Szczupłe palce tańczyły na biało-czarnym parkiecie pianina, by każdym kolejnym krokiem malować dźwiękami ostatnią część utworu. Pochylony lekko nad instrumentem, zdawał się żyć wyłącznie zapisany wraz z nutami na pięciolinii. W codzie smyczki stopniowo przyśpieszyły, a on sam podkreślił triumfalny akord.
Serene - dlaczego?
Pchnął lekko drzwi klubu nocnego, z ulgą czując witający go chaos trwającej w najlepsze imprezy. Nim jednak skierował się na krótką wycieczkę do łazienki po spisanie swych trosk białą kreską, przysiadł niedbale na jednym z wolnych barowych stołków. Z wolna przebiegł pełnym obojętności wzrokiem po butelkach alkoholi ustawionych za barem, doskonale zdając sobie sprawę, że nie zamierzał przecież trudzić się wyborem. Takie niuanse zarezerwowane były zdecydowanie na lepsze wieczory, a nie polegające na zwyczajnym upadlaniu się do nieprzytomności.
- Byle coś mocnego - Umęczonym głosem skierował swoją p r o ś b ę w stronę barmana, spoglądającego na niego wyczekująco. Zdawało mu się przez moment, iż nawet rysy twarzy mężczyzny wydały się znajome w mglistych wspomnieniach ostatnich imprezowych wędrówek. Ciągu płynącego alkoholem i używkami, w którym zamierzał się zatapiać do samego zapomnienia. Byleby nie musieć ponownie mierzyć się z przeszłością wyciągniętą z dna miejscowego jeziora.
Melusine A. Baskerville