ODPOWIEDZ
32 y/o
For good luck!
178 cm
dziennikarz, reporter śledczy CBC Toronto
Awatar użytkownika
This was not about failure or success. This was always going to be horror. I should not have suggested it, and you should not have listened to me.
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Weston, Toronto, 2022 rok


To nie był pierwszy raz – widział już wcześniej martwego człowieka. Wiedział, że po śmierci twarz stawała się blada, że mięśnie sztywniały i stygły pod skórą jak wosk, a oczy traciły swój blask i jeżeli nikt nie zamknął nad nimi powiek, pojawiały się na nich brązowe plamy. Pamiętał, że kiedy zmarła matka, jej palce były zimne i zdrętwiałe, nie sposób było wziąć jej za rękę, więc objął ją ramionami, ale nawet wtedy sprawiała wrażenie ciężkiej, cięższej niż za życia i osunęła się na plecy, a on nie miał siły jej podtrzymać – nie przypominała siebie i nie chciał zapamiętać jej w ten sposób, lecz wspomnienie jej śmierci powracało do niego później znacznie częściej niż wspomnienie jej życia. Joe martwiła się o niego, kiedy zaczął pracę w CBC, ale dziennikarstwo śledcze w rzeczywistości rzadko, właściwie nigdy, nie dotyczyło morderstw – zajmowano się korupcją, analizą dokumentów i ujawnianiem skandali politycznych. Zdarzało się, że spędzał kilka godzin jedynie siedząc i obserwując, aż aparat zaczynał ciążyć mu w dłoniach, a dyktafon uwierać w wewnętrznym podszyciu płaszcza, często wracał do biura z pustymi rękami. Tego dnia było inaczej – mężczyzna, który leżał na chodniku, nie został jeszcze nawet zakryty folią, choć wszyscy wiedzieli, że był martwy. Wokół było zbyt dużo krwi.

Notatka robocza. Czternasty grudnia, godzina osiemnasta pięćdziesiąt trzy. Miejsce zdarzenia zostało zabezpieczone, ale ciało pozostaje w zasięgu wzroku. Zwykle robi się to szybciej, z szacunku albo dla spokoju. Tu najwyraźniej uznano, że nie ma takiej potrzeby… – zacisnął palce mocniej na dyktafonie, czując jak twardy plastik wbija mu się w śródręcze. Coś było nie w porządku – mówił za szybko, pociły mu się dłonie. Zmusił się do chrząknięcia, chcąc dodać sobie otuchy – wyszedł z wprawy, nie spał poprzedniej nocy i teraz słowa grzęzły mu w gardle. – Powinienem mówić spokojniej, tak się lepiej nagrywa. Jeszcze raz. Najwyraźniej uznano, że nie ma takiej potrzeby lub że czas działa na czyjąś korzyść. Funkcjonariusze nie zdają pytań między sobą, to zawsze zwraca moją uwagę...

Proszę to wyłączyć. – ktoś do niego podszedł, jeden z policjantów. Nie podniósł wzroku, wciąż wpatrując się w chodnik, na którym krew błyszczała pod wpływem świateł z radiowozu. Ktoś inny naciągnął na mężczyznę srebrną folię, która szeleściła pod wpływem wiatru, a on odruchowo cofnął się o krok do tyłu.

To nie jest nagranie do publikacji, to tylko…

Powiedziałem wyłączyć. – funkcjonariusz chwycił go za przedramię, a on poczuł, jak zalewa go nagła fala gorąca – rozluźnił palce i dyktafon upadł ze stukotem na chodnik. Za jego plecami rozległ się krótki, lekceważący śmiech policjantów – minęły zaledwie trzy tygodnie od wydarzeń w Richmond Hill, a on wciąż nie mógł patrzeć na nich w ten sam sposób, bał się pistoletów, które trzymali za pasem spodni i ciężkich, metalowych pałek, które w zderzeniu z ludzkim ciałem wydawały głośny, chrzęszczący dźwięk. Pochylił się, żeby podnieść z ziemi upuszczony magnet, kiedy wziął go do ręki, urządzenie okazało się jednak śliskie i mokre, brudne od krwi – poczuł, jak kolana się pod nim ugięły, jakby stał na grubym materacu wielkiego łóżka, ale zmusił się jeszcze do wyprostowania pleców. Weź się w garść, powtórzył w głowie słowa Lazare, starając się skupić na nich, nie na proteście, którego wspomnienia prześwitywały coraz wyraźniej na powierzchnię świadomości, do kurwy nędzy, Johnny. Weź się w garść. Z trudem przycisnął palcem klawisz dyktafonu.

Na chodniku widać… ślady krwi… – wydawało mu się, że słyszał w uszach krzyk, choć być może był to jedynie dudniący odgłos jego własnego tętna – krew zaczynała zasychać mu na dłoniach, powietrze stało się gęste i duszne jak wełna. Ktoś do niego mówił, tym razem spokojniej, choć nie potrafił powiedzieć, co dokładnie. Znajomy głos. Chrząknął i podniósł wzrok, spoglądając na stojącą przed nim kobietę. Nie wyłączył dyktafonu. – Czuję, że jestem częścią czegoś większego.

Pilar Stewart
Ostatnio zmieniony czw lut 26, 2026 6:14 pm przez Johnny Grainier, łącznie zmieniany 1 raz.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Jackrabbit
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Daniel Armitage. Lat czterdzieści jeden. Niezależny konsultant finansowy, dawniej analityk w funduszy inwestycyjnym. Dźgnięty ostrym narzędziem w lewą stronę klatki piersiowej, między czwartym a piątym żebrem, które prawdopodobnie przebiło tętnicę płucną.
Martwy.
To właśnie na jego twarzy zawieszone były oczy Pilar, kiedy po raz kolejny obeszła ciało, ostrożnie stawiając kroki między kredowymi znaczeniami i kałużą krwi, który powoli zaczynała wsiąkać w asfalt.
Trupy już dawno przestały robić na niej wrażenie. Jedni mogli nazwać to znieczulicą, ona widziała w tym po prostu przyzwyczajenie i profesjonalizm. Naoglądała się ich w swojej kilkuletniej karierze w tak wielu wariantach i poziomie zmasakrowania, że mało co było w stanie ją ruszyć, a jednak chłodny dreszcz przebiegł wzdłuż jej kręgosłupa.
Na pozór wydawało się to być zwykłym atakiem nożownika i pewnie policja nie poświęciłaby temu zbyt dużo czasu, jednak biorąc pod uwagę, że był to trzeci taki przypadek w okolicy, należało podejść do tego z należytą uwagą.
Spisała kilka dodatkowych notatek w niewielkim kajeciku: drobne obserwacje i rzeczy do sprawdzenia, po czym przystanęła przy kolegach z komendy i spojrzała na zegarek.
No i gdzie ona jest? — mruknęła poirytowana. — Miała tu być już piętnaście minut temu — normalnie nie rozliczała koronerów ze swojej roboty, jednak biorąc pod uwagę fakt, że ciało leżało odkryte już od dobrych kilkunastu minut, a w pobliżu zaczynaly pojawiać się pierwsze grupki gapiów, spóźnienie Zaylee było mocno nie na rękę.
Westchnęła głośno i przejechała dłonią po rozplecionych włosach, po czym sięgnęła do kieszeni kurtki, by wygrzebać telefon. Była gotowa zaserwować sobie serie nieprzyjemnej wymiany zdań, byleby jakoś przyśpieszyć jej przyjazd. Nim jednak zdążyła wybrać odpowiedni numer, Tucker szarpnął się tuż obok, trącając ją w ramie.
Nie no wypierdole mu zaraz — ton jego głosu sprawił, że Pilar momentalnie podniosła głowę i spojrzała zaskoczona na policjanta.
Ale co?
Ten pierdolony dziennikarz — wskazał ręką w stronę taśmy. — Przed chwilą mu powiedziałem, że ma schować ten cholerny dyktafon, a on znowu nagrywa. Jak nie rozumie grzecznie, to może trzeba z nim inaczej porozmawiać — gadał jak najęty, ale Stewart już wcale go nie słuchała. Jej spojrzenie oraz cała uwaga zawieszone były na znajomej twarzy w oddali, której nie widziała od dokładnie dwóch tygodni. Serce zabiło jej mocniej, a przed oczami na krótką chwilę przeleciały wydarzenia tamtego dnia.
I może skupiłaby się na nich odrobinę dłużej, jakoś przetrwała, jednak nie było jej to dane, bo Tucker już wyrwał się do przodu, kierując się w stronę dziennikarza, zaciskając dłoń na pasku, tuż obok policyjnej pałki.
Ja się tym zajmę — rzuciła stanowczo, podbiegając kilka kroków i łapiąc chłodny materiał jego kurtki. — Odpuść — poprosiła już o wiele spokojniej, spoglądając na kumpla z komendy. Na krótko. Bo kiedy tylko jego głowa skinęła niechętnie, dając jej zgodę, Pilar od razu skierowała się do taśmy, przy której stał mężczyzna.
Nie możesz tutaj nagrywać — odezwała się praktycznie od razu, podnosząc wzrok na znajome, niebieskie oczy. Problem w tym, że on zdawał się jej kompletnie nie słuchać. Swoje spojrzenie wciąż miał skupione na trupie w oddali, a dłonie nerwowo zaciskały się na dyktafonie. Ściągnęła brwi na ten widok, po czym niewiele myśląc podeszła bliżej, kompletnie zasłaniając mu pole widzenia swoją osobą.
Johnny — rzuciła w końcu, nie dając za wygraną. Rzadko kiedy używała jego imienia, jednak biorąc pod uwagę okoliczności i przeszłość, którą dzielili, ułożenie na ustach tych kilku liter wydawało się po prostu właściwe. I chyba zdawało się zadziałać. — Wszystko okej? — to pytanie wyszło z niej naturalnie. Z jakiejś dziwnej troski, która nagle pojawiła się na widok jego spiętego ciała. — Wiesz, że nie możesz tutaj nagrywać — powtórzyła spokojnie, jakby tym razem to miało cokolwiek dać.

Johnny Grainier
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
32 y/o
For good luck!
178 cm
dziennikarz, reporter śledczy CBC Toronto
Awatar użytkownika
This was not about failure or success. This was always going to be horror. I should not have suggested it, and you should not have listened to me.
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jego ojciec powiedziałby, że ludziom przytrafiały się gorsze rzeczy – powracali z wojny ranni i zmęczeni, szanowani jedynie jako na wpół zużyta broń, a ci, którzy mieli mniej szczęścia, nie powracali wcale, pogrzebani płytko w suchej, żółtej ziemi. Czasem zjadały ich zwierzęta, mówił, pochylając się do niego nad stołem, jakby przekazywał mu tajemnicę, czasem inni ludzie – nigdy nie dowiedział się, czy historie ojca były prawdziwe, nie wiedział, czy Joseph rzeczywiście był w wojsku, czy może wymyślił wszystko jedynie po to, żeby go przestraszyć, ukazać mu świat w szerszej perspektywie i udowodnić, jak błahe były jego problemy. Chciał, żeby jego syn był odważny i miał silne dłonie, ale on bał się jego opowieści, bał się głośnych dźwięków i spał przy włączonym świetle do czternastego roku życia, bo w ciemności wszystkie kształty stawały się wielkie i złowrogie, a on budził się w mokrych spodniach i na mokrym materacu, który matka zaczęła nakrywać grubymi kocami, żeby nie musieć nieustannie go prać. Jego ojciec uważałby, być może, że to, co wydarzyło się w Richmond Hill, było dobrą próbą charakteru – chłopcy powinni uczyć się poprzez przemoc, a mężczyźni powinni ją rozumieć. On zawsze był jednak zbyt nerwowy, nie potrafił się bronić – przypominał zająca i w ten sam sposób się poruszał, z tą samą ostrą i pochopną nagłością, która w naturze prowokowała zwierzęta do pogoni. Za każdym razem, kiedy powracał myślami do protestu, zaczynały drżeć mu dłonie i mocno bić serce, dyskomfort uwierał go jak wełna – drapał bardziej w uszach i w gardle niż na odsłoniętej skórze.

Zamrugał nerwowo, pocierając kciukiem powieki, jakby wspomnienie było jedynie czymś, co wpadło mu do oka i załzawiło spojówkę, jakby mógł się go szybko i niezauważanie pozbyć – ale było już za późno, bo policjant złapał go za przedramię, a dyktafon był brudny od krwi i lepił mu się w dłoni. Przypomniał sobie krzyk, który rozległ się w tłumie, kiedy cysterna zjechała z ulicy w stronę placu, przypomniał sobie smak żelaza w ustach i ból, kiedy metalowa pałka uderzyła go w głowę. Poczuł, jak jednostajny szum przesuwał się wzdłuż jego skroni, a prawe ucho wypełniło się głośnym piskiem, sprawiającym, że wszystko wokół pociemniało, a następnie zaczęło pulsować i tętnić. Odruchowo sięgnął dłonią do czoła, dotykając ostrożnie miejsca, w którym skórę wciąż napinały szwy. Ktoś stanął przed nim, zasłonił mu widok, a on drgnął nerwowo, odsuwając ręce, jakby spodziewał się, że zostanie złapany lub popchnięty do tyłu. Usłyszał swoje imię, podniósł głowę – widok Pilar go zaskoczył, choć mimika jego twarzy pozostała nieruchoma, nie potrafił spojrzeć jej w oczy i wciąż patrzył w to samo miejsce, chociaż zasłoniła mu je, kiedy przesunęła się na chodnik.

Co? – kobieta zadała mu pytanie, ale nie potrafił przypomnieć sobie, jak brzmiało, widział, jak poruszała ustami, ale nie słyszał, co mówiła. Wypowiedział coś pod nosem, niewyraźnie, do samego siebie, po czym chrząknął i ponownie roztarł dłonią skroń, w końcu podnosząc głowę, żeby spojrzeć na Pilar. – Nagrywam notatkę, nie wadzę nikomu. – czuł ucisk w klatce piersiowej i zrobiło mu się niedobrze. Nierówno oddychał i był pewien, że za często mrugał – bał się, że Stewart to zauważy, zawsze zauważała rzeczy, które próbował przed nią ukryć. – Zostaw mnie – odparł, przerywając przedłużającą się chwilę milczenia – w jego głosie nie było gniewu, nie było nawet wzburzenia, brzmiał prawie jak prośba, cicho i z desperacją, gdyby nie ukryta pod nim uraza i nerwowy tik, który sprawił, że drgnęła mu powieka, a kącik ust wykrzywił się w subtelnym grymasie. – Masz już w tym wprawę. – chciał zabrzmieć poważnie, ale zabrzmiał jak dziecko, głos zniekształcił mu się w krtani – piszczało mu w uszach i poczuł się słabo, próbował się czegoś złapać, ale zacisnął palce na żółtej taśmie, która ogradzała miejsce zbrodni i zarwała się gwałtownie pod ciężarem jego ciała.

Pilar Stewart
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Jackrabbit
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pamiętała dokładnie ostatni raz, kiedy jej ciemne spojrzenie, zawieszone było na błękitnych oczach, skąpanych popołudniowym słońcem. Kiedy przedzierali się przez panikujący tłum, próbując wydostać się z chaosu, który zapanował dookoła. Pamiętała swoje palce, mocno zaciśnięte na jego nadgarstku i dokładny moment, w którym ktoś przerwał ten dotyk, wciskając się ramieniem pomiędzy ich ciała. A potem poszło już falowo: ktoś ją popchnął, ktoś krzyknął, jakieś dziecko potrzebowało pomocy, a Pilar… oczywiście poszła. Poszła pomagać, bo przecież na tym znała się najlepiej. Podchodziła do każdej sytuacji zadaniowo, skupiając się na efekcie końcowym. I chociaż swoje zadanie tamtego dnia w głównej mierze wykonała dobrze, tak Johnnego już nie zobaczyła.
A przecież go szukała.
Tylko co mogła jedna Stewart w tłumie ludzi i pełnym chaosie, bez numeru telefonu czy jakiegokolwiek punktu zaczepiania? Przecież oni nawet na miejscu nie pojawili się razem. Tamto spotkanie było równie przypadkowe jak to teraz, dokładnie dwa tygodnie później. I chociaż Gainier z pozoru wydawał się taki sam jak wtedy, coś w jego zachowaniu uległo zmianie. A może to twarz pozbawiona była dawnego kolorytu? Nie umiała tego określić.
Pytałam, czy wszystko okej — powtórzyła swoje wcześniejsze pytanie, nie dając za wygraną. Pilar nie lubiła odpuszczać, szczególnie kiedy nie miała pewności, czy on naprawdę jej nie usłyszał, czy może specjalnie nie chciał odpowiadać. Jakakolwiek była odpowiedź, ona była gotowa wiercić dziurę. — Więc pytam jeszcze raz, żebyś dobrze usłyszał: Wszystko okej? — jego imię ponownie cisnęło się na usta, jednak tym razem odpowiednio wcześnie była w stanie ugryźć się w język. Nie powinna go nadużywać. Przecież nigdy tego nie robiła. Już wystarczyło, że jedno z nich zachowywało się dziwnie.
Otworzyła szerzej oczy, kiedy lekko niewyraźne zostaw mnie przecięło powietrze i osadziło się nieprzyjemnie w jej głowie. Ponownie zmarszczyła brwi, przyglądając mu się uważnie. Ale to dopiero jego kolejne słowa naprawdę ją uderzyły. W czym niby miała wprawę? W zostawianiu?
Co? — spytała wręcz automatycznie. Jakby jej mózg bez pytania wydał polecenie o doprecyzowanie. — O czym ty mó…
Ej, co ty wyrabiasz?! — Tucker przerwał jej w pół słowa, pojawiając się tuż obok i wymachując rękami w stronę taśmy, która teraz w połowie leżała na asfalcie. — Uważaj gdzie stawiasz łapska. I mówiłem ci, że masz schować ten dyktafon! — wyrwał się do przodu, chcąc zrównać się z dziennikarzem, a Pilar w ostatniej chwili wskoczyła między nich.
Daj spokój — poprosiła grzecznie, układając kumplowi dłoń na mundurze. — Ja to załatwię.
Tak mówiłaś też przed chwilą i co? — wwiercał w nią swoje ciemne spojrzenie, a w jego głosie było słychać wyrzuty. Stewart doskonale wiedziała, jak bardzo policja nienawidziła, jak ktoś podważał ich słowa i próbował ich ustawiać, szczególnie kobieta.
Normalnie miałaby to gdzieś. Wypięła pierś i najchętniej pokłóciłaby się z nim tu i teraz, tylko ona w głowie wciąż trawiła słowa, które powiedział jej Johnny. Nie mogła przestać o tym myśleć. Odbijały się one gdzieś nieprzyjemnie pod czaszką. Dlatego właśnie w następnej chwili niewiele myśląc, złapała dziennikarza za materiał kurtki i rzuciła Tuckerowi jeszcze ostatnie spojrzenie.
Daj mi znać jak przyjdzie Miller — warknęła oschle, tym samym kończąc tą bezsensowną dyskusję i przeniosła spojrzenie na Grainiera. — Chodź — ruszyła przed siebie, szarpiąc go za sobą. Miał do wyboru iść z nią kawałek dalej i porozmawiać, albo stać dalej przy rozerwanej taśmie i rozmawiać z Turnerem. Decyzja raczej była banalnie prosta.
Przeszli kawałek dalej, w okolicę drewnianej ławki, jednak Stewart nawet na niej nie siadła. Z impetem odwróciła się w stronę Johnnego i zawiesiła na nim ciemne spojrzenie, przy okazji krzyżując dłonie na piersi.
Powiesz mi o co ci chodzi? — spytała prosto z mostu, przyglądając mu się uważnie. — Dobrze wiesz, że wcale cię tam nie zostawiłam.

Johnny Grainier
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
32 y/o
For good luck!
178 cm
dziennikarz, reporter śledczy CBC Toronto
Awatar użytkownika
This was not about failure or success. This was always going to be horror. I should not have suggested it, and you should not have listened to me.
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Bał się wcześniej wiele razy, wielu rzeczy – bał się wojny, swojego ojca i tego, że wszyscy ludzie rozmawiali o nim za jego plecami, bał się, że w jego domu zainstalowany był podsłuch i zeszłego lata zasłonił wszystkie okna srebrną folią spożywczą, upierając się, że zakłócała fale radiowe, bał się, nieustannie, że ktoś go śledził i kiedy wychodził z domu, regularnie oglądał się za siebie, lecz zawsze tak, żeby nie zwrócić niczyjej uwagi, przykucając i udając, że zawiązywał buta lub wykorzystując szyby zaparkowanych na poboczu samochodów. Jego strach miał jednak w zwyczaju rozkładać się w czasie i w przestrzeni – był z nim zawsze, ale raczej jak przewlekła, niedoleczona infekcja, gorączka, która męczy, ale nie zabija.

Kiedy Pilar złapała go za rękę podczas protestu, strach się gwałtowny i ostry, sprawiał, że słyszał swoje tętno głęboko w uszach i bał się, że jeżeli jego serce będzie biło jeszcze szybciej, umrze dokładnie tak, jak umarła Marilyn, z tą różnicą, że nikt nie splecie mu rąk na piersi, żeby przywrócić go z powrotem do życia – zgubił swój aparat, swój dowód, swój portfel, włosy miał wilgotne od potu i od krwi, która zaschła mu na prawej skroni i sprawiała, że wyglądał jeszcze bardziej nerwowo niż zwykle, ze swoimi dużymi, jasnymi oczami. Pilar nie była przestraszona lub nie dawała poznać po sobie strachu, nawet kiedy huk, który rozległ się wokół, sprawił, że się wzdrygnęła i jej palce zacisnęły się mocniej na jego nadgarstku – była od niego niższa i drobniejsza, pomyślał wtedy, że to on powinien prowadzić ją za rękę i powtarzać, że będzie dobrze. Nie był teraz pewien, czy rzeczywiście to powtarzała – być może sobie to wyobraził. Pamiętał jedynie, że pewnym momencie zniknęła – ktoś go uderzył lub na niego wpadł, a on przewrócił się i rozbił głowę o twardy krawężnik. Stracił na chwilę przytomność, nie był pewien, być może tylko zamknął oczy i żałował, że je otworzył – gdyby nie został sam, nic z tego, co wydarzyło się później, nie miałoby miejsca.

Okej – odparł, choć odpowiedź nie brzmiała twierdząco, bardziej jakby jedynie powtarzał po niej ostatnie słowo. – Tak, tak. Okej. Wszystko okej. – dodał w końcu, ale potrząsnął głową na boki, jakby sobie zaprzeczał. Zrobiło mu się słabo i złapał się policyjnej taśmy, żeby utrzymać równowagę, ale ta zarwała się, gdy tylko zacisnął na niej palce – zachwiał się, po czym podparł się ręką o jezdnię, żeby się nie przewrócić. Ktoś znowu krzyczał, bolała go głowa – zacisnął na chwilę powieki, ale niewiele to pomogło, wcale nie sprawiło, że poczuł się lepiej. Pilar złapała go za ramię i pociągnęła w przeciwną stronę, a on podążył posłusznie za nią, wciąż zaciskając w dłoni dyktafon, choć już wyłączony – kanciaste brzegi plastiku wbijały mu się w palce i był pewien, że pozostawią ślady. Przy ławce było ciszej, powietrze było chłodniejsze i nie tak gęste, łatwiej było oddychać, choć w prawym uchu wciąż słyszał jednostajny pisk, który przypominał ból, lecz nie zdążył się jeszcze w niego przeobrazić. Uniósł rękę, dociskając palcem fragment skóry od wewnętrznej strony ucha, jakby próbował je odetkać, pozbyć się szumu.

Nic. O nic nie chodzi. – uciekał wzrokiem – był od niej wyższy i nie lubił patrzeć na nią z góry, więc usiadł na ławce i westchnął ciężko, ukrywając na chwilę twarz w dłoniach, zanim w końcu na nią spojrzał. – Przepraszam cię, po prostu…nawet nie obejrzałaś się za siebie, chciał powiedzieć, ale bał się, że jego słowa znów zabrzmią jak oskarżenie, jak jęk dziecka lub skamlenie psa. Był dorosłym mężczyzną, powinien był poradzić sobie sam. – Nie mogę przestać o tym myśleć. Ci wszyscy ludzie… Cały czas myślałem, że powinienem im pomóc, powinienem coś zrobić, ale oni cały czas przepychali się i krzyczeli, a potem ktoś popchnął mnie na ziemię i… – pisk w uchu się nasilił, a on skrzywił się wyraźnie, jakby z bólu i roztarł palcami skronie. – Powinienem iść. – oświadczył nagle, nie dokańczając poprzedniej myśli i gwałtownie podniósł się z ławki, rozglądając się dookoła, jakby poszukiwał wokół dobrej wymówki albo przynajmniej drogi ucieczki.

Pilar Stewart
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Jackrabbit
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszystko okej.
Gówno prawda.
Widziała, że nie było okej. Słyszała to w tonie jego głosu, który chociaż jednostajny, miał w sobie nienaturalne drganie. Nie znała go dobrze, jednak lata w policji nauczyły ją odróżniać zmiany w zachowaniu, niewielkie niuanse, jak również to, że nie potrafił jej spojrzeć w oczy. Wcale nie było okej. Tylko pytanie co ona właściwie mogła z tym faktem zrobić? Z pewnością nic, kiedy dookoła byli ludzie, a funkcjonariusze policji jeszcze bardziej go płoszyli. Dlatego chociaż nie powinna tego robić, odciągnęła go na bok. Odeszła od miejsca zbrodni, chociaż powinna tam teraz być, dzwonić do Miller, szukać świadków i najlepiej jeszcze w tym samym czasie pisać raport dla Eliota. A jednak — ona postanowiła poświęcić swój cenny czas jemu. Szkoda, że on dla odmiany postanowił usilnie udawać, że o nic mu nie chodziło.
Grainier, skończ p… pierdolić. Miała to na końcu języka. Kolejną obelgę, która najzwyczajniej w świecie była naturalną częścią jej charakteru i sposobu bycia. Stewart nienawidziła owijania w bawełnę. Ceniła sobie konkrety. Lubiła, kiedy z góry mówiło się jasno, jak się sprawy miały. Nie interesowały ją kłamstwa, czy domysły. Potrzebowała mieć pełen obraz na sytuacje, a Johnny jak na razie dawał jej jedynie marne ochłapy. — Skończ z tymi kłamstwami — poprawiła się. Widziała, że coś było nie tak, że był nerwowy, nie powinna mu jeszcze dopierdalać. Nawet jeśli to było silniejsze od niej. Miała świadomość, że do tego przypadku musiała podejść na spokojnie. Dlatego poczekała aż usiądzie, wciąż przyglądając mu się uważnie. Nawet na moment nie spuściła z niego spojrzenia, próbując wymusić, by w końcu zaczął gadać. By wyrzucił z siebie to, co siedziało mu na śledzionie. I o dziwo, po chwili jej strategia zdawała się zadziałać.
Słuchała go ze spokojem, delikatnie kiwając głową, jakby tym drobnym gestem, chciała zachęcić go do tego, by nie przestawał. Miał jej pełną uwagę. Uwagę, którą może powinna dać mu już wcześniej? Odezwać się po tej całej sytuacji? Zapytać, jak się trzymał? Ale przecież nawet nie miała jego numeru. Sama Pilar zostawiła w Richmond Hill wszystkie wspomnienia, jednak on ewidentnie zabrał je ze sobą. Męczyły go. To by wyjaśniało to dziwne zachowanie. Odczekała kilka sekund, gdy skończył mówić, chcąc się upewnić, że to już wszystko, tylko nim zdążyła się odezwać, on nagle oznajmił, że powinien już iść.
Poczekaj — i znowu to zrobiła. Znowu złapała go za materiał kurtki, zawieszając ciemne spojrzenie na jego twarzy. — Proszę — wskazała głową na ławkę, grzecznie prosząc go, żeby jednak został. — Powiem, co mam do powiedzenia, a jeśli ty dalej będziesz chciał sobie pójść, to cię puszczę — obiecała. Nie miała zamiaru trzymać go tutaj na siłę, ale przecież musiała chociaż spróbować. Chociaż tyle była mu winna po tym, jak pomógł jej w Richmond. Delikatnie szarpnęła jego kurtkę, chcąc wymusić na nim, żeby usiadł z powrotem na ławce, a ona razem z nim. Westchnęła głośno, a potem zawiesiła na nim ciemne spojrzenie.
Byłeś tam pojedynczą jednostką pośrodku ogromnego chaosu. To było fizycznie niemożliwe, żebyś wszystkim pomógł. Rozumiem, że mogłeś chcieć, ale to było nie do wykonania, Johnny. Ludzie w strachu nie są poczytalni. Robią masę durnych rzeczy i naprawdę ciężko do nich dotrzeć, szczególnie kiedy biegną przed siebie i wszystko masowo taranują, okej? To nie jest twoja wina, że ta cysterna wjechała w tłum i tak samo nie powinieneś się obwiniać, że nie zrobiłeś więcej — jej głos był spokojny, stonowany, kurewsko do niej niepodobny. Naprawdę musiała spiąć się w sobie, żeby ograniczyć przekleństwa i wyniosłość, która charakteryzowała większość jej wypowiedzi. W tym wszystkim nawet nie zauważyła, że jej palce wciąż były zaciśnięte na jego kurtce. — To normalne, że chcesz się obwiniać w takiej sytuacji, ale to i tak nic nie zmieni. Nie możesz pozwolić, żeby przeszłość mieszała ci w głowie. Wiem, że to chujowe, bo wszystko, co tam się wtedy stało było chujowe, ale… najgorsze, co możesz teraz robić, to sobie cokolwiek wyrzucać. Rozumiesz? — spytała w końcu, przyglądając mu się uważnie. Miała nadzieje, że rozumie. Ale co ona tam mogła wiedzieć? Przecież ona swoją psychikę szkoliła przez wiele lat, żeby nie ruszały ją tego typu rzeczy. A dokładniej to nauczyła się, jak spychać żal, gorycz i poczucie winy na gdzieś na sam dół świadomości.

Johnny Grainier
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”