Pomimo ponad dwudziestu lat zamieszkiwania w Toronto do zakupów w takim miejscu wciąż nie przywykła. Zwykle podchodziła do tego bardzo zadaniowo: papierowa lista w ręce, opracowana tak by zminimalizować czas zakupów, a potem już tylko odhaczanie kolejnych podpunktów tylko po to by wrócić jak najszybciej do przydomowej pracowni w The Beaches.
Dzisiaj jednak miało to wyglądać inaczej. Rafael przejął chłopaków pod swoje skrzydła i Maria nie interesowała się zbytnio tym jakie mieli plany o ile postanowili nie wchodzić jej w drogę przez cały dzień. Z kolei Maria z Aurelią miały czas na babskie zakupy przeplatane koniecznością zakupienia kilku rzeczy na jutrzejszą rodzinną imprezę urodzinową Xaviera. To już była ich mała tradycja: balony przygotowane nocą, wybrane przez solenizanta śniadanie, torcik i prezenty.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie uciążliwy sekret, który spoczywał na jej ramionach i utrudniał wszystko co wiązało się z Aurelią. Próbowała o tym nie myśleć, bo przecież nie wiedziała i tak sobie to wszystko tłumaczyła, ale pewne imię dość mocno odcisnęło piętno w jej myślach i nie potrafiła tego zmienić. Próbowała, ale na próżno. Liczyła, że w tym marketowym szumie zagłuszy swoje bolączki, a one wpadną w wir zakupów, ale już na wstępie miała ochotę złapać córkę za rękę i wyjść na świeże powietrze. Dusił ją nie tyle gwar co wyrzuty sumienia, ale skoro stało się to teraz musiała odegrać rolę życia. Przetrwać w sztucznym centrum handlowych, zakupić balony i prezent dla syna, dokupić resztę składników na tort i udawać matkę roku przed Aurelią, choć tak naprawdę była najgorsza z możliwych. Widząc ją jak stoi przed jedną ze sklepowych witryn wpatrzona w coś jak w obrazek z tym swoim promiennym uśmiechem i z błyskiem w oku, taką niczego nieświadomą i beztroską jak na dwudziestolatkę przystało… cholera, żołądek się jej aż zaciskał. Przełknęła jednak ślinę i wróciła do swojej roli. — Musimy wybrać jeszcze balony, skoczyć na spożywkę, a potem może… znajdziemy coś dla ciebie? — albo skoczą sobie na jakieś mani pedi, cokolwiek przed jutrzejszym dniem.
Aurelia M. Perez
