jak kogoś triggeruje nagość i pierogi, to nie czytajcie
Bałagan to powinno być jego drugie imię, a nie jakiś
Antonio. Jego to wcale nie zdziwiło, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że ona go tak cały czas
kusiła, pro-wo-ko-wa-ła.
Sama przecież mu kazała pokazać, udowodnić,
jak bardzo go wkurwiała. Problem tkwił w tym, że wcale. Już bardziej irytowały go te dzwoniące w rytm ich rozgrzanych ciał szklanki, może dlatego one teraz leżały rozpierdolone po podłodze. Ale w kwiatkach? I na krzesłach?
Było chyba bardziej
dziko niż mu się wydawało, że jest. Ale znając ich to nawet nie ma się co temu dziwić. Ich cała relacja przypłaciła już tyle porwanych ciuchów, bielizny w strzępach, obitych gęb, a nawet kulkę, którą Madox pewnie sobie zatrzymał na pamiątkę, może nawet miał ją na łańcuszku na szyi, ten pocisk, który Pilar sama mu wyjęła z boku.
W ramach jakiegoś zadośćuczynienia, naprawdę chciał tutaj posprzątać, bo akurat Madox w takim
chaosie czuł się jak ryba w wodzie. Tylko, że jak kiedy ona tak siedziała na tej kanapie? Przecież szkła mu nie uciekną, a Stewart mogła zjeść mu wszystkie pierogi! Chociaż fakty były takie, że on większą ochotę miał znowu na
nią, niż na te pierogi. Zwłaszcza, kiedy już wylądował obok niej na kanapie, chociaż... to jej
zajebiste, wymruczane z pełnymi policzkami sprawiło, że uśmiechnął się delikatnie.
-
Empanady ciotki Katheriny są lepsze - stwierdził, nawet chciał sięgnąć po tego jednego pieroga, ale na kolejne słowa Stewrat cofnął rękę i parsknął śmiechem -
jezu, kurwa - te słowa chyba nie powinny stać obok siebie, chociaż Madox się tym za specjalnie nie przejął -
jak to brzmi, jak jadam suchy ryż... A nie możesz sobie zrobić do niego jajka? Albo chociaż chlebem go przykryj - popisowe danie Madoxa to był chleb, i ostatnio to jajko, które nauczył się robić w Medellin. Jadł je na śniadanie, obiad i kolację, z chlebem, bo skillów na ryż jeszcze nie miał.
-
Ale może zrobi, Ginny jest całkiem miła - miał też dodać, że ładna, ale ugryzł się w język, i nawet dobrze, bo już dzisiaj się dwa razy pokłócili z zazdrości, wystarczy. Jego spojrzenie zjechało na jej pierś, kiedy wylądowało tam trochę tego farszu, już nawet miał się ruszyć, żeby go z niej zlizać, ale Pilar pierwsza wystawiła mu język i zrobiła to sama. Czyli chyba jednak nie miała wcale zamiaru się z nim podzielić.
-
Lepiej jakby były, a co chcesz je zrobić z plasteliny? - zapytał i uniósł jedną brew. Po niej mógł się tego spodziewać, babek z piasku i pierogów z plasteliny. Bo jednak
gotowania się nie spodziewał. Do tego stopnia, że kiedy powiedziała, że może nauczy się dla niego gotować, to parsknął śmiechem. Krótko, bo zaraz zobaczył to jej mordercze spojrzenie. Pokiwał głową i nawet sięgnął do niej, żeby musnąć opuszkami palców jej umazany w tych pierogach policzek.
-
Chyba masz do tego większy talent niż ja - no zdecydowanie skoro ona już była na poziomie gotowania ryżu, a Madox wciąż kanapek. Kanapek, nawet nie tostów.
Chociaż jajko. Nauczył się robić jajko i to jeszcze nie najprostsze czyli na twardo, tylko... sadzone. A to już też pewnego rodzaju sztuka. Aż się wyprostował jakoś dumnie, kiedy o tym pomyślał, a później już jej pokazywał te zdjęcia.
-
Marie? - uniósł jedną brew, bo wcale się nie spodziewał, że one utrzymywały jakiś kontakt. Ale z drugiej strony przecież znał Marie, wiedział jak ona się lubiła we wszystko wpierdalać.
-
Tylko jej tutaj nie zapraszaj, błagam cię Pilar. Nawet nie pisz tego z grzeczności - zagroził, bo tak, znał Marie. Lepiej niż ona na pewno.
-
Dla mnie? - zdziwił się, kiedy powiedziała o tych dwóch wywołanych zdjęciach. Też o tym myślał, tylko, że Madox wcale nie miał gdzieś ich trzymać, aż się zastanowił, czy miał w domu odpowiednią ścianę, albo może rzeczywiście na lodówce? W szufladzie pod lampą? Tam trzymał prochy.
-
Pod poduszkę? - uśmiechnął się, jakoś tak szczerze, z tymi czarnymi tęczówkami utkwionymi w jej pięknych, czekoladowych oczach. Chciał, ale jej tego przecież nie powie, że chciał mieć z nią wywołane zdjęcie, mogła to tylko wyczytać z tych jego oczu, tak w nią wpatrzonych. I chyba wyczytała, bo zaraz już mu dawała to pudełko z pierogami, a Madox wtedy sięgnął po jednego, tylko zanim zdążył wsadzić go sobie do ust, to Pilar już siedziała na nim okrakiem, aż z jego płuc wyrwało się ciężkie westchnienie, a kilka sekund później te wszystkie pierogi rozsypały się między nimi.
Świetnie.
Jeszcze Madox zdążył zjeść tego, którego trzymał w ręce, ze spojrzeniem utkwionym w pierogach, które leżały sobie między ich nagimi ciałami.
-
Nie wiem co by na to powiedziała Ginny - mruknął, a później jego ciemne oczy odszukały jej brązowych, błyszczących tęczówek -
ale ja mogę je zjeść - wzruszył ramionami i nawet sięgnął po jednego takiego zimnego pieroga, którym przesunął po jej rozgrzanym brzuchu, a później odgryzł kawałek, a ten drugi zaraz już pakował do ust Pilar. No bo jednak oni się wszystkim
dzielili po pół, przecież.
Pilar Stewart