A może Galenowi też nie chodziło wcale o Pilar, chociaż jej też mu brakowało, ale o coś, co on tak bardzo tracił przy Cherry. Coś, co kiedyś było jakąś jego integralną częścią, co siedziało w nim mocno, a teraz, kiedy tylko stawał przed tą swoją narzeczoną, to szło mu w pięty. To w ogóle tego w nim nie było, tej jakiejś iskry, tego błysku w oku, który jednak się pojawił kiedy on tutaj stanął tak naprzeciwko Stewart.
-
Nieprzyjemne uczucie - stwierdził marszcząc nos. Bo kiedy on zaczynał z Cherry ten temat, to ona zaraz odwracała kota ogonem, zaraz robiła mu wojnę, że jak jemu może czegoś brakować, kiedy on miał wszystko. A nigdy go nie zrozumiała.
I nawet to krótkie znam, z ust Pilar było jakieś takie mocne, aż Galen wypuścił powietrze z płuc ze świstem, a w tych jego niebieskich oczach pojawił się jakiś cień, który jednak zniknął w momencie, kiedy zapytała go o to zaliczanie lambo, uśmiechnął się wesoło.
-
Jeśli go umyjesz potem w samym bikini i jeszcze pozwolisz mi przy tym być... to mogę się zgodzić - mrugnął do niej jednym okiem i też się pochylił, że oni w pewnym momencie to już wisieli znowu tak blisko siebie, że z powodzeniem mogli zaglądać sobie w oczy. I z powodzeniem zaciągać się jakimś tym znajomym zapachem swoich perfum, bo ten jej on też kojarzył całkiem dobrze. I nawet działał na niego jakoś lepiej niż te mocne niszowe perfumy Cherry, które drażniły zmysły. Te Pilar nie drażniły, te Pilar je uspokajały.
-
Mogłabyś dać się w końcu zaprosić na drinka, albo zjeść ze mną kolację, taką mniej... będącą tajną misją - powiedział, ale przecież zdawał sobie sprawę, że nic z tego i ona zaraz mu odmówi, ale... Galen nie byłby sobą, gdyby nie spróbował. Gdyby nie próbował do skutku.
No i gdyby nie zaczął narzekać na te buty też.
Wywrócił oczami, kiedy powiedziała to, że mogą go zaatakować na plaży, albo w saunie, a jednak się jeden kącik jego ust uniósł się delikatnie, kiedy tak spojrzał na nią z ukosa.
-
No to jeśli w saunie, to jednak powinniśmy już teraz pozbyć się reszty ubrań, żeby było bardziej autentycznie - no tak. Galen mógł tak cały dzień, na jej zaczepkę odpowiadać kolejną. A najlepsze było to, że ona też tak mogła. I chociaż oni z Pilar nie znali się od lat, ale jakoś tak się czuli, że czasami te słowa po prostu wychodziły same. Nie było w nich jakiejś myśli z tyłu głowy, nie mów tego Galen, zastanów się kurwa, bo przecież ona nie da Ci zaraz żyć. Bo ona mu dawała. I to tak żyć, że Galen mógłby się do tego przyzwyczaić.
Ale do tego jednak żeby podnieść rękę na kobietę, to nie była w stanie go przekonać. Wzruszył ramionami.
-
Nie wiem, ale nie będę się bił z kobietą - aż strzelił oczami. Szkoda tylko, że mu pogróżki wysyłała Morgan i to właśnie ona mogła chcieć mu zrobić tą krzywdę. Ale prawda jest taka, że jakby rzeczywiście stanęła przed Galenem, to on by pewnie ani nie umiał, ani też nie chciał się bronić. Bo akurat Morgan miała prawo do jakiejś zemsty, jak nikt inny.
Aż znowu westchnął tak jakoś ciężko i nawet nie zauważył tego, że Pilar zrobiła krok w jego kierunku, bo stał w miejscu. Drugi krok, a on wciąż stał, tylko, że teraz te niebieskie tęczówki utkwione były w jej oczach.
-
Może spróbuje, ale nie wiem Ty musisz mnie zaatakować... - bo to miała być nauka samoobrony, a nie okładania kobiet. (
na taką to by się do Madoxa zapisał)
I już miał iść do tego worka, ale poczuł na szyi jej oddech, a potem to już Pilar trzymała go za rękę, a Galen stanął w miejscu. Podniósł na nią wzrok, ciepłe, niebieskie spojrzenie, które z tak bliska miało taką barwę jak to bezchmurne, letnie niebo. Nabrał powietrze w płuca i powiedział od razu.
-
Ufam Ci Pilar - i nie powiedział tego, bo chciała to usłyszeć, tylko tak rzeczywiście było. A Galen też mało komu ufał, bo wszyscy mu chcieli wbić nóż w plecy. Ale jej akurat tak, i ufał jej tak głupio i naiwnie już w Quebec i potem u Seeleya, i teraz też.
Tylko, że jak tak go szarpnęła i chociaż to przecież ona to zrobiła, ale jednak on uderzył ją w ramię, to aż odskoczył.
-
Pilar - rzucił z wyrzutem, tak kompletnie szczerym, jak te jego poprzednie słowa -
teraz to Ci nie ufam - mruknął i znowu westchnął -
może dla Ciebie to nie jest trudne... Ale dla mnie było - aż pokręcił głową. Chyba Galen to się w ogóle nie nadawał do bicia, a już na pewno nie z jakąś kobietą. A już zwłaszcza to chyba z nią. Kiedy on zaraz sięgnął do tego jej ramienia, w które tak ją niezdarnie pulnął i musnął to miejsce palcami. Jakoś tak odruchowo. A kiedy to do niego dotarło, to zabrał rękę.
-
Może ja już pójdę do domu... - rzucił, ale ona już go ciągnęła do tego worka. Z workiem to jeszcze mógł spróbować. Może jednak coś się z tego nauczy. Chociażby wiązać te bandaże. Bo kiedy Pilar owijała mu ręce w te owijki, to przyglądał się jej bacznie.
-
Delikatne prezesowskie rączki - powiedział powoli i te jego słowa mogła poczuć na szyi, kiedy stała tak blisko, bo akurat opuścił głowę. Ale zaraz ją podniósł i pozginał palce, żeby zobaczyć czy jest okej, tak jak prosiła. Było.
-
A ja też Cię owinę? - zapytał od razu, a te jego niebieskie oczy odszukały tych jej brązowych, i w tych jego pojawił się jakiś taki błysk, jak u małego dziecka. Jak wtedy, kiedy ją pytał, czy on też będzie mógł założyć podsłuch.
Stał spokojnie, kiedy tak owijała jego drugą rękę, chociaż na to pytanie o list mina mu trochę zrzedła.
-
Nie uwierzysz... od trupa - zaczął i nawet na nią spojrzał, ale wtedy ona skończyła i Galen poruszał drugą ręką, żeby sprawdzić, czy nie jest za mocno. Było w sam raz.
Zaraz sięgnął po taki bandaż dla niej, tylko, że Wyatt wypuścił go z rąk i cały się rozwinął, ale zaraz go pozbierał z podłogi, poplątał przy tym.
-
Moment - rzucił i jakoś tak go rozsupłał, żeby zarzucić sobie go na szyję, żeby wisiał na niej luźno -
daj - i wyciągnął do niej rękę. O dziwo Galen umiał to zrobić i to całkiem nieźle, wiedział gdzie tą owijkę przełożyć i zrobił to całkiem delikatnie, a ten bandaż dodatkowo ślizgał się po jego szyi i karku, gdy tak go owijał na jej ręce.
-
To jest... długa historia Pilar. I... może kiedyś Ci ją opowiem, ale chyba nie dzisiaj - stwierdził, kiedy już zakładał ten bandaż w odpowiednim miejscu. Przejechał palcami po jej przedramieniu do łokcia.
-
No i co? - zapytał, bo w zasadzie sam był ciekawy, czy zrobił to dobrze. Uczył się tego z filmików na youtubie, kiedy miał zajawkę na ten boks.
-
Druga? - zapytał i tym razem to już wziął delikatnie ten bandaż, żeby go nie rozwinąć. Okręcił go jej na drugiej ręce, muskając palcami jej ciepłą skórę naprawdę delikatnie, z jakimś szacunkiem.
-
Teraz to jesteśmy gotowi na Fight Club - i uniósł ręce układając je w gardę, a później nawet walnął sobie w ten worek jakimś prawym prostym, wcale nie jak totalny amator.
Pilar Stewart