ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
171 cm
zaplanuje dla każdego najwspanialsze wesele
Awatar użytkownika
And I know it might sound stupid but for me, I just gotta keep believing and I've heard
Some say you will love me one day and I will wait to get your loving one day
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001. | outfit

Spotkanie z ojcem, to ostatnie, a nie to sprzed paru miesięcy naturalnie, dosyć ją zbiło z tropu. Wręcz zbyt mocno siadło jej na głowę do tego stopnia, iż uznała, że potrzebuje się wygadać. Nie chciała jednak z tak wewnętrznych spraw wygadywać się przed znajomymi - nawet przed Lysadrem. Nie, że się nie nadawał do takiego typu rozmów, niemniej nie czuła się na tyle dobrze z mówieniem o tym, jakiego typu jest jej ojciec. Rodziciel, do jakiego ma nadal żal za to, że musiała znacznie prędzej dorosnąć, niż powinna. Ciągle czując pewną pustkę w sercu przez to, iż nie otoczył ją taką ilością miłości oraz opieki, jaką powinien dziecko po takich wydarzeniach, jak odejście mamy z dnia na dzień.
Co innego za to było w przypadku Ambrose, chociaż jego samego w sobie aż tak nie obwiniała - co nie zmieniało faktu, że pewnego czasu również posiadała do niego sporą dozę żalu, iż było pomiędzy nimi, tak jak było. Teraz jest znacznie lepiej, potrafili się dogadywać i mieli coraz lepszy kontakt. Czemu więc właśnie miałaby nie jemu powiedzieć co miało miejsce?
Może nie tyle, że oczekiwała stanięcia po jej stronie i proszenie, aby to on powiedział ojcu, żeby przestał jej co spotkanie o tym ględzić, a zwyczajnie aby okazał zrozumienie. Nic więcej, więc chyba nie posiadała wielkich oczekiwań względem brata, czyż nie? Tak założyła. Dlatego chciała i tak ustalone wcześniej spotkanie z rodzeństwem wykorzystać na taką sposobność. Nie widziała się i z nim trochę czasu, bowiem każde było pochłonięte swoimi obowiązkami oraz pracami, dlatego mimo rzadszego kontaktu, próbowali co jakiś czas pielęgnować relację, która na nowo odżywała.
Dzisiaj miała akurat wolne, jak w ogóle w ostatnim czasie. Dlatego z samego rana postanowiła zaopatrzyć się w świeże produkty spożywcze, aby przygotować mu jego ulubione danie, którego w sumie dawno nie robiła, bo… tak naprawdę nie miała dla kogo. A dla samej siebie przecież nie szalała z nie wiadomo jakim kucharzeniem, nawet jeśli uwielbia to robić. Niemniej dzisiejszego dnia miała zamiar się wykazać - mając zamiar zaszaleć w pełni, co zdecydowanie nie jest czymś codziennym. Wychodząc ze sklepu wstąpiła do pobliskiej kwiaciarni, żeby dokupić mały bukiet świeżych kwiatów, jakie miała zamiar postawić na stole jako forma dodatkowej ozdoby - nie tylko dla brata, ale przede wszystkim dla samej siebie, jakby ta mała rzecz miała jej dać więcej pewności siebie oraz jednoczesnego szczęścia w zdobyciu się na mówienie na takie tematy.
Miała dosłownie cztery godziny do przyjścia brata, toteż prędko zabrała się do działania, a prace przygotowywacze ostatecznie zajęły jej około dwie godziny, mając czas na przebranie się, wcześniejsze wykąpanie, upewnienie się że wszystko było w jak najlepszym porządku. Zupełnie jakby starała się świetnie wypaść przed jakimś zalotnikiem, a nie szykowała spotkanie z Ambrose. Chyba cała rat aura widzenia się, o jakiej na razie tylko ona wiedziałam, przyświecała temu wszystkiemu.
Wybiła godzina szesnasta, a wraz z pojawieniem się równej godziny, usłyszała dzwonek do drzwi. Jak zawsze na ich spotkanie, był niezmienia punktualny. Co zdecydowanie miał po swoim ojcu, chociaż ona też nie należała do spóźnialskich osób. Niemniej ujrzenie pory na zegarku połączone z przybyciem gościa sprawiły, że pojawiła się momentalnie w przełyku wielka guła, której początkowo nie była w stanie przełknąć. Dopiero po paru sekundach ciężkich wdechów i wydechów otworzyła z uśmiechem na ustach drzwi. — Jak zawsze idealnie o czasie — odparła przyjacielsko do Ambrose, jakiego delikatnie przytuliłam geście powitania - co ostatnio było ich nowym zwyczajem, do czego ciągle się nie przyzwyczaiła - a czego jednocześnie nie chciała sobie odmawiać, czując iż rzeczywiście ich więzi ulegają znacznej poprawie. — Mam nadzieję, że niczego nie jadłeś wcześniej — mówiąc to, wpuściła go do środka domku, zamykając za nim drzwi i kierując od razu do jadalni, w jakiej przygotowała wszystko w wręcz perfekcyjny sposób. — Zresztą, nawet jak jadłeś, to na pewno sobie nie odmówisz — dodała z lekkim rozbawieniem.


Ambrose Sinclair
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
ODPOWIEDZ

Wróć do „#34”