Odkąd wróciła z Medellin, wszystko się jej sypało. Nie dość, że wiecznie chodziła wkurwiona, to jeszcze oprócz kontenerów dostała dwie inne sprawy, jakby miała za mało roboty przy
h a n d l u l u d ź m i.
Najwidoczniej dla naczelnego tak.
Dlatego od dobrych dwudziestu minut siedziała w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, rozmawiając ze świadkami ostatniego zdarzenia. Oczywiście byłaby na miejscu wcześniej, gdyby nie przeklęte ścieżce, które zasypały całe miasto, przez co Pilar pierwsze męczyła się z odpaleniem samochodu, że finalnie musiała iść na autobus, a kiedy i on nie przejechał, butować przez pół West End, by dotrzeć na miejsce.
Nikogo więc nie powinno dziwić to, że humor miała średni, szczególnie, że kiedy już znalazła się na miejscu, technicy dawno robili swoje, a świadkowie w tym jakiś pyskaty gówniarz, rozchodzili się na wszystkie strony lub łkali w kołnierzyk, jak jedna z pracownic muzeum. Chociaż kiedy w końcu dowiedziała się o co chodzi od jednego z funkcjonariuszy musiała przyznać, że sprawa wydawała się nawet ciekawa. O ile ktoś patrzył na trupy przez pryzmat
ciekawości. No ale to była Pilar, ona była pierdolnięta.
Przesłuchała kogo trzeba, na razie połowicznie, by
w końcu skierować się do pomieszczenia, w którym został znaleziony denat… A raczej Donald Trump, bo to właśnie za niego wycharakteryzowany był trup. Przyjrzała mu się zawisajac nad ciałem. Minę miał równie skwaszoną jak oryginał, praktycznie jeden do jednego razem ze zmarszczkami i tą blond grzywą, która wystawała spod czerwonej czapeczki.
Aż by się chciało na niego napluć.
I już miała coś powiedzieć, skomentować jakoś elokwentnie ten cały fakt, że ktoś postanowił sobie przerobić człowieka na figurę woskową i podstawić go do muzeum, kiedy z parkietu odezwała się poirytowana Miller. Urocza jak zawsze.
—
Ciebie też miło widzieć — uśmiechnęła się do niej ciepło. —
Co słychać, Pilar, jak życie? Świetnie, dzięki, że pytasz, a co u ciebie? — sama za nie odbie odrobiła prawie całą gadkę na przywitanie, jakby między nią i Zaylee kiedykolwiek takie były. Raczej obie lubiły przechodzić prosto do konkretów, chociaż Stewart nie miałaby nic przeciwko podsłuchać o Miller i Swanson. Przynajmniej byłyby to
jakiekolwiek pozytywne wieści w ciągu ostatniego czasu. Ale może jednak faktycznie pierwsze warto było zająć się
Trumpem denatem.
—
Nie oglądałam — wzruszyła ramionami, pierwsze słysząc o tytule, który przytoczyła Miller. —
A powinnam? — na dobrą sprawę sam tytuł sugerował, że tematyka była dość mocno zbliżona do tego, co tutaj miały przed sobą. —
Tylko mi nie mów, że mamy do czynienia z wariatem, który naoglądał się kiepskich horrorów — nachyliła się bliżej, zabierając Zaylee jeszcze więcej światła do oględzin. —
Chociaż jak już to musi to być jakiś zajebiście dobry wariat. Przecież to wygląda jeden to jeden jak on. Jest nawet tak samo pomarańczowy — i już chciała sobie dotknąć jego twarzy, jakaś nadzwyczajnie zafascynowana tym, co miała przed sobą, ale wystarczyło tylko jedno spojrzenie Miller, by Pilar się wycofała. Niby nie była głupia, wiedziała, że dowodów nie powinno się dotykać, a jednak naturalnie ciągnęło ją do naginania zasad.
Dopiero kiedy Zaylee spytała o świadków zdarzenia, Stewart wyprostowała się i wcisnęła ręce do kieszeni, wodząc wzrokiem po pomieszczeniu.
—
Niestety — bo przecież inaczej nie dało się nazwać tych trzech rozmów, które odbyła. —
Znalazł go jakiś republikański gówniarz, który trzy razy w ciągu rozmowy zapytał mnie dlaczego nie przesłuchuje go mężczyzna, a ja równe cztery chciałam dać mu w ryj. Przyjechał tu dzisiaj z bratem. Chcieli zrobić sobie zdjęcie z pomarańczą, tylko kiedy go objął, figurka się zachwiała, chciał ją przytrzymać i złapał podobno gdzieś w okolicy marynarki, a ona była mokra — wyrecytowała, co jej powiedział i aż przewróciła oczami na samo wspomnienie tej wybornej rozmowy. —
Rozmawiałam jeszcze z pracownicą, która była na zmianie. Chociaż nie wiem czy można to nazwać rozmową, bo babka jednak więcej smarkała w chusteczkę niż mówiła, ale powiedziała, że kiedy przyszła rano nawet zwróciła uwagę, że koleszka Trump tutaj miał inaczej ułożone ręce, ale finalnie stwierdziła, że może się jej coś pojebało i olała temat. Poza tym wszystko było jak zawsze. Ah i powiedziała też, że przez śnieżyce kilka razy wywaliło prąd, a w tym też klimatyzację, więc kilka razy musieli przyjechać technicy, żeby poprawić te figurki. Dzisiaj jeszcze ich nie było — przeszła dookoła trupa, żeby już więcej nie zasłaniać Zaylee światła i przykucnęła pod drugiej stronie. —
A no i oczywiście zgadnij co — wbiła w nią ciemne spojrzenie. —
Akurat wyjebało prąd w na trzy godziny między drugą a piątą dzisiaj, więc nie ma żadnych nagrań z monitoringu.
zaylee miller