Galen miał podpisane coś takiego, że w razie zagrożenia życia, decyzje za niego miał podejmować adwokat rodziny, on miał decydować o jego być, albo nie być. Może powinien jednak tam wpisać Charlotte, przecież ten adwokat jego rodziny to był jakiś dziadek, który pewnie szybciej niż Wyatt się przekręci.
-
Właśnie do tanich drinków leją dużo alkoholu, żeby szybko się upić i kupować ich więcej, co ty nie wiesz jak działają kluby Lottie? - zapytał wbijając w nią spojrzenie. Chociaż niby skąd Galen miał wiedzieć? Może zadawał się z jakimiś właścicielami klubów, ale przede wszystkim to był dobrym obserwatorem i widział, jak te tanie drinki działają na jego towarzyszki, kiedy wychodził z nimi do klubu, szybko uderzały do głowy.
-
Nigdy go nie widziałaś - powiedział od razu i strzelił oczami -
co jest aż dziwne, bo kilka miesięcy temu, to kobiety gotowe były o to walczyć i szarpać się za włosy, żeby go zobaczyć. A Ty tyle razy miała okazję i nic... - aż pokręcił głową. Ale z tym szarpaniem za włosy to wcale nie było aż tak koloryzowane, bo raz pobiły się o niego dwie takie modelki. A może pobiły się o to, że on wtedy przespał się z jedną i drugą, a one się przyjaźniły? To wciąż o niego? Nieważne. Ważne, że wyszarpały się wtedy za włosy.
-
Mała, ale czy to jest jakoś źle? Jest mała, mniejsza ode mnie - stwierdził i przejechał ręką po torsie wygładzając tę swoją bajecznie drogą koszulę. Dla Galena to mała nie było wcale jakąś uszczypliwością, a już na pewno nie taką jak słodziak.
-
Mój psychoterapeuta powiedział mi, że mam prawo do negatywnych emocji Charlotte, że to nic złego - stwierdził z powagą, a trzeba wspomnieć, że dla Galena to co mówił jego terapeuta, to była rzecz święta. Niepodważalna. Dobrze, że jednak Mara była po jego stronie i starała się go zrozumieć, w przeciwieństwie do Lotty.
-
Zawsze kopało - rzucił tylko, bo może wszystkim dookoła się wydawało, że oni to mieli akurat te swoje życia jak z bajki, a prawda była zgoła inna. Ale... no o tym wiedzieli, bo najczęściej się spotykali właśnie w takich momentach, gdy to życie ich kopało po tyłkach.
-
Możesz tu spać, możesz nawet tutaj, na serduszku - poklepał się po klacie, przecież nie raz kończyli tak, że zasypiali tam gdzie siedzieli, bo film się urywał i Galen był na to gotowy. To znaczy nie jeśli chodzi o niego, bo on jednak dzisiaj miał się ograniczać, ale Lottę to by może nawet zaniósł do łóżka, jakby już zezgonowała.
-
Chyba jakiś... demon na egzorcyzmie - rzucił strzelając oczami, kiedy Charlotte powiedziała o tym, że babka liczy, że coś z niej wyjdzie, bo Galen sobie nic innego nie wyobrażał. Zresztą oni kiedyś, jak jeszcze byli piękni i młodzi, bo teraz to tylko piękni, jak rozmawiali o przyszłości, to wcale nie widzieli w niej zmieniania pampersów, ale może teraz to wszystko się pozmieniało? Jemu trochę się pozmieniało.
Na jej kolejne słowa Galen sięgnął do czoła i podrapał się po nim.
-
A to w ogóle nie jest jakiś konflikt interesów, że on swoją byłą brał na medyka sądowego? - zapytał bo się za bardzo na tym nie znał, no tak, wyleciał szybciutko z prawa, zanim jeszcze zajrzał do kodeksu karnego pewnie, za to dobrze wtedy poznał... Lotta już doskonale wiedziała kogo on wtedy dogłębnie poznał.
-
Ale kutas, zostawił narzeczoną w czasie chemioterapii? - aż sam się zdziwił, bo nigdy by nie pomyślał, że Cassian może być aż taką gnidą. No ale w zasadzie nie widzieli się sto lat, wtedy Galen był gorszy, ale to się mogło przecież pozmieniać. Na to co powiedziała później Wyatt tylko podniósł do ust swoją szklankę z alkoholem, upił mały łyk. Brzmiało to kiepsko, facet, który zostawia narzeczoną w tak ciężkim czasie.
-
Jak się tłumaczył? - zapytał Galen, bo to też było ważne, chociaż czy tutaj jakiekolwiek tłumaczenie było w stanie coś z tym zrobić. To już nawet zepsuty Galen Wyatt nie zrobiłby czegoś takiego.
-
Czasami jest, bo czasami jedna osoba okazuje się chujem, a druga cierpi - powiedział jakby się na tym znał, chociaż co Galen mógł wiedzieć o związkach? Jak on nigdy w żadnym nie był. A jednak... kiedy on wymieniał te dziewczyny jak rękawiczki, to przecież... To on był tym chujem, a one cierpiały. Nie wszystkie, ale niektóre na pewno. Niektóre nie omieszkały mu nawet o tym powiedzieć.
-
Chyba to jest w ogóle nielegalne, żeby kogoś ostrzegać? A jak on wziął tą swoją byłą na biegłego, to mógł się liczyć z tym, że ktoś mu dowali, nie Ty, to ktokolwiek inny - takie zdanie miał na ten temat Wyatt. Ale może dlatego, że on jakoś nie lubił tego Cassiana, za nic nie wziąłby jego strony.
Charlotte Kovalski