Czas.
Tylko, że Galen czuł jakby ten czas to była jakaś potworna kula u nogi, jakby ten czas sprawiał, że stoi w miejscu, albo się cofa. On nienawidził czekać, on od razu chciał działać. Jest myśl, jest uczucie i jest działanie. Nie ma czasu.
Bo on tego czasu rzeczywiście może już miał coraz mniej?
On też zmarszczył brwi, kiedy powiedziała to, że
boi się, że może nie potrafi go uszczęśliwić. Galen sam nie wiedział czy jest szczęśliwy, czy w tej chwili kiedy wciąż trawił w głowie te wszystkie zakazy był? Kiedy słuchał Cherry, że kupiła nianię elektroniczną, żeby się nim zająć był? Powinien być, bo się o niego troszczyła. Ale... nie mogła mu po prostu powiedzieć ufam ci Galen?
Patrzył w jej oczy i wtedy był szczęśliwy, wtedy kiedy powiedziała, że go uwielbia, chociaż może bardziej czekał na to kocham Cię. Wciąż Cię kocham, bo miłość, to nie jest taka rzecz, co przestaje istnieć z dnia na dzień.
-
Jestem z Tobą szczęśliwy Cherry - powiedział, dłonią przesuwając po jej policzku, kciukiem muskając jej delikatną skórę. Chciał być z nią szczęśliwy, bardzo. Tak jak szczęśliwi byli wtedy na Lanzarote, albo gdy się jej oświadczył i gdy mu powiedziała, że go kocha, tylko...
Teraz chyba po prostu to szczęście w jego sercu jakby w ogóle zgasło. Wrócił do domu, miał obok Cherry, miał Koko, a cały czas czuł jakąś pustkę.
Jakby razem z tym zawałem stracił jakąś część siebie, pozostawało pytanie, czy ona wróci, czy teraz powinien ją czymś zastąpić? Ale... czym?
Psem?
Uniósł jedną brew.
-
Myślisz, że będziemy mieć czas na dwa psy? - zapytał, bo jednak Galen zamierzał zwolnić, ale nie chciał zupełnie ze wszystkiego rezygnować. On nawet marzył sobie, że kiedyś to wszystko wróci do takiej normy, że on będzie jeszcze mógł wrócić do swojego starego życia, przynajmniej po części.
-
Marzenia są po to, żeby je spełniać Cherry - powiedział powoli, bo tak uważał. Te jego marzenia często właśnie były takie przyziemne, na wyciągnięcie ręki. Często spełniał te swoje marzenia.
Westchnął ciężko, kiedy powiedziała to, że
on też na nią działa, ale nie będzie ryzykowała. Stary Galen przecież od razu by jej powiedział, że bez ryzyka nie ma zabawy, bo tak uważał, kto nie ryzykuje, ten nie pije, kurwa, szampana. Wolał żyć krótko, ale jak lew, niż długo i szczęśliwie... Właściwie nieszczęśliwie, bo co to za szczęście w takim spokojnym życiu? Tylko, że jak zajrzał w oczy śmierci, to stwierdził, że może przyszła pora, żeby te wartości pozmieniać. Żyć trochę wolniej, ale może dłużej? Chciał żyć wolniej? Jeszcze wciąż tego nie wiedział.
W jednej chwili myślał, że wie, kiedy patrzył w oczy Cherry i marzył o tym, żeby kiedyś stworzyć z nią prawdziwą rodzinę. Marzył o rodzinie.
W drugiej wątpił, bo to wolne życie wydawało mu się takie kompletnie obce, jak nie jego.
Dopiero kiedy Cherry powiedziała, że może jest do matki podobny z wyglądu, to wrócił myślami na ziemię, do niej. Niebieskie tęczówki zawiesił na jej twarzy.
-
Tak myślisz Cherry, że byłbym dobrym rodzicem? - zapytał, chociaż on to kompletnie tego nie wiedział, może dlatego, że nie wiedział jacy w ogóle powinni być dobrzy rodzice. Raczej nie tacy jak ci jego. Czy Galen umiałby taki być? A może w pewnym momencie sam stawiałby poprzeczkę za wysoko? Lubił wysoko stawiać sobie poprzeczkę. Innym czasem też. Miał duże oczekiwania, które czasem trudno było spełnić. Galen zdawał sobie z tego sprawę, dlatego też czasem miał wątpliwości, czy byłby dobrym ojcem.
-
Za panienką Koko chyba mogę? - rzucił jeszcze zanim Koko zaczęła go lizać i trochę ją odsunął od siebie -
już Koko, dobrze - wytarmosił ja za uszy, a ona ułożyła głowę na brzuchu Cherry. Z jednej strony znowu przeszło mu przez myśl, że jest miło, mieć obok Cherry i jej psa. Nie myśleć o problemach, naprawdę się odprężyć. Ale z drugiej czuł się trochę nie na miejscu, jakby Galen Wyatt jakoś nie pasował do tego szczęśliwego obrazka.
-
Tak myślisz, że ponurak ze mnie? - zapytał i nawet się delikatnie uśmiechnął. A może on był naprawdę ponurakiem, stąd te wszystkie myśli? Jakieś takie ponure.
-
Voldemortem - odpowiedział na to jej pytanie kim był z Harry'ego Potter'a i roześmiał się, bo to był żart, chociaż... może coś w tym było. Bo Galen przecież zawsze chciał być wielki, nie liczył się z innymi i to dzieciństwo też miał dość trudne. Może on naprawdę był Voldemortem i jak Voldemort kiedyś skończy?
Pokonany przez kurwa moc prawdziwej miłości, czy coś?
-
I to, i to - stwierdził, a później schylił się, żeby musnąć lekko wargami jej usta -
mnie rozumiesz - powiedział patrząc jej w oczy, a Galena to jednak trudno było czasem zrozumieć, on sam czasem tego nie pojmował, tego co się dzieje w jego głowie, co on w ogóle oczekiwał od życia, czego od niego chciał.
Na jej kolejne słowa uśmiechnął się delikatnie.
-
To tak jak Ty Cherry, Ciebie też nie da się powstrzymać - stwierdził, bo taka była prawda, ciężko było Charity Marshall przekonać do swojej racji i Galen się już o tym przekonał. Chociaż jego też było ciężko, był uparty, a jednak miał w sobie też coś takiego, że umiał po prostu przyznać się do błędu i przeprosić.
-
Och, to skoro nie możesz tego ze mną zrobić, to chociaż mogłabyś poopowiadać - westchnął ciężko i wywrócił oczami, rękę z jej ramienia przesunął trochę niżej, na talię -
od czegoś trzeba zacząć - stwierdził przez moment się tylko w nią wpatrując. Kiedy powiedziała o tych sznurówkach, to parsknął śmiechem.
-
Wstałbym, ale nie chcę przeszkadzać Koko - oczywiście pudlica podniosła łebek, kiedy wypowiedział jej imię. Kiedy Cherry musnęła wargami jego szyję, to chociaż te pocałunki były niewinne to przesunął dłoń na jej pupę, żeby zacisnąć palce na jej pośladku, i jeszcze ją do siebie bardziej przyciągnąć. I jednak Koko przeszkodzili, obraziła się i zeszła na podłogę.
Drugą ręką sięgnął do jej podbródka, żeby te jej usta naprowadzić na swoje, żeby je złączyć w czułym pocałunku. Długim, namiętnym, takim do utraty tchu, żeby poczuć jej smak, jej język połączony ze swoim w zmysłowym tańcu. Może od samego całowania to mu to serce nie stanie jednak?
Cherry Marshall