnąć po butelkę, żeby znowu sobie dolać. Zrobił to, ale zawiesił się nad szklanką. Doskonale wiedział, że półświatek był często krok przed policją, musieli być. Kiedy psy zlecały obserwację, półświatek wysyłał ludzi, żeby obserwowali nie tylko podejrzanego, ale i policję. A do tego oni nie przebierali w środkach. Zamknął na moment powieki. Na pewno ją obserwowali. Jego może też. Za bardzo się w te całe kontenery wkręcili. Pierdolony Galen Wyatt i jego kontenery.
- To gdzie się chcesz spotykać? - zapytał, jakby to było najważniejsze, bo może dla niego było?
Ale nie powinno być. Bo jednak ważniejsze powinno być jej bezpieczeństwo. Znowu zrobił kolejne kółko po salonie, bo wciąż ze sobą walczył, z tym co on chciał, a z tym co powinien. Obejrzał się na nią przez ramię. Chciał jej. To było pewne. Ale przy tym chciał też, żeby była bezpieczna, a przecież z nim nie będzie.
Dopiero kiedy stanęła przed nim, to się zatrzymał, zrobił krok w jej kierunku, jeszcze bardziej wbijając sobie ten jej palec w klatę.
- To dzisiaj było bezmyślne? Myślisz, że nas obserwowali? Ostatnio w klubie było bezmyślne? - zapytał patrząc jej prosto w oczy. Może było.
Jej kolejne słowa sprawiły, że nabrał mocno w płuca powietrze, aż jego klatka piersiowa uniosła się energicznie, wypuścił je nosem.
- Chcę ci przypomnieć, że to ty dzisiaj chciałaś rozwalić Ivankowi łeb za mnie, przy ludziach, więc najpierw to ty się naucz nie okazywania słabości przy ludziach, a potem możesz mi robić wykłady Pi-lar - chwycił jej rękę, żeby przesunąć nią sobie po torsie, po szyi, na kark i już nawet znowu się do niej pochylał, znowu dał się zwieść tej jej bliskości, ale wtedy ona powiedziała to i koniec z tym twoim pierdoleniem, że cię to pierdoli, a Madox jej znowu uciekł, odsunął się i ją wyminął, podszedł do lady, żeby sięgnąć do tej torby z zakupami, którą przynieśli, żeby wygrzebać z niej paczkę fajek, które kupili na stacji.
- Ludzie mnie pierdolą... - mruknął pod nosem, kiedy odpakowywał paczkę z folii, a zaraz znowu odwrócił się w jej kierunku - bo tylko Ty mnie obchodzisz Pilar, chcę żebyś była bezpieczna... - już wkładał sobie jednego papierosa miedzy zęby. Zmacał się po kieszeniach z przodu i z tyłu, ale nie miał zapalniczki. Może gdzieś w kurtce?
Wywrócił oczami.
- Będziesz bezpieczna, gdy cię zostawię? Do tego dążymy? - wypalił w końcu, bo tak, teraz właśnie to pytanie drążyło mu dziurę w brzuchu, jeszcze jakąś bardziej wkurwiającą niż ta, którą naprawdę tam miał. Zawiesił tego papierosa między zębami wbijając w nią znowu spojrzenie, ale to nie wystarczyło, bo zaraz ruszył w jej kierunku, zaraz już stał przed nią, wyjmował tego papierosa spomiędzy warg.
- Czego ty właściwie ode mnie chcesz Pilar? Co mam zrobić? - zapytał, bo on by wszystko dla niej zrobił. Może nawet się poddał?
Pilar Stewart
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Czy zadziałało? Nie była pewna, bo on już po chwili znowu dopytywał jej, gdzie w takim razie chciała się spotykać, jakby to był najważniejszy element rozmowy.
— Nie wiem — rzuciła, wzruszając ramionami. — Trzeba pomyśleć — prostszej odpowiedzi na to nie było. Na pewno były takie miejsca, z pewnością dało się to jakoś obejść; kolacja w ciemności była świetnym przykładem, jakieś miejsca za miastem, może pora dnia też była istotna? Może w środku nocy i gagnusy robiły sobie drzemkę? Na sto procent dało się to obejść, tylko oni pierwsze musieli ustalić na czym stoją i co z tym wszystkim robią, a dopiero potem brać się za szczegóły.
A to wcale nie było takie proste, bo Pilar wiecznie mówiła jedno, a on odbierał to zupełnie inaczej — rozmowa dwójki narwańców, którzy desperacko chcieli przepchnąć własne racje nad cokolwiek innego.
— Oczywiście, że dzisiaj było bezmyślne, a to w klubie to kurwa tym bardziej — warknęła prosto w jego twarz, w usta, które nie wiedzieć kiedy znalazły się tak blisko tych jej. — Pokazywanie się przed Lainem razem i to w dodatku z tymi wszystkimi emocjami było kurewsko głupie. Położenie mu jak na tacy informacji, że współpracujesz z policją, którą on teraz może z łatwością wykorzystać, nie wspominając już o fakcie, że nie tylko pracujesz ale za jednego psa to się nawet podłożyłeś pod broń — spojrzała mu głęboko w oczy. W jej spojrzeniu była złość, irytacja, ale przede wszystkim troska. Bo prawda jest taka, że im dłużej Pilar myślała o tym, co się stało, coraz częściej dochodziła do wniosku, że popełnili wielki błąd z Lainem. I chciała to nawet powiedzieć na głos, wziąć na siebie winę za ten akt bezmyślności, tylko wtedy on zaczął o pieprzonym Ivanku, a Pilar aż przewróciła oczami i westchnęła głośno z irytacji. On kurwa nic nie rozumiał.
— Ale gdzie ja powiedziałam, że to się tyczy tylko ciebie? No gdzie, Madox? — warknęła, robiąc nieznaczny krok w tył, by odpowiednio mu się przyjrzeć. — Powiedziałam, że musimy skończyć z okazywaniem słabości. MY. Oboje. Ja też nie jestem idealna, ba kurwa, jestem w to aktualnie kurewsko chujowa, bo rzuciłabym się na Ivanka jeszcze sto razy… ale chodzi mi o to, że trzeba z tym skończyć. Spróbować… — nie wiedziała, czy to wyjdzie, czy będą tak umieli udawać, że się nie znają, ale przecież jeśli nie spróbują, to nigdy się nie dowiedzą. A Pilar chciała spróbować. Dać temu szansę. Bo za nic nie wyobrażała sobie życia bez niego.
Dlatego kiedy podszedł do niej z petem w ustach, kiedy spojrzał jej głęboko w oczy i zapytał czy byłaby bezpieczna, gdyby ją zostawił, serce autentycznie ją zabolało. Zacisnęło się tak mocno, że przez moment miała wrażenie, że nie może oddychać. Stała jak wryta, kiedy znowu do niej podszedł.
— Chcesz mnie zostawić? — wydusiła w końcu, tonem tak przepełnionym żalem i jakimś… smutkiem, że aż nie podobnym do jej ognistego temperamentu. Ta wizja życia, w której nie ma go obok w żadnej formie na moment naprawdę ją zmiotła. Fakt, że on brał to w ogóle pod uwagę. — Tak po prostu się, kurwa, poddać? — dodała już o wiele bardziej walecznie, ściągając brwi do siebie i pozwalając, by ogień w jej oczach znowu powrócił. Zupełnie jak siła w rękach, kiedy ułożyła dłonie na jego nagiej klacie i pchnęła przed siebie, jakby to miało sprawić, że on nagle się opamięta. Że wyrzuci z głowy ten wariant, w którym po prostu ją zostawia.
Czego ty właściwie ode mnie chcesz Pilar?
— Chce, żebyśmy, kurwa, spróbowali to jakoś ogarnąć — i znowu się uniosła, wyrzucając ręce w górę. — Wzięli to na poważnie, bez pierdolenia, że i tak ktoś może nas skasować za rogiem — zrobiła krok w jego stronę, wwiercajać w niego płonące spojrzenie, podczas gdy serce w piersi biło jak oszalałe. — Bez okazywania słabości — wyrwała mu tego pieprzonego papierosa i cisnęła nim gdzieś na kanapę. Bo teraz miało miejsce stawianie warunków, a nie przerwa na fajkę. — Chcę, żebyś pieprzył mnie na tym blacie i mówił, że jestem wszystkim, a potem ludziom powtarzał, że mnie nie znasz — rzuciła prosto w jego twarz, przysuwając się jeszcze bliżej. — Żebyś kochał mnie w cieniu, a przy innych nienawidził — zacisnęła palce między jego szyją a żuchwą, by go sobie przytrzymać. Może nieco za mocno. — Ale nie, żebyś mnie, kurwa, zostawiał.
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Noriega naprawdę się starał, żeby to dzisiaj było zrobione dobrze, starał się nie rzucać w oczy, ewentualny ogon zgubić na tym bożonarodzeniowym jarmarku. Nawet nie jechał swoim samochodem, tylko jakąś miejską komunikacją, no i ta kominiarka, żeby się nie wyróżniał, szare ubranie. Miał być niewidzialny. A ona i tak powiedziała, że to było bezmyślne.
Klub może i był bezmyślny, chociaż nie samo spotkanie z Tonym, bardziej to, że oni się tak przed nim odkryli. Powinni się trzymać na dystans, a nie trzymali.
Czy oni w ogóle potrafili się trzymać od siebie z daleka? Kiedy tak ich do siebie ciągnęło? I teraz też ciągnęło go do niej, kiedy jej usta znalazły się tak blisko tych jego, tylko, że wtedy padło dużo tych słów, co oni zjebali przy Lainie. Noriega zdawała sobie z tego sprawę, ale co miał zrobić? Pozwolić Ruby ją zastrzelić, no chyba nie w tym życiu. Nawet jakby miał się sprzedać na całej linii, to on i tak by to zrobił, nawet jakby miał być z tego powodu skończony. Tylko tutaj znowu wracali do tego, że go to pierdoli, że on był gotowy się za nią podłożyć, zawsze, wszędzie. I jak oni mają udawać, coś innego?
Pouczał ją, a ona pouczała jego, ale czy oni w ogóle byli w tym względzie reformowalni?
- No to spróbujmy - powiedział, jakby to była najprostsza rzecz na świecie, ale bez żadnego zupełnie przekonania. Bo Madox w to nie wierzył. No przecież on by w życiu nie stał biernie, kiedy działa jej się krzywda, bo właśnie mu zależało na jej bezpieczeństwie, na niej, tylko, że on przez tą swoją wybuchowość, to właśnie działał na ich niekorzyść. Jak wtedy z Lainem.
Tylko, że inne opcji nie było, czasem nie ma po prostu innej opcji.
Kiedy wypowiedział te słowa o rozstaniu, to sam przecież tego nie chciał, ale może by to zrobił? Może dla jej bezpieczeństwa?
- Nie chcę - odpowiedział od razu - ale jeśli tak masz być bezpieczna, jeśli to jedyne wyjście... - zaczął, znowu robiąc kilka kroków po jej salonie. Złapał się za głowę wplatając palce w jasne, krótkie włosy.
Madox doskonale wiedział, czego chce, bo chciał jej. Problem tkwił w tym, że on nie wiedział, co powinien zrobić, bo rzadko robił to co powinien. Najczęściej podchodził do życia egoistycznie, w ogóle nie przejmując się nikim innym. Sobą, tylko i wyłącznie. Ale tutaj musiał brać przecież pod uwagę też ją. Przede wszystkim ją, bo mu na niej zależało, jak na nikim innym na świecie.
- Nie chcę się poddać, chcę walczyć o Ciebie, podkładać się pod kule, chcę, żebyś była moja, ale... - znowu się przed nią zatrzymał, znowu wbił ciemne tęczówki, w jej piękne, czekoladowe oczy, w których już znowu płonął ogień - chce kurwa, żebyś była bezpieczna - wyrzucił z siebie, chociaż uczucia miał mieszane. Dlatego zaraz zapytał ją czego ona od niego chciała.
Wywrócił oczami na jej słowa, spróbowali to ogarnąć, no przecież próbowali, Madox próbował, starał się, ale okazywało się, że robił to bezmyślnie. Chociaż może on faktycznie przy niej nie myślał? Był jeszcze bardziej narwany? Bezmyślny.
- To jak jest na poważnie Pilar? Możemy być razem? Nie możemy? Mamy spróbować? Czy mamy to skończyć? Która opcja jest najpoważniejsza i najbezpieczniejsza? - jego czarne już tęczówki znowu odszukały jej pięknych, otoczonych kurtyną czarnych rzęs, oczu. Znowu wwiercały się w nią intensywnie. Na te kolejne słowa o okazywaniu słabości, prychnął, już miał jej coś powiedzieć, znowu wrócić do Ivanka? A może tym razem po prostu rzucić prosto z mostu, że ona była przecież jego słabością. Była dla niego najważniejsza, i kurwa nawet chyba ważniejsza niż Emptiness już, ale ona mu wtedy wyrwała tego papierosa i cisnęła nim w kanapę.
- Kurwa... - zaczął i już miał pytać dlaczego to zrobiła, kiedy jego tak w tym momencie skręcało, żeby zapalić. Tylko, że jej kolejne słowa sprawiły, że się zamknął, słuchał.
Chciał ją pieprzyć, chciał ją kochać, była dla niego wszystkim. Odruchowo, mimowolnie, zrobił krok w jej kierunku. Znowu znalazł się blisko, tak blisko, że z powodzeniem mogła czuć bijące od niego ciepło, a on to od niej też, ten żar, ten jej ogień. Zerknął na ten blat o którym mówiła. Czy już mogli? Ale przecież mieli jeszcze sporo do przegadania.
Jebać to.
Przycisnął ją do tej kuchennej wyspy, a już po chwili zaciskał palce na jej pośladkach, sadzając ją na blacie. Zdecydowanie wolał taki układ, przesunął opuszkami po jej plecach, żeby wpleść je w ciemne kosmyki, żeby przyciągnąć ją do siebie.
- Nie chcę Cię zostawiać Pilar - powiedział prosto w jej usta, która zaraz później, w końcu, pocałował, mocno, zachłannie - kocham Cię - powiedział między kolejnymi pocałunkami - ucieknijmy stąd.
Pilar Stewart
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ona chciała spróbować.
Oboje byli na to gotowi. Z tą różnicą, że Pilar chciała to zrobić z głową; zaplanować wszystko co tylko się dało, najmniejszy szczegół, ustalić z góry jakąś fałszywą relacją, którą mogliby odgrywać przed innymi, na spokojnie dość do tego, gdzie mogli się spotykać po kryjomu, w jakich miejscach, na co dokładnie sobie pozwolić, żeby wszystko miało ręce i nogi. Żeby mogli być. Razem. Pomimo tych wszystkich przeciwności.
Madox natomiast po prostu chciał; nie z głową, nie na spokojnie. On po prostu chciał ją mieć tu, teraz i już na zawsze, nie zważając na konsekwencje. Wiecznie trwał w przekonaniu, że jakoś to będzie. Że i niezależnie co by się działo, on i tak za każdym razem podstawi się pod broń czy pięść, by ją chronić. Nawet jeśli wcale nie będzie takiej potrzeby. Popadał ze skrajności w skrajność — potrafił mieć we wszystko wyjebane, byle być razem, a zaraz potem fiksował się na punkcie jej bezpieczeństwa, nawet kosztem całej relacji.
Mieszał jej w głowie.
A przecież w głowie Pilar i tak już panował jebany chaos. Nic tam nie było poukładane. Od pieprzonego Medellin jej starannie ułożone szufladki w głowie — dobrze zorganizowane i alfabetycznie posegregowane — legły w gruzach, zajęły się pieprzonym ogniem, który chociaż rozpalał do czerwoności i przyprawiał o najwspanialsze doznania, w tym samym czasie siał też okropne spustoszenie. Sprawił, że Pilar nie myślała racjonalnie, że nagle była gotowa postawić rzeczy i swoje życie na szali dla kogoś innego. Dla relacji. Dla niego.
Tylko czy oni byli w stanie się w końcu dogadać? Dojść do jednolitego porozumienia?
— Nie jesteś w stanie być ze mną i gwarantować mi stu procentowe bezpieczeństwo — zaczęła spokojnie, chociaż wszystko w niej aż wrzało. Zdawała sobie jednak sprawę, że krzyki i tak robiły im więcej szkody niż pożytku, dlatego naprawdę starała się trzymać nerwy na wodzy. Chociaż było kurewsko trudno. — Jeśli naprawdę chcemy spróbować, dać temu szansę, to trzeba się liczyć z ryzykiem — to nawet nie podlegało dyskusji. Coś mogło pójść nie tak. Ba, kurwa, znając ich z pewnością nie jedna rzecz jeszcze wyjebie się po drodze, ale to od nich zależało, jak sobie z tym poradzą. Czy będą w stanie sobie z tym poradzić.
Tylko pierwsze musieli grać do jednej bramki w tej rozmowie. Nie fiksować się na nieistotnych rzeczach, a skupić na suchych faktach.
Tylko co z tego, skoro ona próbowała stawiać mu warunki, a on jak zwykle nie słuchał?
Bo gdyby słuchał, gdyby był wystarczająco skupiony na słowach, które właśnie opuściły jej usta; odpowiedziałby. Zgodził się lub nie zgodził, zaprezentował swoje stanowisko w sprawie, c o k o l w i e k. Zamiast tego on jednym ruchem docisnął ją do wcześniej wspomnianej lady i posadził. Chłodny blat w sekund skontrastował z jej rozgrzanym do czerwoności ciałem, nawet przez materiał spodni.
— Madox… — pouczyła go, kiedy sunął palcami wzdłuż drżących już pod jego dotykiem pleców. A przynajmniej chciała go poczuczyć, jednak nim zdążyła cokolwiek dodać, on już zamknął jej usta w agresywnym pocałunku. I chociaż Pilar była nastawiona na rozmowę, na rozwiązanie tego pieprzonego problemu, tak jej ciało zareagowało o wiele szybciej niż głowa. Momentalnie odwzajemniła pocałunek. Wślizgnęła się językiem do jego ust, smakując go z należytą zachłannością, czując, jak przez całe ciało przepływa elektryzujący prąd, który gromadzi się między nogami, które ona mimowolnie zacisnęła na jego biodrach. Była go s p r a g n i o n a. Jego ust, dotyku, ciała, po którym po chwili przejechała dłońmi, by osadzić palce na rozgrzanym karku. By przyciągnąć go jeszcze bliżej.
Dopiero kiedy powiedział to ucieknijmy stąd, Pilar nieco otrzeźwiała. Doszła do szybkiego wniosku, że on dalej albo nie rozumiał powagi sytuacji, albo po prostu miał w to szczerze wyjebane.
— Madox — wydyszała prosto w jego usta, niechętnie się odsuwająć. — Esperar — Poczekaj. Przeniosła dłonie na nagą klatkę piersiową i odsunął go od siebie nieznacznie. Nie dużo. Na tyle, by spokojnie mogła zajrzeć mu oczy. — Mieliśmy to przegadać, a jak narazie to gówno ustaliliśmy — czuła jego rozszalałe serce pod opuszkami. Biło równie szybko jak to Pilar, chcąc wyskoczyć z piersi. I ona też naprawdę nie chciała nic innego na zasranym świecie jak po prostu oddać mu się tym cholernym blacie, tylko jeszcze nie teraz. Musieli przez to przebrnąć. Teraz albo kurwa nigdy. Widziała niezadowolenie na jego twarzy. Ona również była niezadowolona. Ciągle walczyła z samą sobą, by nie ulec. I chociaż wcześniej wyjebała mu nieszczęsnego papierosa z ust, teraz sama sięgnęła po paczkę tuż obok pustej szklanki, przy okazji zgarniając zapalniczkę obok koszyka z owocami. Wyjęła jednego i umieściła go w ustach, po czym odpaliła.
— Popatrz na mnie — zawiesiła spojrzenie na jego czekoladowych oczach. Potrzebowała całą jego uwagę. — Chcę z tobą być. Okej? To nie podlega dyskusji. Ale jeśli to ma się udać, musimy zrobić to z głową — uniosła wolną dłoń przyciskając mu palec do skroni, a następnie zjechała na tatuaż lwa. — A nie tylko sercem. Musimy być ostrożni, planować spotkania, chociaż na początku, a przede wszystkim nie pozwolić na to, by ktokolwiek się o nas dowiedział. To znaczy udawanie, że się nie znamy lub za sobą nie przepadamy, niezależnie od tego, co by się nie działo. To jest warunek numer jeden.
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
To dzianie się było związane z ich zawodami, z ich charakterami. Mogli do tego próbować podejść na chłodno, zaplanować wszystko, ale czy to się uda? Czy to w ogóle miało sens?
Madox nie lubił takich planów, za dużo razy już zaliczył wpadkę, zdecydowanie wolał iść na spontana, brać, to co przyniesie los, i brać z tego jak najwięcej się da. Tym razem też chciał. Po prostu jej, po prostu wycisnąć z ich relacji ile się da. Ale tak się nie dało. Nie dało się tego wszystkiego pierdolić, bo teraz już nie tylko chodziło o jego własną skórę, ale też o nią.
Nie jesteś w stanie być ze mną i gwarantować mi stu procentowe bezpieczeństwo - wiedział to, ale kiedy ona wypowiedziała te słowa na głos dotarło to do niego jakoś tak jeszcze boleśniej, bardziej prawdziwie. To miał ją zostawić, dla tego pierdolonego bezpieczeństwa?
Ona też mieszała mu w głowie. Równocześnie tak cholernie mu na niej zależało, tak bardzo jej chciał, ale też gotowy był to wszystko skończyć, dla niej. Dla tego jej świętego spokoju. I tak siedzieli już w gównie, ze względu na ścieżki kariery, które wybrali, po co on miał jej jeszcze czegoś dokładać?
Bo ją kochał?
Ale czy miłość dawała mu do tego prawo?
- Zawsze jest... ryzyko - powiedział to powoli, sięgnął do niej. I to był właśnie ten błąd, bo chciał jej powiedzieć coś jeszcze. Może, że przecież sami stawiali na ryzyko, ryzykowali całe pierdolone życie.
Ale Madox się nie umiał skupić, kiedy była blisko, nie umiał już myśleć racjonalnie. Może w ogóle myśleć, o czymkolwiek innym, niż o smaku jej gorących, pełnych warg.
Nawet to Madox, które padło z jej ust, nie sprawiło, żeby się zdystansował, a przecież powinien. Mieli rozmawiać, a zamiast tego on całował ją zachłannie, łącząc ich języki w ognistym tańcu, smakując ją do utraty tchu. Jago palce przesunęły się po jej gorącej skórze, po brzuchu, pod materiał koszulki, którą już zaraz z niej ściągał, przez głowę. Oderwał od niej usta i wtedy po raz drugi padło jego imię, a potem to esperar, zrzucił jej koszulkę na kuchenną podłogę, ale się zatrzymał, chociaż przesunął jeszcze szorstkimi opuszkami po jej gładkiej skórze. Spojrzał na nią z wyrzutem, ale się odsunął.
- Dobra, to co jeszcze mamy ustalić Pilar? - zapytał z czarnymi tęczówkami utkwionymi w jej pięknych, czekoladowych oczach, w których przecież widział, że ona też tego chciała - mówiłem kurwa, żebyś założyła golf - pochylił głowę do jej ramienia, żeby szczypnąć na nim zębami skórę, złapać w nie ramiączko jej stanika, ale to był tylko moment. Ostatnia taka zaczepka, zanim rzeczywiście się odsunął, chociaż serce w piersi mu już gnało, szybko, nierówno, do niej.
Powiódł spojrzeniem za tym papierosem, który sobie wyciągnęła, utkwił znowu w niej wzrok i pozwolił jej może raz się nim zaciągnąć, a potem sięgnął do jej pełnych ust i wyjął spomiędzy warg tego papierosa, szybko, sprawnie, zanim zdążyła zareagować. Zaciągnął się odchylając do tyłu głowę, chociaż jak kazała mu na siebie patrzeć, to już po chwili jego spojrzenie znowu odszukało jej pięknych, dużych oczu. Oczu, w których mógł się zatracić, w których zrobił to nie raz i nie raz jeszcze pewnie to się stanie.
- Z głową, to znaczy jak? - zapytał i zaciągnął się dymem jeszcze raz, wypuścił go nosem, zerkając na jej dłoń, która znalazła się już na jego tatuażu lwa. Tatuażu spod którego jego serce znowu wyrwało się do niej, i mało brakowało, żeby Madox też się do niej nie wyrwał, znowu. Chociaż oparł lekko dłoń na jej udzie.
- Byłem dzisiaj ostrożny - powiedział i oddał jej papierosa - mam ci się zapowiadać, czy wpisywać wcześniej do kalendarza? - znowu przesunął palcami po jej udzie, na biodro - mamy udawać, ze za sobą nie przepadamy? - uniósł jedną brew. I tym razem już się odsunął, sięgnął do butelki, żeby nalać im obojgu do szklanek. Swoją podniósł zaraz, oparła się o blat obok niej plecami.
- Jak Ty to sobie wyobrażasz Pilar? Jak ktoś zapyta, to mam mówić, że nie jesteś w moim typie? Jesteś dla mnie zbyt... narwana? - uśmiechnął się jakoś zadziornie i trącił ją łokciem, a potem podniósł swoją szklankę do ust, żeby upić z niej kilka łyków - myślę, że wszyscy zainteresowani już wiedzą... chociaż może jak chluśniesz we mnie drinkiem w klubie i się trochę pokłócimy, przy ludziach, to to też się rozniesie, chcesz trochę przyaktorzyć Stewart? - zapytał i zerknął na nią z ukosa. Może i nie pokazywali się za specjalnie razem, ale ta cała strzelanina, później ta akcja z szyciem, obsługa Emptiness już musiała wiedzieć co ich łączy, wiedział Laine i to pewnie wystarczyło, żeby wiedziało już trochę osób, które jednak wcale nie powinny mieć takich informacji. Na za wiele sobie pozwolili.
Pilar Stewart
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
I chociaż szło za tym wiele bólu, te dobre chwile zdecydowanie wszystko wynagradzały. Te krótkie momenty, w których oni po prostu byli. Sami, ze sobą i wzajemnymi uczuciami, a wszechświat przymykał na to oko. To właśnie były te momenty warte życia i warte tego, żeby spróbować. Postarać się i sprawić, że wcale nie będą musieli z siebie rezygnować.
Bo niby jak? Jak oni kurwa mogli to skończyć, kiedy nawet przy poważnej rozmowie nie potrafili trzymać rąk przy sobie. I jasne, Stewart mogła go karcić, sprowadzać do pionu, ale przecież sama miała na niego ochotę. Było to widać po sposobie, w jaki jej uda zaciskały się na jego biodrach oraz w oczach, które również jak te jego, były już całe czarne od pożądania.
— Jakby golf miał tutaj cokolwiek pomóc — zauważyła, przewracając oczami. Chciał jej wmówić, że gdyby Stewart założyła jebany sweterek zamiast normalnej, brudnej w dodatku koszulki, to by go przed czymkolwiek powstrzymało? Dobre, kurwa, sobie. — Poza tym, ty też paradujesz bez bluzki. I jak ja mam się skupić? — dodała po chwili, jak na prawdziwą hipokrytę przystało. Ciekawe kto pozbawił go tej koszulki? Kto rozebrał go do pasa w dół? I jasne, mogła sobie tłumaczyć, że to tylko i wyłącznie dlatego, że chciała zmienić opatrunek, ale przecież oboje wiedzieli, że to wcale nie była prawda.
Spojrzała na niego z lekkim wyrzutem, kiedy zabrał jej papierosa z ust. Paczka leżała dosłownie obok — mógł się śmiało częstować, darując sobie takie kradzieże. W ramach kary szturchnęła go jedynie w ramie, bo chociaż chciała zrobić o wiele więcej, Noriega w końcu zaczął odpowiadać na jej wszystkie słowa i to właśnie na tym skupiła się cała uwaga Pilar.
— Dokładnie tak — skinęła głową, obserwując, jak rozlewa alkohol do szklanek. — Mamy udawać, że za sobą nie przepadamy — powtórzyła jego własne słowa i również upiła kilka łyków whisky. Jak tak dalej pójdzie, lada moment wyzerują całą butelkę. I chociaż Pilar miała całkiem mocną głowę, dzisiejszy dzień tak mocno ją przetarł emocjonalne, wliczając w to fakt, że zjadła jedynie kilka marnych pierogów, skutkowało o wiele szybszym upiciem. Czuła już jak w brzuchu i na twarzy robi się cieplej, wyjątkowo lekko… chociaż może to wcale nie wina alkoholu a Madoxa? Może i tego i tego? A może faktu, że Noriega był gotowy rozpowiadać, że Pilar wcale nie była w jego typie.
— A co ma jedno do drugiego? — prychnęła, przyglądając mu się uważnie, kiedy oparł się o blat tuż obok niej. Był tak blisko, że nie mogła się powstrzymać, by nie musnąć palcami jego nagich pleców. — Z wszystkimi laskami, które są w twoim typie aż tak się lubisz? — nachyliła się bliżej jego ucha, schodząc nieco z tonu, podczas gdy jej palce przejechały wzdłuż kręgosłupa; od samej góry po dół. — Może kiedyś miałeś na mnie ochotę, ale los sprawił, że obrzydliwie się pokłóciliśmy i teraz mną gardzisz? A może poznałeś bliżej mój wkurwiający charakter i stwierdziłeś, że nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego? — nie wiedzieć kiedy jej twarz znalazła się tuż nad jego ramieniem, szepcząc prosto do ucha. Jej miękkie wargi muskały płatek z każdym wypowiedzianym słowem, a dłonie przesunęły się na jego rozgrzane biodra i brzuch.
Może to kwestia tego, że Pilar była naprawdę pierdolnięta, ale było coś… ekscytującego w tym całym udawaniu. W fakcie posiadania sekretu, o którym wiedzieliby tylko oni. W możliwości zbudowania muru wokół ich relacji, owianego chłodem i brakiem sympatii.
— Miałabym pokłócić się z tobą przy wszystkich? — prychnęła, przygryzając jego nagie ramię, podczas gdy wolną ręką złapała za szklankę, w której była jeszcze resztka whiksy. — Wylać na ciebie drinka? — przystawiła szkło do jego karku, a następnie bez większego namysłu przechyliła, pozwalając, by resztka alkoholu rozlała się po rozgrzanej skórze. By zaraz potem mogła to wszystko zlizać — powoli, leniwie, co do ostatniej kropelki, zataczając przy okazji kilka kółek językiem tuż przy jego szyi. — Zwyzywać od najgorszych? — zaproponowała, łapiąc w zęby kawałek skóry i przygryzając, by już po chwili skontrować to mokrym pocałunkiem. Byli pojebani. Do granic możliwości. Ale przynajmniej razem. Bo przecież oni wszystko dzielili po równo, dokładnie na pół. Nawet swoje durne pomysły. Jak ten Pilar, by szarpnąć go w swoją stronę, by w końcu odwrócił się do niej przodem, by na nowo znalazł się między jej nogami.
— A ty co mi zrobisz? — spytała wyzywająco, osadzając spojrzenie na jego obłędnie ciemnych oczach, podczas gdy palce zgrabnie zacisnęły się na skórzanym pasku, przyciągając go jeszcze bliżej w ciągnącym się w nieskończoność wyczekiwaniu na odpowiedź.
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Licz tatuaże - odpowiedział na to jej pytanie jak ma się skupić, i nawet mrugnął do niej jednym okiem, zaczepnie. Sama go rozebrała, ale on za każdym razem, gdy się do niej zbliżał, gdy czuł na nagiej skórze jej ciepło, jej dotyk, przecież też nie mógł się skupić. Oboje nie mogli siedząc na przeciwko siebie, ale próbowali, a to też chyba jest ważne, żeby próbować się dogadać.
Dlatego Madox kiedy tylko zaciągnął się do płuc dymem, kiedy tylko pozwolił mu rozlać się w głowie, nieco w niej rozjaśnić, mimo, że na ustniku czuł smak jej ust, to odezwał się. Rzucił tą propozycją, że mają udawać, że za sobą nie przepadają. Chociaż, kurwa, naprawdę nie wiedział jak.
Jak udawać, że on jej nie lubi, kiedy tak ją kochał? Jak nigdy w życiu jeszcze.
Dobrze, że aktorem był niezłym. Umiał udawać.
- Jakbyś nie była wcale w moim typie, to trudno byłoby o jakąś chemię... - powiedział i upił jeszcze łyk, a kiedy przejechała opuszkami po jego nagich plecach, poczuł jak przechodzi mu wzdłuż kręgosłupa dreszcz. Whisky? Nie, zdecydowanie ona.
A potem na tym właśnie kręgosłupie poczuł jej dotyk, oddech mu przyspieszył i spiął się, żeby nie odwrócić się do niej od razu, żeby nie szarpnąć jej do siebie, to też mogła poczuć, zobaczyć pod tymi tatuażami, jak jego mięśnie na plecach i karku się spięły.
- Zdecydowanie nie, ale wtedy jest łatwiej - stwierdził, tylko, że Madox spotykał się z kilkoma kobietami w jego typie, a jednak żadna nie zawróciła mu w głowie tak jak Stewart, przed żadną, nigdy, się tak nie otworzył jak przed nią. Otwierał się kurwa cały jebany czas.
- Uwielbiam twój charakter - odłożył szklankę i już naprawdę miał się do niej odwrócić, ale poczuł na uchu jej ciepłe, miękkie wargi, a później opuszki sunące po brzuchu, po tym tatuażu z napisem Medellin, oparł palce na jej dłoni, a kiedy przygryzła skórę na jej ramieniu, sięgnął do jej uda, żeby wbić w nie palce, mocno, żeby jeszcze bardziej ją do siebie przyciągnąć.
- A umiałabyś? Się ze mną pokłócić? - zerknął na nią kątem oka, a kiedy przyłożyła chłodne szkło do rozgrzanej skóry, znowu się spiął, znowu przesunął palcami po jej udzie - chyba nie tak to miało wyglądać - mruknął kiedy już ta resztka whisky wylądowała na jego karku, poczuł kilka kropli spływających po szyi, na klatkę piersiową, która unosiła się już w niespokojnym, szybkim tempie. Kiedy jej mokry, ciepły język dotknął jego skóry, kiedy poczuł na niej jej pełne wargi i zęby, które sprawiały, że czuł to dziwne, przyjemne mrowienie nawet w końcówkach palców, to jego usta mimowolnie wygięły się w uśmiechu. Kręciła go, nikt inny go tak nie kręcił jak ona, więc w zasadzie był jej wdzięczny, kiedy odwrócił go do siebie przodem, bo on też już tylko na to czekał, chociaż jej oddech na karku, jej usta błądzące gdzieś po tej wytatuowanej szyi, to było cholernie przyjemne.
- Jesteś najgorszy Madox, tak by to brzmiało? - zapytał i przesunął dłońmi po jej udach, żeby zacisnąć je na pośladkach, żeby przyciągnąć ją do siebie, agresywnie, tak, że jej skryta jedynie pod materiałem stanika pierś, uderzyła o tą jego, chociaż zaraz zdystansował się tak, żeby spojrzeć w te jej piękne, czekoladowe oczy.
- Stewart? Ona wcale nie jest w moim typie... - wywrócił teatralnie oczami, palcami sunął po jej rozgrzanym brzuchu, na plecy, wplótł je w ciemne kosmyki - te jej koszmarne kudły - szarpnął ją za włosy, a kiedy odchyliła do tyłu głowę, to jego twarz znalazła się tuż przy tej jej - te jej usta, wcale nie gorące, wcale nie najsłodsze na świecie - musnął wargami kącik jej ust, a później skroń - i te oczy... - zatrzymał spojrzenie na jej dużych, błyszczących oczach - … nie no kurwa, nie mogę, za bardzo mi się podobasz - i teraz to już pocałował ją zachłannie, ale krótko, oderwał się od niej przesuwając dłonią po jej szyi, zatrzymując palce na jej gardle - ale mogę powiedzieć, że mnie wkurwiasz - przysunął się znowu do niej, żeby zajrzeć jej w oczy. Przejechać opuszkami po jej gardle na żuchwę, lekko, ale pewnie.
- Bo czasem wkurwiasz, czasem mam wrażenie, że mógłbym to wszystko pierdolnąć, ale nie mógłbym - ciemne tęczówki wpatrzone były intensywnie w jej brązowe oczy, a serce rwało się do niej z każdym kolejnym słowem coraz bardziej, sam Madox przysuwał się do niej coraz bliżej - mogę udawać, że mi na tobie nie zależy, ale zależy kurewsko - przesunął palcami po jej ramieniu, żeby zsunąć z niego ramiączko - ale przy ludziach trochę poaktorzę, chociaż nie powiem, że mi się nie podobasz, bo nikt w to nie uwierzy - pokręcił głową patrząc znowu w jej cudowne, brązowe oczy. Kurwa. Te oczy.
Pilar Stewart
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kurwa. Jakby miała policzyć jego wszystkie tatuaże, z pewnością nie starczyłoby jej dnia, a może nawet i tygodnia. Chociaż to wcale nie powstrzymało ją przed tym, by przejechać po nich dłonią, by zahaczyć o wielki napis Don Juan, a potem złożyć kilka pojedynczych pocałunków na dzielnych, prężących się koniach. Uwielbiała jego tatuaże. Każdy z nich wydawał się przedstawiać zupełnie inna historię, a jednak razem tworzyły piękną całość. Współgrały z jego osobowością i sprawiały, że był jedyny w swoim rodzaju.
Chociaż pewnie nawet i bez tatuaży by taki był. Pilar poznała na swojej drodze naprawdę wielu mężczyzn, a jednak żaden nie był chociażby w dziesięciu procentach podobny do Madoxa. Żaden nie był tak narwany, agresywny i czuły jednocześnie. Żaden nie sprawiał, że gubiła cały zdrowy rozsądek. Żaden nie rozgrzewał ją do czerwoności tak bardzo jak on. A już na pewno żaden nikt nie powiedział, że u w i e l b i a ł jej charakter.
— Tak? — spytała cicho, wciąż mrucząc nad jego uchem. — A co takiego w nim lubisz? — skoro już rozmawiali i ciągnęli się za język na poważne tematy, to mogli przecież na moment zboczyć z trasy i dowiedzieć się o sobie czegoś nowego. Ona już w Medellin, kiedy siedzieli na dachu i oglądali wschód słońca podzieliła się z nim tymi wszystkimi powodami, za które go kochała. Teraz Noriega mógł się wykazać.
Na pytanie czy umiałaby się z nim pokłócić zaśmiała się głośno. Serio? Naprawdę o to pytał?
— To akurat byłaby ta najprostsza część — prychnęła, kręcąc głową, podczas gdy jej dłonie wciąż błądziły po jego nagim, rozgrzanym ciele. — Gorzej byłoby się na ciebie nie rzucić zaraz po — przyznała zgodnie z prawdą. Bo oni tak już mieli — bardzo łatwo było zacząć drzeć koty, wydrzeć się, popchnąć… no tylko, że oni po każdej takiej ostrzejszej wymianie i tak kończyli w swoich ramionach. Byli na tyle pierdolnięci, że ten ogień w spojrzeniu, ta agresja, nakręcała ich jeszcze bardziej. Kręcił ich chaos i nadmierne emocje. Tak więc jeśli byliby w stanie zapanować nad pożądaniem, kłótnia nie byłaby najmniejszy problemem.
— Jesteś najgorszy, Noriega… — powtórzyła zaraz po nim, prosto do jego ucha, by już po chwili przygryźć ciepły płatek. — Doprowadzasz mnie do szału — przeniosła pocałunki na jego szyję, a zaraz potem kark, z którego jeszcze chwile temu spijała resztki whisky. Za nic nie umiała się trzymać od niego z daleka. To było silniejsze od niej. Dlatego jeśli chcieli, żeby to się udało, faktycznie musieli poćwiczyć koncentrację, bo na ten moment szło im mocno… chujowo.
Wbiła w niego ciemne spojrzenie, gdy zaczął rozpowiadać o tym, jak bardzo nie była w jego typie. Czuła na brzuchu rozgrzane palce, którymi sunął po nagiej skórze, które zaraz potem wplótł w jej gęste włosy i szarpnął. Ochoczo odchyliła głowę w tył, odsłaniając długą szyję, przy okazji słuchając tych wszystkich obelg, które kierował w jej stronę. A raczej których nie potrafił wypowiedzieć. I chociaż pocałunek, którym ją obdarzył zaraz potem w momencie przyprawił o zawroty głowy, kiedy tylko się odsunął, Pilar złapała go za szczękę i przyciągnęła z powrotem.
— Llámame sucioi, Madox — Mów mi brzydko, Madox, zażądała, czując przyjemny dreszcz wędrujący wzdłuż kręgosłupa. — Intentar — postaraj się, te słowa osadziła już bezpośrednio na jego ustach, nim tym razem to ona zainicjowała pocałunek. Wpiła się w jego usta mocno, agresywnie, jakby ten gest miał tylko podkreślić jej dziwną zachciankę, by Noriega nieco jej poświntuszył. W końcu chyba oboje lubili jak nie było za cukierkowo. A może to tylko Pilar tak nakręciła się na wymuszone kłamstwa, które opuszczały jego piękne, pełne usta.
— ¿Cuánto te cabreo? — Jak bardzo cię wkurwiam? Spytała bezczelnie, wwiercajać w niego ciemne spojrzenie. A kiedy zacisnął dłonie na jej gardle, Stewart specjalnie przysunęła jeszcze bardziej do przodu, pogłębiając uścisk. Zmuszając go, by zacisnął się na niej jeszcze mocniej. — Muéstrame cuánto te cabreo — Pokaż mi, jak bardzo cię wkurwiam. Jej głos był pewny, a spojrzenie wyzywające. W pełnej świadomości nakręcała go coraz bardziej, podjudzała, kusiła. Nie tylko słowami, bo jej dłonie również wcale nie pozostawały bierne, kiedy to przesunęła nimi po jego brzuchu, wzdłuż napisu Medellin, pod pępek, by finalnie zahaczyć o materiał spodni. By zacisnąć palce na sprzączce od paska i szarpnąć ją mocno, że jego biodra w sekundę zderzyły się z jej rozkraczonymi nogami.
I chociaż to wszystko było jedynie zabawą; miłym wstępem do dalszego rozwoju wydarzeń, Pilar czuła jak całe jej ciało zalewa fala gorąca. Zawsze kochała igrać z ogniem. Ale igranie z Noriegą zabierało jej zmysły na zupełnie nowy poziom doznań. Drżała na samą myśl tego, co dopiero mogło się wydarzyć, chociaż jej ciemne już oczy i spojrzenie, które po chwili mu posłała, mówiło z pewnością więcej niż jakiekolwiek słowa.
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor