ODPOWIEDZ
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox był dużym chłopcem i trochę wiedział co ma robić, właściwie on z tą swoją nieposzlakowaną opinią jakiegoś latynoskiego Don Juana to wiedział sporo... O kobietach i o tym jak je doprowadzić do szału. Dwa razy pod rząd, może nawet trzy? Jakby do niego przyszła.
Tylko, że z Pilar to też jeszcze było coś odrobinę innego, bo kiedy jej ciało opadło bezwładnie na materac, kiedy zbierała się w sobie, wciąż jeszcze trawiąc w środku ten orgazm, to się poddał. Nie jeśli chodzi o to, żeby się z nią nie pieprzyć całą noc, tak jak obiecał. Ale jednak postanowił dać jej tę krótką chwilę, żeby doszła do siebie. Chociaż kiedy z jej ust padło to a ty niesamowity, to była to kolejna krótka chwila kiedy się zawahał, bo może jednak mogli zrobić to jeszcze raz. Mógłby już właściwie, bo on zdążył dojść do siebie, a ona znowu go tak kręciła, tak go pociągała.
A potem padło to ale jesteś też pojebany i chociaż Madox wcale nie odebrał tego jak oblegę, a nawet przytulił do jej nagiej unoszącej się jeszcze w płytkich oddechach piersi szorstki policzek, przesunął po gładkiej skórze zarostem.
- ¿Entonces tengo que esperar la tercera vez? - czyli na trzeci raz musze poczekać?, zapytał i szarpnął zębami ten jej złoty łańcuszek z medalikiem z piórkiem koliberka, który od niego dostała. Wypuścił mocno w płuc powietrze nosem, prosto w jej pierś, po której jeszcze przesunął brodą. Ale w końcu wstał, również niechętnie.
- Typowy Madox - rzucił w odpowiedzi na te jej słowa, że najlepiej przelecieć laskę, z potem ją zostawić... I to wcale nie było jakieś kłamstwo, bo on często to robił. Chociaż, czasem jeszcze takim laskom zamawiał taksówkę na przykład.
Za to do Pilar jeszcze się pochylił nad tą kanapą, jeszcze złożył na jej ustach ciepły, zaczepny pocałunek, przygryzając jej dolną wargę.
- Ale do ciebie wrócę - ułożył te słowa na jej rozchylonych zmysłowo wargach, zanim się wyprostował. I to już nie był typowy Madox, bo on rzadko wracał. Czasem mu się to zdarzało, wrócić jeszcze do laski, którą przeleciał, ale tylko po to, żeby znowu to zrobić i znowu ją zostawić. Madox nie był romantykiem, a tu proszę bardzo. Jednak z niego to wychodziło, ale chyba tylko przy Stewart.
Stanął sobie z papierosem między zębami w jej sypialni, która pewnie też nie wyglądała tak, jak to sobie wyobrażał, bo brakowało śladów po taśmie na łóżku i jakiegoś worka treningowego do napierdalania, kiedy była wściekła. Chociaż on też takiego nie miał, ale cały czas o tym myślał, żeby taki założyć, bo mu ten pomysł podsunął Eric. Tylko ciekawe co by na to powiedziała Debbie.
Oczywiście, że zajrzał pod poduszkę, a później to nawet sobie na tym jej łóżku usiadł, żeby sprawdzić czy miała wygodny materac. Całkiem.
- Nie ma, oszustka, chyba znowu będzie ka... - nie dokończył, ale może i dobrze, bo wiadomo już, że im to karanie to też nie wychodziło... No jednak, zajebiście im wychodziło. Bo ona już krzyczała, że szuflada pod lampą, więc zaraz bez żadnego skrępowania wyciągnął się na tym jej materacu, żeby do niej sięgnąć, bo akurat była po drugiej stronie. Nie spodziewał się tam tych zdjęć. Żadnych się nie spodziewał, bo Pilar mu mówiła, że przecież muszą się od siebie odciąć, a tu proszę. Ładny sposób na odcinanie się. Przełożył te fotografie w palcach, najbardziej mu się podobała ta z wesela, aż pożałował, że jego telefon jest nieczynny, bo by sobie może zrobił zdjęcie... tego zdjęcia. Bo takiego nie miał, to z teatru miał gdzieś na komputerze, gdzie je zrzucił z telefonu, gdyby ten wpadł w jakieś niepowołane ręce. Dobrze, że to zrobił, bo ciekawe czy ten jego telefon jeszcze ruszy. Tak się zapatrzył na te zdjęcia, że nawet nie zauważył, kiedy popiół z papierosa spadł mu na klatkę piersiową, a potem z niej zsunął się na jej czystą pościel.
- Kurwa... - mruknął do siebie i chciał to strącić ręką, ale oczywiście za mocno i zrobił plamę. Zauważy, czy nie zauważy? Oby nie.
Złapał te zdjęcia i wrócił do salonu, po drodze gasząc kiepa w jakimś kwiatku przy kuchni, z myślą, że później to posprząta, jak już ogarnie kuchnię, w której wciąż na podłodze leżały szkła. I nawet miał to zrobić, bo jednak Madox się żadnej pracy nie bał, a nawet często sam sprzątał u siebie, albo w klubie... Pewnie dlatego, że robił taki rozpierdol, też sam. Tylko kiedy ją zobaczył z tymi pierogami na kanapie, wciąż nagą i wciąż jeszcze tak cholernie gorącą, to zaraz wylądował obok niej gdzieś w tych poduszkach.
- Dobre? - zapytał, ale nie zamierzał jej wcale ich zabierać, trącił ją tylko łokciem w biodro - zrobisz mi kiedyś takie? - zerknął na nią z ukosa, a później to się oparł o te miękkie poduchy i wyciągnął - oprócz mundurków, to jeszcze mnie kręcą kucharki - a jeszcze bardziej to może kucharki w mundurkach? To by było coś.
Pewnie Debbie mu gotowała w jakimś mundurku stewardessy, stąd takie zboczenie. Chociaż może nie?
Może to jeszcze wciąż była jakaś jego niespełniona fantazja?
Oparł sobie te jej zdjęcia na kolanie.
- Nie widziałem tego - tego z wesela.

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Musiał poczekać na trzeci raz. Nie było opcji, że Stewart byłaby w stanie dać od siebie cokolwiek po tym, co przed chwilą jej zrobił. Chociaż kiedy tak nachylał się nad nią, by złożyć jeszcze kilka przelotnych pocałunków na jej rozgrzanych ustach, przez głowę przeszedł jej pomysł, by szarpnąć go za złote łańcuszki zdobiące jego szyję i przytrzymać przy sobie na dłużej. Poprosić, by został. Jeszcze na krótką chwilę.
Ale on już miał inne plany.
Dlatego kiedy tylko jego sylwetka zniknęła za drzwiami sypialni, Pilar niechętnie zwlokła się miękkich poduszek i ruszyła do kuchni. Powiedzieć, że musiała przy tym wyjątkowo uważnie patrzeć pod nogi, to jak nie powiedzieć nic. Szkło było wszędzie — na podłodze, dywanie, w kwiatkach i nawet na krzesłach, co akurat nie miało najmniejszego sensu. W ogóle całe mieszkanie wyglądało jak po włamaniu.
Jakim cudem ani byli w stanie w tak krótkim czasie zrobić tak wielki bałagan?
Nie miała najmniejszego pojęcia.
W pierwszej chwili chciała sięgnąć po miotłę i uporać się chociaż ze szkłem na podłodze, nawet już po nią sięgała, tylko kiedy zbliżyła się bo blatu, poczuła o b ł ę d n y zapach pierogów. Aż jej w brzuchu zaburczało. Dlatego ostrożnie, na paluszkach przeszła cały tor przeszkód i po chwili już wyciągała pudełko z jedzeniem, które dostali od Ginny. Kilka sekund zastanowienia, czy chciało jej się je podgrzewać? Oczywiście że kurwa nie.
Wróciła na kanapę i rozsiadła się wygodnie, zatapiając w miękki materac, przy okazji zastanawiając się, co on tak długo robił w sypialni. I może nawet pofatygowałaby się do niego, gdyby nie pierogi, na których widok aż ciekła jej ślinka. Władowała jednego do ust akurat w momencie, w którym Noriega wrócił do pokoju, trzymając w dłoni plik zdjęć.
Za-je-bi-ste — mruknęła zadowolona, przyglądając mu się uważnie. — Musimy jeszcze kiedyś odwiedzić Ginny. Może opowiem jej jak jadam suchy ryż, a ona ulituje się do tego stopnia, że zrobi nam całą torbę takich? — dodała z pełną buzią i w dodatku z taką ekscytacją, że kawałek farszu wypadł jej z ust i zatrzymał się nagiej piersi. Spojrzała na Noriegę. W pierwszej chwili chciała zapytać, czy chciał się poczęstować, ale z drugiej strony, to było tak zajebiste, że Pilar po prostu nachyliła się w dół i sama zgarnęła językiem zawartość z powrotem do ust.
Uniosła wysoko brew, kiedy spytał, czy też mu takie kiedyś zrobi.
— A muszą być jadalne? — musiał doprecyzować. Bo jeśli wystarczyło, że będą wyglądać tak, jak te w pojemniku, to może jeszcze byłaby w stanie coś ukręcić z gotowego ciasta, ale jednak ze smakiem mógł być mały problem. — Chociaż kto wie… może nauczę się dla ciebie gotować — stwierdziła po chwili, przyglądając mu się uważnie, jak tak wygodnie rozsiadł się na kanapie, wśród kolorowych poduszek. Pasował tu. Do jej mieszkania. Idealnie komponował się w krajobraz (szczególnie tego bałaganu, który sam zrobił). — Ktoś z tego duetu w końcu musi — dodała, kiedy spojrzał na nią jak na wariatkę. Nie sądził, że potrafiła się nauczyć? Dobra, może ona też nie była tego aż taka pewna, ale może dla niego… byłaby w stanie. W końcu już tak wiele się dla niego nauczyła. Dzięki niemu. Kochać na przykład.
Spuściła wzrok na zdjęcia, gdy o nich wspomniał i mimowolnie się uśmiechnęła. Chyba nie było sytuacji, w której wspomnienie Medellin powodowało u niej cokolwiek innego niż uśmiech i przyjemny dreszcz na plecach. Nawet teraz, kiedy on i tak był obok, na sam widok fotografii zrobiło się jej cieplej na sercu.
Bo tą akurat wysłała mi Marie — przysunęła się bliżej, by móc przyjrzeć się z bliska, przy okazji wciskając kolejnego pieroga do ust. — Mam też… — zawahała się. To było kurwa tak głupie i tak nie w jej stylu, że aż na moment ugryzła się w język. A przynajmniej chciała, bo zamiast języka był tam pieróg i nic sobie nie zrobiła. — Wywołałam dwa, jakbyś chciał — dokończyła w końcu i wzruszyła ramionami, łapiąc jego ciemne spojrzenie. Bo może nie chciał? Może tylko ona z jakąś chorą i dziką nostalgią podchodziła do tego całego tematu. Gdyby jednak chciał Pilar miała zamiar nawet po nie sięgnąć, bo miała je schowane w szkatułce na półce tuż za jego plecami.
Trzymaj to — wcisnęła mu pudełko, a sama zebrała się z miejsca, by już po chwili nachylić się nad nim i sięgnąć do półki. Problem w tym, że szafka była za daleko, dlatego Pilar zmuszona była siąść na nim okrakiem i dopiero się nachylić. I wszystko byłoby super, gdyby łokciem nie straciła pudełka, które trzymał, a wszystkie pierogi nie posypały się… no właśnie tam.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
jak kogoś triggeruje nagość i pierogi, to nie czytajcie
Bałagan to powinno być jego drugie imię, a nie jakiś Antonio. Jego to wcale nie zdziwiło, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że ona go tak cały czas kusiła, pro-wo-ko-wa-ła.
Sama przecież mu kazała pokazać, udowodnić, jak bardzo go wkurwiała. Problem tkwił w tym, że wcale. Już bardziej irytowały go te dzwoniące w rytm ich rozgrzanych ciał szklanki, może dlatego one teraz leżały rozpierdolone po podłodze. Ale w kwiatkach? I na krzesłach?
Było chyba bardziej dziko niż mu się wydawało, że jest. Ale znając ich to nawet nie ma się co temu dziwić. Ich cała relacja przypłaciła już tyle porwanych ciuchów, bielizny w strzępach, obitych gęb, a nawet kulkę, którą Madox pewnie sobie zatrzymał na pamiątkę, może nawet miał ją na łańcuszku na szyi, ten pocisk, który Pilar sama mu wyjęła z boku.
W ramach jakiegoś zadośćuczynienia, naprawdę chciał tutaj posprzątać, bo akurat Madox w takim chaosie czuł się jak ryba w wodzie. Tylko, że jak kiedy ona tak siedziała na tej kanapie? Przecież szkła mu nie uciekną, a Stewart mogła zjeść mu wszystkie pierogi! Chociaż fakty były takie, że on większą ochotę miał znowu na nią, niż na te pierogi. Zwłaszcza, kiedy już wylądował obok niej na kanapie, chociaż... to jej zajebiste, wymruczane z pełnymi policzkami sprawiło, że uśmiechnął się delikatnie.
- Empanady ciotki Katheriny są lepsze - stwierdził, nawet chciał sięgnąć po tego jednego pieroga, ale na kolejne słowa Stewrat cofnął rękę i parsknął śmiechem - jezu, kurwa - te słowa chyba nie powinny stać obok siebie, chociaż Madox się tym za specjalnie nie przejął - jak to brzmi, jak jadam suchy ryż... A nie możesz sobie zrobić do niego jajka? Albo chociaż chlebem go przykryj - popisowe danie Madoxa to był chleb, i ostatnio to jajko, które nauczył się robić w Medellin. Jadł je na śniadanie, obiad i kolację, z chlebem, bo skillów na ryż jeszcze nie miał.
- Ale może zrobi, Ginny jest całkiem miła - miał też dodać, że ładna, ale ugryzł się w język, i nawet dobrze, bo już dzisiaj się dwa razy pokłócili z zazdrości, wystarczy. Jego spojrzenie zjechało na jej pierś, kiedy wylądowało tam trochę tego farszu, już nawet miał się ruszyć, żeby go z niej zlizać, ale Pilar pierwsza wystawiła mu język i zrobiła to sama. Czyli chyba jednak nie miała wcale zamiaru się z nim podzielić.
- Lepiej jakby były, a co chcesz je zrobić z plasteliny? - zapytał i uniósł jedną brew. Po niej mógł się tego spodziewać, babek z piasku i pierogów z plasteliny. Bo jednak gotowania się nie spodziewał. Do tego stopnia, że kiedy powiedziała, że może nauczy się dla niego gotować, to parsknął śmiechem. Krótko, bo zaraz zobaczył to jej mordercze spojrzenie. Pokiwał głową i nawet sięgnął do niej, żeby musnąć opuszkami palców jej umazany w tych pierogach policzek.
- Chyba masz do tego większy talent niż ja - no zdecydowanie skoro ona już była na poziomie gotowania ryżu, a Madox wciąż kanapek. Kanapek, nawet nie tostów.
Chociaż jajko. Nauczył się robić jajko i to jeszcze nie najprostsze czyli na twardo, tylko... sadzone. A to już też pewnego rodzaju sztuka. Aż się wyprostował jakoś dumnie, kiedy o tym pomyślał, a później już jej pokazywał te zdjęcia.
- Marie? - uniósł jedną brew, bo wcale się nie spodziewał, że one utrzymywały jakiś kontakt. Ale z drugiej strony przecież znał Marie, wiedział jak ona się lubiła we wszystko wpierdalać.
- Tylko jej tutaj nie zapraszaj, błagam cię Pilar. Nawet nie pisz tego z grzeczności - zagroził, bo tak, znał Marie. Lepiej niż ona na pewno.
- Dla mnie? - zdziwił się, kiedy powiedziała o tych dwóch wywołanych zdjęciach. Też o tym myślał, tylko, że Madox wcale nie miał gdzieś ich trzymać, aż się zastanowił, czy miał w domu odpowiednią ścianę, albo może rzeczywiście na lodówce? W szufladzie pod lampą? Tam trzymał prochy.
- Pod poduszkę? - uśmiechnął się, jakoś tak szczerze, z tymi czarnymi tęczówkami utkwionymi w jej pięknych, czekoladowych oczach. Chciał, ale jej tego przecież nie powie, że chciał mieć z nią wywołane zdjęcie, mogła to tylko wyczytać z tych jego oczu, tak w nią wpatrzonych. I chyba wyczytała, bo zaraz już mu dawała to pudełko z pierogami, a Madox wtedy sięgnął po jednego, tylko zanim zdążył wsadzić go sobie do ust, to Pilar już siedziała na nim okrakiem, aż z jego płuc wyrwało się ciężkie westchnienie, a kilka sekund później te wszystkie pierogi rozsypały się między nimi. Świetnie.
Jeszcze Madox zdążył zjeść tego, którego trzymał w ręce, ze spojrzeniem utkwionym w pierogach, które leżały sobie między ich nagimi ciałami.
- Nie wiem co by na to powiedziała Ginny - mruknął, a później jego ciemne oczy odszukały jej brązowych, błyszczących tęczówek - ale ja mogę je zjeść - wzruszył ramionami i nawet sięgnął po jednego takiego zimnego pieroga, którym przesunął po jej rozgrzanym brzuchu, a później odgryzł kawałek, a ten drugi zaraz już pakował do ust Pilar. No bo jednak oni się wszystkim dzielili po pół, przecież.

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście, że empanady ciotki Katheriny były lepsze. Wszystko co robiła ciotka Madoxa było lepsze niż siedemdziesiąt procent jedzenia na całym świecie. I chociaż Pilar nie najadła się tego za dużo — bo przecież oni ciągle gdzieś tylko biegali i wychodzili nim szło porządnie zjeść — tak tyle co jej się udało było o b ł ę d n e. Czego nie można było powiedzieć o jej osobistych umiejętnościach gotowania i fakcie, że potrafiła jeść sam ryż z przyprawami przez dobry tydzień.
To mnie NAUCZ robić jajko, to będę — proste? proste. Przecież jak jej pokaże jak to robić, a szczególnie jak rozbić jajko, żeby połowa skorupek nie wpadła do środka, a potem jeszcze jak je smażyć, żeby nie spalić mieszkania, to Pilar naprawdę z wielką chęcią się nauczy.
Tak jak chciała się nauczyć o wiele więcej. Dla nich. Dla niego. Łudziła się, że kiedyś będzie mogła zaserwować mu jakieś kolumbijskie danie, które faktycznie będzie jadalne. A może nawet i smaczne? Tylko jeszcze nie miała pojęcia jak to zrobić. Opcje były dwie: poprosi kogoś rozumnego, żeby ją nauczył (może tego Donniego z piętra niżej), albo zapisze się na jakiś zaawansowany kurs robienia bandeja paisa. Albo chociaż jajka sadzonego.
Jeszcze cię kiedyś zaskoczę, Noriega — odgroziła się, wymachując mu palcem przed twarzą, zaraz potem doprawiając wszystko szczerym uśmiechem, który sam cisnął się na usta. Nie mogli już tak zawsze? Wykłócać się o to, czy Pilar będzie lepić pierogi z plasteliny czy może jednak wysadzi całą kuchnie w powietrze, jakby to był ich największy problem? Może ta ucieczka do Hiszpanii wcale nie była najgorszym pomysłem? Może wtedy mogliby być normalni?
Chociaż z drugiej strony oni przecież nie mogli być normalni. Nigdy. I składało się na to wiele aspektów, a jednym z nich był chociażby obrazek, który po chwili można było zastać w salonie, gdzie Stewart kompletnie naga siedziała na nim okrakiem, a pomiędzy ich rozgrzanymi do czerwoności ciałami znajdowały się… pierogi.
I może ktoś n o r m a l n y by je po prostu pozbierał, wsadził z powrotem do pudełka albo nawet wyjebał, ale przecież nie oni. Bo już po chwili Pilar osuwała się zwinnie po jego udach, by zaraz potem skończyć w parkiecie. Znowu. Przed nim. Na kolanach. I może Madox już w tamtym momencie wiedział, że to wcale nie skończy się na zjedzeniu pierogów, może widział to w jej oczach, w których na nowo rozbłysły iskierki pożądania, a może poczuł dopiero w momencie, w którym jej język znalazł się w okolicy tego najbardziej wrażliwego miejsca. Kiedy sunęła nim po całej długości, mieszając w ustach jego smak z tym pierogów i kiedy w końcu zrobiła to, co z początku miało być jej karą. Dokładnie tak jak sobie tego życzył, bez zbędnego przeciągania.
Tylko teraz było to chyba bardziej nagrodą dla Noriegi za cały ten wieczór, niż karą dla Pilar. Za to jak potrafił pójść na kompromis i nieco stonować swoje racje, za to jak ładnie się nią zajął i jak jeszcze piękniej pokazał jej jak bardzo go wkurwiała. I tego wieczoru pewnie pokazał jej to jeszcze nie raz. Bo to w końcu był ich moment. Kilka marnych godzin, kiedy nikt im nie przeszkadzał, nie walił o drzwi, nie awanturował się z bronią ani nie dzwonił. Byli tylko oni i ta ich charakterystyczna dzikość, która rozpalała do czerwoności, a która jeszcze kiedyś pewnie przysporzy im wielu kłopotów.

Madox A. Noriega
koniec
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#26”