— Gratuluję — syknął, opierając obie dłonie o blat. Nie przestawał na nią patrzeć. — Dobrze się dzisiaj bawiłaś? Ja świetnie. Zwłaszcza kiedy pytali mnie, dlaczego cię, do kurwy nędzy, ze mną nie ma — wycedził”.
-
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Gratuluję — syknął, opierając obie dłonie o blat. Nie przestawał na nią patrzeć. — Dobrze się dzisiaj bawiłaś? Ja świetnie. Zwłaszcza kiedy pytali mnie, dlaczego cię, do kurwy nędzy, ze mną nie ma — wycedził”.
-
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Westchnął i spojrzał na Helenę. Oczy mu się zaświeciły niczym dwa ogniki.
— Świetnie. Nie dość, że na sali przynosisz pecha, to jeszcze poza nią. Marzyłem, żeby w piątkowy wieczór utknąć w windzie. Razem z tobą.
Przyłożył palce do nasady nosa. Dobrze, że przynajmniej nie spadali.
-
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Pani Finch do ciebie. — Usłyszał głos sekretarki.
— Wpuść ją — rzucił neutralnie i się rozłączył.
Wstał od biurka i podszedł do szyby, która rozpościerała się na całej długości gabinetu; od jednego końca do drugiego, od sufitu do podłogi. Z tego piętra widok na miasto był efektowny. Zwłaszcza w nocy, kiedy patrzyło się na skąpane w neonach i światłach drapacze chmur, niższe budynki i goniące ulicą samochody. Włożył ręce do kieszeni garniturowych spodni.
Ciche pukanie, a wreszcie dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi. Zanim odwrócił się w ich kierunku, powiedział:
— Spóźniłaś się. — Cierpki, bezpośredni ton. Już jakiś czas temu przeszli na „ty”, a poza tym… ona wiecznie się spóźniała. — Znowu”.
-
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
„Nie byłam w stanie im się przyznać…”.
— Hm? — mruknął.
Ściągnął nieznacznie brwi, jak gdyby mówiła coś niedorzecznego. Coś, czego nie rozumiał, a przecież rozumiał aż za bardzo. Powinien, kurwa. Chyba po prostu wypierał z myśli ten żałośnie oczywisty fakt.
„Że nasze małżeństwo przechodzi kryzys”.
Kryzys.
Jedno słowo, którego żadne z nich dotąd nie wypowiedziało; nie nazwało tym tego, co działo się z ich związkiem. Cholernym kryzysem.
— A więc nasze małżeństwo przechodzi kryzys? — mruknął znowu, tym razem nachylając się do jej ust. Musnął delikatnie wargi Gigi, spoglądając na nią tak, że ślepy zauważyłby, iż nie bierze słów żony na serio. — Musimy coś z tym zrobić, koniecznie. — Przesunął jedną dłonią w dół jej talii, bardziej w tamtym momencie skupiając się na kształtnym ciele, niżeli słowach Georginy.
Słowach, które jasno dawały mu do zrozumienia, że ją to wszystko męczyło”.
-
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Obejrzał się za siebie, spoglądając w kierunku tego nieszczęsnego zderzaka, który wyglądał dosyć… marnie. Jego czarne dziecko (o które czasami dbał lepiej niż o własną żonę) ucierpiało, w tamtym momencie właśnie to liczyło się najbardziej.
— Wątpię, że się kurwa wypłacisz — syknął, wracając wzrokiem do jej twarzy.
Patrzył na nią tak, jakby sekundy dzieliły go od zdzielenia Peregrine w łeb”.
-
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Siadaj — powiedział wreszcie, wskazując na jeden z obitych skórą foteli, bardziej w rogu pomieszczenia.
Złapał dokumenty w dłoń i sam wstał od biurka, zajmując drugi fotel. Skupił na niej spojrzenie dopiero wtedy, gdy podał jej teczkę.
— Tak, chodzi dokładnie o tą sprawę. Jest świeża, głośna i zdecydowanie zbyt podejrzana. Przyniesie nam dużych strat na kilka lat, jeżeli się potkniemy. Dyrektor Manulife Financial oskarżony o morderstwo, słusznie lub nie, mamy go wybronić. Już teraz media robią swoje, za kilka dni może być dziesięć razy gorzej. To nie byle co. Rozumiesz więc chyba, że nie mogłem cię z tym zostawić w pojedynkę? — Ściągnął brwi. — W teczce są najnowsze informacje dotyczące aresztowania, którego rzecz jasna nie powinno być, uchylenie, parę dodatkowych poręczeń. A Hexley będzie tutaj za… — Spojrzał na swojego Rolexa. — Jakieś dwadzieścia minut”.
-
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kupił butelkę dobrego wina, białego, półwytrawnego, lekkiego. Jakiegoś z lepszej półki. Zjawił się punktualnie o umówionej godzinie, wszedł trochę jak do siebie, a trochę jak „pan wszystko oceniający”. Czyli jak zwykle. Szybki buziak w policzek, objęcie ramieniem; nie był najlepszy w wyrażanie tych prawdziwych uczuć.
Poszedł za nią do kuchni i zajął się otwieraniem wina. Charakterystyczne pyknięcie uwolniło z butelki cytrusowo-winny zapach.
— Uprzedzam, że nic się nie zmieniło, dalej kiepsko gotuję — rzucił, wyjmując z górnej szafki dwa kieliszki. Właściwie sam się obsłużył. Pamiętał też, że wspominała coś o wspólnym gotowaniu, a raczej jej gotowaniu, bo Percy w kuchni potrafił co najwyżej przeszkadzać.
— Co jemy? — spytał, nalewając im wina. Podał siostrze jeden kieliszek, przyglądając się jej nieco uważniej. Wyglądała jak Zella, ale mógłby przysiąc, że chyba trochę bledsza, chyba chudsza… — Marnie wyglądasz. W Vancouver źle karmią? — Upił łyk alkoholu. Lekka uszczypliwość w głosie maskowała faktyczną troskę”.
-
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na siedzeniu pasażera leżała butelka taniego alkoholu à la wino. Dokładnie tego samego, którym upijali się kiedy oboje mieli po dwadzieścia parę lat, a Gardner nie wiedzieć czemu uznał, że kupno tych szczyn będzie perfekcyjnym zwieńczeniem jego nagłego powrotu do jej życia.
Zapukał trzy razy w drzwi wejściowe, rozglądając się dookoła. York Mills to to nie było, ale Evina Swanson nie była też adwokatem zarabiającym kupę szmalu na karnych sprawach. Obecnie wiedział o niej tyle, co nic. Że mieszkała w Toronto, że zajmowała się zabójstwami, że żyła. Nie dopytywał czy sama, czy z kimś, czy powinien spodziewać się gromadki bachorów latających po jej domu, czy może stada kotów… J e s z c z e nie dopytywał.
Gdy otworzyła mu drzwi, wpuszczając do środka, uniósł w górę brwi i trzymaną w dłoni butelkę.
— Pamiętasz? — Spojrzał na nią podejrzliwie. — Musisz.
W sam raz na powitanie, zamiast „dobrze cię widzieć, świetnie wyglądasz”, za które pewnie dostałby w twarz siarczystym „dobra, wchodź, nie pierdol””.
-
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Co to było? — zaczął. — Co to, kurwa, było? — Nie musiał dodawać, że tylko czekał aż jutro zacznie się do niego dobijać jej ojciec. — Miałaś jedno pierdolone zadanie: robić i mówić to, co wałkowaliśmy przez kilka ostatnich miesięcy — syknął. — W tym momencie wizerunkowo jesteś praktycznie nie do odratowania. — Zerknął w bok, ściszając nieco głos, gdy niedaleko przeszła dwójka ludzi. Nie do końca mówił prawdę, ale chciał, żeby była świadoma tego, jak bardzo wszystko skomplikowała. — „Może coś łyknęłam”? „To się przecież zdarza”? — warknął. — Od razu trzeba było powiedzieć, że jechałaś naćpana!
Przy ostatnich słowach niebezpiecznie podniósł głos, odchodząc na parę kroków. Przetarł dłonią usta. Nie miało znaczenia czy powiedziała to w stresie, czy może chodziło jej o to, że mogła łyknąć coś z melatoniną, a może walnąć sobie pigułkę ecstasy. Podsunęła pod nos pani prokurator najgorszy z możliwych kontrargumentów.
Wrócił do niej wzrokiem, choć lepiej byłoby, gdyby na nią nie patrzył. Wszystko w nim krzyczało, że miał jej cyrków po dziurki w nosie.
— Coś jeszcze chcesz dodać? No, słucham”.