Galen zmarszczył brwi, bo Meena była najwidoczniej dość poinformowana w tych tematach.
-
Evans, a skąd Ty to wszystko wiesz? - zapytał dość poważnie, bo on był szefem, w ogóle miewał różne fantazje, ale chyba by się w swojej firmie nie odważył. Chociaż teraz to myślał o tym, że może jednak?
Można poszaleć i ten dreszczyk emocji, brzmiały dość kusząco. Będzie musiał sobie zapamiętać, że winda jest lepsza niż magazynek ze sprzętem biurowym. A nawet się zastanawiał jak to się dzieje, że tak często gubią do niego klucze, że on musi je wyrabiać średnio raz w tygodniu, to teraz było wiadomo, każdy takie klucze po prostu chciał mieć. Może lepiej wymienić zamki?
-
A znęcanie się nad szefem podchodzi pod jakieś paragrafy? - zapytał, ale uśmiechnął się delikatnie. Niestety dwa lata studiowania prawa poszły w las, bo Wyatt bardziej skupiał się na prowadzącej niż na wykładach, a później wyleciał z hukiem. Ale do tej pory jak ma okazję, to chwali się tym, że studiował prawo. Tylko on bardziej studiował profesorkę... Mniejsza o to.
-
Ty jesteś odpowiednią osobą na odpowiednim stanowisku - powiedział zanim zdążył ugryźć się w język, ale to była najszczersza prawda, Galen nie mógł mieć już lepszej sekretarki -
a zawsze można zrobić tak, że Twój gabinet będzie przejściowym do mojego - pasowałoby mu to, bo mógłby do niej wpadać kiedy tylko chce, a tłumaczyłby się, że idzie do siebie. W zasadzie to i tak to robił, że czasami nawet z nudów kręcił się przy jej biurku i na przykład testował zszywacze, czy działają poprawnie.
Zastanowił się, kiedy powiedziała o widoku z jej biurka. No tak za plecami miała jego gabinet, ale z przodu miała... Chrisa? Uniósł jedną brew.
-
Ostatnio czytałem trochę o Feng Shui, myślę, że Twoje biurko powinno być trochę inaczej ustawione - powiedział kiwając głowa. Tak, żeby była na wprost niego na przykład, wtedy wszystkie starożytne chińskie sztuki będą im służyć. Chociaż Wyatt myślał chyba bardziej o indyjskich...
Na nabierania doświadczenie nie powiedział nic, wiadome jest, że Galen Wyatt chciał mieć kiedyś syna, małego dziedzica fortuny, w małym zabawkowym porsche i garniturze. Yhym. Tylko, że to były odległe plany, może za sto lat?
-
Ale to muszą być ciekawe widoki, te latające krowy - zastanowił się nad tym, chyba widział coś takiego w Internecie, tylko może wtedy pomyślał, że to jakiś fake. Jak to malowanie się Azjatek, naklejały jakieś taśmy i zamieniały się w anime lalki, Galen nie mógł w to uwierzyć.
Ścisnął nieco mocniej jej rękę, kiedy powiedziała, że ma dość latania na pięć lat, ale tak zaczepnie.
-
To za pięć lat lecimy do Europy, szybko zleci - stwierdził, bo do Europy ciężej byłoby się dostać bez samolotu, chyba, że statkiem, ale to pewnie trwałoby wieki. Chociaż wieki z Meeną na statku, zadziałało to na jego wyobraźnię. Tak jak te kowbojki, prawie.
Kiedy już siedzieli w tym aucie, to Galen właściwie mało skupiał się na drodze, ale bardziej na samochodzie, na szczęście w pewnym momencie mu się znudziło. Więc wtedy musiał zapytać Meenę jak wrażenia. Wierzył, że była tak samo zachwycona, jak on, ale chyba nie do końca...
-
Czyli bardziej podoba Ci się Porsche? - zapytał, a właściwie to stwierdził -
mnie też - dodał po chwili, bo może i tylna kanapa była tutaj imponująca, mógłby tam wcisnąć ze cztery modelki, ale w Porsche jednak siedzieli bliżej siebie, z Meeną na przykład.
Utkwił w niej spojrzenie, gdy zapytała, czy żartuje. Nie podobało jej się? Przesadził? Podrapał się po karku. Może jednak powinien ją zabrać na stację? Może normalni ludzie tak robią, po podróży? Tylko, że Galen nie był normalny, on po podróży szedł sobie na masaż, albo do SPA właśnie.
-
O podwyżce porozmawiamy po powrocie - naprawdę chciał jej dać podwyżkę, tylko... chciał też trochę z nią ponegocjować, na osobności, w biurze, albo może... windzie?
Już otworzył usta, żeby powiedzieć, że to żaden problem, że nie ma kostiumu, ale zrobiła to za niego, więc tylko się uśmiechnął. Za dobrze go znała. Kiedy wspomniała o jego garniturze, to od razu miał zapytać, a co jest źle, a ona wtedy mówi, że wygląda w nim cholernie dobrze. Znowu zamknął usta i podrapał się po skroni.
-
Czuję się jakbyś siedziała w mojej głowie - stwierdził, ale nie do końca wyjaśnił o co mu chodzi, bo wtedy przyszedł jakiś chłopak z obsługi i Galen musiał mu pomóc w ogóle wyjąć te walizki, z tego auta. Ale po chwili wrócił do Meeny, przez chwilę to miał w głowie jakiś taki pomysł, żeby ją tak właśnie po LUZACKU objąć ramieniem, jako ten luzacki Galen, ale na szczęście skończyło się na tym, że tylko zrównał z nią krok, w sumie jeszcze był w garniturze.
-
Mam jeszcze ten garnitur na bankiet... I jeszcze jeden w razie czego - zaczął patrząc na jej minę -
ale mam też coś luźniejszego... szorty w hawajskie kwiaty - wbił w nią wzrok tych niebieskich tęczówek, bo był ciekawy jak zareaguje. Ale prawda jest taka, że nie miał w swojej garderobie czegoś takiego, a po prostu zabrał ze sobą jakieś ciemne spodnie i ciut mniej eleganckie, ale wciąż cholernie drogie koszule.
-
A Ty masz coś luźniejszego Evans? - zerknął na nią z ukosa. Luźniejszego niż dres? Nie no, nie chodziło mu o dres, bo pewnie też sobie pomyślał, że na służbowy wyjazd spakowała same służbowe garsonki.
Weszli do tego hotelu, a później do windy, Galen nie byłby sobą, gdyby nie spojrzał wtedy na Meenę i nie zapytał.
-
A co myślisz o tej windzie? Tu też mogłoby być gorąco? - aż ten biedny boi, który stał z przodu obejrzał się nerwowo przez ramię.
W końcu weszli do tego pokoju na ostatnim piętrze, gdzie było wielkie łoże, a na tarasie jacuzzi, obok był nawet specjalny pokoik do masażu, pełen luksus, dużo przestrzeni i otwartych wnętrz. Nawet prysznic był otwarty, na zdjęciach wyglądało to trochę inaczej...
-
Jak zarezerwowałem loty, zawsze lubię się po podróży zrelaksować - powiedział i wszedł w głąb tego pokoju. Dla pary było to naprawdę świetne miejsce, ale zastanowił się czy Meena nie poczuje się nieswojo.
-
Na zdjęciach wyglądało to trochę inaczej, a ja w sumie sprawdziłem tylko czy mają jacuzzi - wyjaśnił jej, kiedy już ten chłopak z obsługi się oddalił, a później usiadł na kanapie pod oknem, dużej skórzanej -
ale... rozgość się i nie przejmuj, okej? - on za specjalnie nie zamierzał, nawet zdjął marynarkę i od razu poluzował krawat pod szyją -
ja coś tylko sprawdzę - dodał i wyjął ze swojej walizki laptopa, rozłożył go sobie na kolanach. Pewnie sprawdzał jakieś ważne firmowe raporty... albo może czy na stronie tego SPA było napisane, że to jest pokój dla nowożeńców, po nim można się spodziewać wszystkiego.
Meena Evans