Galen odbierał to trochę inaczej. Nie możesz, bo będziesz mieć dziecko - dla niego jak szantaż, do tego emocjonalny. To już jako ojciec nie będzie nic mógł, musi się o wszystko pytać Cherry, trochę przestawało mu się podobać to całe rodzicielstwo. U jego rodziców wyglądało to zdecydowanie inaczej, bo ojciec robił, co chciał, a matka nie miała za wiele do powiedzenia... Tylko, że oni przez większość życia jakby się nienawidzili i dopiero jak stary Wyatt poszedł na emeryturę, to ich relacja się ociepliła. Chyba Galen nie chciał powtarzać tego schematu.
-
Cherry... - rzucił z wyrzutem. Ale miała rację, że nie był jej mężem, a jak w szpitalu by powiedział, że jest jej partnerem od dwóch dni, to też pewnie by go wyśmiali, mógłby się powoływać jedynie na to, że jest ojcem dziecka.
-
Nie jesteś jeszcze moją żoną, jeszcze, bo będziesz nią. Chciałbym, żebyś była, ale... bardzo to utrudniasz wszystko - pokręcił głową. Jak tak dalej pójdzie, to pokłócą się jeszcze na ślubie i wtedy dopiero będzie wesoło. Jeśli w ogóle dojdzie do tego ślubu w końcu, bo na razie, to robili dwa kroki do przodu, wspólne mieszkanie, decyzja o zapoznaniu z rodziną, a później zaraz krok w tył, ta bezsensowna kłótnia. Może Cherry miała rację i to wszystko toczyło się za szybko?
A może za wolno?
Galen zgłupiał, bo jakby był jej mężem, to mógłby decydować, no ale nie był, i nie załatwi tego w dwa dni. A może by mógł?
-
To są też moje interesy, jak mam stać z boku i nic nie zrobić, kiedy... coś mogę - nie rozumiał tego, nie rozumiał jej wcale. Przecież trochę go znała, na tyle, żeby wiedzieć, że on się tak łatwo nie poddaje, że nie stoi z boku i nie czeka, aż ktoś zrobi coś za niego. Cieszył się, że Pilar do niego napisała, że może mieć na to śledztwo jakikolwiek wpływ, sam przejrzał w wolnych chwilach już setki dokumentów, starał się łączyć jakieś poszlaki, a teraz kiedy wiedział, że to wszystko dzieje się w Quebec, nie mógł usiedzieć tutaj na miejscu. Nawet jeśli Cherry tego od niego wymagała.
-
Cherry... - zaczął i chciał jej powiedzieć, że jak ona to sobie wyobraża, że rodzić też będzie we własnym łóżku? Wiadomo zresztą, że pewnie nie pojechaliby do pierwszego lepszego szpitala, tylko do jakiejś prywatnej kliniki, bo było ich na to stać, bo zasługiwała na wszystko co najlepsze i to łóżko to takie rzeczywiście lepszej jakości. Kiedy się zwinęła na materacu, to dotknął jej pleców.
-
Cherry nie możesz taka być. Bo musisz zadbać o siebie i o dziecko, a nie że się nie zgodzę - znowu wcale jej nie rozumiał, i znowu czuł się bezsilny z tym, że nie miał żadnego prawa żeby decydować. Tak jak wtedy na Lanzarote, jakie on miał prawo decydować o jej ślubie? A teraz jakie miał prawo decydować o jej dziecku, czy o niej? Żadne.
Siedział na brzegu łóżka, z niebieskimi tęczówkami utkwionymi w jej sylwetce. Nie wiedział co ma teraz zrobić, czuł się tak, jakby w ogóle był tutaj nie na miejscu. Nie chciał z nią walczyć, a jednak to sprowokował. Zrobił jej krzywdę. A co jeśli tak będzie zawsze, jeśli będzie zawsze ją krzywdził?
Kiedy zapytała o tę herbatę, to wstał od razu opierając ręce na kolanach.
-
Zrobię - powiedział i poszedł do kuchni, po drodze zastanawiając się co to jest termofor. Wygooglował to, tylko nigdzie nie rzucił mu się w oczy. Włączył wodę na herbatę, znalazł jakiś kubek.
Wrócił do Cherry i miał ją zapytać o ten termofor, ale w sumie to przecież chciał coś jeszcze, więc najpierw usiadł obok niej i ją pogłaskał po plecach, a potem się koło niej położył i przytulił ją do siebie.
-
Nie złość się na mnie - wyszeptał jej do ucha i odgarnął z niego włosy -
Cherry musimy po prostu, znaleźć w pewnych kwestiach kompromis, bo tak się nie da - no nie da się funkcjonować tak, że każde z nich chce za wszelką cenę postawić na swoim, a tak to między nimi wyglądało, ale tak chyba bywa, kiedy lew spotyka na swojej drodze lwicę, to czasem... może się polać krew.
Musnął palcami jej szyję, delikatnie, a później podciągnął na niej koc, pewnie leżałby tak z nią dłużej, gdyby nie to, że najpierw zagotowała się woda, a później zadzwonił dzwonek do drzwi i Koko zaczęła szczekać. Galen zerwał się na równe nogi i od razu poszedł otworzyć. Nie był u siebie, ale mimo to zaprosił Doktor Quinn do środka.
Kiedy byli już przy łóżku, to znowu usiadł obok Cherry na brzegu.
-
Cherry, doktor Quinn Cię obejrzy okej? - zapytał, a doktorka od razu się przywitała i zaczęła zadawać pytania. Galen cofnął się do tyłu, cały czas głaskał Koko, która chyba czuła ten dziwny klimat i usiadła tuż przy jego nodze, jakby też czekała na jakieś informacje.
Cherry Marshall