My heart stopped on that hospital hallway…
but it truly flatlined when you looked at me
like you didn’t love me anymore.
Na początku rzeczywiście najgorsza była ta kurewska niemoc i uczucie bycie bezużytecznym... Łóżko, które przypominało tylko o chorym sercu, o tym, że już nigdy nie będzie jak wcześniej, bo to się właśnie zaczęło, to się nie cofnie. Potem najgorszy był lekarz, który bardzo dużo mówił, który wciąż powtarzał jak bardzo trzeba uważać na to serce, który wciąż mówił o prognozach i porównywał wyniki badań, wciąż gorsze, zamiast lepszych.
Ale teraz w tej chwili, kiedy już siedział w tej szpitalnej sali, kiedy widział na korytarzach ludzi, trzymających się za ręce, wspierających się, to gorsze chyba było to, że Cherry nie było obok. Była. Bywała, ale tak jakby go unikała.
Przecież wiedział, że to robiła i wcale nie miał jej tego za złe. Jak mógł mieć jej to za złe, kiedy ją skrzywdził?
Zdawał sobie z tego sprawę, a te wszystkie momenty, kiedy leżał i gapił się w ścianę czekając na nią pozwoliły mu aż za dobitnie to sobie uświadomić.
Nie kochał innej, ale ją zranił, może nawet bardziej tym wyznaniem niż jakimkolwiek czynem, bo przecież nic nie zrobił. Starał się nic nie zrobić, nie przekroczyć jakieś granicy. Już za wiele razy ją przekroczył, pozwolił sobie na za wiele i już za wiele razy później tego żałował.
Tak było z Marcie, z Meeną, z Cherry, teraz tak mogłoby być z Pilar. Ale nie było.
Bo jego serce, chociaż stanęło w pewnym momencie, chociaż odmówiło posłuszeństwa, to wciąż należało do Cherry. Całe.
Siedział w tej sali i trochę żałował, że jako pacjent specjalny dostał tą jedynkę, nie miał do kogo otworzyć ust, może dlatego zagadywał po kolei już wszystkie pielęgniarki, dlatego też zezwolił na te odwiedziny z firmy, żeby chociaż chwilę pobyć z ludźmi.
Tylko, że on wcale nie chciał być z ludźmi, bo chciał być z nią. Chciał się wypisać na własne życzenie, ale lekarze wciąż dobierali mu leki. Dobrze dobrane lekarstwa mogą uratować mu życie. Będzie żył, leki powinny mu pomóc, ale żeby tak było trzeba jeszcze kilka rzeczy sprawdzić. Sprawdzali je codziennie, robiąc mu kolejne testy wydolnościowe, podając coraz to nowsze kroplówki.
Serce pracowało lepiej, ale co z tego, kiedy Galen czuł, że jest złamane na pół?
Że tylko Cherry mogłaby je posklejać, ale ona już chyba nawet nie chciała.
Siedział na łóżku, wciąż jeszcze z ekg podpiętym do klatki piersiowej, wciąż jeszcze z wąsami tlenowymi, tymi cieniutkimi kabelkami, dzięki którym mógł lepiej oddychać. Czytał książkę, którą przyniosła mu sekretarka, coś o ekonomii, stare wydanie, które i tak było już odrobinę przedawnione, ale lepsze to niż patrzenie w drzwi. Kiedy Cherry weszła do sali, to podniósł na nią spojrzenie znad tych ciągów liter, zamknął książkę odkładając ją na szafkę obok łóżka.
-
Jeśli nie chcesz nawet na mnie spojrzeć Cherry, to mogłaś wysłać Lucitę - powiedział i spuścił wzrok na ten karton, chciał go od razu otworzyć, ale najpierw chciał porozmawiać z Cherry, więc kiedy do niego podeszła, to sięgnął do jej ręki, żeby ją za nią chwycić, mocno, ale to zaowocowało tym, że znowu naruszył te wszystkie kable i na monitorze pojawiła się ta jednostajna linia. Piiiiiiiiii…
-
Ja pierdole - mruknął i zszedł z tego łóżka, żeby przyciągnąć do siebie Cherry, bo pewnie miał pół minuty zanim przyjdzie pielęgniarka i go zajebie, że te wszystkie kable wiszą i myślała, że znowu umarł. Średnio umierał na dobę ze trzy razy, bo po prostu Galen już nie umiał usiedzieć w miejscu, kręcił się, przewracał na tym łóżku.
A teraz ściskał jej rękę, zawieszając ją tuż koło jego klatki piersiowej i serca, które jeszcze biło, a na monitorze pokazywało, jakby już stało.
-
Cherry spójrz na mnie, jeśli mnie już w ogóle nie kochasz, to nie musisz tu przychodzić - powiedział chcąc odszukać spojrzeniem jej oczy, ale ona wciąż na niego nie patrzyła, a do sali wpadł pielęgniarka grożąc mu palcem.
-
Panie Wyatt co ja mówiłam o aparaturze! Musi nas Pan bez przerwy straszyć? - mruknęła, a później odsunęła Cherry -
przepraszam Panią, muszę to poprawić. Powinna Pani porozmawiać z narzeczonym, żeby był trochę spokojniejszy - poprosiła, a Galen wydał z siebie jakiś jęk zawodu. Usiadł na łóżku, a siostra znowu poprzyklejała mu te diody, spojrzała na monitor.
-
Chyba leki działają - stwierdziła i wyszła z sali jeszcze raz grożąc Galenowi palcem.
Wyatt tylko skrzyżował ręce na piersi i oparł się plecami o poduszkę, która i tak była podniesiona tak, że siedział na tym łóżku. Niby już wcale nie był do niego przykuty, a jednak wciąż ograniczała go ta cała aparatura.
-
Co to jest? - zapytał i sięgnął dopiero do tej paczki, żeby zerwać z niej papier -
Porsche? - uniósł jedną brew, a jego niebieskie tęczówki spoczęły na twarzy Cherry -
za nim też tęskniłem - ale czym było to tęsknienie za samochodem, w porównaniu z tym... za nią?
Cherry Marshall