Galen to chyba rzeczywiście był jakiś niepoważny, kiedy tak stał sobie beztrosko z tymi motocyklistami, jadł hot-doga i w pewnej chwili to już nawet chciał do nich dołączyć do jakiegoś motocyklowego gangu, ale wtedy przyszła Cherry.
No i Galen jakoś znowu w jednej sekundzie z takiego zadowolonego, beztroskiego człowieka, to patrzył na Cherry z uniesioną brwią.
Bo co znowu było straszne?
Jak dla niego wszystko tutaj było... ekscytujące, że aż te niebieskie oczy płonęły jakimś żarem, jak u takiego dzieciaka, który... pakuje się właśnie na najwspanialsze w życiu kolonie.
Kiedy Cherry powiedziała o tym, że hot-dogi są z pudli, to Galen aż nabrał w płuca powietrze, mocno, oparł dłoń na czole.
-
Cherry, na pewno nie są z pudli - pokręcił głową, bo może na początku go to bawiło, ale teraz już trochę przestało. Chociaż jeszcze miał taką myśl, żeby ją zapytać, czy mogą zjeść Koko, ale to byłoby już chyba za dużo. Chociaż za chwile Cherry sama to zasugerowała, a Galen strzelił oczami. Wywrócił nimi dookoła tak, że omiótł całą stację.
-
Może sobie zapytaj chata z czego są parówki - powiedział, ale potem sobie pomyślał, że ten chat Charity to pewnie jest wyczulony na jakieś makabryczne historie i jak jej powie, że hot-dogi i parówki są rzeczywiście z psów, to co wtedy? Jak on się wtedy jej wytłumaczy.
-
Albo ci to wyjaśnię jak przyjdę - stwierdził zanim poszedł do tej toalety.
I on nawet już tam sobie obmyślił cały plan jak jej to wytłumaczyć, że parówki to są ze świni, jak bekon na przykład. Przyszedł jakiś taki zadowolony...
Chociaż mina momentalnie mu zrzedła na widok tego wytatuowanego gościa, a przede wszystkim to chyba na widok Cherry, która się do niego przymilała. A później zapytała, czy nie mogą jechać z nim. Galen aż też zrobił wielkie oczy i odchylił do tyłu głowę i już mu się cisnęło na usta, że to jest genialny pomysł. Już nawet chciał stąd po prostu zabrać Cherry i sobie pójść, oparł palce na jej nadgarstku, a wtedy ten łysy łeb się odezwał.
-
Typie... - powtórzył i jego niebieskie oczy spoczęły na tym gościu -
dziunia? - aż zmarszczył brwi. Co to w ogóle było za słowo?
-
Przepraszam, ale nie rozumiem przygłupowego - odpalił zanim zdążył pomyśleć. I to miał być taki żart, trochę wysublimowany, ale okazało się, że przygłup załapał. A że rękawy miał już podwinięte, to on skoczył do Galena, tylko Wyatt zdążył się cofnąć i ten kark kiedy się zamachnął, a ta jego wielka jak bochenek chleba łapa, nie trafiła jednak w Galena, to wyrżnął na ziemię, a ten wielki jak garnek, łysy czerep uderzył z hukiem w ławkę.
-
O kurwa... - mruknął Galen, bo to wyglądała kiepsko i ten kark się chyba wściekł, chociaż też go jakby zamroczyło. I Wyatt z tego skorzystał, nawet się nie odezwał, tylko złapał Cherry w pasie, żeby ją sobie przerzucić przez ramię i kiedy ona pisnęła i wierzgnęła nogami, to kopnęła w dupę tego łysola, tak, że on znowu tym łbem wywalił prosto w ławkę.
-
Dobrze Cherry! - krzyknął Galen, jakby ona rzeczywiście to zrobiła specjalnie, a nie przez przypadek, ale to już w sumie nie miało znaczenia, bo Wyatt już ją niósł do samochodu, biegł do tego auta i postawił ją dopiero przed maską, żeby spojrzeć jej jeszcze w oczy.
-
Szybko! - rzucił, a później to już biegiem do drzwi, kluczyki do stacyjki i kiedy Marshall tylko zamknęła za sobą drzwiczki, to odjechał z piskiem opon i ten kark jeszcze za nimi poleciał, a potem pobiegł do audi.
Galen to widział we wstecznym lusterku, więc, kiedy oni tylko wyjechali na drogę, to skręcił w jakąś ulicę, a potem w następną i jeszcze jedną, żeby jednak zjechać z tej głównej drogi.
I może w Toronto byłby to jakiś pomysł, całkiem niezły. Ale tutaj...
Wylądowali na jakiejś zadupiastej, polnej dróżce.
Ta to dopiero miała klimat jakiegoś horroru, brakowało tylko takiego znaku z napisem "Wrong Turn". Plus był jeden, że ten kark za nimi nie jechał, a właściwie to nic nie jechało, ani z przodu, ani z tyłu, a nawet we wstecznym lusterku już nie było widać świateł padających z tej drogi, z której zjechali.
-
Cherry zobacz na nawigacji, czy gdzieś tędy dojedziemy - rzucił Galen, tylko, że tej drogi nawet nie było na nawigacji, a do tego była tak wąska, że nie było tutaj gdzie zawrócić, wiec jechali na przód. Jechali i jechali, aż w końcu przed nimi, jak gdyby nigdy nic, wyrosła jakaś chata. Galen zatrzymał auto, a reflektory oświeciły domek i po chwili w jednym z okien zapaliło się światło.
-
Może pójdę się zapytać, gdzie tędy dojedziemy? - zaproponował Wyatt. Kolejny jego świetny pomysł. Ale w zasadzie... to te jego pomysły dzisiaj kończyły się jakoś dobrze, wiec może warto spróbować?
Postanowił jednak zaczekać na jakąś decyzję Cherry.
Cherry Marshall