ODPOWIEDZ
36 y/o
For good luck!
162 cm
wróżbitka, tarocistka, uzdrowicielka duchowa
Awatar użytkownika
and i was running far away, would i run off the world someday?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

2

even the smallest person can change the course of the future

{ outfit }

Dopóki nie przekracza progu browaru, Odelia nie wie, kim tak naprawdę jest jej randka. Zawsze stara się nie wiedzieć, niezależnie od tego, jak dziwnie to brzmi. Na aplikacji randkowej, na której zwykle szuka osób zainteresowanych wróżeniem albo czyszczeniem aury (oczywiście w formie wirtualnej!), wiele osób unika wstawiania swoich prawdziwych zdjęć i to właśnie takimi osobami Winslow interesuje się najbardziej; bo może poznać ich bez żadnych zakrzywień rzeczywistości (to znaczy: bez wiedzy o ich wyglądzie) i w pełni skupić się na tym, co najważniejsze – słowach, pragnieniach i nastroju. Gdy więc niejaki Edmund, któremu już trzy razy stawiała tarota, proponuje jej spotkanie, tłumacząc tę śmiałość elektrycznym uczuciem, które przejmuje władzę nad jego ciałem za każdym razem, gdy dostaje od niej jakąkolwiek wiadomość, oraz głębokim przekonaniem o jej wyjątkowości (dokładnie tak; słowo w słowo), czuje się nawet podekscytowana. Nie tylko dlatego, że Edmund jest spod znaku bliźniąt, który z reguły przecież świetnie współgra z wodnikami, ale przede wszystkim ponieważ do pory ich faktycznego spotkania jest tylko słowami wyświetlającymi się na ekranie telefonu, więc zobaczenie go na żywo będzie zupełnie innym rodzajem przeżycia.
W to przynajmniej wierzy. Aż do przejścia przez ciężkie, drewniane drzwi, za którymi otacza ją ciepły, nieprzyjemnie lekki podmuch powietrza, na który składają się wilgoć, pot i zapach rozlanego piwa.
Edmund okazuje się trochę inny niż (mimo wszystko, wbrew sobie) podejrzewała. Kiedy ona ledwo kończy swoje pierwsze piwo, on już zamawia trzecie. Szybko zaczyna plątać mu się język i przestawia swoje krzesło w taki sposób, aby siedzieć nie naprzeciwko niej, a obok. W pewnym momencie zaczyna coś do niej szeptać; Odelia bardzo chciałaby wiedzieć co, ale niestety Edmund nachyla się nad prawą częścią jej ciała, czyli również nad jej feralnym, niesłyszącym uchem. W końcu, pod naciskiem jednego z wielu z jego sugestywnych spojrzeń, Odelia przypomina mu, że nie słyszy. Jest całkiem pewna, że poruszali ten temat w jednej z ich poprzednich rozmów, i że jak tylko odświeży mu pamięć, mężczyzna od razu się zreflektuje, ale nie. Słysząc jej słowa, Edmund tylko parska śmiechem i kręci głową.
– Faktycznie głośno tutaj. Może pójdziemy do mnie? Czekaj, zaraz wrócę, tylko skoczę do łazienki. Zawsze strasznie sikam po piwie.
Odelia dochodzi do wniosku, że nie tyle nie ma ochoty iść z nim do jego domu, co wręcz nie chce siedzieć w jego towarzystwie ani chwili dłużej, a ponieważ nie jest osobą, która przejmuje się tym, co wypada, wstanie od stolika i skierowanie się w stronę wyjścia przychodzi jej z łatwością. Niestety w drzwiach zostaje cofnięta przez… elfa.
– Hasło – mówi rozkazującym tonem, a ona rozgląda się dookoła. Przez ostatnią godzinę była na tyle zaaferowana Edmundem, że zupełnie nie zwracała na otaczający ją świat. Tymczasem okazuje się, że otaczają ją elfy, rycerze i jakieś paskudne stwory, w których, gdyby tylko orientowała się w świecie Władcy Pierścieni, pewnie bez problemu rozpoznałaby orki.
– Hasło? – powtarza, po czym zerka do tyłu. Ma nadzieję, że Edmund stoi w długiej kolejce do łazienki, i że uda jej się uciec przed jego powrotem. – Hasło podaje się, żeby gdzieś wejść, a nie żeby wyjść – zauważa rozsądnie, ale poważny elf nie wygląda na usatysfakcjonowanego jej sprytem.
– Hasło niepoprawne – kwituje i daje jej znak ręką, aby się cofnęła. Choć Odelia uważa to za karygodne i mocno naruszające jej wolność, żadna ze stojących blisko niej osób nie podziela jej oburzenia. Bierze głęboki oddech.
– Jak mogę wyjść stąd bez hasła? – Chociaż w tamtej chwili jej zdenerwowanie przekracza ogólnie akceptowany poziom, jej mało kłótliwa natura jakimś cudem sprawia, że zamiast walczyć o możliwość szybkiego ulotnienia się z dala od Edwarda, postanawia znaleźć inne wyjście z sytuacji. Gapi się na niewzruszonego elfa, który kiwa głową na parę stojących niedaleko, żywo rozmawiających osób.
– Doniósłszy pierścień na Górę Przeznaczenia, od piwa zaznasz wybawienia.
Słysząc tak beznadziejny rym, każdy normalny człowiek parsknąłby śmiechem, przewróciłby oczami albo bez słowa przeprosin przepchnąłby się do wyjścia pod ramieniem burkliwego elfa, ale nie ona. Nie Odelia Winslow. Zamiast zachować się logicznie, ona odwraca się plecami do strażnika wyjścia i podchodzi do grupki, która, jeśli wierzyć słowom elfa, kieruje się do miejsca, które zapewni jej możliwość wyjścia.
– Muszę dostać się do Góry Przeznaczenia – wypala, nie zważając na to, że właśnie przerywa im rozmowę, a później wbija spojrzenie w ładną, jasnowłosą dziewczynę, która wyróżnia się spośród nich najbardziej. Po jej aurze czuje, że jeśli ktoś może jej tutaj pomóc to właśnie ona.

teddy darling
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mów do mnie cokolwiek,
możesz chrapać, przyjmę każdy dźwięk
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

079.
Nie pamiętała, kiedy ostatnio wybrała się z kolegami z jednostki na jakiś wypad integracyjny, który nie sprowadzałby się do zwykłego chlania. Teddy była święcie przekonana, że te moczymordy nie wytrzymają bez kolejki wódki nawet godziny, a tu proszę bardzo - dotarli do starego browaru całkiem trzeźwi. Może powinna zapisać tę datę w kalendarzu, bo kto wie, kiedy podobny cud znowu się wydarzy. Oczywiście nie oznaczało to, że wszyscy nagle porzucili swoje przyzwyczajenia. Secada już po drodze próbował ich namówić, żeby zahaczyli o jakiś bar, jakby perspektywa spędzenia paru godzin bez alkoholu była dla niego osobistą zniewagą. Darling zdołała go jednak przekonać, żeby wstrzymał się z tym genialnym pomysłem przynajmniej do czasu, aż wyjdą z escape roomu. W końcu na końcu trasy miało podobno czekać na nich piwo. Nie po to człowiek przyjeżdża do miejsca, w którym warzyło się kiedyś alkohol, żeby potem wyjść stamtąd o suchym pysku. Strażaczka nie miała pojęcia, jak dokładnie wyglądał plan organizatorów, ale uznała, że jeśli ktoś przygotowuje zabawę w takim miejscu, to powinien zadbać również o odpowiednie zakończenie wycieczki. Mogli się bawić w rozwiązywanie zagadek, szukać wskazówek i udawać, że są wyjątkowo inteligentnymi detektywami, ale na sam koniec należała im się jakaś nagroda. Jak psu buda i chłopu ziemia.
— Mają tu piwo — zauważył Donovan, na co Teddy skarciła go spojrzeniem. — No co? Nie trzeba czekać do końca — dodał, a bliźniacy Johnsonowie, którzy byli identyczni, ale jeden miał ukruszoną górną jedynkę, pokiwali zgodnie głowami.
— Przestań, Jett — szturchnęła przyjaciela łokciem w bok. — Można przecież bawić się na trzeźwo — powiedziała, na co Blaze - dowódca zmiany, mąż i ojciec dwójki (już prawie trójki) dzieci - wzruszył lekko ramionami.
— Można, ale po co? — zapytał niczym pies spuszczony ze smyczy. Darling nie miała siły do tych chłopów.
Chwilę później zjawił się mężczyzna, który poprosi ich o hasło, które miało wprowadzić ich do podziemi browaru, gdzie miała rozpocząć się ich przygoda.
— Doniósłszy pierścień na Górę Przeznaczenia, od piwa zaznasz wybawienia — wyrecytowali wszyscy razem, bo właśnie ten tekst widniał na broszurze, którą otrzymali na wejściu. Już mieli podążyć za swoim mistrzem gry, ale obok znienacka zmaterializowała się jakaś młoda kobieta, która najwyraźniej również brała udział w zabawie.
— My też próbujemy się tam dostać — odparła Darling z serdecznym uśmiechem. — Przyszłaś sama? Możesz do nas dołączyć. Jeśli masz ochotę, oczywiście — ruchem głowy wskazała na duże, drewniane drzwi, za którymi czekała ich dzisiejsza przygoda. Im ich więcej, tym weselej! A Teddy nie widziała powodu, żeby odmawiać komuś towarzystwa, skoro i tak mieli spędzić najbliższy czas na wspólnym rozwiązywaniu zagadek. Może akurat trafi im się ktoś, kto będzie miał więcej oleju w głowie niż jej koledzy z jednostki. Chociaż poprzeczka nie wisiała szczególnie wysoko.
Mistrz gry odchrząknął ponaglająco, najwyraźniej dając im do zrozumienia, że nie zamierza czekać w nieskończoność, aż dokończą pogawędkę. Panowie ruszyli więc przodem, jak na prawdziwych dżentelmenów przystało. Skaranie boskie z tymi facetami, no naprawdę!
— Władca Pierścieni to nie twoje klimaty? — zagadnęła, zauważając, że kobieta nie miała na sobie niczego, co szczególnie pasowałoby do tematyki wydarzenia. Sama również nie wystroiła się w żaden kostium. Nie była jednak przekonana, czy jej koledzy z jednostki przetrwaliby widok własnych odbić w lustrze, gdyby kazano im założyć spiczaste uszy, peleryny i inne tego rodzaju dziwactwa. Nie żeby sama miała coś przeciwko. Jej narzeczona była fanką role-playów, więc Darling od czasu do czasu dawała się namówić na włożenie czegoś, co lepiej oddawałoby klimat imprezy. Właściwie to nie potrafiła jej odmawiać. Wystarczyło, że spojrzała na nią swoimi maślanymi oczami, a strażaczka była kupiona w całości. Mogła się zarzekać, że nie założy żadnego przebrania, a pięć minut później stała przed lustrem, poprawiając element kostiumu i pytając, czy na pewno wygląda wystarczająco dobrze. Miłość najwyraźniej robiła z człowiekiem dziwne rzeczy. Z Teddy na pewno.

odelia winslow
Ostatnio zmieniony wt paź 27, 2026 11:05 pm przez teddy darling, łącznie zmieniany 1 raz.
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
36 y/o
For good luck!
162 cm
wróżbitka, tarocistka, uzdrowicielka duchowa
Awatar użytkownika
and i was running far away, would i run off the world someday?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Grupka stojąca przed wejściem do escape roomu wygląda na całkiem sympatyczną. W innych okolicznościach Odelia na pewno zwróciłaby na to uwagę i posłałaby im jakiś uśmiech (razem z nieproszonym komentarzem na temat wyjątkowości ich aur), ale w tamtej chwili jej priorytetem jest wyjście z browaru i znalezienie się jak najdalej od Edmunda, więc poważna mimika twarzy pozostawia wiele do życzenia. Właściwie wygląda trochę tak, jakby naprawdę sądziła, że są jej winni pomoc, co jest tak dalekie od prawdy, jak Edmund od bycia jej bratnią duszą. Wystarcza jednak chwila, autentyczny uśmiech od miłej blondynki, przelotny błysk w jej oczach i rzucone ku Odelii koło ratunkowe, aby chwilowo nieco nachmurzona twarz odzyskała swoją delikatność.
– Mogę? – pyta, żeby się upewnić. Nie ma znaczenia to, że pięć sekund temu jej priorytetem było rozpłynięcie się w powietrzu, nieważne w jaki sposób. Teraz chce dołączyć do wyprawy uśmiechniętej dziewczyny i jej znajomych. Nie musi nawet znać jej szczegółów. Istotne jest tylko wyrwanie się z błotnistych myśli, w które wpędziła ją interakcja z Edmundem.
Żaden z mężczyzn stojących za nieznajomą nie wyraża sprzeciwu. Są zbyt zajęci przekomarzaniem się pomiędzy sobą, chociaż gdy jeden z nich dostrzega Odelię, macha do niej i błyska uśmiechem. Winslow nawet nie dostrzega jego ukruszonej jedynki.
Cała ich specyficzna grupa zaczyna iść w kierunku drewnianych drzwi. Odelia włącza się do nich dość płynnie, tylko raz odwracając się za ramię. Niestety ze swojego obecnego miejsca nie jest w stanie dostrzec kolejki do męskiej toalety.
– Władca Pierścieni? – powtarza i rozgląda się dookoła. Nie ma tu jednak za bardzo na co patrzeć. Korytarz, do którego wkraczają, jest ciemny i wilgotny. Odelia nie widzi w nim żadnego związku z Władcą Pierścieni. – Ależ nie, obejrzałam wszystkie części po jednym razie – mówi, stając tuż za plecami wysokiego, ciemnowłosego mężczyzny. Ich konwój nagle się zatrzymuje. – Były ciekawe. No i te piękne elfki… – chętnie podzieliłaby się ze swoją nową znajomą innymi wrażeniami, ale mistrz gry, który przez cały ten czas szedł tuż za nią i przysłuchiwał się wypowiadanym przez nią słowom, znów odchrząkuje. Odelia od razu odwraca się w jego kierunku. Zupełnie nie przejmując się tym, że dzieli ich najwyżej dziesięć centymetrów i prawie zahacza czołem o jego brodę, unosi wzrok i zaczyna: – Na chrypkę serdecznie polecam malwę albo prawoślaz. Próbował pan?
W ciszy rozbrzmiewają jakieś chichoty. Zaraz po nich, jakby wywołane tym dźwiękiem, pojawia się żółte, przytłumione światło. Wydawać by się mogło, że świadoma swojej bliskości z obcym mężczyzną, Odelia odsunie się od niego choćby na krok, ale nic takiego się nie dzieje. W końcu robi to mistrz gry, niemal przylegając plecami do drzwi.
– Waszym zadaniem jest przenieść pierścień do Góry Przeznaczenia. – Mężczyzna, chyba dla własnego zdrowia psychicznego, postanawia zignorować komentarz Odelii. – Zanim wejdziecie do środka, powinniście wybrać osobę, która będzie go niosła – informuje poważnie. Odelia wskazuje palcem na stojącą obok niej dziewczynę.
– To powinna być ona.
– Dlaczego? – interesuje się jakiś głos z tyłu. Stanie plecami do swojego rozmówcy jest niegrzeczne, więc Winslow odwraca się, wzrokiem próbując odszukać tego, co zadał jej pytanie. Na próżno.
– Ma turkusową aurę – mówi więc do wszystkich. – To oznacza zdolności przywódcze.
Rozlega się tylko jedno parsknięcie. Reszta mężczyzn jest chyba w zbyt wielkim szoku, aby podzielić rozbawienie swojego jedynego szybko łapiącego przekazywane mu informacje kolegi.

teddy darling
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mów do mnie cokolwiek,
możesz chrapać, przyjmę każdy dźwięk
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogę?
Teddy wymieniła jeszcze porozumiewawcze spojrzenie z kolegami. Żaden z nich nie miał nic przeciwko, a przynajmniej żaden nie odważył się zaprotestować. I bardzo dobrze, bo wtedy Darling inaczej by sobie z nimi porozmawiała! Oczywiście w swoim stylu, czyli najpierw próbując przekonać ich do własnych racji, a dopiero później przypominając sobie, że czasami trzeba po prostu postawić na swoim. Długo walczyła o to, żeby chłopaki traktowali ją równo i bezpłciowo. Nie chciała, żeby ktokolwiek podchodził do niej inaczej, oszczędzał ją albo zakładał, że nie da sobie rady z czymś tylko dlatego, że nie miała między nogami tego samego co reszta ekipy. Po latach mogła z dumą powiedzieć, że przynajmniej częściowo osiągnęła swój cel. A teraz siała wśród nich postrach! Nie, to nieprawda. Strażaczka nie miała zbyt dużej siły przebicia, ale jak chciała, to umiała się postawić. Czasami. Zwykle była bardzo ugodowa, przez co niektórzy uważali, że nie ma własnego zdania albo że wystarczy trochę mocniej nacisnąć, żeby zgodziła się na wszystko. Nie było to do końca prawdą, choć Teddy musiała przyznać, że zdarzało jej się odpuszczać dla świętego spokoju. Nie lubiła kłótni i często wolała znaleźć kompromis. Ale istniała różnica między byciem ugodową a pozwalaniem sobie wejść na głowę.
— Piękne elfki! — zawtórowała dziewczynie z szerokim uśmiechem. To był przecież wystarczający powód, żeby obejrzeć serię, która powstała na podstawie powieści Tolkiena. — Ty wyglądasz trochę jak elfka, wiesz? — puściła do niej oko. Och, gdyby tylko wiedziała, że za kilka dni jej związek, który miał być na zawsze, legnie w gruzach, pewnie zaczęłaby flirtować z nieznajomą nieco odważniej. Może nawet spróbowałaby dowiedzieć się o niej czegoś więcej, zamiast ograniczać się do porównania jej do elfki. Tyle że na ten moment była przekonana, że jej życie uczuciowe jest stabilne, a przyszłość, którą planowała, nie zamierza wywrócić się do góry nogami. Nie miała więc żadnego powodu, żeby rozglądać się za kimś innym.
Szkoda tylko, że Teddy flirtowała z kobietami nieświadomie, o czym później uświadamiali ją wszyscy dookoła. Sama pewnie nie zauważyłaby tego nawet wtedy, gdyby stanęła z własnymi zalotami twarzą w twarz.
Zerknęła z rozbawieniem na mężczyznę, kiedy dziewczyna zasugerowała mu zażycie ziołowych specyfików. Mistrz gry zdawał się być totalnie zbity z tropu.
— Jesteś zielarką? — zapytała konspiracyjnym szeptem, pochylając się w jej stronę. Zaraz jednak wyprostowała się gwałtownie, do czego przyczyniła się wzmianka o pierścieniu. — Słucham? — wyrwało je się po tym, jak nieznajoma wyznaczyła ją na osobę, która wspomniany pierścień powinna nieść do samej Góry Przeznaczenia.
— Poważnie? — odezwał się Jett. Donovan miał prawie dwa metry i był najlepszym kumplem Darling. W pracy i poza nią. I pomyśleć, że kiedyś się nie znosili.
Mistrz gry uniósł wysoko brwi, ale ostatecznie wręczył strażaczce drogocenny przedmiot. Teddy przyjęła pierścień, a następnie uniosła go na wysokość oczu i przyjrzała mu się ze wszystkich stron. Teraz pozostawało tylko uważać, żeby go nie zgubić, bo przypał.
Mężczyzna pchnął drzwi, a drugą ręką wykonał zamaszysty gest zapraszający wszystkich do środka. Wrota zatrzasnęły się za nimi z hukiem, na co Teddy odruchowo się wzdrygnęła i obejrzała przez ramię. Ruszyła wąskim przejściem do kolejnego pomieszczenia, starając się nie zahaczyć ramieniem o ściany. Szkoda, że korytarz nie był przystosowany do takich rosłych chłopów jak strażacy. Chyba ktoś naprawdę zaprojektował przestrzeń z myślą o hobbitach. Jeden z bliźniaków zaklinował się tak niefortunnie, że przez chwilę wszyscy musieli czekać, aż uda mu się ruszyć dalej.
— O co chodzi z tą aurą? — zapytała Darling, obracając pierścień między palcami. — Ach, jestem Teddy. A to Jett, Blaze, Erik, Jamal i Darnell — przedstawiła się, wskazując na idących przed nimi facetów. Możliwe, że dziewczyna nie zapamięta ich imion, ale skoro wspólnie brali udział w zabawie, wypadało się przedstawić.
Spoiler
rzut
27. Przełazicie przez bardzo ciasną rurę i ktoś z Was na moment utknął. (-1 pkt)
to chyba dalej 0, nie?
odelia winslow
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
36 y/o
For good luck!
162 cm
wróżbitka, tarocistka, uzdrowicielka duchowa
Awatar użytkownika
and i was running far away, would i run off the world someday?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Piękne elfki okazują się dostatecznie mocnym fundamentem nowej znajomości. W odpowiedzi na uśmiech dziewczyny, rozmarzona mina Odelii zmienia się w rozweseloną. Edmund opuszcza jej myśli, robiąc miejsce dziewczynom o długich włosach i spiczastych uszach. Och, gdyby elfki istniały naprawdę, Winslow już nigdy nie zwróciłaby spojrzenia na żadnego edmundopodobnego przedstawiciela społeczeństwa.
– Naprawdę? – dziwi się i odruchowo unosi dłonie do uszu. Kiedyś ktoś zwrócił jej uwagę na to, że nieco odstają jej od głowy (raz nawet jej była situationship, Betty, próbowała namówić Odelię do tego, aby z okazji Świąt Bożego Narodzenia powiesiła sobie na nich po dwie bombki; paradoksalnie Winslow zakończyła tę relację nie z powodu tego, że Betty śmiała się z jej wyglądu, lecz ponieważ namawiała ją do świętowania narodzin niechcianego przez Maryję dziecka), ale nigdy nie usłyszała, aby była podobna do elfki. – To komplement najwyższej rangi. Dziękuję – mówi poważnie i na dłuższą chwilę zawiesza na nieznajomej głębokie spojrzenie. Tak samo jak Teddy, zdarza jej się słyszeć, że notorycznie flirtuje, z tą różnicą, że zazwyczaj robi to za pomocą wzroku.
Jest bardziej niż pewna, że nieznajoma też przypomina jej jakąś mistyczną istotę, ale na ten moment nie potrafi tego nazwać. Wstrzymuje się więc, dochodząc do wniosku, że wróci do tego tematu, gdy jej głowa podsunie jej odpowiednie skojarzenie.
W przeciwieństwie do niej, miła dziewczyna ma na tyle taktu, że kiedy mówi bezpośrednio do Odelii, szepcze. Jest to miłe w stosunku do mistrza gry, któremu trudno skupić uwagę siedmiu osób jednocześnie, ale problematyczne dla przygłuchej adresatki jej pytania. Odelia nie ma pojęcia, o co jest pytana; tak samo jak wcześniej Edmund, nieznajoma nachyla się nad jej niesprawnym uchem, a półmrok panujący w korytarzu uniemożliwia Winslow skupienie się na jej ustach i odczytanie z nich treści jej słów. Musi ją więc zignorować. Bez niezręcznego uśmiechu, prośby o powtórzenie czy ryzykownego skinienia głową. Z tej ostatniej taktyki zrezygnowała, gdy pewnego dnia w podobny sposób niechcący zgodziła się na uczestnictwo w nagim sprzątaniu lasu. Wcale nie dlatego, że ma cokolwiek przeciwko nagości czy nie interesują ją śmieci zalegające w kanadyjskich tajgach; po prostu data tego wydarzenia przypadła na styczeń, a Odelia za bardzo boi się zapalenia pęcherza moczowego, aby podjąć się takiego przedsięwzięcia w samym środku zimy.
Oprócz bardzo wysokiego faceta o dość znudzonej minie, nikt nie wyraża zdziwienia decyzją dziewczyny, która przykleiła się do ich grupy jak rzep do psiego ogona. Liderka ich grupy dostaje pierścień, drzwi za nimi zamykają się z głośnym hukiem i wnet wszyscy ruszają przed siebie. Po przejściu przez ciasną przestrzeń, która kształtem przypomina rurę, znajdują się w nieco większym, pachnącym stęchlizną pomieszczeniu. Odelia marszczy nos. Woń, którą czuje bardzo przypomina jej tą, która unosiła się w piwnicy jej babci.
– Aura to takie pole energetyczne – wyjaśnia, zerkając na dziewczynę rzeczowo. Jej pytanie wcale jej nie zaskakuje. Ludzie dziwią się aurami cały czas. – Może mieć różne kolory. To zależy od humoru, myśli, poziomu naładowania duchowego… – wylicza powoli, niepewna tego, w którym momencie nieznajoma każe jej się zatrzymać i coś wyjaśnić. Najpierw jednak pada moment poznania swoich imion. Odelia przenosi spojrzenie na plecy Jetta, Blaze’a, Erika, Jamala i Darnella. Prawdę mówiąc, w tych warunkach wszystkie wyglądają tak samo. Pozostaje jej zatem skupić się na swojej rozmówczyni. – Teddy – powtarza z namysłem. – To jakiś skrót? – dopytuje. – Ja jestem Odelia – przedstawia się, a później nagle coś w rogu pomieszczenia przykuwa jej uwagę. – Och, czy to ten elficki sztylet? – pyta głośno. Darnell reaguje na jej słowa jako pierwszy. Podchodzi do świecącego na niebiesko Żądła i bierze je do rąk.
– Myślicie, że powinniśmy to wziąć? – zastanawia się. Jego koledzy od razu zaczynają przekomarzać się między sobą ze wszystkimi za i przeciw. Odelia słucha ich w ciszy. Chętnie podkreślany argument o narzędziu do samoobrony nie do końca ją przekonuje (przed czym niby będą musieli się tutaj bronić?), ale ostatecznie większość decyduje, żeby zabrać sztylet dalej. – Przynajmniej żeby rozświetlić sobie drogę – przekonuje Darnell, ucinając w ten sposób wszelkie wątpliwość. Nie da się ukryć, że w obecnych warunkach jakiekolwiek źródło światła może okazać się bardzo przydatne.
Spoiler
rzut
18. Znaleźliście Żądło! Sztylet świeci na niebiesko (nie ma żadnej innej funkcji). (+0 pkt)
dalej 0 XDDDD
teddy darling
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mów do mnie cokolwiek,
możesz chrapać, przyjmę każdy dźwięk
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Och, nie! Zupełnie nie... hm. Nie o to mi chodziło — zreflektowała się Teddy, dostrzegając, że nieznajoma sięga dłonią do swoich uszu. Wcale nie były ani duże, ani spiczaste. Z tej perspektywy nie były nawet odstające! Darling gwałtownie wciągnęła powietrze przez nos, próbując jakoś wybrnąć z sytuacji, którą sama sobie zafundowała. No taki komplement mogła sprawić tylko ona. Miała przecież dobre intencje, chciała powiedzieć coś miłego, a ostatecznie wyszło, jakby właśnie wskazała kobiecie kolejną rzecz, którą powinna w sobie poprawić. A co, jeśli miała kompleksy na punkcie uszu i tym sposobem strażaczka tylko je pogłębiła? No fajnie. Mądrze bardzo. Nic, tylko pogratulować wyczucia.
Podziękowania sprawiły, że równie gwałtownie wypuściła powietrze z płuc. Zaraz, czyli jednak komplement był trafiony? Teddy uśmiechnęła się i skinęła głową, dając kobiecie do zrozumienia, że to naprawdę drobiazg. Elfki naprawdę były przepiękne!
Gdyby tylko wiedziała, że towarzyszka ma problemy ze słuchem, mówiłaby o wiele głośniej. Albo przynajmniej dokładniej poruszała ustami. Darling miała okazję doświadczyć chwilowej głuchoty, kiedy brała udział w jednej akcji ponad rok temu - zamachowiec rozmieścił w banku ładunki wybuchowe. Niestety jednej bomby saperzy nie zdołali rozbroić. Wybuch był tak głośny, że strażaczka nie słyszała nic przez kilka następnych dni. A i tak miała dużo szczęścia, że uszła z życiem, w przeciwieństwie do jej kolegi po fachu, który osłonił ją własnym ciałem, chroniąc przed największymi obrażeniami. RJ zginął na miejscu.
Nie czuła się przywódczynią. Zwykle podążała za grupą i raczej nie wychodziła przed szereg. Albo inaczej - już tego nie robiła. Kilka lat wstecz pchała się wszędzie pierwsza, ale w końcu z tego wyrosła. Można tak powiedzieć, bo czasami zdarzały się sytuację, w których emocje brały górę, a ona rzucała się w sam środek rozszalałego ognia.
— A jakie aury mają oni? — ruchem głowy wskazała na kolegów z jednostki. To akurat bardzo ją interesowało. Czy Jett, który był jej najlepszym kumplem, okaże się burakiem? Czy da się wywnioskować po niewidzialnym polu energetycznym, że bliźniaki to kompletni debile? Albo że Blaze jest głową rodziny?
Skinęła głową, potwierdzając, że Teddy to zdrobnienie imienia.
— Skrót od Theodory — wyjaśniła, przyglądając się bacznie twarzy kobiety. — Nie poznałam do tej pory żadnej Odelii — dodała bardzo elokwentnie. Zaraz potem jej spojrzenie zatrzymało się na sztylecie. Zabranie go ze sobą wydawało się całkiem rozsądnym pomysłem, dlatego kiwnęła głową na znak aprobaty. W końcu skoro to Darling tutaj dowodziła, koledzy powinni się jej słuchać! Może Żądło nie było w tej chwili szczególnie przydatne, ale przecież nie mogli mieć pewności, że nie przyda się później.
— Może to przyda się bardziej — odezwał się Blaze, zatrzymując się przy niskim murku. Pochylił się i sięgnął po latarkę. Skierował fioletową poświatę na ścianę, ale nic się nie wydarzyło. Dopiero kiedy zaświecił nią po kamiennej posadce, odkryły się strzałki, które wyznaczały kierunek dalszej drogi.
Teddy uśmiechnęła się z zadowoleniem i pociągnęła Odelię za przedramię, tym samym sugerując, żeby tym razem to one poszły przodem.

Spoiler
Znajdujecie rekwizyt - latarkę UV, która rozświetla niewidzialne dotąd podpowiedzi na podłodze. Czy to światło Eärendila?! (+1 pkt) :wee:
odelia winslow
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
36 y/o
For good luck!
162 cm
wróżbitka, tarocistka, uzdrowicielka duchowa
Awatar użytkownika
and i was running far away, would i run off the world someday?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Odelia zawsze obiecuje sobie, że nie będzie mieszać dobrej zabawy z wchodzeniem w szczegóły cudzych aur (w dodatku takim nieproszonym! to gryzie ją w tym wszystkim najbardziej; co innego bowiem, gdy zostaje poproszona o przyjrzenie się czyjejś energii, a co innego kiedy robi to wobec obcych, nieświadomych ludzi), a jednak za każdym razem łamie tę składaną samej sobie obietnicę i znajduje się w sytuacjach takich jak ta – gdzie ciekawość zdobywa nad rozsądkiem tak wielką przewagę, że próżno już opierać się jej sile. Ostatecznie więc, mrużąc oczy, uważnie przypatruje się plecom kolegów Teddy. Najlepiej byłoby, gdyby mogła zobaczyć ich od przodu, miny i twarze w końcu odgrywają w czytaniu aur bardzo ważną rolę, ale po latach pozycja osoby, którą próbuje rozgryźć, nie robi jej już większej różnicy. Gorzej jest ze światłem. W półmroku, który rozjaśniają tylko żółte żarówki imitujące przytwierdzone do ścian pochodnie, trudno jest zobaczyć cokolwiek, nie mówiąc już o aurach.
– Ten… – zaczyna Odelia, kiwając głową w kierunku Blaze’a – ...ma taką… – zastanawia się. – Żółto-niebieską, ale trochę ciemną. Może coś go trapi? – pyta, na moment przenosząc spojrzenie na Teddy. Ona powinna lepiej zdawać sobie z tego sprawę; to chyba jej znajomy? Odelia nie wie co prawda, skąd w ogóle się znają, ale sądząc po swobodzie, z jaką spacerują w zwartej grupie, nie poznali się tuż przed wejściem do zawilgotniałych korytarzy. – Żółty to pewność siebie i optymizm, a niebieski – spokój. Ale trudno stwierdzić, co tam przeważa. Jego aura trochę wibruje. To może oznaczać, że w jego życiu wiele się dzieje – kwituje, po czym odwraca głowę, aby przyjrzeć się Jettowi. – A ten obok niego ma taką mocno pomarańczową. Chyba najjaśniejszą z nich wszystkich. Pomarańczowy to ludzie, którzy zwykle sprawiają, że czujesz się przy nich dobrze. Kreatywni, entuzjastyczni i… – urywa, bo w tym samym momencie natyka się na nierówność w podłożu, przez którą prawie się potyka. W ostatniej chwili łapie się ramienia Teddy, które ratuje ją przed upadkiem. – Och, to moja karma za paplanie o aurach innych ludzi – podsumowuje, kiwając głową w taki sposób, jakby dawała losowi do zrozumienia, że akceptuje swoją nauczkę. – Przepraszam – mówi, wznosząc oczy ku niebu (to znaczy w tym przypadku – ku bardzo niskiemu sufitowi, który unosi się nad ich głowami w półkolistym kształcie). W domyśle zwraca się do Buddy Nieograniczonego Światła, który opiekuje się zarówno kolegami Teddy, jak i nią, i strzeże ją przed kontynuowaniem rozpowiadania osobistych informacji na temat osób, które sobie tego nie życzą. Odelia jest mu za to wdzięczna. Gdyby nie ingerencja Buddy Nieograniczonego Światła, pewnie przekroczyłaby jeszcze kilka granic dobrego smaku.
Theodora to ładne imię, uznaje w swojej głowie, ale zupełnie nie pasuje do Teddy. Jest zbyt poważne i ciężkie. Kłóci się z błyskiem w okrągłych oczach, ufnością, bezpośredniością, no i przede wszystkim jej turkusową aurą. Teddy nie dość, że leży na niej lepiej, to w dodatku brzmi dużo delikatniej.
– To specyficzne imię – podsumowuje tylko, nie wchodząc w szczegóły. Kiedyś za nim nie przepadała. W klasie, w której najbardziej oryginalnym damskim imieniem była Emma, wyróżniała się nieco za bardzo jak na swój gust. Na szczęście im jest starsza, tym mniej przejmuje się etykietką, którą po jej narodzinach nadała jej babcia.
Idą dalej, kierując się za strzałkami, które odkrywa przed nimi Blaze. Mijając go, ciągnięta przez Teddy, Odelia rzuca mu wdzięczny uśmiech. Sama nie wie, czy schyliłaby się tutaj po coś tak trywialnego, jak latarka. Miecz – owszem. Zdjęcie elfki porzucone na podłodze – jeszcze jak. Ale latarka?
Jak tylko wychodzą z Teddy na prowadzenie grupy, Odelia bierze krótki wdech.
– Przyjaźnicie się? – pyta, zerkając na swoją nową znajomą. Wnet jej oczy rozszerzają się w zdziwieniu. Niedaleko nad Teddy, na dość niestabilnie wyglądających skrzynkach, siedzi wychudzona, ubrudzona ziemią kreatura. Odelia od razu rozpoznaje w niej Golluma. – Och, uważaj! – Łapie Teddy za rękę i odciąga ją kawałek dalej. Gollum syczy za nimi – przeraźliwy dźwięk, na brzmienie którego Winslow żałuje, że nie jest głucha na oboje uszu – a później nachyla się nad Erikiem, mylnie przekonany, że to właśnie on dzierży w dłoniach pierścień. Ciekawe czy też dostrzega jego czerwoną, władczą aurę?
Spoiler
rzut
4. Z góry słyszycie syczenie aktora grającego Golluma, który siedzi na skrzynkach pod sufitem i próbuje ukraść Wam pierścień (+0 pkt).
a więc dalej 1 XD


teddy darling
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mów do mnie cokolwiek,
możesz chrapać, przyjmę każdy dźwięk
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niektórzy oceniali ludzi powierzchownie, czyli po wyglądzie, a inni - tak jak Odelia - po aurze. Trudno było nawet powiedzieć, że brała pod uwagę ich charakter, bo przecież ciężko oceniać coś, czego nie miało się jeszcze okazji poznać. Może to i lepiej, bo taka Teddy na przykład zazwyczaj nie robiła najlepszego pierwszego wrażenia i zyskiwała dopiero przy bliższym poznaniu. Wolała być oceniana po aurze, chociaż z tymi przywódczymi zdolnościami, to kobieta trochę przestrzeliła.
Pokiwała głową, przyglądając się Blaze'owi. No tak, na pewno coś go trapiło. Jego żona była w zagrożonej ciąży. A poza tym, jako dowódca zmiany, zawsze miał dużo na głowie.
— Ma trochę zawirowań w życiu — zgodziła się, potwierdzając słowa Odelii. Przeniosła wzrok na Jetta i uśmiechnęła się szeroko. Czyli intuicja nigdy jej nie myliła! Nic dziwnego, że z Donovanem dogadywała się najlepiej. Zaraz, wróć. Czy ona właśnie wierzyła w te bzdury, które wygadywała dopiero co poznana kobieta? Oczywiście nie miała pewności, czy Odelia nie blefowała i nie gadała tego wszystkiego o tak sobie. Nie miała jedna
Już miała potwierdzić, że przy Donovanie zawsze czuje się najlepiej i że są ze sobą bardzo blisko, ale wtedy nowa znajoma potknęła się wyjątkowo niefortunnie. Teddy automatycznie wyciągnęła rękę i położyła ją na jej plecach, próbując uchronić kobietę przed wyrżnięciem na kolana. Albo, co gorsza, na twarz, gdyby nie zdążyła podeprzeć się rękami. Dobrze, że skończyło się to jedynie na chwilowym zachwianiu równowagi.
— Nie można rozmawiać o aurze innych ludzi? — zapytała przyciszonym tonem, nie chcąc ściągnąć na nie jakiegoś nieszczęścia. Nie znała się na takich sprawach. Może istniał jakiś niepisany zakaz, którego wszyscy przestrzegali, a czym Odelia zapomniała? A może należało zachować pewne rzeczy dla siebie, żeby nie kusić losu? Darling nie wierzyła w takie rzeczy, ale z tego wszystkiego zdążyła już poczuć się winna, że w ogóle pociągnęła temat.
Nie przepadała za pełną wersją swojego imienia. Dlatego nigdy jej nie używała. A kiedy ktoś zwracał się do niej w ten sposób, od razu miała wrażenie, że coś przeskrobała i za chwilę zostanie wezwana na dywanik. Pewnie dlatego, że najczęściej słyszała je z ust ojca, kiedy odwiedzał ją w szpitalu po kolejnej niezbyt udanej akcji strażackiej. Trevor Darling był wspaniałym i troskliwym człowiekiem, ale miał też zdecydowanie za dużo obaw związanych ze swoim jedynym dzieckiem. Matka, jako anestezjolożka, miała pod tym względem nieco więcej wyczucia. Widziała różne wypadki i potrafiła zachować zimną krew nawet wtedy, gdy sytuacja wyglądała niepokojąco.
— Specyficzne, ale bardzo ładne — uśmiechnęła się do niej całą sobą. Od razu dało się zauważyć, że nie mówiła tego wyłącznie z grzeczności. Naprawdę tak uważała.
Chyba powinny przepuścić Blaze'a przodem, żeby mógł podświetlać podłogę albo przynajmniej przejąć od niego latarkę, ale Teddy jakoś tego nie przemyślała. No nic, najwyżej je zawrócą.
— Pracujemy razem — odparła, ale zaraz uświadomiła sobie, że nie brzmi to tak, jak powinno. — I przyjaźnimy się od lat — dodała. No, o wiele lepiej. W końcu chłopcy byli dla niej jak rodzina. — Hm? — nawet nie zdążyła zorientować się, co się wydarzyło, a już została pociągnięta za rękę do przodu. Najpierw słyszała tylko syk, a dopiero później dostrzegła Golluma. Darling pospiesznie ukryła pierścień głęboko w kieszeni jeansów, posyłając Odelii pełne wdzięczności spojrzenie. Gdyby nie ona, byłoby już po nich!
— Masz dobry re- — chciała ją pochwalić, ale wtedy coś pacnęło ją w uda, brudząc materiał na zielono. Na końcu korytarza dostrzegła jedynie rechoczącą postać. Czy to jeden z orków?
— Otrułem cię! Przekaż pierścień komuś innemu, zanim umrzesz! — zawołał i zniknął za zakrętem.
Darling westchnęła ciężko. To na tyle z jej przywódczego instynktu.
— Ty go weź — zdecydowała, podając Odelii pierścień. — Kocham ich, są dla mnie ja bracia, ale to wciąż faceci — zerknęła na kolegów, którzy zaczęli prychać i wywracać z niezadowoleniem oczami. No sorry, ale nie mogła ufać komuś, kto otwierając lodówkę nie widzi butelki z ketchupem, którą ma na wysokości oczu.
Spoiler
24. Osoba Niosąca Pierścień zostaje trafiona zatrutą strzałą - kulką z farbą - musi przekazać Pierścień kolejnej osobie. (+0 pkt)
i dalej 1 XD
odelia winslow
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Rexdale”