Tak czy siak, efekt był widoczny i odczuwalny dla każdego mieszkańca miasta bez wyjątku. Ulice zdawały się być opustoszałe, co nadawało całości nieco złowrogiego vibe'u. Przecież to tylko łoś. Zella kręciła głową, widząc ludzi śpieszących się dwa razy bardziej niż zazwyczaj, samej idącej do kawiarni po pracy w swoim stałym, miarowym tempie. Dopóki nie widziała łosia tuż przed sobą, nie zamierzała panikować. Bez przesady.
Weszła do kawiarni, również nie zastając takiej samej ilości klienteli jak dotychczas. Bywała tutaj dość często, a dzisiaj przyszła tutaj z zamiarem skosztowania sezonowej kawy, na którą miała ochotę od tygodnia. Załadowany grafik skutecznie jednak uniemożliwiał jej realizację swojego drobnego, przyziemnego marzenia aż do dnia dzisiejszego. Kto wie, może to również była zasługa owego łosia. Parę klientek się odwołało, nie mówiąc wprost o takim powodzie, ale któraś na pewno wystraszyła się, że wracając do domu może nadziać się na rogi.
Albo tak po prostu wyobrażała to sobie Gardner.
— Dzień dobry, poproszę Pumpkin Spice Latte, na wynos. — rzuciła do mężczyzny stojącego przy kasie, obdarowując go jednocześnie dość skromnym uśmiechem. Po dokonaniu zamówienia i zapłacie zeszła nieco na bok, robiąc miejsce dla kolejnej osoby gotowej na zakup. — Wiadomo co z tym łosiem? Widział go ktoś tutaj, w okolicy? — dopytała, kierując pytanie do kasjera, ale jednocześnie zerkając również na kobietę składającą zamówienie. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, a Zella była już chyba na jednym z niższych szczebli prowadzących do otchłani. Była naturalnie ciekawską, czasami wręcz wścibską osobą, co dla niektórych mogło być już wadą. Sama nie widziała w swoim zachowaniu nic złego, przynajmniej do momentu otrzymania jakiejkolwiek reprymandy.
Ophelia Attwood