-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiDamskietyp narracji3 os.czas narracjiPrzeszłypostaćautor
Layla jeszcze nie wiedziała, co wszechświat jej zaplanował na najbliższe miesiące, zanim rozpocznie studia na uczelni w Ottawie. Nie planowała też jeszcze nic konkretnego prócz spędzenia trochę czasu u ciotki w Toronto i spokojne zwiedzenie miasta. Posiadała na miejscu jeszcze kilkoro znajomych, dzięki cioci, której sąsiedzi mieli dzieci w przeciwieństwie do niej. Nie miała z nimi zbyt bliskiego kontaktu, ale zawsze jak przyjeżdżała, to łapali się na chwilę. Dzisiaj jednak mieli nieco inne plany niż dotychczas, na które zapraszali Laylę.
- Oh daj spokój Layla, nie daj się prosić. Właśnie skończyłaś liceum, przyda Ci się trochę szaleństwa w życiu- zasugerowała Celine, a wtórowały jej jeszcze dwie inne dziewczyny. Blanchet nie znała pozostałych i niezbyt komfortowo się czuła z pomysłem pójścia na nielegalne wyścigi.
- Dean się dzisiaj ściga, koniecznie muszę tam być- nagle dodała blondynka ubrana w obcisły top i zdecydowanie za mały stanik. Layla westchnęła wiedząc, że ma do wyboru albo spędzić wieczór z ciotką na kanapie oglądając serial albo pójść z dziewczynami w miejsce, które niezbyt ją kusiło, ale… Ale może miały one rację i przyda jej się trochę rozerwać? Zaraz zaczyna studia pielęgniarskie, które może nie są aż tak ciężkie i wymagające jak pozostałe kierunki medyczne, ale wciąż wymagają pełnego skupienia, skoro kształci ono przyszłych pracowników służby zdrowia. W takim razie może to ostatni dzwonek na odrobinę szaleństwa w tym życiu?
Odpowiedź na to pytanie znajdowała się za drzwiami, których próg przekroczyła z Celine pod ramię i weszły do zamówionej wcześniej taksówki. Nigdy nie brała udziału w takim wydarzeniu, więc czuła się bardzo nieswojo po dojechaniu na miejsce. Tym bardziej, że w jej ocenie było sporo ludzi jak na nielegalną działalność i do tego znała tylko jedną z nich. Rozglądała się wokół jednocześnie zafascynowana, ale i przerażona - piski opon, wiwaty, rozmowy… Wszystko było takie żywe i chaotyczne. Jej świat do tej pory był niezwykle poukładany, więc to był kolejny nowy punkt, który zaobserwowała tutaj.
Kierowcy się ścigali, alkohol lał się między imprezowiczami, a rozmowy stawały się coraz głośniejsze. Minęła jakaś godzina odkąd przyjechała na miejsce, gdy do jej uszu dobiegł dźwięk radiowozu.- Kurwa, spierdalamy Layla!- Celine krzyknęła łapiąc ją za rękę i biegnąc tak naprawdę w nieznanym jej kierunku. Tłum ludzi uciekających w pośpiechu sprawił, że dziewczyny się rozdzieliły. Layla stanęła jak wryta nie wiedząc co robić - dokąd biec? A może zostać na miejscu? Co powie policji? Co powie ciotce i rodzicom? Wtedy dostrzegła kątem oka chłopaka, który wskakiwał akurat do auta. Jakiś instynkt popchnął ją w jego kierunku, każąc jej usiąść tuż obok. - Chyba musimy jechać, co nie?- spytała spoglądając na niego i zapinając przy tym pasy. Brzmiała i wyglądała jakby to była oczywistość, a oni się znali od lat, lecz nie - Layla pierwszy raz widziała na oczy mężczyznę przed sobą.
Alexander Hall
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
How they live in
If you see it, AND you mean it,
Then you know you have to go
Skończył liceum. August wyjechała. Został sam. No i tyle było z wielkich planów o dorosłości, studiach-srudiach i wielkiej karierze, cóż. Na własne życzenie opuścił sierociniec, bo nie chciał tam zostać ani chwili dłużej, przez co przez chwilę sypiał po kątach, a potem jakimś cudem zahaczył się w warsztacie samochodowym. Nie była to na pewno praca marzeń, zwłaszcza tuż po skończeniu liceum, ale cóż - lepsze to niż nic, tak? Naprawianie rozjebanych sedanów bogatych mamusiek pozwalało przynajmniej opłacić czynsz za norę, którą cudem udało mu się wynająć - jednak egzystencja od pierwszego do pierwszego i wpierdalanie zupek chińskich nie było ani trochę satysfakcjonujące, więc... nic dziwnego, że kiedy pojawiła się propozycja nielegalnych wyścigów, nie zastanawiał się długo.
Do towarzystwa wprowadził go kumpel z warsztatu. Opowiedział mu wszystko. Kto z kim, kiedy warto, kiedy się nie opłaca, jaki teren jest najbezpieczniejszy, a jaki najbardziej ryzykowny. Wspólnymi siłami wyremontowali auto i jeździli nim na zmianę, przynajmniej dopóki Alex nie odłoży wystarczającej ilości gotówki na kupno swojego pierwszego auta. Dopiero uczył się tych wszystkich zasad i mechanik, każdego dnia szło mu coraz lepiej, ale ambicja zawsze biegła o kilka metrów przed jego umiejętnościami. I to kurewsko bolało. - Silnik ci rzęzi jak stara prostytutka, Dean - mruknął do jednego z kumpli z wrednym uśmieszkiem czającym się w kąciku ust, gdy tak stał oparty o maskę auta po kolejnym przegranym wyścigu. Dzisiaj Hall przybył tutaj sam, bo jego kumpel z warsztatu miał jakąś randeczkę przy Ontario. Szczęściarz.
Alex nie lubił przegrywać, a przegrana o długość maski bolała najbardziej. Zaciągnął się papierosem, które zaczął palić niedługo po wyjeździe August, no i przyglądał się tym wszystkim bogatym dzieciakom, które przyjechały tutaj nowymi brykami pożyczonymi od rodziców. Pewnie chciały poczuć odrobinę adrenaliny przez wyjazdem na studia albo rozpoczęciem pracy w firmie tatusia. Wszyscy wyglądali, jakby urwali się z zupełnie innej planety niż on sam. - Kurwa, psiarnia! - wrzasnął nagle ktoś z oddali, a tłum momentalnie zamienił się w spanikowane stado. No i pięknie, super. Czas spierdalać. Nie robił tego pierwszy raz, więc na spokojnie dopalił swojego papierosa, po czym rzucił go na asfalt i przygniótł butem, zanim usadowił się za kierownicą. Już miał zmienić bieg i ruszyć w stronę bocznych alejek, kiedy ktoś szarpnął za drzwi od strony pasażera i do środka wpadła jakaś laska. Zamarł na sekundę, patrząc w milczeniu na dziewczynę, która właśnie sadowiła się na siedzeniu i zapinała pasy, jakby zamawiała taksówkę pod dom, a nie wskakiwała do auta przypadkowego kolesia. Pasy zapięła tak naturalnie, że przez chwilę pomyślał, że to on tu jest nie na miejscu. Chyba musimy jechać, co nie? Zamrugał, słysząc w oddali wycie radiowozów. Byli coraz bliżej, cholera. - Chyba, kurwa, tak - odparł i wcisnął gaz do dechy, aż ich oboje wgniotło w fotele. Nie miał czasu na wyrzucenie jej z auta, zresztą, chociaż raz mógł pomóc damie w potrzebie. Nie będzie chujem. - Jak zwymiotujesz na tapicerkę to będziesz ją prała - dodał, po czym gwałtownie szarpnął kierownicą, wchodząc w ostry zakręt. No dobra, trochę będzie.
𝑝𝑎𝑠𝑠𝑒𝑛𝑔𝑒𝑟 𝑝𝑟𝑖𝑛𝑐𝑒𝑠𝑠