Lądowała właśnie na innej planecie. Nie na tyle odległej, żeby nie wiedzieć, co tu robi, z kim przyszła i po co, ale odczuwała wszystko dziesięć, a nawet dwadzieścia razy mocniej. Była jednak pewna, że jej mózg chwilowo przestał współpracować z resztą organizmu. Jeszcze chwilę temu próbowała wygłosić jakiś monolog, niekoniecznie sensowny, o emocjach, analizach i innych rzeczach, które w głowie brzmiały rozsądnie i wspaniale, ale po wypowiedzeniu na głos zaczynały przypominać referat filozoficzny wydukany po dwóch piwach wypitych na hejnał, tylko na przyspieszeniu.
Już dawno powinna była przywyknąć do tego, że April ma niezwykły talent do rozbrajania jej jednym zdaniem. I jednym spojrzeniem. A mimo to za każdym razem działało to dokładnie tak samo. W dodatku każdy dotyk i muśnięcie warg wywoływało przyjemne ciepło, które zaczynało się gdzieś pod skórą i rozchodziło się aż do kości. Darlng pomyślała przez chwilę, że to bardzo ironiczne uczucie dla strażaczki - spędzać tyle czasu na gaszeniu pożarów i nagle być podpalaną przez własną dziewczynę.
—
O nie, poezja to twoja działka — zastrzegła, bo o poezji wiedział tylko to, co mówiła jej Finch. I może coś ze szkoły średniej. W college'u w Ontario nie uczyli ich takich rzeczy. Tam skupiano się na zajęciach praktycznych i pierwszej pomocy.
Posłusznie dała się prowadzić, chociaż przez większość drogi miała wrażenie, że idą głównie na zasadzie
a chuj, zobaczymy, co się stanie. Nie chciała gdzieś zgubić się w tym szalejącym tłumie, a April wyglądała dokładnie tak, jakby dokładnie wiedziała, dokąd zmierza. Teddy wiedziała z doświadczenia, że to wcale nie musiało być prawdą, bo przecież jej dziewczyna miała okropną orientację w terenie, a jednak szła za nią, jak w dym. Zresztą ta jej pewność siebie była zbyt urocza, żeby ją podważać.
Bar pojawił się przed nimi szybciej, niż się spodziewała, co przyjęła z ogromną wdzięcznością. Miała wrażenie, że przeszłym góry, lasy i doliny, zanim przebrnęły przez parkiet. Oparła się łokciem o blat i uśmiechnęła się pięknie, kiedy ta zamówiła dwie cole.
—
Jestem dumna z naszych dorosłych decyzji — pokiwała głową, bo w normalnych okolicznościach, będąc w taki miejscu, już dawno sączyłaby drinka albo waliła szoty. Chciała coś jeszcze dodać, ale co chwilę łapała się na tym, że patrzy na April i kompletnie zapomina, co właściwie przed sekundą miała w głowie. —
Zorza polarna nic ci nie zrobiła — odparła poważnym tonem na komplement. —
Jestem pewna, że stara się jak może — zaznaczyła, niczym obrończyni uciśnionych zorz polarnych.
Uniosła butelkę do ust, ale nie zdążyła zrobić więcej niż małego łyka, bo April zdecydowała, że najwyraźniej cola nie jest teraz najważniejszą rzeczą na świecie.
—
Ej— zaczęła, kiedy butelka została odsunięta. A potem jej protest kompletnie się rozpadł. Muśnięcie języka na dolnej wardze sprawiło, że Darling na moment całkowicie straciła wątek. Pocałunek był krótki, ale wystarczający, żeby wszystko wokół przygasło o kilka tonów. —
Bardzo mnie to kręci. Ty mnie kręcisz — sapnęła w jej rozchylone usta, przytrzymując jej dolną wargę zębami. —
I mam dokładnie ten sam problem. Tylko w mojej wersji ty jesteś poważnym zagrożeniem pożarowym — mruknęła i gdyby mogła, przeleciałaby ją tu i teraz. Zamiast tego, po prostu rozbierała ją spojrzeniem i pieprzyła oczami.
Muzyka zmieniła się gwałtownie, basy uderzyły w podłogę tak mocno, że Teddy poczuła to między żebrami. DJ-ka przy konsolecie zaczęła coś mówić do mikrofonu, a tłum wokół zareagował głośnym entuzjazmem.
—
Chodź — to nie była to propozycja. Złapała ją pewnie za rękę i zanim April zdążyła zaprotestować albo jakkolwiek zareagować, Teddy już ciągnęła ją w stronę parkietu. Przeciskanie się przez tłum wymagało trochę manewrowania barkami i kilkukrotnego
sorry, ale ostatecznie wślizgnęły się w gęstszy krąg tańczących ludzi.
Zatrzymała się dopiero wtedy, kiedy uznała, że są wystarczająco w środku całego zamieszania. Obróciła się do niej przodem, wciąż trzymając jej dłoń. Światła zamigotały szybciej, dźwięk basu uderzał tak mocno, że Teddy mogła go wyczuć w mięśniach. Powietrze było gęste od zapachu alkoholu, perfum i ciepła tańczących wokół ciał. Pierwszy raz od dawna nie przejmowała się tym, że jej własne ruchy taneczne zatrzymały się w rozwoju gdzieś w okolicach szkolnej dyskoteki. Puściła rękę Finch tylko po to, żeby zaraz przyciągnąć ją bliżej, kładąc wolną dłoń na jej biodrze. Rytm był prosty, więc zaczęła się poruszać razem z nim, może i bez jakiejś większej finezji, ale z wyraźną ekscytacją. Była na totalnym haju i już powoli przestawała wiedzieć, gdzie zaczynała się ona, a kończyła April. Jeśli to nie była definicja raju, to Darling nie miała pojęcia, co nią było.
Nachyliła się, muskając ustami płatek jej ucha.
—
O czym myślisz? — zapytała, bo musiała wiedzieć. Czy dla niej też wszystko wszystko było tak cholernie piękne i absolutnie nie do ogarnięcia? I czy też chciała ją mieć tu, teraz i zawsze? I czy nie mogła przestać na nią patrzeć? Miała w głowie tyle pytań!
posłuchaj, chodź ze mną, chociaż zupełnie nie wiem dokąd