Nie wiem co, Indie.
Gówno prawda. Oprotestowałaby to stwierdzenie stanowczo, gdyby nie fakt, że myśli pochłaniała bliskość Lucasa, ostrożny dotyk i wypowiadane w jego rytm słowa, odbierając Indie zdolność zrobienia czegokolwiek innego, niż przypatrywania mu się w całkowitym milczeniu.
Nie wiem, co tobie siedzi w głowie. Utkwione w jego twarzy spojrzenie uważnie śledziło każdy ruch i gest, czujne, aby nie przegapić żadnego ważnego szczegółu.
Ale jeśli chcesz... Wyraźnie czuła moment, w którym serce znów zaczęło kołatać mocniej, dźwięcząc w uszach pędzącym rytmem i przeskakując o kilka uderzeń z każdym wypowiadanym przez Millera słowem.
Indie spędziła znaczną większość dzisiejszego wieczoru dwojąc się i trojąc, aby chociaż ten jeden raz nie zachować się jak kretynka i bezmyślnie zrobić coś, czego następnego dnia miałaby żałować, a mimo tego, że nie miała w tym najmniejszej wprawy, wychodziło jej to... w miarę znośnie? Biorąc pod uwagę, że na co dzień nie trudziła się takimi sprawami,
w miarę znośnie było naprawdę przyzwoitym wynikiem, a fakt, że do tej pory nie chlapnęła ani zrobiła niczego godnego większego pożałowania — osiągnięciem tak wielkim, że kompletnie zrozumiałe byłoby, gdyby postanowiła odnotować to sobie w kalendarzu. Od początku wymagało to od niej ogromu determinacji i energii, więc naprawdę nie sądziła, aby trzymanie impulsów na wodzy mogło stać się wiele trudniejsze.
A potem Lucas przysunął się
jeszcze bliżej.
Z dzielącego ich dystansu nie zostało już tak naprawdę nic i to właśnie wtedy okazało się, że trochę przeliczyła się myśląc, że miała to wszystko — siebie i własne kurewsko zdradliwe impulsy, znaczy się — pod względną kontrolą, bo jej kalkulacje nie uwzględniały dwóch ważnych rzeczy: tego, że była dużo mniej trzeźwa, niż jej się wydawało, oraz tego, że Lucas miał znaleźć się tak blisko, jak jeszcze nigdy dotąd. Bijące od jego ciała ciepło łagodnie łaskotało skórę, przyprawiając o dreszcze, a w sercu sprzeczały się najbardziej skrajne emocje i wprowadzały Indie w dziwny, niepowtarzalny stan, w którym granica pomiędzy nerwami a ekscytacją stała się zbyt niewyraźna, aby móc je rozróżnić.
No chyba, że znowu chcesz uciec. Nie zareagowała od razu, w kompletnym bezruchu rozważając tę i wszystkie inne możliwości, ostatkami sił próbując wymusić na sobie spokój, tak, aby mieć gwarancję, że podjęta decyzja nie była pochopna. Z drugiej strony naglił ją czas — w rzeczywistości jej namysł nie mógł trwać więcej niż trzy, może cztery sekundy, ale Indie była święcie przekonana, że w tym letargu tkwiła już całą małą wieczność i naprawdę kończyła jej się przestrzeń na podjęcie decyzji. Nie powinni, strasznie, kurwa, nie powinni. Do odplątania było już wszystko to, co zaszło do tego momentu i na samą myśl o konieczności zrobienia tego robiło jej się trochę gorzej, co w połączeniu z poczuciem odpowiedzialności za ich przyjaźń coraz mocniej skłaniało ją do tego, żeby zatrzymać się zanim było już za późno.
Tylko co jeśli rzeczywiście byłby to pierwszy i ostatni raz, kiedy miała taką okazję? Umysł Indie w mgnieniu oka wrzucił na kolejny bieg i coraz trudniej było jej nadążyć za filtrowaniem tego, co się w nim działo, no bo co gdyby te drzwi naprawdę zamknęłyby się przed nią na zawsze, co? Nie wybaczyłaby sobie przecież. Co gdyby dostała od Lucasa dokładnie to, co chciała? Gdyby jednak okazało się, że moglib...
Wszystkie te pytania sprawiły, że myśli zupełnie wymknęły się spod kontroli, pędząc z werwą tak ogromną, że przepadły wszystkie powody, dla których Indigo przez cały ten czas nie ważyła się nawet drgnąć, a wszechogarniający paraliż tak zwyczajnie ustąpił. Pół sekundy — dokładnie tyle wytrzymała, zanim puściły jej wszystkie hamulce i niewiele (a właściwie wcale) myśląc pozbyła się ostatnich kilku milimetrów dzielącego ich dystansu, bez ostrzeżenia niwelując je pocałunkiem dalekim od nieśmiałego czy niepewnego. Nawet nie zorientowała się, że jedna z jej dłoni od razu bezwstydnie znalazła sobie miejsce na ciele Lucasa, ostrożnie ułożona tam, gdzie szyja spotykała się z ramionami, jakby w ten sposób instynktownie próbowała jak najdłużej zatrzymać go najbliżej, jak tylko było to możliwe.
Do przerwania sobie tak szybko mogło zmusić ją teraz tylko to, że chwila, gdy w końcu zaczęły docierać do niej fakty tchnęła w nią nową falę obaw i niepewności, która zaraz nakazała zatrzymać się i odsunąć się o kilka centymetrów, aby dać Millerowi szansę na reakcję, protest, cokolwiek.
O kurwa. Kurwa. Pilnie potrzebowała wiedzieć, co o tym wszystkim myślał, więc wzrokiem znów zaczęła niespokojnie błądziła po jego twarzy, usiłując doszukać się na niej jakichś wskazówek.
—
No to wiesz już wreszcie, czy dalej Ci trzeba tłumaczyć? — spytała cicho, domagając się jasnego, konkretnego potwierdzenia, że zrozumiał, że tyle wystarczyło, żeby dodał dwa do dwóch; a chociaż posiliła się na ten przekorny, odrobinę żartobliwy ton i słaby uśmiech, to rozbiegane spojrzenie i drżący głos od razu zdradzały, jak wiele odwagi kosztowało ją to wszystko.
Lucas Miller