-
Żebym ci kurwa mordy nie naprawił Alvaro... - wycedził przez zęby Madox i tą drugą dłoń zacisnął w pięść, dobrze, że cioteczka zareagowała odciągając ich na bok. Zresztą ciotka doskonale wiedziała jaki stosunek do Madoxa ma rodzina Rosy, ona też na pewno miała z tego powodu robione wyrzuty, że takiego gnoja wychowywała. Tylko, że on mu przebaczyła, może nie zrozumiała, ale przebaczyła. Tak jak Noriega wiele rzeczy wybaczył, chociaż... Może mu się tylko tak wydawało? Bo kiedy wszyscy tak na niego patrzyli, kiedy Rosa pokazywała go palcem, to trochę miał dość tego przebaczenia.
Kiedy siadał do stołu, to miał wrażenie, że nic nie przełknie, ale minęło z momentem kiedy do jego nosa dotarła woń tych aromatycznych dań. Jemu też burczało w brzuchu, on nawet tej zupki szparagowej nie zjadł, ale ciotka tego nie słyszała, bo jednak siedział od niej dalej. Uśmiechnął się, bardziej do siebie, niż do ciotki, kiedy powiedziała, że burczenie w brzuchu trzeba traktować jako komplement. Ona to jednak była mądrą kobietą i taką ciepłą, aż dziwne, że była siostrą narwanego ojca Madoxa. Nie raz mu powtarzała, że on jest właśnie identyczny jak jej mały braciszek. Może miała dlatego do niego taki sentyment?
Dlatego pewnie też zapytała jak się poznali, bo jednak Madox był dla niej trochę jak dziecko, chyba... cieszyła się jego szczęściem. Szkoda tylko, że takim udawanym. Ale przecież nikt nie przypuszczał, że tak jest, za dobrzy byli w te klocki.
Kiedy Pilar powiedziała, że poznali się w klubie, to zerknął na nią. Tak było, poznali się w klubie, ale wtedy Madox w życiu nie pomyślałby, że będzie z nią tańczył, albo, że zaprosi ją do Kolumbii na takie wesele. Przedstawił mu ją jej straszy kolega z policji, a Madox wtedy do policji miał chyba jeszcze bardziej mieszany stosunek niż teraz. Chociaż... tego jej kolegę szanował, jeszcze zanim facet przeszedł na przedwczesną emeryturę po postrzale, to często razem pracowali. A później wyszło tak, że był bardziej skazany na Pilar, dużo rozmów opierających się na wymianie informacji przeprowadzili. A jednak ta ich relacja zaczęła się zmieniać stosunkowo niedawno, może właśnie przez tę ognistą salsę? Nie wiedział przez co i nie wiedział, w którym momencie jakoś tak po prostu jej zaufał, jakby zupełnie nie było z policji. Albo jakby była mu jakaś... bliższa?
Madox patrzył na profil Pilar, intensywnie i wcale nie sztucznie, bo naprawdę o niej myślał i trochę też o tym co ich łączy. Praca w pierwszej kolejności, czy tego chcieli, czy nie.
Dopiero kiedy odezwała się Rosa to przeniósł na nią wzrok, no tak kurwa, musiała wtrącić swoje trzy grosze, przecież jakby się nie odezwał to byłoby to jakieś święto narodowe. Uderzył ręką o stół obok swojego talerza, aż coś z niego spadło prosto na odkryte uda Rosalindy, ale ona sobie za bardzo nic z tego nie zrobiła, tylko podniosła ten opiekany plantan i zjadła go patrząc wyzywająco na Madoxa, oblizała palec zakończony czerwonym, długim paznokciem i wtedy powiedziała to
a nie mam racji.
Madox prawie parsknął, ale zamiast tego tylko odwrócił się w kierunku Rosalindy.
-
No tak, bo z naszej dwójki, to Ty byłaś ta święta Rosa - mruknął ciszej, tak, żeby tylko ona to słyszała, może Pilar, może Ticiano, który drgnął jakoś nerwowo.
Rosalinda jeszcze przez chwilę gapiła się na Madoxa, ale on na nią też, prosto w te niebieskie oczy, które kiedyś mu się tak bardzo podobały. Dawno temu.
W końcu Rosa zerwała się z miejsca i poprawiła króciutką sukienkę.
-
Zjedliście? To musimy jechać, obiecałam, że będziemy wcześniej w klubie - uśmiechnęła się słodko zerkając na Pilar i Madoxa, chyba bardziej tak na pokaz dla ciotki, która też odwróciła się w ich kierunku. Właściwie Madox sporo zjadł, ale drugie tyle jeszcze zostało na jego talerzu, na tym Pilar również. Zerknął na nią z ukosa, a później odwrócił się do niej.
-
Jak chcesz, to możesz później przyjechać z Marią, Pilar - powiedział spokojnie, bo już w sumie mu było wszystko jedno. Rosa i tak nie da mu spokoju, chociażby Pilar była obok.
-
Albo z moim bratem Alvaro - musiała się wtrącić Rosa, ze słodkim uśmiechem, jakby rzeczywiście to był jakiś miły gest z jej strony. Ale Madox poczuł aż za doskonale jej intencje, cios poniżej pasa, Twoje, kurwa, niedoczekanie.
Zanim wstał to jeszcze znalazł rękę Pilar, żeby mocno ją chwycić. Chciał jej dać wybór, ale teraz to bardziej nie chciał dać Rosalindzie tej pierdolonej satysfakcji.
-
Chociaż z drugiej strony, Rosa dzisiaj miała problemy z autem, a moja dziewczyna jest świetnym kierowcą, więc Pilar poprowadzisz?... Proszę - naprawdę ją prosił, patrząc jej w oczy, a potem jeszcze podniósł jej rękę, złączoną ze swoją i musnął delikatnie jej knykcie wargami, w jakimś takim romantycznym geście. Na co Rosalinda prychnęła wściekle, odwróciła się na pięcie, zarzuciła włosami i odeszła. Obejrzał się za nią chyba tylko Ticiano.
A cioteczka zaśmiała się.
-
Nie daj się mu prosić Pilar - powiedziała, a kiedy Madox wstał, to wyciągnęła do niego rękę, żeby do niej podszedł, zrobił to i ucałował z szacunkiem obie jej dłonie, a ciotka znowu poprawiła mu włosy -
ten chłopak nigdy nie umiał prosić, a teraz, ludzie się zmieniają... - stwierdziła i uśmiechnęła się do Pilar serdecznie. Chociaż Madox uważał, że ci w Medellín się jednak nie zmieniali, ale to już postanowił zachować dla siebie. Uśmiechnął się tylko, ale kiedy już ruszyli z Pilar do auta za Rosą, kiedy podawał Stewart kluczyki, to wcale się nie uśmiechał. Rosa, Alvaro, ciekawe kto jeszcze będzie chciał go dzisiaj wyprowadzić z równowagi?
Rosalinda stała przy aucie, opierała się o tylne drzwi od strony pasażera, jakby czekała, aż Madox otworzy jej te z przodu. Otworzył, ale sobie, bo zaraz usiadł z przodu obok Pilar. Rosa przeklęła dość głośno, a kiedy wsiadła do samochodu, to tak walnęła drzwiami, że szyby zadrgały.
-
Ale kultura Madox - mruknęła, ale Noriega nawet na nią nie spojrzał, zapiął pasy. Rosalinda oczywiście ich nie zapięła, tylko złapała się za jego siedzenie i przysunęła do przodu, żeby się znowu odezwać.
-
Ona na pewno nie będzie umiała tutaj jeździć, nawet nie wie gdzie jechać, bezsensu. Po co dałeś jej kluczyki Madox? Wiesz, że zrobiłabym to lepiej, zresztą jak... - urwała, bo Madox gwałtownie odwrócił się do tyłu przez ramię, aż Rosa się trochę cofnęła, bo może się bała, że zaraz jej się odwinie, tutaj, bez świadków?
-
Zamknij się Rosa, nikt cię nie pyta o zdanie, więc zachowaj je, kurwa, dla siebie - warknął, a później odwrócił się do przodu, a gdy Pilar wyjechała z podjazdu, to pokierował ją prosto do klubu. W zasadzie to było blisko, krętymi uliczkami Medellín, jechali może dziesięć minut, w ciszy, przerywanej tylko wskazówkami Madoxa. Rosa nie odezwała się już ani słowem. Świetnie.
Nie odezwała się też kiedy Pilar parkowała pod klubem, wysiadła z samochodu jak oparzona i poleciała pierwsza do tego klubu nawet się na nich nie oglądając.
Madox za to poczekał przy samochodzie na Pilar i dopiero kiedy wysiadła i dołączyła do niego, to ruszył do tego klubu. Wyglądał trochę jak Emptiness, chociaż miał chyba w sobie więcej tej ognistej czerwieni, na neonach, czy obiciach mebli. Kiedy weszli do środka, Rosa już stała przy długim barze też w tym ognistym kolorze i rozmawiała z barmanem. Madox podszedł do nich, żeby też zamienić z nim kilka słów, ale po chwili wrócił do Pilar, która znalazła sobie miejsce przy jakimś wysokim stoliku, postawił przed nią drinka, Cuba Libre, bo jakże by inaczej?
-
Może chociaż my moglibyśmy się nie kłócić? - zapytał, czarne, w tym świetle, tęczówki zawieszając na jej oczach. Wystarczyło mu już tych sprzeczek z Rosalindą, z jej bratem, a może po drodze trafi się ktoś jeszcze?
Może Madox wcale nie wyglądał i nawet nie sprawiał takiego wrażenie, ale czuł, że fajnie byłoby mieć chociaż jedną osobę po swojej stronie. Było miło ją mieć. Zdecydowanie bardziej niż teraz, kiedy tak ciągle milczeli, albo wszystko tylko udawali.
Pilar Stewart