35 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
170 cm
lekarz medycyny sądowej Uniwersytet Toronto
Awatar użytkownika
Depresja przy barszczyku
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

A może dla równowagi w ramach prezentu dostanę święty spokój? — pyta Cynthia, unosząc jedną ze swoich brwi ku górze. Wiele mogłaby powiedzieć Marze, ale powoli irytowały ją te rozmowy o cukiniach i ogórkach. Co jeżeli spotkałaby na swojej drodze bakłażana? Albo co gorsze, gdyby bakłażanem Cynthii był właśnie Cassian. Tego nikt nie byłby w stanie przeżyć, zresztą widać to już w trakcie rozmowy — Tobie załatwię jakiegoś przystojnego striptizera — mruczy Ward, wyraźnie niezadowolona z wibratora. O ile nie miała problemów, by rozmawiać o tych sprawach z samą Marą, tak przy Willu czuła się dziwnie. Chociaż to może kwestia tego, że Cynthia zawsze była największym ponurakiem wśród znajomych.
Nie mam zielonego pojęcia — na to pytanie odpowiedziałoby cały czas tak samo. Nie wiedziała, co dokładnie w nim widziała i nie była w stanie tego wytłumaczyć nikomu. Wtedy był dla niej całym światem, a po tym świecie została jedynie nostalgia — miałam wrażenie, że jego przełożeni wiedzą... o naszej przeszłości — stwierdziła finalnie Cynthia, spuszczając głowę i wzdychając ciężko. Cokolwiek by powiedziała zostanie zmasakrowana. Nawet nie podłapała ciekawości Williama, bo zaraz była pod ostrzałem. Bardzo słusznym ostrzałem.
Musicie mnie ciągnąć za język? — pyta z wyrzutem, ale doskonale zna odpowiedź. Musieli, a ona musiała wypluć z siebie wszystkie informacje — samo przyznanie się do tego gówna, to dla mnie zbyt wiele — dlatego bezwiednie chwyta za kieliszek i wypija jego całą zawartość na raz — Pijany po rozprawie przyszedł mnie przeprosić — wzdycha, bo już w tamtym momencie powinna mu odmówić — wpuściłam go, bo... — nie miała dobrego powodu, wiedziała o tym. Wypuściła powietrze z płuc i westchnęła ciężko — kurwa, sama nie wiem. Nie chciałam być wtedy sama, a wstydziłam się Wam o tym mówić — potrzebowała kilku miesięcy, by zakomunikować o całej sytuacji Marze. Nie przychodziło jej to naturalnie łatwo, a wręcz przeciwnie. Każde słowo przychodziło jej z trudem. Cynthia rzadko kiedy dużo mówiła, raczej nie była wylewna. Sprawdzała się w tej grupie, dzięki Willowi i Marze, tylko wiedziała, że to jej pora na... mówienie.
Oboje byliśmy pijani — poprawia ich od razu, a na jej twarzy maluje się grymas. Wspomnienia tamtego wieczoru dalej ją obrzydzały — podobno się nad nim pastwiłam — wbijała szpileczki, krzyczała, tradycyjna, wkurwiona kobieta. Nawet specjalnie mu powiedziała, że wypierdoliła jego wszystkie rzeczy na śmietnik.
I stało się... — spuściła głowę, jak ten pies, który wiedział, że zawiódł właściciela. Ona zawiodła po całej linii i zdawała sobie z tego sprawę — nie wiem... Po prostu się stało — choć jej wytłumaczenia brzmiały dziecinnie, nie miała innych słów na to. Zasmakowała jego bliskości i chciała mu się oddać w całości.
William — zaczyna już oschłym tonem — naprawdę myślicie, że na niego nie naskoczyłam i pozwoliłam sobie tak po prostu wejść na głowę? — co prawda później pozwoliła, ale nie potrzebowała słyszeć tej tyrady wstydu — przecież wiem, że to był błąd i nigdy więcej się z nim nie spotkam — a może tak? Trudno wyrokować, na pewno nie byłoby to miłe spotkanie — wolałabym już pracować w parku rozrywki — w miejscu gdzie radość i kolory eksplodują. Każdy kto znał Cynthię wiedział, że miała alergię na kolory, głośnych ludzi oraz uśmiechy obcych ludzi.
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przewrócila oczami głośno wzdychając słysząc komentarz Cynthi. Czasami za nią nie nadążała i jej humorami. Nawet jako terapeutka miewała problem z wyczuciem, czy danego dnia jej przyjaciółka będzie chciała na jakiś temat porozmawiać i zażartować czy może będzie się zachowywała jak królowa krainy lodu. Była jednak po wypadku, więc Mara machnęła już na to ręką i dała sobie spokój.
Za to zaczęła się uważniej przyglądać Williamowi. Jego akurat nie było tak ciężko rozszyfrować- przecież nawet nie patrzył na nią jak to do niej mówił. Na kilometr śmierdziało kłamstwem. Zmarszczyła brwi i już miała się odezwać, ale tłumaczenia Ward były tak żałośnie z dupy, że no musiała się napić. Na trzeźwo tego nie zdzierży.
- Ja pierdolę Cynthia. Nie chciałaś być sama po zjebanej rozprawie, bo typ Cię wjebał na minę, więc go wpuściłaś do swojego ogródka- gdyby w mieszkaniu był słoik na dolary za każde przekleństwo, to Lakefield bardzo szybko by go wypełniła. Wkurzona i z kieliszkiem w ręku rzadko się hamowała i gryzła w język. Szczególnie od czasu rozwodu. - Pastwiłaś? Rozumiem, że to był Wasz fetysz? Chyba nie chciałam tego wiedzieć- upiła kolejny spory łyk wina i chyba nadchodziła pora poszukiwania kolejnej butelki wina. Jednak wciąż się przyglądała Williamowi.
- Dała dupy, a nie dała się zrobić jak dziecko- trzeba nazywać rzeczy po imieniu. - Ok, skoro to wszystko wiesz, to rozumiem, że na kolanach błagał Cię o wybaczenie i w zamian obiecywał seks stulecia po którym tydzień nie będziesz mogła chodzić?- spojrzała na nią wymownie czując podskórnie, że wcale tak nie było. Nie czekając na odpowiedź wstała, by wyciągnąć z szafki kolejną butelkę alkoholu. Po drodze na kanapę zwinęła jeszcze korkociąg.
- Dobra Will, a teraz Ty przyznaj co przed nami ukrywasz. Widziałam jak się zachowywałeś, gdy wypłynął temat Charlotte Kovalski- wycelowała w niego korkociągiem mrużąc oczy i czekając na nowe informacje. Biedna Mara - kochała swoich przyjaciół, ale musiała się użerać z ich nierozważnymi decyzjami. Dobrze, że ona była taka rozsądna.


William N. Patel
Cynthia A. Ward
34 y/o
Welkom in Canada
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Zdziwiłbym się gdyby nie wiedzieli, jeśli mam być szczery, wiesz, że jak chcesz zostać prokuratorem to cię prześwietlają z każdej strony? - jak z policją, z prawnikami jest trochę łagodniej, chociaż pewnie byli tacy co i o mnie wiedzieli dosłownie wszystko - jak zaczynałem karierę, kiedy kończyłem studia, kim są moi rodzice i nawet czy się wypróżniam o stałych porach - Musimy - kiwam głową, chociaż mniemam, że to było pytanie retoryczne. Czuję na sobie spojrzenie Mary, więc zerkam na nią kątem oka i znowu poprawiam się na fotelu, a potem upijam kolejny łyk wina. Na szczęście Cythia kontynuuje, a ja wbijam w nią spojrzenie i z każdym kolejnym słowem coraz mocniej marszczę brwi. Po części ją rozumiałem - chwila słabości, tylko zwyczajnie nie spodziewałem się tego po Ward, prędzej po Lakefield, ona była mimo wszystko bardziej uczuciowa. Najprędzej to po mnie, bo ja byłem pojebany. Wzdycham przeciągle - Ech, Cynthia, ale nam przecież możesz wszystko powiedzieć -zapewniam, pewnie nie pierwszy i nie ostatni raz. Jasne, że byśmy ją oceniali i jebali, tak jak teraz ale ostatecznie zawsze byliśmy po jej stronie. Daję dziewczynom wymienić się wrażeniami i przez chwilę milczę, a potem odstawiam pusty kieliszek na blat stolika, w zamian wspierając obie dłonie na oparciu siedziska - Dobra, Cynthia, co się stało to się nie odstanie, ja mam teraz inne pytanie, podobało ci się? Żałujesz? - bo może wcale nie żałowała? - Ja już chyba wiem o co tutaj chodzi - milknę na chwilę zastanawiając się jak to ubrać w słowa - Po prostu wciąż coś do niego czujesz, inaczej byś mu nie pomagała, a już na pewno byś go nie wpuściła, zrób sobie szczery rachunek sumienia - Ameryki pewnie nie odkryłem tym stwierdzeniem, ale ktoś w końcu musiał powiedzieć to głośno. A potem Mara zwraca się do mnie - Miałem skończyć żarcie - kiwam głową i wstaję, szybkim krokiem zmierzając do kuchni. Kładę ostatniego pomidora na ostatnią kanapeczkę i przeszukuję szafki w poszukiwaniu kolejnej butelki wina, a kiedy wracam do dziewczyn układam to wszystko na stoliku i ciężko opadam na fotel. Zapycham usta mini przekąską, w tym samym czasie próbując coś powiedzieć, ale to tylko bełkot, który daje mi chwilę na przemyślenia. Mogłem kłamać tylko po co? No Cynthia to jeszcze może by olala sprawę, ale przed Marą nie potrafiłem nic ukryć, ona miała oko psychologa - No bo chodzi o to, że - robię krótką przerwę na głęboki oddech - Że ja nie nienawidzę Charlotte. Spotkaliśmy się na sylwestrze, przypadkiem, żeby nie było, po prostu byliśmy w tym samym miejscu, na tym bankiecie o którym wam mówiłem - bo pewnie mówiłem, że się wybieram i będzie straaaaaaszna nuuuuda - No i bawiliśmy się razem, a potem - co za ironia losu, przed chwilą krytykowałem Ward, że nie wie jak to się stało, a teraz dosłownie chciałem powiedzieć to samo - A potem się całowaliśmy i kurwa, jak ona świetnie całuje. Może nawet było coś więcej, nie wiem, urwał mi się film w którymś momencie - nieco nerwowym gestem przesuwam dłonią po czole - I wiecie co jest najgorsze? Wcale nie żałuję, może tylko tego, że nie pamiętam - wzdycham i ładuję w usta kolejna kanapeczkę, a jak tylko ją przełknę to zwracam się do Mary - A ty, Mara? Może też masz nam coś do powiedzenia? - nie wiedziałem czy ma, ale jeśli i ja i Cynthia mieliśmy swoje grzeszki, to może tak się złożyło, że i ona nie była do końca czysta?

Cynthia A. Ward Mara Lakefield
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
35 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
170 cm
lekarz medycyny sądowej Uniwersytet Toronto
Awatar użytkownika
Depresja przy barszczyku
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel, Mara Lakefield

Ma ojca senatora, szczerze nic mnie nie zdziwi — stwierdziła Ward, zakładając rękę na rękę i finalnie wzdychając ciężko. Wielu rzeczy spodziewała się po Cassianie. W zasadzie każda możliwość wchodziła w rachubę. — wiem, że zrobiłam źle. — powtarza jak mantrę, licząc, że Mara odrobinę zejdzie z tropu. Czasami wchodzenie do tej samej rzeki jest dobre, ale nie kiedy nazywa się ona Lennox — nie potrzebuję do tego wykładu — inaczej powiedziałaby im to szybciej. Tylko leżało jej to na sercu zbyt długo. Mogła to przemilczeć i ruszyć dalej, ale nie była w stanie.
To nie jest fetysz — aż strzeliła oczyma — krzyczałam na niego — wyzywała go na tak samo intensywnym poziomie, jak Mara ją w tej chwili. Tylko sam fakt seksu wszystko przekreślił.
Dobrze wiesz, że nie — mruknęła, słysząc o błaganiu o wybaczenie i obietnicy seksu życia. Co prawda to był seks życia, ale tego już nie wypowiedziałaby na głos.
Podobało mi się, ale żałuję — powiedziała pod nosem, spuszczając głowę na kolana. Nie chciała obserwować kurwików w oczach Mary, gdy to powiedziała. Zdawała sobie sprawę, ale słowa Williama zabolały ją jeszcze mocniej, niż sama się tego spodziewała. Zamiast cokolwiek powiedzieć, chwyciła za kieliszek wina i wypiła go na raz.
Cynthia od zawsze nosiła miano ponuraka ekipy. Mało co się uśmiechała, momentami nie bywała zbyt rozmowna i wiecznie chodziła ubrana na czarno. Inny kolor najczęściej był spowodowany brudnymi rzeczami, lub awarią pralki. Tylko starała się nie mieszać w życia uczuciowe swoich przyjaciół. Zmarszczyła dość mocno brwi, nie komentując słów Williama w żaden sposób. Prawda była taka, że nie znała kobiety. Nie miała o niej zielonego pojęcia, tylko, lub aż tyle ile zdołała dowiedzieć się od Cassiana.
Powtórzę to samo co Marze kiedyś — powiedziała sucho po wysłuchaniu Williama. Aż autorka posta została zmuszona do sprawdzenia, co pisała w ostatnim wątku, by nie zostać posądzoną o stronniczość nie znam jej, chciała wygrać sprawę — dla prawnika to chyba najważniejsze? Kiedyś wsłuchiwała się w słowa Cassiana i tyle zdołała zapamiętać. Wolała się nie mieszać w potyczkę między Patelem a Lakefield. Zaraz Mara odjebie mu z dupy jesień średniowiecza.
A Ciebie Mara, jaki bakłażan zainteresował? — spytała, unosząc lekko złośliwie kącik ust. Często przyjaciółka wsadzała palce w życie miłosne Cynthii. Tylko Ward doskonale wiedziała, że obie nie były zbyt czyste w myślach.
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wyłączyła się na chwilę, gdy poruszali kwestie prawne , a także polityczne? W końcu gdzieś tam w tle usłyszała, że wspomniany został senator. Czuła, że jej mózg zaczyna parować, a przecież to był dopiero początek wrażeń!
Włączyła się na nowo, gdy William zaczął się wypowiadać tak dojrzałe i rzeczowo. Zazwyczaj to ona przyjmowała rolę tej najbardziej rozważnej (albo tak sobie po prostu wmawiała), ale tym razem dała się ponieść emocjom. Nie brzmiała jak terapeutka ani wspierająca przyjaciółka. Oceniała Cynthię i krytykowała za jej decyzje. To było płytkie i egoistyczne, ale ciężko Marze się teraz z tym walczyło.
- W sumie to akurat dobre pytanie- przytaknęła, gdy mężczyzna zapytał, CZY SIĘ JEJ PODOBAŁO. W końcu nie zawsze chodzi o emocje, a po prostu kutas to kutas. Słuchając jednak wytłumaczeń Ward była coraz bardziej skonsternowana. A jeszcze do tego Will zniknął nagle znowu w kuchni. Niech w końcu przyniesie te kanapeczki, to może chociaż one ostudzą rudą.
- Dobra, to jak doszło do tego seksu? Co się takiego stało, że z miejsca, gdzie go nienawidzisz i chuj zrujnował Ci życie, jesteście w miejscu, gdzie pieprzy Cię… gdzieś tam- gestykulowała z lewej na prawą jakby to miało pomóc Cynthi odpowiedzieć na pytanie. Zadała jeszcze kolejne mężczyźnie, który wydawał jej się dziwnie podejrzany. Znała go od lat. Od wielu wielu lat i czuła, gdy coś ukrywał.
Nie spodziewała się jednak takiej bomby. Brwi poszybowały jej wysoko na czoło, gdy podzielił się z nimi tymi rewelacjami. Rzucała spojrzeniem między tą dwójkę jakby mieli zaraz powiedzieć, że to były głupie żarty.- Wiecie, że to mój naturalny kolor włosów?- spytała nagle bez sensu.[- Jeszcze nigdy się nie farbowałam, ale chyba zaraz będę musiała, bo przez Was osiwieję- dodała po chwili głośno wzdychając i przyciskając nos u nasady. Przymknęła oczy i starała się wszystko przeanalizować.- Czyli podsumowując Ty co najmniej całowałeś się z tą cizią- wskazała na Willa nawet nie otwierając oczu.- Ty pieprzyłaś się ze zjebanym byłym- następnie na Ward, a na koniec dopiero na nich spojrzała. - Obojgu Wam było dobrze, ale Ty Will nie żałujesz, a Ty już tak- potrzebowała wszystko powiedzieć na głos, żeby to doszło do niej i do nich. - Doprowadzicie mnie do obłędu- ponownie wzięła głęboki wdech i wlała sobie cały kieliszek wina, który opróżniła jednym haustem w połowie.- Wyobrażacie sobie jak będziemy chcieli się spotkać wszyscy z naszymi partnerami? Jak to sobie wyobrażacie? Tobie Will jeszcze wybaczę, bo nie wiedziałeś co za sucz z tej Charlotte, ale Ty Cynthia? Co Ty na litość boską odpierdalasz?- to akurat było mało prawdopodobne, bo Mara żadnego partnera nie miała i nikt na horyzoncie się nie pojawiał.
- Ja co najwyżej cukinię przekąszę od czasu do czasu- przewróciła oczami na ich próbę zmiany tematu i do tego tak bardzo nieudolną, że znowu sięgnęła po kieliszek, który tym razem już całkowicie opróżniła.
- Dobra, wino to za mało, żeby przeżyć ten wieczor. Willy, powiedz proszę, że masz coś ciekawszego u siebie. Jakaś trawka czy grzybki czy coś innego- biedna Mara. Do czego oni ją doprowadzili?!



William N. Patel
Cynthia A. Ward
ODPOWIEDZ

Wróć do „#22”