Gdyby nie to, że nie zabierał kluczyka do samochodu na spacer z psem, to nawet nie wszedłby do mieszkania. Zeytin zdezorientowany napięciem Emira stał przy drzwiach wejściowych z wciąż założonymi szelkami i unosząc ciekawsko uszy śledził wzrokiem swojego opiekuna. Wyczuwał, że działo się coś, czego nigdy jeszcze nie doświadczył, nerwowa energia wzmagała jego czujność.
Emir wrzucił do plecaka pospiesznie swój portfel z dokumentami, silikonową składaną psią miskę i butelkę wody, po czym zarzucił go na ramię, nie chcąc tracić czasu na przebieranie się w coś potencjalnie wygodniejszego do wielogodzinnej jazdy. Zapiął psu smycz, nie chcąc zostawiać pupila samego po niedokończonym spacerze - poza tym jego towarzystwo z pewnością pomoże w trasie - chwycił kluczyki do samochodu i z domu wyszedł w pośpiechu.
Nie dał sobie czasu na zastanawianie się, czy to na pewno dobra decyzja, czy powinien jechać do Ankary i czy może powinien też poinformować o tym Edę, bo poczucie winy z pewnością dogoniłoby go zbyt szybko. I nawet nie byłby wtedy pewien, czy to wina przez nie wtajemniczanie Edy, że jedzie odebrać swoją
byłą dziewczynę z lotniska oddalonego wiele kilometrów, czy może jednak związana z tym, jak lata temu nie miał siły walczyć o ten związek.
Jechał ostrożnie. Kiedy mógł i się zapomniał, przekraczał trochę prędkość, korygując to w momencie, jak zdawał sobie sprawę z popełnianego wykroczenia. Na trasę puścił sobie ebooka biografii jednego ze znanych tureckich aktorów, żeby nie oddawać się przesadnemu wałkowaniu wspomnień, myśli i zdarzeń z ostatnich tygodni. Komentował niektóre fragmenty, spoglądając w lusterku wstecznym, lub odwracając się na moment, żeby zerknąć na leżącego na tylnym siedzeniu, nic nie rozumiejącego psa. Móc otworzyć usta do drugiej żywej istotny było naprawdę zbawienne i pomagało na rosnące podświadomie nerwy.
Zatrzymał się przed wejściem na lotnisko, tuż obok kosza na śmieci i popielniczki. Nie zawahał się przed wejściem, ale odkąd wysiadł z samochodu, emocjonalny ciężar zbliżającego się spotkania osiadał coraz mocniej na jego barkach. Musiał zapalić. I wypalił aż dwa papierosy pod rząd, w międzyczasie pisząc do Mavi wiadomość, że już jest na lotnisku. Przyjrzał się swojemu odbiciu w szklanych drzwiach i poprawił włosy zmierzwione podczas podróży. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że ma na sobie najzwyklejsze jeansowe spodnie, buty sportowe, prosty ciemny tiszert i szarą bluzę, którą miał wrzucić do prania po powrocie ze spaceru z psem. Odetchnął ze zrezygnowaniem i lekkim skrzywieniem, po czym wszedł do budynku.
Kawiarnię znalazł na planie znajdującym się przy wejściu. Przywołał podekscytowanego nowym otoczeniem Zeytin bliżej nogi i skierował się do najbliższych schodów, z których do miejsca docelowego miał mieć dosłownie kilka metrów. Wybrał te normalne, nie ruchome - ze względu na psa. Pokonując każdy kolejny stopień, czuł jak serce zaczyna bić mocniej, wyraźniej. A może biło tak cały czas, a on dopiero teraz zaczął to zauważać? Zrobiło mu się nieco gorąco z nerwów, oddech spłycił się i nawet nie zauważył, że zaczął nerwowo skubać zębami dolną wargę.
Zauważył ją jeszcze zanim dotarł na szczyt schodów. Jak tylko podszedł na tyle wysoko, że mógł widzieć znajdujące się naprzeciwko stoliki kawiarni, jakby instynktownie wzrok powędrował nieco w bok i zatrzymał się na znajomej sylwetce. Mocniej zacisnął palce na psiej smyczy i prawie potknął się o kolejny schodek.
Siedziała przy stoliku, w oczekiwaniu i spięciu, które rozpoznał w pozycji ramion i podrygującej nieznacznie nodze. Nie widzieli się dziewięć lat, a jednak nadal potrafił rozpoznać jej odruchy i tiki.
Tęsknota uderzyła go równie mocno, jak niepewność, a serce zabiło aż boleśnie, jak w końcu go zauważyła. Uśmiechnął się niepewnie, zbliżając do niej powoli. Dziwnie czuł się ze świadomością, że
chciał do niej pobiec, ale przecież nie powinien. Zatrzymał się w przyzwoitej odległości, pozwalając psu nawiązać pierwszy kontakt, bo... czy powinien ją przytulić? Podać rękę? Pocałować w policzek? Zeytin był tu doskonałym łamaczem niepewności.
-
Cześć... - Przywitał się drżącym od emocji głosem, starając się to ukryć odchrząknięciem. Wyglądała... mimo wielogodzinnej podróży i oczekiwania, wyglądała po prostu ładnie. Zawsze była ładna. Wydoroślała, dojrzała, w jej niespotykanie zielonych oczach widać było zmęczenie, ale i zawsze tam obecną iskrę radości. Emir poczuł, jak jego własne oczy zaczynają niebezpiecznie piec. Zamrugał energicznie. -
Nie uprzedziłem, że przylecę z towarzystwem, przepraszam. To Zeytin. Jest przesadnie energiczny i przytłaczająco towarzyski, będzie domagał się twojej uwagi pewnie przez większość podróży. - Trochę przesadzał, ale znalazł w pupilu bardzo dobry bufor tego nerwowego spotkania.
Mavi Ayers