W zasadzie to już niech będzie ta metaxa, bo co innego mogła mu przywieźć z Grecji? Pocztówkę? Z tego to Madox pewnie by się nie ucieszył, to już wolał alkohol, kiedyś go wypije, albo postawi w klubie, że niby sam jest taki światowy.
A nie był, on właściwie tak dawno nie był na urlopie, nie licząc tego wypadu do Kolumbii, że nie pamiętał jak to jest, ale jeśli tak intensywnie, jak te trzy dni, to z następnym mógł poczekać znowu jakiś rok, albo chociaż pół.
Na ten jej niewinny uśmieszek, to Madox aż wywrócił oczami, za dobrze go znał, jeszcze jakby Debbie była taka niewinna, to może by uwierzył, ale nie była. Bo on akurat z tej gorszej strony też ją troszeczkę poznał, z tej mściwej.
-
Ty dajesz mnie, a ja Ciebie nocuję - powiedział i wytknął jej czubek języka, bo to chyba przecież dobry układ. Nie będzie od niej brał pieniędzy, ale prezenty może, w różnej postaci, alkohol, szlafroczek, coś pysznego, i może...
Zmrużył oczy zastanawiając się nad tym, ale zaraz otworzył je szeroko, kiedy powiedziała o tej choince i aż opadł plecami na oparcie.
-
W tym mieszkaniu nigdy nie było choinki, ja nie mam nawet jednej ozdoby, więc to raczej odpada Debbie - taka była prawda, że Madox choinkę stawiał w klubie, i to mu wystarczyło, a w mieszkaniu może i miałby na to miejsce, ale nawet mu się nie chciało. Poza tym on święta i tak spędzał w Emptiness, bo tam cały czas ktoś był, a tutaj siedziałby sam z psem, jak ten Grinch, bez sensu. No i trzeba też wspomnieć, że on wcale nie lubił świąt, rzeczywiście miał w sobie coś z Grincha.
-
Szybki prysznic i spanko, myślę, że to zrelaksuje mnie bardziej, no chyba, że w tej wannie umyłabyś mi plecki, to mogę się jeszcze zastanowić - musiał ją jeszcze zaczepić, no po prostu musiał, ale sam też sobie zdawał sprawę, że jednak na pewno nic z tego. Trochę szkoda, ale z drugiej strony to jemu na prawdę marzyło się już to spanie.
Chociaż po tym uderzeniu prosto w piszczel, to jednak się trochę rozbudził, bardzo nawet, a potem jeszcze wlazł w tego kaktusa i wbił sobie z stopę kilka kolców. Cudownie.
Skoczył na jednej nodze i znowu się zatoczył na jakiś stolik, ale utrzymał równowagę.
-
Rano to posprzątam - no tak, co prawda Madox to wcale nie bał się sprzątania, czasem w klubie latał z mopem, ale akurat to też ich łączyło, i on też by się pewnie teraz po ciemku jeszcze gorzej pokłuł, rano pewnie też to zrobi, ale jednak przynajmniej będzie coś widział, bo teraz to nie widział nic, zwłaszcza jak Debbie mu w pewnej chwili zaświeciła latarką prosto w oczy, skrzywił się i zasłonił.
-
No nie ruszam się... Przestawiłaś ten kwietnik i to dlatego - chociaż może sam go przestawił jak się pakował? To możliwe, bo on wtedy tutaj trochę rzeczy porozrzucał, poprzestawiał, bo oczywiście robił to w ostatniej chwili, więc wrzucał do walizki wszystko jak leci. A i tak wrócił prawie z pustą, bo większość swoich koszul tam po prostu zniszczył. Chociaż nie, teraz miał u siebie w walizce porwaną, czerwoną sukienkę... Tylko po co mu ona?
Kiedy Debbie zapytała o zapalniczkę, to sięgnął do kieszeni spodni, ale oczywiście, że jej tam nie miał. Przymknął na moment powieki, żeby się zastanowić.
-
A zobacz pod stolikiem - powinna tam być razem z na wpół niedopalonym blantem, jeśli Debbie nie znalazła go już wcześniej. To był taki mały zestaw na sytuację awaryjną, a teraz taka chyba nawet była?
Skacząc na jednej nodze Madox dostał się do kanapy i na szczęście nic po drodze nie wywalił, ale jak już usiadł, to założył nogę na nogę, bo musiał sobie obejrzeć stopę i wyjąć z niej dwa kolce.
-
Amigo mío, tuviste una vida muy buena aquí -
mój przyjacielu, a miałeś tu takie dobre życie, rzucił jeszcze zerkając na tego rozgniecionego kaktusa. Ale potem jego ciemne tęczówki odszukały sylwetki Debbie w tym półmroku -
no i co? - zapytał odnośnie tej zapalniczki, ale dałby sobie rękę uciąć, że tam ją właśnie zostawił, więc McDowell pewnie ją znalazła, a potem może nawet zjedli tę prowizoryczną kolację przy świecach, a Madox to może nawet wziął przy nich kąpiel, bo prądu, to im nie włączyli do rana.
Ale to nic, bo Noriega to zaraz po prostu padł jak mucha na tej kanapie i nawet nie kłócił się z Debbie o łóżko, nie dzisiaj, może następnym razem. Dzisiaj był na to jednak zbyt zmęczony.
Debbie McDowell
Przepraszam, że tak to kończę, ale teraz będę miała taki słaby czas na posty przez ten okres świąteczno-noworoczny, chcę sobie zostawić po jednym wątku, żeby to ogarnąć, mam nadzieję jednak, że po nowym roku sobie jeszcze zagramy!
A nie chcę tak zostawiać rozgrzebanego na dwa tygodnie wątku, bo potem ciężko się do takich gier wraca.
Przepraszam i lovki! :christmaslof:
/
koniec (chyba, że chcesz coś odpisać, to wal do mnie na pw)