Madox już chciał jej odpowiedzieć, że jeśli jego też
pierdolnie, to razem będą tańczyć te kaczuszki, albo macarenę, albo razem zamulać, albo nawijać jak po kokainie, i może nawet zaproszą do siebie Karen. Jemu każda opcja by odpowiadała. Uśmiechnął się nawet delikatnie patrząc w te duże oczy Pilar, które z każdą chwilą robiły się coraz bardziej czarne, jakby odpływały gdzieś daleko. Dotknął jej policzka, po którym przesunął palcami.
-
Zaufaj mi Pilar, jestem z Tobą i zajmę się Tobą - powiedział powoli, bo przecież Madox doskonale wiedział, że jej się wczytuje i teraz to pewnie potrzebowała takiego zapewnienia. Zresztą powiedzmy sobie szczerze, żeby jego
naprawdę pierdolnęło, to by pewnie musiał zjeść kwas, albo dwa, popić rumem i wciągnąć koks. Madox to był chłopak z Medellin, a do tego właściciel klubu, ćpanie chyba nie miało przed nim zbyt wielu tajemnic.
-
Zawsze wyglądasz smakowicie - i znowu się do niej uśmiechnął, zgarnął z jej policzka te ciemne włosy, żeby otrzepać z nich biały proszek, żeby odgarnąć je przez jaj ramię do tyłu -
winny - i on też wywrócił oczami, ale jeszcze jakoś normalnie, chociaż już po chwili, kiedy zamrugał, poczuł, że czas zaczyna płynąć trochę inaczej, a powieki jakby łaskotały w gałki oczne. Jakby cała skóra, która okrywała ciało była teraz ciepła, miękka, jakby było ją po prostu
czuć. Skórę, oczy, serce, które biło szybko, ale rytmicznie, jakby
ten rytm wybijał jej imię.
-
Pilar - aż musiał to powiedzieć. I to wiele innych rzeczy też musiał powiedzieć, jakby one jakoś tak magicznie szły z serca, do mózgu, a potem od razu na usta. Na te miękkie wargi, które już zaraz znowu ją całowały. Tylko, że inaczej niż zwykle, bo tak jakby ten pocałunek drażnił jakieś zwoje w mózgu, o których istnieniu Madox nawet nie miał pojęcia. Tak samo jak nie miał pojęcia, że można całować się tak jak oni teraz, tak to
czuć,
wszędzie. Od głowy, przez te usta, których drżenie było wyczuwalne jak nigdy wcześniej, po serce, dzikie, ale spokojne jednocześnie, po łaskotanie w brzuchu, jakby siedziały tam te przysłowiowe motyle, albo żołądek tańczył kankana. Może motyle go tańczyły? Nie ważne, ważne, że to było
przyjemne. Cholernie.
A przecież on wziął tylko troszeczkę, wyobrażał sobie jak Pilar musi reagować, czuł to, jak jej skóra drży, pod tym przyjemnym dotykiem, lekkim, leniwym, jak z każdym muśnięciem przechodzi przez nią prąd, taki sam, jak łaskotał opuszki jego palców.
Palców, które potem wylądowały w jej pełnych, miękkich wargach, które ona tak ochoczo muskała językiem, aż klatka piersiowe uniosła mu się mocno w głębokim oddechu, który musiał zaczerpnąć do płuc, bo czuł się jakby go tracił.
Oddech, rozsądek, zmysły,
wszystko dla niej tracił.
Jakiś obłęd.
Obłędne też było to kiedy palce Pilar sunęły po jego skórze, jakby zostawiały za sobą jakiś ciepły ślad, aż Madox musiał spojrzeć na dół, czy rzeczywiście tak nie jest, czy te jej opuszki, które sprawiały, że skóra drżała w przyjemnych spazmach nie zostawiają po sobie... brokatu. Albo tęczy?
Kremówek i spice latte?
A kiedy te ich ciepłe, spragnione siebie, ale w jakiś dziwnie inny sposób, ciała, znowu znalazły się tak blisko siebie, że ta
czuła skóra teraz cała aż iskrzyła od tego dotyku, to Madox też mruknął jej prosto do ucha. I już chciał jej znowu powiedzieć sto rzeczy, jaka jest piękna, mądra, wspaniała, i że ją kocha. Bo teraz to ją kochał,
calusieńki. Ale wtedy Pilar zaczęła, i on też chciał posłuchać jaki jest. Przesunął palcami na jej szyję, tę która nosiła tyle śladów, po tym jak zaciskał na niej dłoń, ale teraz gładził jej skórę jedynie kciukiem, a potem wargami, powoli,
centymetr po centymetrze.
-
Increíble - powtórzył po niej, tłumiąc ciepły oddech w załomku jej szyi -
increíble tú también -
niesamowita ty też, podniósł głowę, żeby na nią spojrzeć, w jej duże, czarne oczy. A potem nastąpiła zamiana i to Pilar składała na jego szyi te pocałunki, aż Madox odchylił łeb do tyłu, i kiedy ona tak muskała wargami jego skórę to czuł to na każdym jednym tatuażu, jakby umiał powiedzieć, że teraz jej wargi lądują na
koliberku, bo jakby ten koliberek go łaskotał. Przesunął palcami po tym tatuażu na jej biodrze
No soy tuya, lekko, tak, jakby pod opuszkami wyczuwał każdą, jedną pojedynczą literkę. A kiedy jej skóra drgała pod tym dotykiem, to Madox czuł coś zupełnie innego, czuł, że ona jest
todo su, cała jego, i kiedy jego palce zatrzymały się na linii jej spodni. To chociaż to było wszystko takie wspaniałe i to
czucie takie obłędne, to jednak Madox zerknął przez ramię na te małe drzwiczki. Przymknął na moment powieki, jakby nad czymś myślał. W końcu jednak odwrócił się do Pilar, żeby znowu spojrzeć w te jej duże oczy, żeby znowu skraść z jej ust, które przed chwilą układały się w jego imię kolejny pocałunek, krótszy, ale równie miękki.
-
Dobra, ale... - zaczął i przez chwilę chciał powiedzieć,
coś. Tylko, że zaraz te wszystkie myśli wyparowały mu z głowy,
jakiekolwiek wątpliwości. Bo przecież jemu nie trzeba powtarzać dwa razy, nie trzeba go namawiać. A tym bardziej, kiedy stała przed nim ona.
Pilar.
-
Jebać to - rzucił znowu przysuwając się do niej, znowu zatrzymując te swoje ciepłe wargi, tuż obok tych jej miękkich, delikatnych, które aż drgnęły zachęcająco pod jego ciepłym oddechem. Ale nie pocałował jej od razu, bo palcami sięgnął do zapięcia jej spodni, rozpiął je i zsunął powoli, a jednak razem z bielizną, tak, żeby w końcu zobaczyć ten jej kolejny tatuaż
qué bien que vinieras. ponte cómodo. Bo Madox się zamierzał
rozgościć. Chociaż jeszcze zanim to zrobił, to jego wargi musnęły te jej w dotyku tak delikatnym, że prawie nierealnym, a jednak
elektryzującym, tak, że dało się czuć tylko ten prąd przechodzący po plecach, wzdłuż kręgosłupa.
-
Te quiero - powiedział powoli w jej usta i dopiero teraz złączył je w kolejnym sensualnym pocałunku. Odpiął też wreszcie ozdobną klamrę swojego paska, żeby zdjąć spodnie razem z bokserkami.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Pilar Stewart