Na informację o tym, że Orpheus planował wrócić do siebie na noc Leo zacmokał z niezadowoleniem kręcąc głową, nie zdążył zapanować nad odruchem. Nie był jednak ani trochę tym faktem zmieszany, wsparł po prostu brodę o dłoń i posłał mu pełne niedowierzania, dłuższe spojrzenie przez stół.
一 A jeśli rozłożę kanapę rozważysz inne możliwości? 一 I nawet nie miał na myśli nic konkretnego, ot, skojarzeniem zaledwie otarł się o jakiś pozbawiony konturów pomysł na wspólne oglądanie filmu, podczas którego sam udawałby, że nie zasypia, a Grateau że tego nie zauważa.
Orpheus z większym entuzjazmem podszedł do odpowiedzi na inne pytanie, to bezpiecznie oscylujące wokół jedzenia i uczynności, pociesznie kiwając głową, sprężynując lokami i z tymi znajomymi iskierkami w oczach rozmiękczając Perellę mimo woli. Nie przyzwyczaił się jeszcze do łatwości, z jaką mężczyzna obierał go z nawykowej szorstkości.
Spojrzał najpierw na swój talerz, przez dłuższy moment gryząc się z gorzkim spostrzeżeniem: nawet nie byłby w stanie wskazać kiedy ostatnim razem jadł z kimś kolację, by powoli odkleić się od tej myśli i zerknąć na tartę dojrzewającą w piekarniku. Sam się zresztą skarmelizował rumieńcem, tyle że nie z jakiejś nieprzyzwoitości; po prostu rozwijał stan podgorączkowy, o czym najlepiej dawały mu znać dreszcze na spiętym karku i poczucie niedogrzania.
一 Alergenów? Nie posiadam żadnych alergii...
一 ...poza tą na Jalena...
一 ...ale za to robi mi sporą różnicę, czy jajka są z wolnego wybiegu czy z chowu klatkowego. I czytam etykiety, a aspartam wyczuję w mikrodawce.
Widelcem zgarnął kilka zabłąkanych oliwek i przez krótki moment pozwolił Orpheusowi plątać się w wyjaśnieniach, których wcale nie potrzebował. To, co rok temu błędnie przyjął jako jąkactwo przemijające okazało się być integralną częścią tego dzieciaka w ciele dorosłego mężczyzny i Leo nie miał mu tego za złe, podobnie jak tego, że w sposób oczywisty dla każdego poza samym Grateau, jego doświadczenie w relacjach wykraczających poza samą sympatię było żadne. Perella zawsze miał zresztą ogromną słabość do niepoprawnych optymistów, romantyków biegających z kwiatami i życiowych oferm, tak długo, jak nie był to zwyczajny oportunizm. Orpheus z gracją słonia w składzie porcelany łączył wszystkie trzy cechy we własny autorski miks, przyjemny dla oka, miły do słuchania i zaskakująco rozkoszny do współprzebywania.
Stąd, wobec powyższego i paru innych spostrzeżeń jakie gromadził na jego temat, nie miał zamiaru się spieszyć. Mieli czas.
Jedną dokładkę i spacer na kilka kroków do piekarnika i z powrotem później Perella odrobinę odparował ze złości, choć wciąż sprawiał wrażenie makinetki nastawionej na zbyt dużym ogniu i uszkodzonym zaworkiem odprowadzającym ciśnienie. Krótki lont nie sprzyjał nawiązywaniu znajomości, ale podobnie było przecież w samotności, o ile nie gorzej. Wybuchanie wobec pustych czterech ścian i pary nierozumiejących sytuacji kotów nie przynosiło ani satysfakcji ani rzeczywistego wytchnienia, ta sama wściekłość jaka się w nim okazjonalnie kotłowała wwiercała mu się w pierś i uwierała, przez co reagował cholerycznie na najmniejszą pierdołę.
Ale z tego samego powodu, dla którego nie potrafiłby swoich frustracji przenosić na Hiacyntę czy Ophelię, nigdy nie zaognił się tak naprawdę w obecności Orpheusa. Bywał przyjemny w obyciu jak papier ścierny, czasami również nieprzyjemny i werbalny, fakt, ale też wiedział kiedy należało zaciągnąć hamulec. Grateau był niegroźny i Leo prędzej uwierzyłby w to, że Salinger nauczy się dobierać te pieprzone krawaty niż w to, że chłopak mógłby mieć faktyczne złe intencje.
Nieoczekiwanie nowym ogranicznikiem prędkości w osiąganiu stanów wyższego podkurwienia okazała się duża, cudownie ciepła (co jeszcze bardziej doceniał teraz, gdy zimno mu było pomimo puchatego szlafroka) dłoń, jaką mężczyzna położył mu na jego własnej, odpoczywającej na stole obok talerza. Leo był tak zaskoczony zarówno gestem jak i jego skutkami, że przez krótki moment wpatrywał się ze stuporem w tę nowość.
Deklaracja Grateau wywabiła na jego usta usatysfakcjonowany uśmiech, podobnie jak przeplatanka jaką ten wykonywał palcami pomiędzy dolinkami i górkami wystających kostek na wierzchu dłoni. Niesamowite jak jednocześnie Perella potrafił celowo i z pełnym rozmysłem odstraszać potencjalnych chętnych do nawiązania bliskości, a jednocześnie jak na hipokrytę przystało, klękać przed każdym jej przejawem.
一 Solidarnie 一 powtórzył za nim takim tonem, jakby właśnie przypieczętowali jakiś oficjalny pakt. Ramiona również mu opadły, powietrze nie gniotło mu już płuc i stało się na powrót możliwe do ignorowania, a świadomość, że Orpheus (choć był absolutnie pewien, że akurat ten człowiek był najmniej predysponowany do darzenia tak silnym, negatywnym afektem kogokolwiek bez wyraźnej przyczyny) podziela jego zdanie na temat Jalena ugłaskała poniekąd złość. Potrzebował sprzymierzeńca, nie moralisty z misją, więc ta nieoczekiwana komitywa była mu bardzo na rękę.
Słysząc, że Orpheus jadał mniej w ostatnim czasie, Leo odsunął talerz na którym został jeden jedyny listek sałaty (robił to zawsze, bez znaczenia czy coś akuratnie mu smakowało czy nie po prostu musiał odpuścić ten jeden kęs) rozplótł ich palce i wyciągnął się renesansowo przez stół, by móc chwycić mężczyznę za przegub. Miał pewny uścisk jak na kogoś tak drobnego i dość siły, by przeciągnąć Orpheusa na stół, tak, jakby grali w ciągnięcie liny. Drugą ręką podciągnął mu mankiet po czym bardziej dla efektu niż w formie poważnego pomiaru objął jego nadgarstek dwoma palcami.
Poprawka: spróbował. Brakowało mu trochę do pełnego styku.
一 No na moje oko zmizerniałeś 一 zacmokał w udawanym zatroskaniu, marszcząc czoło i poklepując go po wierzchu dłoni. 一 Jestem z powrotem, więc teraz dopiero cię przypilnuję, zobaczysz.
Z żartem nie było mu na ogół po drodze. Widocznie po tak parszywym dniu prysznic, sałatka, wizja dopchnięcia się ciepłą tartą i dla odmiany możliwością zaśnięcia w objęciu czegoś innego niż poduszek zdziałały cuda. To, plus przeziębieniowy instynkt nakazujący poszukiwania stabilnego źródła gorąca.
一 Możemy coś włączyć, rozłożyć kanapę, tylko bym herbaty zaparzył. Imbir, cytryna i łyżka miodu. Może być? 一 zaproponował ogólnikowo, o wiele bardziej skupiając się na preferencjach smakowych niż filmowych Orpheusa. Palcem dźgnął jeszcze na zaczepkę jego mankiet, uśmiechnął się mimo obrzydliwie pulsującego bólu zatok i przymrużył oczy w łagodnym, sfingowanym zaskoczeniu.
Nie wiedział nawet co odpowiedzieć, bo nie pamiętał kiedy ktoś tak naprawdę za nim tęsknił.
一 Wiem 一 odpowiedział tylko krótko, sennie i miękko, a chociaż sam również za nim tęsknił, nie potrafił jeszcze swobodnie się do tego przyznać. Jeszcze.
W innych okolicznościach nigdy by sobie na to nie pozwolił. Nie po to miał spodeczki od wszystkiego, żeby wyjadać tartę jak ostatnia łachudra prosto z blachy, jednak tym razem przemogło go zmęczenie i niecierpliwość. Herbata w pękatych, kamionkowych filiżankach drapała w gardło, co pomogło odrobinę na zatoki, podobnie jak zaaplikowana po kolacji aspiryna. Pocąc się i drżąc naprzemiennie w kotłowisku kocy, zawleczonej z sypialni puchówki i poduszek i tak niemal natychmiast po włączeniu Paddingtona położył głowę na piersi Orpheusa i nawet nie udawał, że ogląda. Pokonały go te ostatnie dni, czuł to w kościach i zatokach, ale nie potrafił już nawet wieszać psów na Salingerze. Nie miał ochoty, kiedy Hiacynta przyklejona mu do pleców mruczała rozgłośnie zagłuszając czasami dialogi.
一 Przypomnij mi, co to za film? 一 mruknął mu prosto w koszulę, pociągnął nosem i podciągnął sobie kołdrę pod samą brodę. Oburzona tym nagłym ruchem Hiacynta przestała furkotać i poszła gnieździć się gdzieś w nogach. Perella nawet nie zauważył, wydawało mu się bowiem, że głowę ma wypełnioną rozgrzaną watą.
orpheus grateau