-
Ja się za to szczerze nie znam na niedźwiedziach... - stwierdził Galen, bo taka była prawda, jak tylko zobaczyć tego niedźwiedzia, to uciekał tak, że aż w błocie zgubił but, ale dopadł do samochodu i już wtedy poczuł się bezpieczniej. Chociaż ten niedźwiedź jeszcze dwa razy rzucił się na samochód, ale Wyatt podejrzewał, że te jego niszowe perfumy, które kupował na jakiejś podejrzanej stronie w Internecie, to musiały mieć w sobie jakieś feromony na niedźwiedzie, napisał nawet w tej sprawie do producenta.
Słuchał słów Mary z głową opartą na przedramieniu, bo już tak sobie na tej ręce leżał, żeby lepiej ją widzieć. Masaż był przyjemny, Galen czuł to już w całym ciele, jak to napięcie schodzi, ale Wyatt też lubił patrzeć swojemu rozmówcy w oczy, a przede wszystkim to lubił, kiedy ktoś patrzył w te jego, intensywnie niebieskie, a teraz Mara sobie nie mogła nawet ich zobaczyć, a one się w jednej chwili jakoś tak rozchmurzyły, kiedy Galen się uśmiechnął.
Jemu naprawdę wystarczyło powiedzieć dwa miłe słowa, żeby on już się cieszył jak dziecko, Wyatt tak naprawdę był bardzo prosty w obsłudze, tylko ludzie często skreślali go już na starcie, bo on jednak często chował wszystko za maską tego dupka, na którego się kreował. No bo przecież nie mógł prowadzić negocjacji o te grube miliony, jako ktoś, kto może się czasem przestraszyć.
-
Akurat w negocjacjach biznesowych, to ja jestem dzikie zwierzę... Lew - powiedział pewnym siebie tonem, bo tego to akurat Galen był mimo wszystko wciąż pewny. I kiedy wchodził do swojego biura, to jak ten lew, innej opcji nie było. Tam się nie mógł bać niczego.
Dopiero kiedy Mara zaczęła mówić o Cherry, to Wyatt aż przekręcił się na bok, a Suri odsunęła, podparł łokieć na leżance, a głowę ułożył na ręce.
-
A chcesz znać moje zdanie Mara? - zapytał, ale nawet nie poczekał na odpowiedź, czy chciała, czy nie, i tak jej je powie -
mnie się wydaje, że ona to zrobiła mi na złość. Ona bardzo lubi robić mi na złość... I wie doskonale, że ten słodziak mnie denerwuje, a to robi - powiedział i chociaż Suri nie wiedziała jaki słodziak... Pewnie wiedziała, bo podsłuchiwała, bo kiedy to powiedział zrobiła jakąś dziwną minę, na co Galen strzelił oczami i przekręcił się na plecy.
-
Teraz przód, zacznij od skroni, może będę mógł lepiej myśleć - rzucił, a potem nawet zamknął oczy, kiedy zręczne palce masażystki dotknęły jego czoła. Tylko, że kiedy Mara powiedziała, że większość związków tak wygląda, to Galen znowu przekręcił się na bok, żeby na nią spojrzeć.
-
Twój związek też tak wygląda? - zapytał od razu, bo Galen czasami tak miał, że walnął coś, zanim zdążył się dobrze nad tym zastanowić. Zastanowić na przykład, czy nie przekracza jakiś granic, pacjent-terapeutka. Ale był ciekawy. A poza tym Galen Wyatt był bardzo kiepski w utrzymywaniu jakiś granic i często je przekraczał, nawet nieświadomie.
Z jej kolejnymi słowami wypuścił mocno powietrzę z płuc, aż Suri mogła to poczuć na dłoniach.
-
Ja pierdole... Wybacz za słownictwo, ale jeśli to co mówisz to prawda i ja podświadomie szukam sobie partnerki jak moja matka... To lepiej jednak w ogóle nie szukać, może mógłbym wrócić do tych różnych partnerek, niektóre były całkiem normalne, a niektóre nawet nie znały dobrze angielskiego - zaczął się głośno zastanawiać, aż ta masażystka popatrzyła znowu na niego krzywo, ale Galen tylko puścił jej oczko, bo teraz już leżał na plecach, a jego niebieskie tęczówki krążyły gdzieś po jej twarzy.
Jednak na to kolejne pytanie Mary, to Galen znowu przekręcił się do niej, a Suri zaczęła coś mruczeć, że jak ona ma pracować.
-
Ramiona - poinstruował ją tylko Wyatt -
nie mówiłem ci, że moja matka jest popierdolona? - Galen w ogóle nie przeklinał, ale kiedy myślał o matce to tak, bo on na nią nie znajdował innych, lepszych słów. To pasowało do niej idealnie.
-
Jak ostatnio odwiedziła nas w mieszkaniu narzeczonej, to tak się pokłóciły, że Cherry, ta moja narzeczona, nazwała moją matkę... wywłoką. To jest podobno jakiś paskudny chrząszcz - stwierdził i znowu te jego niebieskie ślepia zrobiły wielkie koło, no przecież Galen wiedział co to wywłoka i to tłumaczenie Cherry było... -
zresztą Cherry powiedziała, że moja matka jest paskudna, bo trochę jest - nawet bardziej niż trochę, ale Galen chyba nie chciał teraz tego tłumaczyć Marze, kiedy ta Suri tak nad nim zawisła masując mu ramiona. Ale coś mu przyszło do głowy.
-
I moją matkę też czasem kochałem i nienawidziłem jednocześnie... - westchnął i aż znowu przekręcił głowę do rudowłosej -
czyli jednak masz rację Mara - że te kobiety i te matki i te emocje, wszystko pasowało. Tylko, że Galen chyba nie chciał znowu przechodzić przez to co za dzieciaka.
-
Co z tym zrobić? - zapytał w końcu, jakby naprawdę liczył, że Lakefield da mu teraz jakąś świetną, złotą radę. Tyle jej płacił, że mogłaby. Poradzić mu, jak nie wchodzić drugi raz w to samo bagno.
Mara Lakefield