W tej ich relacji też było coś dobrego, przez chwilę, ale było. Szkoda tylko, że zaprowadziło ich do miejsca, w którym teraz się znaleźli, może jakby Galen jej powiedział od razu o narzeczonej, to byłoby inaczej. Na pewno by było, ale wtedy pewnie nawet nie pomyśleliby o Wendy's. Wszystko dzieje się po coś, tak uważał Wyatt, że czasem nawet jak się potykasz, jak myślisz, że na łeb wali ci się cały świat, to potem z tego może wyjść coś dobrego.
Może z nich też jeszcze mogło wyjść?
Kiedyś.
Jak już serce to wszystko przepracuje. Przepompuje całą złą krew. Jak minie złość i może ta myśl, że to było więcej niż przyjaźń. Bo może wcale nie było? Przecież przyjaciele też sobie żartują i mówią różne rzeczy. Może.
Uśmiechnął się delikatnie, kiedy zapytała czy długo nad tym myślał.
-
Długo, szpitale są nudne, to można dużo myśleć, sama wiesz - stwierdził i zerknął gdzieś w okolice tej blizny po postrzale, którą mu pokazała -
a Cherry przyjęła to trochę gorzej - zdecydowanie gorzej, bo przez wiele dni nie chciała nawet spojrzeć mu w oczy. Ale prawda jest taka, że ją skrzywdził na pewno bardziej. Oświadczył się, a później...
Tylko, że właśnie później nie było nic. A Wyatt chyba nawet trochę chciał, żeby było, trochę na to liczył. Tylko nie tak jak liczył na to, że zaciągnie do łózka kolejną modelkę pokazując jej swój apartament. On chciał... wejść z butami do jej świata, bo ten jej świat z podsłuchami, z udawaniem i z Wendy's, jakoś tak bardzo mu się spodobał. Ciągnęło go do niego, do niej. Zachłysnął się przy niej normalnością, której chyba rzeczywiście mu brakowało. Nie umiałby jej odmówić. Nawet teraz wciąż na nią patrzył zdecydowanie nie tak jak na przyjaciółkę, z jakimś takim przejęciem wymalowanym tylko w tych niebieskich oczach.
-
Jeśli będę Ci mógł jeszcze jakoś pomóc... - zaczął, kiedy powiedziała, że wsadzenie Arthura za kratki może nie być takie proste. Tylko, że kurwa wcale nie powinien tego mówić. Nie powinien się z nią spotykać pod żadnym pretekstem, a tej sprawy to już chyba w szczególności. Już ostatnio Cherry zrobiła mu z tego powodu prawniczy wykład, bełkot. Ale może wreszcie Galen powinien wziąć to sobie do serca, bo jednak okazuje się, że on wcale nie jest taki niezniszczalny, jak mu się zawsze wydawało.
Na jej kolejne słowa uśmiechnął się, smutno, ale jednak się uśmiechnął.
-
Wiem - powiedział kompletnie szczerze, bo już trochę zdążył zauważyć jaka Pilar jest zawzięta, jaka jest oddana sprawie. Wiedział, że chciała wsadzić Seeleya za kratki, tak jak Galen chciał, za te wszystkie dziewczyny i za Chleo, nawet nie za niego, tylko za nie.
Wierzył jej, cały czas jej we wszystko wierzył, nawet jakby mu zaczęła opowiadać, że Ziemia jest płaska, to też pewnie by jej uwierzył, wystarczyło tylko jedno spojrzenie w jej oczy, żeby on na nią patrzył tak, jakby była jakaś święta. Bo może w jego oczach właśnie była?
Dobra, uczynna, troskliwa, a przy tym zawzięta, przy tym pełna poświęcenia. Kupowała go tym całkowicie, bo była zupełnie inne od kobiet, które Galen Wyatt znał.
I nawet w tym momencie, kiedy to może rzeczywiście miało być ich ostatnie spotkanie, to on by chciał ją poznawać jeszcze dalej. Tylko wiedział, że nie może, bo doszedł już do jakiejś ściany, i nawet jeśli jeszcze jakiś czas temu wydawało mu się, że mógłby ją przekroczyć, tę granicę, to teraz już wiedział, że nie. Nie dlatego, że by nie chciał, ale dlatego, że nie mógł. Robić tego sobie, jej i Cherry.
Powiódł za nią wzrokiem, kiedy chowała te kurczaki do szafki, a kiedy jej włosy musnęły jego ramię, to lekko drgnął. Bo znowu miał jakieś złe myśli, nie czarne, ale nieodpowiednie.
-
Nie Pilar - powiedział od razu, chociaż mógł jeszcze sobie wymyślić, że potrzebuje kawy z dołu, albo cukierków ze szpitalnego sklepu, jakiś normalnych landrynek i mogliby jeszcze przy nich pogadać losując ulubione smaki. Tak normalnie, po ludzku.
No nie, właśnie, że nie mogli.
-
Dzięki, że wpadłaś, i za kurczaka... - powiedział jeszcze zanim się wyprostowała również zaglądając jej w oczy -
w ogóle dziękuję Ci za wszystko Pilar - za odrobinę szczęście, w tym nieszczęśliwym życiu -
i przepraszam Cię, że tak to wyszło - bo powinno się to potoczyć zupełnie inaczej. Powinien od razu jej powiedzieć, a nie ją okłamywać, ale... Ale on kurwa wcale tego nie żałował. Bo gdyby jej powiedział, to nie wsiąknąłby nawet na moment w ten jej świat, który tak mu się podobał.
Przyszła pielęgniarka z lekami, a Wyatt odprowadził brunetkę spojrzeniem, bez żadnego żegnaj, bez do zobaczenia, bo żadne z tych słów jakoś nie mogło mu przejść przez gardło. Nie chciał się żegnać, ale wiedział, że nie może jej już widzieć, na razie... Póki jeszcze wciąż nie był przekonany, że to co poczuł to naprawdę tylko przyjaźń.
koniec
Pilar Stewart