ODPOWIEDZ
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Dla tych rudych włosów przemierzył pół kontynentu. Dla ust, które uśmiechają się w pełni wsiadł w samolot w krótkich spodenkach. Dla tych piegów zostawił za sobą żonę. Dla tych ud zaryzykował wszystko. Bo mu odbiło, musiało mu odbić. Bo kiedy w noc swojego kawalerskiego tańczył do Enrique Iglesiasa w gorącym portorykańskim klubie ze śliczną kanadyjką, jego serce zabiło tak mocno jak nie biło od dawien dawna. I znów poczuł elektryczność i znów w brzuchu miał motyle. Jedna noc? Później jeden tydzień szaleństwa. Kiedy jego narzeczona latała za ostatnimi poprawkami przed weselem, on pisał smsy tęskne i umawiał się na randeczki z dziewczyną, którą miał stracić nim wzejdzie słońce - czyli kiedy wyjedzie i zostawi go na portorykańskiej ziemi. Mówił jej ciągle, żeby została, pokazywał wszystkie najlepsze miejsca na wyspie, karmił ją najlepszymi owocami i zostawiał liściki na poduszce hotelowej.
A kiedy mimo wszystko poszła na samolot, jego serce odleciało wraz z nią.
I wziął ślub.
I bawił się i tańczył do Enrique Iglesiasa z kuzynkami, z kuzynami, z babką i Rosi. I całował Rosi i pojechał z nią na miesiąc miodowy i kiedy leżał na couples masaż, a Rosi w końcu siedziała cicho poczuł znów motyle. Motyle, które wyniosły jego myśli poza pomieszczenie spa, które zaprowadziły go do gorących wieczorów spędzonych z dziewczyną, która śmiała się z jego żartów (i akcentu), która była zainteresowana jego pracą i która mówiła, że wszystko co on gotuje jest najpyszniejsze. Czy tak mogła wyglądać jego przyszłość? Musiał sprawdzić.
Więc kiedy miał znów iść na wycieczkę po górach z Rosi, powiedział, że oli go brzuch, spakował graty i pojechał na lotnisko.
Nie wiedział do końca gdzie w Toronto szukać Erza B. Fernandes ale przecież słuchał, jak opowiadała, że pracuje ze zwierzętami. Więc odwiedził kliniki, ZOO i w końcu trafił. Do schroniska. Rozpoznał błysk rudych włosów z daleka. Złapał się za serce i wchodzi do jej pracy. Pierwsze co uderzyło go to zapach zwierząt, ale kiedy tylko Erza wyszła przyjąć kolejnego petenta poczuł róże. Rozkłada ręce szeroko i zadowolony mówi:
- Erza - i rusza do niej wzruszony, ubrany w wielką kurtkę bo przecież jest zima i w czapkę której, pewnie nigdy by nie podejrzewał, że włoży - Mi amor, nie mogłem spać, nie mogłem jeść, musiałem cię jeszcze raz zobaczyć. Odkąd wyjechałaś z Portoryko słońce przestało tak samo wschodzić. Czy cieszysz się, że mnie widzisz?- pyta z nadzieją w oczach błyszczących i łapie ją za ręce.
25 y/o
Welkom in Canada
164 cm
weterynarz Schronisko dla zwierząt
Awatar użytkownika
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ricardo Martinez

Nie wierzyła, że wygrała wycieczkę do Puerto Rico. Podobnie nie wierzyła w samą siebie, kiedy się tam znalazła. Pierwszy raz od dawien dawna poczuła się wolna, mogła zachowywać się tak, jakby nie miała jakichkolwiek zobowiązań. Nie było zwierząt, które na nią czekały. Nie było brata z problemami finansowymi, tylko ona dobra, latynoska muzyka oraz ten drink w kokosie z palemką oraz on. Ten który przez moment potrafił rozgrzać jej serce do czerwoności, zresztą nie tylko serce, bo całe ciało. Uwielbiała go, była w nim zakochana. Wystarczyło, że widziała go w pomieszczeniu, a już wpatrywała się w niego wielkimi, brązowymi tęczówkami. Gdyby nie byli w Puerto Rico, nie dałaby tak się ponieść, a nawet kiedy jechała z powrotem, to cały czas zastanawiała się co u Ricardo...
Tylko zostanie na wakacjach nie wchodziło w grę. Miała obowiązki. W głowie cały czas wracała do schroniska, do tych nieszczęśliwych łapek, czekających na nią. Jej pracoholizm nie wynikał z miłości pracy, a z przedziwnej misji oraz miłości do zwierząt. Tyle było w stanie sprawić, że ona musiała się poświęcić. Zresztą doskonale wiedziała, gdzie poznała się z Ricardo. Na jego kawalerskim gdzieś w głębi czuła wyrzuty sumienia. Tylko te kruczoczarne loczki, te ciemne, wręcz czarne tęczówki były dla niej zbyt magnetyzujące. Na tyle że mogła złamać zasady, że nie zachowała się zgodnie z zasadami sojuszu jajników. W pewnym momencie po prostu zapomniała o tym fakcie.
Powrót do Toronto i do pracy skutecznie ją z tego uleczył. Wrócenie do wiru pracy spowodowało, że nie była w stanie zajmować się już niczym innym. Zwierzęta. Właśnie zmieniała recepcjonistę, jakiś pies zdążył ją delikatnie ugryźć w dłoń. Dała radę wyjąć środek odkażający, już miała się sama sobą zająć, gdy usłyszała znajomy głos. Po jej plecach przeszły znajome ciarki, otworzyła szerzej oczy, otwierając delikatnie usta. Czy to fatamorgana?
Ricardo — mruczy pod nosem, lekko sparaliżowana. Nie spodziewała się go tutaj, w jej miejscu. Cała zesztywniała i wyprostowała się automatycznie. Kilka razy mrugnęła oczyma. Spojrzała znów w te ciemne tęczówki, próbując doszukać się w nich jakiejś odpowiedzi — przyleciałeś dla mnie? — pyta, próbując znaleźć sensowną odpowiedź. Cieszyła się, a jednocześnie była przerażona. Wakacyjne miłości są idealne, bo trwają określony czas.
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Tak trochę podejrzewał, że jego wizyta może wywołać w Erze szok, ale miał nadzieję, że jedynie pozytywny. Kiedy on ją tu zobaczył, to zaniemówił na chwilę, bo był to jednak dla niego szok, że w końcu udało mu się ją znaleźć. Wyglądała tak samo pięknie jak pod niebem Porto Rico, a może nawet lepiej, bo ta zimowa aura też pasowała do jej delikatnej urody.
- Do Ciebie, a do kogo innego? Wsiadłem w pierwszy samolot, jak tylko dostałem wypłatę - uśmiecha się szeroko, rozanielony, omijając szczegół taki, że pewnie wział z koperty ślubnej hajs na ten samolot. Spogląda na jej ręce i oczy ma odrazu przestraszone. -Jezusmaria, jesteś ranna, musimy to odkazić - i wyjmuje z jej ręki środek i prowadzi ją, żeby sobie usiadła na jakimś krzesełku w poczekalni, bo przecież to jest ważna operacja. Ricardo na szczęście wie co i jak z takimi ranami, bo jest kucharzem i takie rany to nie jest dla niego nic strasznego. Nie raz prawie stracił palca od cięcia cebuli. Kiedy ona siada, on przy niej kuca i się tak opiera kolanem, jakby klęczał, no ale zaczyna jej tam lać ten środek. -Tylko spokojnie- mówi uspokajająco i patrzy jak rana spienia się od działania odkażacza. Unosi na nią znów spojrzenie i ich oczy nie mogą się od siebie oderwać. Jemu już buzia cała sie uśmiecha, chociaż to dość średni moment do śmiania się, skoro ona tu mu się wykrwawia na dłoniach. Skapuje na niego ta woda, ale jemu nic to nie robi. - Wiedziałem, że Cię znajdę, mi amor. teraz możemy być razem, cieszysz się?
Już drugi raz pyta, czy ona się cieszy, chociaż pewnie ptyać jeszcze będzie kilka razy. Ale na pewno jest to zupełnie niewiarygodne z perspektywy Erzy, która mogła sie nie spodziewać, no i pewnie się nie spodziewała, że jej summer love pojawi się na progu jej drzwi i oświadczy, że teraz będą razem. No bo na przykład pewnie ona jeszcze nie wie, ale on to planuje z nią zamieszkać (w tym momencie np. bo jeszcze Rosi nie ma w kraju), bo nie wyobraża sobie, żeby nie spędzić z nią kolejnych dni, miesięcy, albo może i lat.

Erza B. Fernandes
25 y/o
Welkom in Canada
164 cm
weterynarz Schronisko dla zwierząt
Awatar użytkownika
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ricardo Martinez

Szok nie pozwolił jej powiedzieć ani jednego słowa. W głowie panowały mieszane uczucia. Nawet jeśli była szczerze zdziwiona jego widokiem, to poczuła delikatne, ciepłe uczucie wewnątrz serca. Jak miałaby się złościć na faceta, który dla niej opuścił własny dom? Nawet Fernandes miała w sobie odrobinę ducha romantyczki. Wpatrywała się w niego, kiedy mówił o tej wypłacie. Wtedy w jej głowie pojawiły się dwa wilki. Jeden z nich miał ochotę nazwać go idiotą, a drugi widział w tym coś romantycznego. Patrzyła mu prosto w ciemne tęczówki, próbując odnaleźć w nich odrobinę fałszu. Tyle że nie była w stanie, za bardzo błyszczały.
To chyba lubiła w nim najbardziej. Nie zdążyła nic powiedzieć, ani zaprotestować, a on już się nią zajmował. Nie była to głęboka rana, ale dłonie zawsze były mocno ukrwione. Krew musiała się lać. Tylko zaraz była ciągnięta na krzesło, na którym bez słowa usiadła.
Ała, to boli — mruknęła pod nosem, czując działanie środka. Na jej twarzy wymalował się delikatny grymas. Bolało, a ona czuła coraz dziwniejszą niezręczność. Nie chciała wypierdalać Ricardo na drzwi. Przyjechał do niej, a ona posiadała w sobie jakiekolwiek wyrzuty sumienia — w szafce powinien być jakiś gazik — mruknęła pod nosem, pokazując ruchem głowy mebel. Czymś musieli to zatamować, bo wzrok Martineza nie miał w sobie na tyle magicznej mocy, by to uczynić. Chociaż kto wie, co jest w stanie zrobić latynoska krew.
Tak? — spytała lekko zbita z tropu. Sama nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na to pytanie, ale uśmiechnęła się szeroko — tylko powiedz mi... Ty chcesz tu zostać na stałe? — zaczyna dopytywać lekko niepewnym głosem, unosząc na niego spojrzenie — Ricardo, naprawdę dla mnie zostawiłeś swój dom? — i to ją zakuło prosto w serce. Ona by tego nie zrobiła. Pokochała Puerto Rico, ale swoją małą ojczyznę bardziej. Nie byłaby w stanie zostawić brata, rodziny, a przede wszystkim schroniska, za to on to dla niej zrobił.
To bardzo... — głupie, irracjonalne, debilne? Nie wiedziała, które słowo wybrać, więc finalnie powiedziała — romantyczne — najlepsze słowo. Ludzie z powodu miłości potrafią zachowywać się jak prawdziwi idioci. Może i ona zacznie, skoro uśmiechała się do niego jak idiotka.
Zdejmij tę czapkę, bo wyglądasz jak idiota, kochanie — mruknęła pod nosem, unosząc zdrową dłoń i pozbawiając jego głowę nakrycia. Zmierzwiła jeszcze delikatnie mu włosy, to było wystarczające. Teraz wyglądał prawie że idealnie.
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Riczi jak każdy mężczyzna, czuł po prostu takie wewnętrzną potrzebę ratowania dam z opresji, a ewidentie Erza była obecnie w opresji, bo miała wielką ranę, z którą musiał jej pomóc.
- Gazik? - powtarza jakieś nieznane słowo po angielsku, ale szybko się orientuje, ze może jej chodzić o -Ah, vendaje - i wstał żeby znaleźć ten jej "gazik" we wskazanym miejscu. Znalazł i wziął z pięć opakowań, tyle ile mu się w rękach zmieściło. W końcu krwi było całkiem sporo jak na taką małą kobietkę. Jak do niej wrócił to zaraz zębami rozrywa pierwsze opakowanie i przykłada w miejsce rany lekko uciskając.
- Pomyślałem: jesteś tu, ja mogę też tu być, wtedy będziemy razem - wyjaśnia swoją logikę, może na stałe to jeszcze nie wiedział co znaczy, bo kto tam wie co jutro nam przyniesie, ale teraz chciał być na pewno z Erzą Fernandez, chociażby skały srały. A będą srać, z nieba skały, jak się Rosi zorientuje co tu się odjaniepawla. Na szczęście chyba Erza w końcu też zaczeła łapać powagę sytuacji, bo jej twarz się rozjaśniała w uśmiechu, którego właśnie mu brakowało. -A po co mi dom, w którym nie ma Ciebie Erza? Ja mogę pracować w każdym miejscu, przecież jestem kucharzem.
No tak, pewnie w Michelin Star oddziale w Toronto nic tylko czekają, żeby przyjąć imigranta nielegalnego. Może jeszcze jakby udało mu się załatwić wize, ale niewiadomo jak do tego podejdą, bo nie zgłaszał że jedzie pracować, zgłaszał na granicy że jedzie do ukochanej. Co prawda chyba nikt tego nie zakonotował, bo obsługiwała go pani pod czterdziestkę, która takie mu spojrzenia posyłała, jakby nic co on nie słyszała, tylko miała właśnie w głowie fantazje w której razem biegają nago po plaży.
Uśmiecha się w odpowiedzi na to jej kochanie i skoro mu tylko te włosy zmierzwiła, to już się do niej wychyla, żeby ją całować, ale że ją wciąż trzyma za tę zranioną rękę, to pewnie jest to krótki pocałunek, ale na pewno latynoski i pełen pasji.
Skoro więc się tak wspaniale złożyło, że już ją znalazł, to zaraz przeszedł do rzeczy:
- Pomyślałem, że możemy razem mieć dom. Zabiorę tylko rzeczy od kuzyna, wiesz zatrzymałem się u niego na kanapie narazie, ale i tak muszę się wynieść skoro już Cię znalazłem, co ty na to?

Erza B. Fernandes
25 y/o
Welkom in Canada
164 cm
weterynarz Schronisko dla zwierząt
Awatar użytkownika
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ricardo Martinez

Tak, to jest gazik — zaśmiała się cicho pod nosem i wpatrywała się w niego badawczą, kiedy tak się nią zajmował. Może częściej powinna dać się gryźć, skoro miała przy sobie takiego, pierdolonego macho? Chyba tego właśnie potrzebowała od życia — lubię, jak mówisz do mnie po hiszpańsku... — mógłby powiedzieć kupa, a ona i tak wpatrywałaby się w niego z dziecięcą ciekawością. Przez sposób jego mówienia, a szczególnie ten pierdolony akcent tak dała się ponieść. Normalnie twardo chodziła po ziemi, piłaby drinka z palemką i zlała randomowego, latynoskiego typa. Tylko w Ricardo było coś magnetycznego, co sprawiało, że chciała go więcej i bardziej. Teraz to sobie uświadamiała, jakby Puerto Rico zawitało w Toronto mimo tej zimowej, chłodnej aury.
Jesteś szalony, Ricardo — i sama nie wiedziała, czy mówiła to pozytywnie, czy wręcz przeciwnie. Momentami przypominał wielkie dziecko, które powinna prowadzić za rękę — słońce ty moje, to nie jest takie łatwe... Musisz mieć visę, albo wziąć ze mną ślub — tyle przeszkód po drodze. Szkoda, że nie wiedziała o jego statusie, może by się kobieta dla niego poświęciła. Dla tych loczków, śmiesznego akcentu i ciemnych tęczówek przypominających nocne niebo — takie sprawy nie przychodzą łatwo — mruknęła pod nosem Erza. Tylko wtedy wsłuchała się w jego kolejne słowa. Był szalony, ekspresyjny i przypominał jej ogień. Ona była bardziej stonowana, ale... Puerto Rico zawitało do Toronto, a ona poczuła jakby znowu się w nim znalazła — jestem twoim domem? — spytała ciszej, czekając na jego reakcję. Jedno wypowiedziane słowo byłoby wystarczające. I chyba ona poczuła gorące emocje, bo bez żadnego zastanowienia odwzajemniła jego pocałunek z taką samą namiętnością.
Jednak się stęskniłam — mruknęła, kiedy tylko rozłączył ich usta od siebie. Dla niej to było wystarczające. Z dłoni mogłoby lecieć jak z kranu, a dla niej liczyłyby się tylko jego usta. Choć pierwsza fala otrzeźwienia przyszła z jego kolejnymi słowami, na taką propozycję nie była przygotowana.
Ale że jak? — spytała, mrugając oczyma. Wprowadzić się do niej? Totalnie nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Pytanie, czy w ogóle wyszliby z łóżka — co będziesz robił, jak będę pracowała w schronisku? — odezwał się w niej wrodzony perfekcjonizm. Słyszała historie o emigrantach okradających naiwne dziewczyny, a Erza wcale nie zarabiała dużo — to tu spędzam całą dobę, chyba że... — głos jej na chwilę zadrżał, bo chciała wierzyć w jego słowa oraz dobroduszność. Szkoda, że nie znała całej prawdy, wtedy sięgnęłaby po patelnie, by okładać go po głowie — zostaniesz psim wolontariuszem? — to byłby najbardziej romantyczny gest, którym ktoś by ją obdarował. Plus tysiąc punktów do widzenia samych pozytywnych stron Martineza.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Animal Services”