Mecz za meczem, trening za treningiem. Nudziło mu się. Był zmęczony. Na domiar złego minęło już trochę czasu, odkąd widział się z przyjaciółmi i rozmawiał z nimi o Erzie, jego pierwszej miłości. Nawet nie chciał o tym myśleć, do cholery. To, co robił po alkoholu, zostawało po alkoholu. Leżał rozwalony na łóżku w hotelowym pokoju, wpatrując się tępo w sufit, podczas gdy z głośnika obok leciała muzyka puszczona przez kumpla z drużyny. No bo jak to, kurwa, możliwe, że drużyny hokejowej nie stać na pokoje z osobnymi łóżkami? W szatni zero prywatności, w pokojach zero prywatności, pod prysznicami zero prywatności. A potem jeszcze wykrzykują w jego stronę jakieś
Szejny Hollandery, a dajcie spokój! Nic mu się nie chciało. Nawet przewrócenie się na drugi bok wydawało mu się zbyt ambitnym planem na ten wieczór. Nagle drzwi do pokoju otworzyły się z takim impetem, że aż uderzyły o ścianę.
Kenneth wparował do środka jak huragan, z policzkami zaczerwienionymi z ekscytacji i telefonem przyklejonym do dłoni.
- Te, nie uwierzycie, jaką dupę wyczaiłem! - rzucił od progu, szczerząc się jak debil. Dallas tylko powoli przewrócił oczami i przeciągle westchnął, odwracając głowę w jego stronę.
- Znowu jakieś twoje online laseczki? - mruknął, unosząc się lekko na łokciach.
- Stary, jesteś gwiazdą hokeja. Czemu nie umówisz się z taką, co, nie wiem, mieszka koło ciebie? W tym samym mieście? Na tej samej planecie? - Kenneth tylko prychnął pod nosem.
- A weź, Jenny, ty się kurwa nie znasz. Tu chodzi o thrill. O to uczucie, że ktoś obcy zwraca na ciebie uwagę… że nie wie, jaki jesteś pojebany, a i tak chce z tobą gadać. - Poruszył brwiami i spojrzał znowu na ekran. -
A poza tym ta laska nie pokazuje całej twarzy, ale ciało ma… mmm… - Przysunął dwa palce do ust i cmoknął z przesadnym zachwytem.
- Pierwsza kurwa klasa. Pokazałbym jej dobry czas.
Dallas parsknął pod nosem, ale i tak podniósł się do siadu, żeby zobaczyć o kogo to cale zamieszanie. Conrad, który do tej pory półleżał na swoim łóżku, od razu też się zainteresował.
- No pokazuj ją, a nie nas edgujesz - rzucił Conrad. Kenneth usiadł między nimi, uchachany sam do siebie, i obrócił telefon ekranem w ich stronę. Dallas od razu zerknął na nazwę profilu.
TwistedCupcake.
Jensen uśmiechnął się pod nosem. Dziewczyna rzeczywiście miała niezłe ciało... tyle było widać nawet przez wykadrowane, specjalnie prowokujące zdjęcia. Dużo różu, krótkie filmiki, trochę słodkiej estetyki zmieszanej z czymś wyraźnie bardziej bezczelnym. Cały profil wyglądał tak, jakby był zrobiony dokładnie po to, żeby facetowi od razu odcięło dopływ krwi do mózgu.
- Może jak wyślę jej sto dolców, to pokaże twarz albo cycki na kolejnym live? - rzucił Kenneth, już stukając palcem w ekran.
- nie śnij o tym nawet - przewrócił oczami. Kenneth wysłał jej hajs bez chwili zawahania. W pokoju zapadła cisza pełna oczekiwania. Cała trójka gapiła się w ekran, a po kilku sekundach przyszło powiadomienie;
thx for support!
Tylko tyle.
Twarz Kennetha momentalnie zrzedła. Przez sekundę wyglądał, a potem rzucił telefon gdzieś na kołdrę z miną śmiertelnie obrażonego człowieka. Dallas i Conrad wybuchnęli śmiechem niemal jednocześnie. Dallas aż zsunął się z łóżka, łapiąc za brzuch, a Conrad walił dłonią w materac, nie mogąc się ogarnąć.
- Daj sobie spokój, stary - wydusił Dallas przez śmiech.
- Wiadomo, że chodzi jej tylko o kasę. - Jesteście obaj chujami - mruknął Kenneth, obrażony na cały żenski gatunek.
Wieczór jakoś się potem rozmył. Jeszcze przez kilka godzin siedzieli razem, przerzucając się głupimi tekstami, oglądając jakieś debilne filmiki i kłócąc o muzykę. W końcu jednak pokój ucichł. Conrad zasnął pierwszy, rozwalony w poprzek łóżka, Kenneth zniknął u siebie, a Dallas został sam ze swoim telefonem i tym dziwnym rodzajem nudy, który zawsze kończył się robieniem głupot. Leżąc na plecach i scrollując bezmyślnie ekran, przypomniał sobie tamto konto. Zatrzymał kciuk w połowie ruchu. Jeszcze raz zerknął na śpiącego Conrada, po czym bez większego zastanowienia założył nowe konto. Potem ją zaobserwował. Opłacił subskrypcję. Przez chwilę patrzył w pustą rubrykę wiadomości, a niebieskie światło ekranu odbijało mu się w oczach. Mógł napisać cokolwiek. Coś głupiego. Coś sprośnego. Coś, czego każdy by się po nim spodziewał. Zamiast tego wystukał tylko
,- ramen czy burgery? - Przez sekundę sam patrzył na tę wiadomość, bo nie do końca rozumiał, skąd w ogóle mu się to wzięło. Potem wzruszył lekko ramieniem i nacisnął wyślij.
twisted cupcake