ODPOWIEDZ
23 y/o
Welkom in Canada
183 cm
celebryta ★ streamer ★ artysta audiowizualny ★ kretyn
Awatar użytkownika
“Do you want the problem to go away?” “No, I do not want the problem to ever go away.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

She says: haven't you heard?
You're playing with fire and you're gonna get burned.
I say: I don't mind, I play with fire nearly all the time.

Jechał prosto do domu, a przynajmniej taki był plan, kiedy wyjechał do Tristana wściekły jak osa. Po napisaniu do niego wiadomości rzucił telefon gdzieś w nogi przy miejscu pasażera i znowu docisnął gaz, zaciskając palce na kierownicy, jakby co najmniej planował ją udusić. Nie był pewien, kiedy zmienił swoje zamiary i skręcił, zamiast pojechać prosto, ale już po chwili zahamował z piskiem opon przed budynkiem, w którym mieszkała River. Zaparkował kilkoma szybkimi ruchami, jak zwykle sprawnie, ale jednocześnie niedbale - było go stać zdecydowanie na więcej, gdyby nie miał tak bardzo wyjebane. Kosmyki jego włosów zdążyły wyschnąć po niedawnym prysznicu i skręcić się w ciemne loki. Zmarszczył nos, jakby coś mu się nie spodobało, a potem skrzywił się, wyłączył silnik i wygrzebał się z auta, zostawiając w nim telefon i wszystkie irytujące myśli, przynajmniej taką miał nadzieję.
Rozpiął kurtkę i znowu zapalił, odchylając na moment głowę i powoli wydmuchując dym z płuc. Pod zamkniętymi powiekami widział jasność - podświetlone, skrytym za chmurą słońcem, niebo. Nie mógł uwierzyć, że Aaron wbił na chatę Tristana akurat wtedy, kiedy się pieprzyli. A co, jeżeli o tym rozpowie? Najbardziej jednak irytującym faktem, pełzającym mu nieprzyjemnie pod skórą było to, że klucz, którym Aaron otworzył sobie drzwi, dostał od Tristana. Swój własny klucz! Rzygać mu się chciało na samą myśl. Ciekawe komu jeszcze Tristan dał klucz do swojej chaty. Rozdawał je jak pieprzone cukierki?
Kurwa 一 warknął, opuścił głowę i kucnął przy aucie jak jebana pizda, którą chyba faktycznie był, skoro tak na to reagował. Przesunął dłonią we własnych włosach w nerwowym geście, czochrając kosmyki, które teraz sterczały już na wszystkie strony i pewnie nie będą chciały dać się ułożyć aż do następnego mycia.
Zaciągnął się mocno dymem, pociągnął krótko nosem i wydmuchał obłok w bok, zastanawiając się teraz co on tutaj właściwie robił. Nawet nie miał bladego pojęcia czy ta mała gotka w ogóle była w domu. Skoro już podjechał, to sprawdzi, nie będzie przecież siedział na chodniku do usranej śmierci. Podniósł się, rzucił peta na ziemię i przydeptał go butem, po czym wszedł do budynku i ruszył do dobrze znanego mieszkania.
Siema 一 mruknął, spoglądając na dziewczynę, gdy mu otworzyła. 一 Niespodzianka 一 dodał, unosząc nieco obie dłonie i poruszając nimi charakterystycznie, uśmiechając się przy tym szeroko, ale krótko i sztucznie. Wszedł do środka, zsunął z nagich stóp (bo przecież ewakuując się z chaty Tristana nie miał czasu włożyć skarpetek, jak na dramatyczną szmatę przystało) i zdjął z siebie kurtkę, zostając w odrobinę za luźnych, czarnych spodniach dresowych Tristana i jego koszulce na krótki rękaw. Odwrócił się do River z cichym westchnieniem, spoglądając na nią niezbyt zadowolonym spojrzeniem, ale ostatecznie zgarnął ją do siebie. Wsunął dłonie na jej uda i podniósł dziewczynę wyżej, żeby odpowiednio swobodnie i mocno się do niej przytulić, a potem ruszył w stronę kanapy, podrzucając ją lekko i podtrzymując za pośladki.
Mam nadzieję, że namalowałaś coś nowego, bo potrzebuję trochę agresywnej sztuki 一 mruknął z ustami przy jej ramieniu, a potem opadł na miękkie siedzisko, przykrywając drobne ciało River swoim własnym i ukrywając twarz w zagłębieniu jej szyi. 一 I daj mi jakieś skarpetki 一 dodał, chociaż nie zanosiło się na to, aby miał ją wypuścić, przynajmniej nie przez kilka najbliższych chwil.

River Cross
Myre
nie lubię postów wygenerowanych przez ai, braku interpunkcji i inicjatywy
25 y/o
For good luck!
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

002
Zazwyczaj nie była fanką dni, w których miała święty spokój. Stagnacja ją męczyła i stresowała, potrzebowała ciągłego dobodźcowywania się. Powinna mieć przy sobie zawsze zapasowy telefon, na którym będzie leciało w zapętleniu Subway Surfers. Ale to nie problem na dziś. Dziś było dobrze.
Czuła się bezpiecznie w spokoju, dawało jej to przestrzeń do myślenia. Mogłaby nawet zacząć się ogarniać. Zrobić coś pożytecznego. Jakiś czas temu wypadł jej ze ściany jeden z gwoździ, na którym wisiał metalowy wieszak przy drzwiach, na którym zawieszała wszystkie klucze. Przekrzywił się smętnie, wisząc tylko na jednym podparciu. Mogłaby wygrzebać z dna szafy narzędzia i to naprawić. Oczywiście, że się za to nie zabrała. Nie wzięła się też za zakupy spożywcze, nie zrobiła przeglądu szafy. Całą produktywność przelała na sztukę, wmawiając sobie, że dzisiaj ma do tego idealne warunki. Ale przecież robiła dokładnie to samo w każdy inny dzień, nawet w te najbardziej niesprzyjające. Po prostu nie miała głowy do bycia dorosłą. Jeszcze nie.
Poprawiła się na stołku, wpatrując się intensywnie w płótno przed nią. Niedokończona figurka konia z karuzeli wpatrywała się w nią tak samo zaciekle. Obojgu coś wyraźnie nie pasowało. Cross nie byla pewna, co zrobiła źle. Koń chyba po prostu wolałby urodzić się pod pędzlem kogoś innego. Wydmuchała dym ze skręta prosto na obraz, jakby chciała go w ten sposób ukarać. Plastikowy koń zakasłał nerwowo. Potrząsnęła głową, omotana tą idiotyczną wizją. Obraz cały czas był całkowicie nieruchomy i niewzruszony dymem. Westchnęła cicho, odkładając blanta do popielniczki, gdy usłyszała dzwonek do drzwi. Przejechała palcem po malutkiej plamie na rękawku o kilka rozmiarów za dużego t-shirta z okładką płyty Dead Boys, który służył jej za cały dzisiejszy strój. Farba oczywiście już zaschła. Pewnie tego, jak zwykle, nie dopierze.
一 Cześć, promyczku optymizmu i nadziei na lepsze jutro 一 przywitała się, zarzucając mu ręce na szyję. Nie trudno było zgadnąć, że spokój jej dnia właśnie został zburzony. Może to i lepiej? Brak wrażeń chyba jednak źle na nią wpływał. A może w mieszkaniu było po prostu zbyt bezgłośnie? Muzyka cichutko sącząca się z głośników nie wystarczała. Czyjś głos na pewno sprawdzi się dużo lepiej.
一 Akurat dzisiaj namalowałam straszne gówno. 一 Machnęła dłonią w stronę płótna stojącego niedaleko okna. Przesunęła palcami po jego miękkich włosach, drugą ręką objęła go mocniej, chcąc się nieco z nim stopić. Może powinna mniej palić, żeby łatwiej jej się oddychało po przygnieceniu przez takie cielsko? Nie, nie oszukujmy się, na pewno nie przestanie. Skręt w popielniczce przygasł, jakby chciał pokazać, że jest bardzo grzeczny i nie będzie się sam marnował.
一 Ale ostatnio cię narysowałam 一 dodała, uśmiechając się na samo wspomnienie szkicu. Od razu zaczęła szukać w pamięci, gdzie może leżeć to urocze dzieło. Wcisnęła je do jakiejś szafy? Chyba zamalowała już cały szkicownik, do którego akurat trafił. Na pewno go nie wyrzuciła, gdzieś się walał.
一 Nie powinieneś gubić butów, a nie skarpetek? Chujowa z ciebie księżniczka 一 zauważyła, zsuwając palce na jego kark, po którym zaczeła leniwie wodzić paznokciami.

Bowie Vance
Werka
ODPOWIEDZ

Wróć do „#16”