—
Takiej drugiej jak ja już nie ma. — Chociaż pewnie jakby się odpowiednio poszukało, to by coś znalazła. Tylko po co szukać, skoro ona była już wystarczająca! Niemniej mogła się z nim zgodzić, że raczej drugiego takiego świra w tej szkole na ten moment nie było. To ona głównie łaziła po nauczycielach, udzielając się w sporej ilości aktywnościach szkolnych tylko po to, aby zdobyć punkty. Każdy ze szkolnej świty wiedział, że ma ambicje na Harvard, bo raczej niezbyt wiele osób celowało tak wysoko. A jej się to przez lata nie zmieniało, aż w końcu była na ostatnim, najważniejszym dla niej roku.
Rekomendacje, zdobycie punktów przez aktywności i odpowiednia opinia. To teraz było najważniejsze - aby zrobić wrażenie, czyli trochę się podlizać. I odpowiednio wykazać.
I chociaż żart o teście by jej samej nie przestraszył, to widziała na jego twarzy tą charakterystyczną konsternację. Ona generalnie prawie zawsze była gotowa na zajęcia i trochę też wybiegała ze swoim zakresem umiejętności ponad program zajęć, ale to też dlatego, że z własnej, głupiej ambicji chciała wiedzieć więcej i się szkoliła na własną rękę. Chociażby przez obozy na które jeździła w trakcie wakacji. Jedni wybierali imprezy, a ona… no, ale żeby nie było, tam też były ogniska, jakieś podchody i inne rozrywki!
—
Mnie tam rozbawiło — powiedziała z uśmiechem, wzruszając ramionami, spojrzeniem wracając do drogi rozświetlanej reflektorami auta. Jego nie musiało to bawić, ale jej się kąciki ust uniosły. Gorzej jak zaraz stanie na poboczu i każe jej wypierdalać z auta. Wtedy będzie musiała iść z buta kawał drogi, ale hej, chociaż już część pokonała autem. Była bliżej niż dalej celu.
Oparła się łokciem o drzwi pasażera i podparła głowę o rękę. Zerknęła na niego z boku, gdy stwierdził ironicznie, że kocha chemię. To było przecież oczywiste stwierdzenie.
—
Tak myślałam — odpowiedziała mu, zanim jeszcze dodał, że już przeżył jedną serię testów, która pewnie go pogrążyła. Znaczy, nie żeby to podejrzewała, ale… no z jakiegoś powodu siedział tu kolejny rok. I z jakiegoś powodu obwiniał o to właśnie Wolfganga, prawda? —
Widać to po twoim zapale i tym błysku w oku jak tylko wchodzisz do sali — dodała. Łatwo dało się zauważyć, jak uchodzi z niego życie, ledwo przekraczał próg. Nie żeby go obserwowała.
Powróciła do niego spojrzeniem, nie podnosząc opartej o rękę głowy.
—
Nie wiem czy umiem to, co się jeszcze nie zdarzyło, ale staram się uczyć na bieżąco jeśli o to pytasz — odpowiedziała spokojnie, dość luźno. Nie siedziała po nocach i nie kuła, bardziej po prostu zapamiętywała rzeczy z lekcji, a jak czegoś nie rozumiała, to po prostu chciała zrozumieć, bo to była podstawa jej pamiętania. Wtedy leciało już z górki.
Wróciła spojrzeniem na drogę, wysłuchując jego pytania i przy okazji też stwierdzenia.
—
Nawet jakbym chodziła, to nie znajdowałabym się w twoim wianuszku — powiedziała. W końcu trudno było zobaczyć Krossa bez jego świty - kolegów z drużyny czy spoza niej, a chcący się podlizać oraz Maldity i jej koleżanek, które dziwnie często się uśmiechały. Rzadko kiedy sam, zwykle z ludźmi, którzy mu przyklaskiwali. Tak więc nawet jeśli chodziłaby na imprezy, to nawet nie byłaby w jego otoczeniu. I nie chciałaby być. —
Poza tym, byłam na… — szybkie rozliczenie —
jakichś. — Może dwóch. Maksymalnie trzech w ciągu całego liceum. Kiepski wynik jak na licealistkę, Zoe. Ale hej, masz jeszcze ostatni rok na to, aby to naprawić, chociaż na to się nie zanosiło. Zwłaszcza jeśli miała z tyłu głowy, że wciąż należało zbierać punkty na studia, nawet jeśli medycyna Harvardu mogła ją czekać dopiero za kilka lat, po pierwszym kierunku… który też miał być na Harvardzie. —
A spanie to dobre zajęcie. — Kto nie lubił się wysypiać? Położyć w łóżku po ciężkim dniu i zasnąć? On na pewno też to lubił. —
Ale gdy wy chodzicie na domówki, ja w tym czasie zwykle siedzę na plaży, na desce. — Bo wolała popływać niż iść na domówkę czy do popularnego klubu. Tak więc jak nie siedziała w bibliotece ogarniając kolejny projekt lub starając się zrozumieć temat zajęć, to albo opiekowała się bratem, albo właśnie oczyszczała głowę poprzez sporty wodne. —
Ostatnio nie ma pogody na surfing czy kitesurfing, bo nie ma wiatru, ale czasami się zdążają dobre fale i podmuchy. Na szczęście powoli zaczyna się sezon. — I wtedy wiatr staje się silniejszy, pogoda bardziej niestabilna, a dzięki temu fale są pokaźne. I tak do wiosny, a w lato zwykle jest przestój, bo nie ma tak dobrych warunków.
Zerknęła w jego kierunku.
—
Ale zaśnięcie na desce mi się jeszcze nie zdarzyło, nawet jeśli było późno. — Bo po nocach też zdarzało się pływać i to nie raz, nawet jeśli nie było to zbyt bezpieczne, bo jakby zniknęła pod wodą, to raczej nie byłoby tego od razu widać. I nikt o tych godzinach na plażę, poza nią, nie chodził, a jak przychodziła z Marvinem (bo czasami przychodził z nią, aby po prostu posiedzieć i popatrzeć), to zwykle za dnia, jak byli też inni ludzie.
Evander Kross