-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
I teraz tak się zakręcił na rozmowie Pilar z dzieciakami, o tej fifie i kartach Fantasy, Madox wcale nie miał pojęcia co to jest, ale chłopaczki były zachwycone, jeden przez drugiego patrzyli w telefon Stewart gdy pokazywała im tych unikalnych piłkarzy.
- No i to jest moja dziewczyna - musiał to wtrącić, żeby dzieciaki wiedziały, że może chociaż dziewczyna Madoxa umie grać w gry. Bo on sam był w tym kiepski, niby umiał ogarnąć pada, te wszystkie gry, ale on już po chwili tracił zainteresowanie, no chyba, że gra polegała na tym, żeby non stop się strzelać, ale takich dzieciom nie przynosił. Fife i Raymana pewnie.
Madox już otworzył usta, żeby dodać coś, że dzieci są męczące, ale żeby jeszcze zostało jej trochę siły dla niego, ale wtedy zobaczył tę plamę, a później to już stała obok niego Pilar.
- Oszalałaś? Później Ginny zabroni mi tutaj przychodzić, bo jestem postrzelony - tylko, że Madox to naprawdę był jakiś postrzelony, z tymi swoimi pomysłami, z tym swoim całym intensywnym życiem. Ale Ginny akurat mogła o tym nie wiedzieć, bo on się tutaj pokazywał z takiej dość dobrej strony. I nie chciał robić kłopotu, jakiejś afery, tłumaczyć się. Bo co niby miał powiedzieć? Że spadł ze schodów? Nabił się na coś?
Oczywiście, że się zgodził, kiedy Pilar powiedziała, że zmieni mu ten opatrunek U SIEBIE, bo na to liczył. A poza tym to była miła odmiana, że ona go teraz nie wywala, tylko zaprasza do siebie.
Patrzył na nią, kiedy tak z oddali oceniała czy jest źle, czy nie. Nie powinien się śmiać, a jednak się uśmiechnął, jednak jeden kącik jego ust uniósł się ku górze, kiedy tak się mrużyła i przekrzywiała na boki głowę.
- Jak zamknąć oczy, to wcale nic nie widać, teraz tylko trzeba wszystkich namówić, żeby zamykali oczy, kiedy będą na mnie patrzeć - rzucił, kiedy do niego podchodziła, a gdy złapała go za koszulkę, to objął ją w pasie i przyciągnął do siebie, mocno. Na te jej słowa, że tego nie spiorą Madox wzruszył ramionami. Może nikt nie zauważy, a jak zauważy to powie, że to pomidor? Dżem? Farba?
Tylko, że on już widział w tych pięknych, brązowych oczach Stewart, że ona ma jakiś plan, a kiedy tak przeszła po korytarzu, to powiódł za nią wzrokiem. A kiedy zadała to pytanie jak bardzo lubisz tą koszulkę, to zrobił krok w jej kierunku.
- Wcale, a chcesz ją ze mnie zerwać? Tutaj? - czy Madox miałby coś przeciwko temu? Oczywiście, że nie.
Ale zaraz okazało się, że to jednak nie o to jej chodzi. Zerknął na te markery w jej dłoniach.
- Jak narysujesz jakiegoś kwiatuszka, to ją ściągam - rzucił, ale... przecież on miał pełno koszul w kwiatki, to było po prostu takie nawiązanie do tego, że jej by pasował tatuaż z kwiatkiem. Chociaż Madox taki z kwiatkiem też miał, nawet na ręce, w którą chwycił materiał koszulki, żeby ją naciągnąć. Przez chwilę patrzył na ten rysunek, ale już zaraz na twarz Stewart, w tym pełnym skupieniu. Uwielbiał tę jej minę, aż kąciki jego ust uniosły się momentalnie ku górze.
Dopiero jak powiedziała, że Mikołaj wygląda jak gangus, to spuścił spojrzenie.
- No i idealnie - opuścił koszulkę, chociaż na tego jointa to się jeszcze zawahał - Ginny się to może nie spodobać - stwierdził, ale wyjął z jej ręki jednego markera i wsunął go sobie do tylnej kieszeni spodni - ale wezmę go, to dorysujesz go w domu - puścił jej oczko. Ostatnio bawili się z taśmą, to dzisiaj mogą z markerami.
Madox poprawił mikołajową czapkę i spojrzał na tą okropną choinkę w kącie.
- Ale kurwa choinka, wygląda jakby renifery ją zeżarły i wypluły - stwierdził i podszedł do niej, żeby ją szarpnąć - ustawię nasze drzewo - tak jak powiedział, to zaraz to zrobił, z kartonu z ozdobami wyjął stojak, a z kieszeni kurtki scyzoryk, który zawsze ze sobą nosił i kiedy choinka stała już po środku salonu, to przeciął siatkę, żeby gałązki rozłożyły się na boki. Tylko, że Madox oczywiście źle wymierzył, a choinka była większa niż się wydawała i dostali z Pilar gałęziami po twarzach, a Madox to nawet miał kilka igiełek w ustach.
- Fuj - zaczął nimi pluć i otrzepał je z tej swojej nowej koszulki. Ale miał jeszcze tego pełno na czapce.
Pilar Stewart
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Może.
Jednak to też był temat na później, bo przecież teraz byli w
— Wolałbyś, żebym ją z ciebie zerwała? — uniosła w górę jedną brew, podnosząc na niego wzrok. — Tutaj? — dopytała, zaglądając głęboko w bajecznie czekoladowe oczy. Mogłaby w nich przepaść. Zatracić się w nich na dobre godziny, po prostu stać i w nie zaglądać. Trochę jak w tej chwili, bo tak się w nie zapatrzyła, że czerwony marker, który trzymała przy jego koszulce mimowolnie osunął się po materiale, nakreślając podłużną, czerwoną krechę tuż pod nosem Mikołaja. Pilar zauważyła to dopiero po chwili. — Kurwa, teraz wygląda, jakby krwawił z nosa — stwierdziła, wzruszając ramionami, bo z tym i tak już nic nie dało się zrobić. I chuj. Najwyżej gdyby ktoś się pytał, powiedzą, że Mikołaj pobił się z Grinchem o prezenty i przy okazji dostał po mordzie. Był to jak najbardziej realny scenariusz, prawda? Zupełnie jak ten joint, którego Stewart również chciała dorysować, ale Madox jej nie pozwolił. — No to chyba mamy to — oznajmiła lekko zawiedziona, jednak wciąż dumna ze swojego dzieła. Nie często bawiła się w malowanie — raczej wolała wypad na strzelnicę niż wymachiwaniem z pędzlem — ale rysunek wyszedł naprawdę niczego sobie. A przede wszystkim i po krwi nie było ani śladu. — Postaraj sie bardziej nie wykrwawić, co? — dodała zaczepnie, podczas gdy Noriega już kierował sie w stronę plastikowego drzewka.
Chociaż koło drzewka to nawet nie stało. Była to plastikowa imitacja świątecznej choinki, która faktycznie wyglądała, jakby ktoś ją przeżuł, a potem wyrzygał. Nawet nie dałoby się pod nią ustawić prezentów, czy powiesić jakichkolwiek ozdób. Przejęła plastik od Madoxa, który swoją drogą okazał się zadziwiająco lekki i zaniosła ją do korytarza, ustawiając koło drzwi, żeby mogli ją zabrać przy wyjściu i wywieźć na śmietnik. Skoro dzieciaki miały dostać prawdziwą choinkę, nie było sensu, by trzymali tutaj ten szajs. Jeszcze przyjdzie komuś do głowy wystawić ją za rok.
Ledwo zdążyła wrócić, a Madox już przecinał ostatnie sznureczki od prawdziwego drzewka, kiedy gałęzie wystrzeliły na boki bez żadnego ostrzeżenia, obijając ich już i tak poobijane twarze.
— Kurwa — mrukneła, odskakując na bok. — Wleciało mi do nosa — aż fuknęła, wypuszczając całe powietrze przez nos, a razem z nim wyleciało kilka igiełek, które wcześniej nieprzyjemnie drapały skórę. Dopiero kiedy wyczyściła własny nos i otrzepała włosy, spojrzała na Noriegę — ten to dopiero był cały w igłach. Miał je dosłownie wszędzie; na koszulce, gaciach, twarzy i mikołajkowej czapce, która niezdarnie zsunęła mu się na twarz. Pilar aż prychnęła, podchodząc bliżej.
— Nicolás el Cojo — Mikołaj kaleka, skwitowała, podsumowując go w tym krótkim określeniu. Mógł się przecież domyślić, że to drzewo strzeli na wszystkie strony. Pomogła mu się otrzepywać i przy okazji poprawiła mu czerwoną czapeczkę, unosząc ją na starannie na czoło, odsłaniając tym samym jego wielkie, brązowe oczy. — Mucho mejor — O wiele lepiej, dodała zadowolona, przenosząc dłonie na szorstkie policzki. Przejechała po nich delikatnie palcami, delektując się przyjemnym drapaniem na skórze, podczas gdy wzdłuż kręgosłupa Pilar zawędrował ciepły prąd. Pociągnęła go w swoją stronę, by móc złożyć na jego ustach przelotny pocałunek, jak w tej samej chwili do pokoju wbiegło kilka dzieciaków, zachwycając się drzewkiem, więc Pilar szybko wykonała taktyczny krok w tył.
— Ło, skąd takie wziąłeś?! — Danny wbił zafascynowane spojrzenie w Madoxa, a zaraz potem przeniósł je ponownie na choinkę. I znowu na Madoxa. — Jest mega czaderska!! — aż podskoczył w miejscu i podszedł jeszcze bliżej, wystawiając drobną rączkę przed siebie. Zacisnął palce na jednej z gałązek, śmiejąc się pod nosem ze sposobu, w jaki igiełki wbijały się w skórę.
— Mamy też ozdoby — odezwała się w końcu, przy okazji zgarniając pudło z ziemi. — Chcecie nam pomóc je zawiesić? — spytała, chociaż doskonale znała odpowiedź. Ekscytacje bijącą z ich oczu byłoby widać z odległości kilometra. Pilar aż sobie przypomniała, jak to niewiele trzeba było, by sprawić dziecku radość nawet najbardziej prostą czynnością.
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
A nie do końca grzeczny Madox parsknął śmiechem, kiedy Pilar narysowała temu Mikołajowi tą stróżkę krwi pod nosem.
- Wygląda jak Mikołaj, z którym się pobiłem na jarmarku - rzucił, ale nie zagłębiał się w szczegóły, chociaż może kiedyś jej opowie? Może kiedyś na starość będzie opowiadał tę historię, że jak jeszcze był całkiem młody to się pobił z Mikołajem?
- Moim zdaniem zajebiście - jeszcze spuścił głowę, żeby popatrzeć na ten jej malunek aż mu czapa opadła na oczy, ale ją podciągnął i spojrzał na Pilar - ja się zawsze staram, ale z różnym skutkiem - no przecież Madox specjalnie sobie nie robił krzywdy, on po prostu był jakiś pechowy. Z jednej strony szczęściarz, bo przecież tyle rzeczy mu się udawało, jak ten postrzał, przed którym uchronił go pasek. A dzisiaj to już w ogóle, dostał ozdoby, dostał pierniczki. A z drugiej los ciągle rzucał mu pod nogi jakieś kłody. Może Madox po prostu za bardzo cały czas się kręcił, miotał, był za szybki i często sam się w te kłopoty pakował? Robił sobie coś?
Ale prawda jest taka, że w ogóle się tym nie przejmował. Bo on przecież lubił kiedy się działo, on nie lubił jakiegoś takiego stania w miejscu, zastanawiania się. On lubił po prostu brać, ze wszystkiego, z życia, z relacji, z chwili. I teraz też zamiast przejąć się jakoś bardzo tym, że dostali gałęziami po twarzach, to on zaraz stał obok Pilar, kiedy powiedziała, że wleciało jej do nosa.
- Pokaż - i już się schylał, żeby zajrzeć czy rzeczywiście ma te igły w nosie, miała, bo kilka wypadło kiedy wypuściła powietrze nosem. Sięgnął ręką, żeby wybrać kilka igiełek z jej pięknych, ciemnych włosów, żeby później zrzucić je z jej ramienia, po którym przejechał ręką.
- Porque sin copo de nieve - bo beż śnieżynki, mruknął w odpowiedzi na tego Mikołaja kalekę i spojrzał na nią wymownie. Chociaż już po chwili to znowu na nią patrzył z jakimś takim uśmiechem malującym się na ustach, kiedy tak otrzepywała z niego te igiełki i poprawiła mu czapkę.
- Gracias a este sombrero? - dzięki tej czapce, zapytał zezując na nią do góry przez moment, bo kiedy poczuł na policzkach jej dłonie, to znowu jego ciemne tęczówki odszukały jej piękne, brązowe oczy. Od razu odwzajemnił ten pocałunek, zdecydowanie bardziej zachłannie, a kiedy się cofnęła to jego palce prześlizgnęły się po jej talii, a Madox jęknął z zawodu, bo wcale nie chciał tego kończyć. Ale jednak przyjechali tutaj, żeby spędzić trochę czasu z dzieciakami, a później może jeszcze będą mogli zająć się sobą? Noriega liczył na to, chociaż przed nimi jeszcze była ta cała ciężka rozmowa. Poważna rozmowa. Obejrzał się jeszcze przez ramię na Pilar, a później to już stanął obok Dannyego.
- Z lasu, sam ją ściąłem, siekierą - i wykonał jakiś taki ruch, jakby się miał zamachnąć siekierą, a Danny zaśmiał się głośno, ale zaraz zaczął nawijać, że on też by tak chciał. I Madox oczywiście niewiele myśląc rzucił, że w przyszłym roku ich zabierze na takie ścinanie choinki, Dannyego i jego kolegę, którzy aż podskoczyli radośnie. No cóż, teraz Noriega będzie musiał za rok szukać takiej atrakcji, ścinania choinki, ale miał na to rok, to może on nawet taką choinkę posadzi gdzieś tutaj, a za rok ją zetną?
Nie zastanawiał się nad tym, bo on nigdy się nie zastanawiał, po prostu działał i teraz też, kiedy Pilar sięgnęła po to pudło z ozdobami, to Madox od razu wyciągał z niego po jednej bombce i dawał po kolei dzieciakom. A później wyciągnął jeszcze małe sombrero i spojrzał na Stewart, umieścił je na jej ciemnych włosach.
- Me gusta - podoba mi się, powiedział powoli i znowu zrobił krok w jej kierunku, tylko już znowu mała Dora ciągnęła go za nogawkę -a ja Madox? Co masz dla mnie? - i Madox sięgnął do kartonu i wyciągnął z niego ślicznego aniołka. Może był stary, trochę obdrapany, ale wyglądał przez to jakby miał jakąś historię. Jakąś tam pewnie miał, ale teraz to już tworzył nową, bo Dory ściskała go w małych rączkach, a Madox złapał ją na ręce, a później posadził sobie na ramionach.
- Damy go na górę, będzie strzegł choinki - przytrzymał Dory i pochylił się do przodu, żeby mogła go zawiesić przy samym czubku - zajebiście - rzucił Madox, ale dziewczynka pisnęła - Madox nie można tak mówić, bo nie dostaniesz prezentu - zawołała, kiedy Madox ją ściągał na dół, tak, że aż mu czapka spadła na ziemię - już dostałem - i tu Noriega spojrzał na Pilar i przez chwilę zrobiło się jakoś ckliwie. Ale tylko na moment, bo zaraz dzieci znalazły w kartonie jakąś śmieszną bombkę w kształcie gołej baby. Też wyglądała jakby miała swoją historię.
Pilar Stewart
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tylko wcześniej jeszcze Madox odbył wielce ekscytującą rozmowę z Dannym o ścinaniu drzew, a kiedy obiecał im, że za rok ich weźmie, żeby sobie wszyscy razem powymachiwali siekierą, to Stewart aż przewróciła oczami.
— Genial. El año que viene, el hacha, pero ¿y dos? — Świetnie. Za rok siekiera, a co za dwa? spytała po hiszpańsku, by dzieciaki nie musiały tego słuchać i spojrzała na Madoxa, który już energicznie grzebał w pudle z ozdobami. — ¿Fuego? — strzelanie z broni? Dopytała z głośnym prychnięciem. Noriega to niekiedy miał w sobie tyle pomyślunku i głupich pomysłów, że Pilar była w niemałym szoku, że Ginny wciąż pozwalała mu tu przyjeżdżać.
Chociaż kiedy tak stała z boku i przyglądała się, jak pomaga Dorze zarzucić aniołka na górę choinki, znowu poczuła ten przyjemny uścisk w sercu. Może faktycznie te łobuzy kochały najbardziej? Pomimo rozrabiania mieli największe serca? Noriega zdecydowanie takie miał i przez głowę Pilar przeszła ckliwa myśl, że za każdym razem jak się widywali, zakochiwała się w nim coraz bardziej. Kiedy myślała, że bardziej już się nie da — on robił coś, co grzało jej serce.
Kurwa, urobił ją do tego stopnia, że w pewnym momencie sama Pilar u b i e r a ł a choinkę. Grinch, który poczuł magię świąt. Jeszcze tylko brakowało jebanej gwiazdki na niebie i tego, by zwierzęta przemówiły ludzkim głosem.
Kiedy wszystkie dziwne i mniej dziwne bombki zawisły już na drzewku, Pilar wygrzebała z pudła postrzępiony łańcuch. Może i nie był w najlepszym stanie, jednak czy cokolwiek tu było? Te dzieciaki i tak nie miały nic, więc nawet najbardziej zużyte rzeczy w chwile stawały się niesamowicie wartościowe. Wsadziła końcówkę tuż przy czubku choinki i już miała zabrać się za zawijanie łańcucha wokół gałązek, kiedy gdzieś pod nogą poczuła lekkie szarpnięcie i ciche przepraszam. Kiedy spojrzała w dół, jej oczom ukazał się drobniutki chłopaczek z pięknymi blond włosami i obłędnie błękitnymi oczami. Pilar uśmiechnęła się do niego ciepło i od razu przykucnęła.
— Cześć — przywitała się. Nie widziała go tu wcześniej, kiedy dyskutowali z chłopakami o fifie ani przy pudełku, gdy Madox rozdzielał bombki. — Chcesz powiesić jakąś bombkę? — co prawda wszystkie były już na choince, ale Stewart była gotowa zdjąć jedną, by chłopczyk mógł przyczynić się do tego świątecznego dekorowania.
— Chciałbym zawiesić ten ładny sznurek — odezwał się cicho i szybko poprawi wielkie, okrągłe okulary, które zdobiły jego nosek. — O ten tam. Czy mogę? — spytał grzecznie, a Pilar aż uniosła brew do góry, będąc pod niemałym wrażeniem kultury osobistej małego gentlemana. Skinęła zadowolona głową, dając mu znać, że mógł, na co chłopak zmarszczył czoło. — Tylko on jest wysoko, a ja nie jestem taki wysoki — stwierdził smutno, zadzierając głowę w górę.
— To ja cię podsadzę, chcesz?
— A to nie ja powinienem nosić kobiety?
— Będziesz nosił, jak urośniesz — zmierzwiła mu mięciutkie włosy i uśmiechnęła się szeroko. — A teraz chodź — złapała chłopczyka pod pachy i przerzuciła sobie nad głową, by mógł spokojnie opleść jej szyję nogami. Uważnie podała mu łańcuch, a potem wspólnie zabrali się za ozdabianie choinki — dokładniej to on trzymał, a Pilar chodziła dookoła aż nie zakręciło się jej w głowie. W międzyczasie dowiedziała sie, że blondyn ma na imię Gaspard i był tutaj od pół roku, bo jego mama była chora, a ciocie go nie chciały. I chociaż nie powinno jej to jakoś bardzo ruszać, bo przecież znała to aż za dobrze, to jednak ruszyło. Aż nie wiedzieć kiedy, odnalazła rękę Madoxa i przelotnie ją zacisnęła, jakby tym drobnym gestem chciała sobie dodać otuchy.
Kiedy łańcuch był gotowy i ciągnął się aż do samego dołu choinki, Danny namówił Noriegę, by zabrali światełka z okna bez wiedzy Ginny i zawiesili je na choince, tylko to wcale nie było proste, bo ktoś przyklejając je użył… szarej taśmy, co Pilar skomentowała jedynie głośnym prychnęłam.
— Widzisz, nie tylko my lubimy szarą taśmę — rzuciła rozbawiona, opierając się o parapet, kiedy Madox stał na oparciu kanapy jedną nogą, próbująć utrzymać równowagę, trudząc się i pocąc z oderwaniem lampek. — Solidny materiał — dodała przy okazji, kompletnie zapominając, że dookoła wciąż kręciły się dzieci, słuchające wszystkiego, co mówili.
— Aż taka silna jest taka taśma? — zainteresował się Danny
— Utrzymałaby człowieka?! — krzyknał jakiś inny chłopaczek, podchodząc pod samą kanapę.
— A to już musicie się pytać Madoxa — aż zagryzła policzek od środka, próbując się nie roześmiać, bo oni już szarpali Noriegę za materiał spodni.
— Powiedz Madox! Powiedz nam!!
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jeszcze.
Chociaż Madox jednak liczył, że to się nie stanie, tak jak Ginny mimo tych jego potknięć wciąż mu pozwalała tutaj przyjeżdżać. No Noriega nie był idealny, dużo miał za uszami, ale jednak miał też w sobie coś... dobrego.
Trochę tych jego grzechów można mu było wybaczyć, zważając na to, że robił też te dobre uczynki. Miewał takie zrywy. Jak te dzieciaki, ale też nawet to jak ostatnio pomagał jakiemuś chłopakowi w klubie odzyskać portfel. Bo Madox nie lubił stać z boku, chociaż teraz jak Pilar zaczęła ubierać choinkę, to on tak stanął, obok, i patrzył na nią, bo było w tym coś takiego, co i jego ściskało za serce. Pilar, która nienawidziła świąt, a jednak z tymi dzieciakami trochę poczuła ich magię. Madox na pewno ją czuł, zwłaszcza, kiedy Dora i inne dziewczynki przyszły do niego, żeby wypytywać go o prezenty. Kucnął i najpierw założył jednej z nich swoją mikołajkową czapkę na głowę.
- Będą i prezenty, ale najpierw musi być choinka, bo Mikołaj kazał je zostawić pod choinką... do gwiazdki - musiał się trochę podrażnić, bo to przecież był Madox, ale dziewczynki zaczęły piszczeć, że przecież to miało być dzisiaj, że on im obiecał, a potem nawet pociągnęły go za rękę do okna, żeby mu pokazać pierwszą gwiazdkę. Coś tam było, ale Madox nie był taki pewny czy to gwiazdka, czy może samolot? A może Mikołaj zapierdalał na swoich saniach?
- Dobra, będą dzisiaj, ale skończcie choinkę - pogonił dziewczynki i wrócił do drzewka, które Pilar już ozdabiała łańcuchem z Gaspardem, kiedy Stewart sięgnęła do jego ręki, to Madox zacisnął na niej palce i pogłaskał kciukiem wierzch jej dłoni, a kiedy ona już odstawiła na ziemię małego, grzecznego blondynka, to Madox stanął obok niej. Trącił ją ramieniem i zerknął na nią z ukosa.
- No i co? Bo jeśli o mnie chodzi to... nawet lepiej niż sobie wyobrażałem - powiedział, ale nie sprecyzował czy chodziło mu o choinkę, czy o coś zupełnie innego. A może o wszystko?
Bo Madox to nawet nigdy sobie nie wyobrażał, że on kiedyś spotka na swojej drodze taką Pilar, która tak mu zawróci w głowie, że on da się jej skleić szarą taśmą.
Taką samą, jaką były przyklejone do okna te lampki.
- Ja Ci już mówiłem Stewart, że wszystko tym możesz skleić - ranę też by mogła. Może ona by teraz była ładnie zaklejona, a nie brudziła mu znowu koszulki, kiedy on stał na oparciu kanapy i wyciągał się do góry, żeby dostać do sufitu.
- Ja nie wiem jak Ginny to wieszała - mruknął, bardziej do siebie, ale jeden z dzieciaków mu odpowiedział, że miała drabinę. No tak, Madox też mógł z niej skorzystać, a jednak w końcu mu się udało odkleić taśmę z kawałkiem farby z tego starego, obdrapanego okna. Nie przejął się tym zbytnio. Chociaż kiedy dzieci tak zainteresowały się tą taśmą, to zszedł na kanapę i usiadł na tym oparciu.
- Bardzo silna, a jak będziecie niegrzeczni, to Ginny was taką poprzykleja do łóżek - dzieciaki się wystraszyły, bo wiadomo, że dla dzieci leżenie w łóżkach to jak kara, kiedy można biegać, krzyczeć i w ogóle rozrabiać. A Madox spojrzał na Pilar. Bo dla niego w sumie to przyklejenie też było trochę karą, chociaż teraz z perspektywy czasu, to... odrobinę mu się to nawet podobało.
Troszeczkę. Ale najbardziej to jak tę taśmę mu już zdjęła.
Kiedy dzieci zaczęły się siłować z resztkami taśmy sprawdzając czy rzeczywiście jest taka mocna, to Madox podszedł do Pilar i zarzucił jej na szyję sznur lampek. Przyciągnął ją jeszcze do siebie, tak, żeby móc znowu spojrzeć w jej piękne, duże oczy, w których paliły się te wesołe iskierki, które on przecież tak uwielbiał.
- Dobra, idę po drabinę i przymocuje ten znak, ale chyba to nie pójdzie na taśmę - stwierdził, ale zawsze mógł do tego wykorzystać kilka trytytek, to też był całkiem solidny materiał. Tylko ciekawe czy Ginny je miała?
- A Ty dokończ Pilar i jak przyjdę to ogarniemy te prezenty - mrugnął do niej jednym okiem i już odwrócił się, żeby wyjść na zewnątrz, ale kiedy spojrzał w okno to uświadomił sobie, że tam jest przecież kompletnie ciemno. No ale musiał to zrobić, bo kto to zrobi Ginny? A może dzieci zrobię wierzę jak krasnoludki...
No nie, nie zrobią.
- Pożyczysz mi telefon? - zapytał Stewart, bo przecież ten jego to był kompletnie przemoczony i raczej nie działał, a Madox potrzebował latarki. Wciągnął też na głowę swoją kominiarkę, żeby mu uszy nie zmarzły na tym mrozie, a potem wyciągnął do Pilar rękę. No bo chyba mu da ten telefon? On by jej swój zawsze oddał.
Pilar Stewart
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
I właśnie to zrozumienie poczuła w momencie, gdy przez moment stali przy kolorowej już choince, trzymając się na ręce po tym, jak Gaspard opowiedział im swoją historię. Nie było jej łatwo wracać do takich miejsc, przypominać sobie tą całą samotność, ból i żal, jednak kiedy Noriega był obok, było jej jakoś… łatwiej. Tak dla odmiany, bo przecież zazwyczaj wszystko co z nim związane zwykło komplikować sprawy, a nie je upraszczać.
No i co? Bo jeśli o mnie chodzi to... nawet lepiej niż sobie wyobrażałem.
Spojrzała na drzewko, uśmiechając się szerzej na niektóre z bombek, szczególnie to z gołą babą i mikołajem bez spodni — faktycznie wyglądało niczego sobie, a już na pewno lepiej niż to plastikowe gówno, które mieli wcześniej. Tylko czy oni dalej rozprawiali o choince?
— Faktycznie — uniosła na niego spojrzenie, muskając delikatnie jego szorstką skórę na dłoni. — Jest całkiem nieźle — a nawet lepiej niż sobie to wyobrażała. Chociaż na dobrą sprawę, cały ten wyjazd był lepszy niż myślała, że będzie, gdy wkurwiona wsiadała do samochodu. A jednak te dzieciaki, ich radość i ekscytacja sprawiły, że i Pilar na moment poczuła tą magię świąt.
Chociaż jeszcze bardziej to poczuła ścisk w brzuchu, kiedy Noriega szarpał się z lampkami, za nic nie mogąc ich odkleić, a dzieciaki dla odmiany szarpały go na nogawki, dopytując o szarą taśmę, o mały włos nie ściągając mu gaci z tyłka. Może dlatego w odwecie postraszył ich przywiązaniem do łóżek? Kilka dzieci zaczęło piszczeć z przerażenia, a Doris to aż pobiegłą schować się za choinkę.
— Supongo que tus fantasías no funcionan en ellos — Chyba nie działają na nich twoje fantazje, odezwała się, przyglądając mu się uważnie. Oczywiście, że tej fantazji nigdy nie było na jego liście, a na pewno nie wersja, w której sam był związany i właśnie dlatego pozwoliła sobie na drobną zaczepkę. Chociaż kto wie? Może jednak coś tam mu się podobało, biorąc pod uwagę jak bardzo ich to nakręciło. Jeszcze nigdy wcześniej nie widziała go tak wygłodniałego i zdesperowanego. Aż przyjemny dreszcz przebiegł po jej plecach, a uda mimowolnie się spięły, co z pewnością nie uszło uwadze Noriegi.
Obserwowała z rozbawieniem, jak zarzuca ściągnięte już lampki wokół jej szyi, a potem przyciąga ją do siebie do tego stopnia, że ciała zderzyły się z impetem.
— Sam to będziesz robić? — spytała, marszcząc brwi. — Pójdę z tobą — oznajmiła głosem nieznoszącym sprzeciwu. Na zewnątrz było już kompletnie ciemno, a marne światło padające z okien sierocińca, rzucało jedynie żałosną poświatę na bramę wjazdową. Nie miała najmniejszego zamiaru pozwolić mu tam iść samemu, jeszcze skakać po drabinie z raną postrzałową.
Tylko wtedy dzieciaki zaczęły szarpać ją za koszulkę i prosić, żeby pomogła im zawiesić lampki, bo przecież sami nie dadzą rady, a bez nich Mikołaj nie pozwoli im otworzyć prezentów. Spojrzała na Noriegę, podchodząc bliżej i muskając delikatnie jego dłoń.
— Na pewno ogarniesz? — dopytała, zaglądając mu głęboko w oczy. — Bo jak coś, to mogę ci pomóc — tylko on jak te dzieci — był nieugięty. Chociaż w sumie czego ona się spodziewała? Że Madox nagle schowa dume do kieszeni i powie jasne, Pilar, zawieś to gówno za mnie, a ja rozwiesza lampki? Jej niedoczekanie. — Tylko błagam, nic sobie kurwa nie zrób — szarpnęła go jeszcze za koszulkę, przyciągając bliżej, tak, żeby zobaczył w jej oczach, że ona wcale nie żartowała. Już i tak trzeba mu było zmienić opatrunek i naprawde nie potrzebowali jeszcze większej tragedii.
Oczywiście, że dała mu swój telefon. Odpaliła mu nawet latarkę i wcisnęła razem z kawałkiem szarej taśmy do tylnej kieszeni, że mógł sobie zrobić z niej czołówkę albo przypiąć do środka nosa. Szczerze mówiąc, Pilar nie miała pojęcia, jak on chciał to ogarnać sam, ale skoro kazał jej zostać i dokończyć strojenie choinki, tak też miała zamiar zrobić. Sprzedała mu jeszcze przelotnego całusa w policzek, podczas gdy ręka chowająca telefon, zacisnęła się na jego pośladku, a potem zabrała się za lampki.
Każde z dzieciaków chciało pomóc, a kabelek był tylko jeden, dlatego co kilka gałęzi brała na ręce kolejne szkraby, żeby każdy mógł dołożyć cegiełkę do układania lampek, bez wyjątków. Na końcu wpięła je do kontaktu, a choinka w ułamku sekundy zaświeciła się całą paletą kolorów, migających rytmicznie. Po pokoju rozniosły się ciche wow i łał, i nawet Stewart uśmiechnęła się pod nosem, bo drzewko faktycznie wyglądało niczego sobie. A potem do pokoju przysza Ginny i zagoniła wszystkich do sprzątania.
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Cicho, nie mówcie tego Ginny - uśmiechnął się, a później to już odklejał te lampki i rzeczywiście, jakby nie miał na sobie tego grubego paska z ozdobną klamrą, to może dzieciaki by mu te spodnie ściągnęły. Poprawił się, kiedy już schodził z kanapy, a później zerknął na Pilar.
- Porque estas son mis fantasías, y más aún las tuyas, cariño - bo to moje fantazje, a nawet bardziej twoje skarbie, przez chwilę patrzył w jej duże, brązowe oczy - pero a mi incluso me gustó - ale nawet mi się podobało, puścił do niej oczko, a kiedy Pilar drgnęła, to Madox momentalnie wyrwał się w jej kierunku. Przyciągnął ją do siebie, a kiedy uderzyła o niego z impetem, to przytrzymał ją przy sobie.
- ¿Y cuáles son tus fantasías hoy? - a dzisiaj jakie masz fantazje?, zapytał zarzucając jej te lampki na szyję i chociaż jego dłoń sunęła już po jej biodrze w górę, to zaraz obok znalazły się dzieciaki. Madox tylko strzelił oczami i odsunął się, lubił dzieci, w ogóle było całkiem miło, ale przecież Noriega był niecierpliwy, zerknął na zegarek.
- Sam to zrobię, Ty załóż lampki Pilar, rozdamy prezenty i spie... - urwał, bo znowu chciał użyć brzydkiego słowa i Dora już patrzyła na niego wielkimi oczami - i zaśpiewamy piosenkę, a później do domu. Chciałem powiedzieć - zerknął na Stewart, bo ona to na pewno wiedziała, co on chciał powiedzieć. Ale Dora chyba mu uwierzyła, bo zaraz zaczęła nadawać, a co będą śpiewać, a jaką piosenkę, ale Madox poczochrał ją po włosach.
- Pilar Ci zaraz powie, bo ja znam tylko feliz navidad - rzucił, ale widział to mordercze spojrzenie Pilar, czyżby nie lubiła świątecznych piosenek? Zrobił tylko do niej duże oczy, a później się uśmiechnął.
- Jak Ginny ma gitarę, to zagram - i teraz to już Stewart spojrzała na niego ciut inaczej, bo może ją zaskoczył? Oby, bo na pewno jej tego jeszcze nie mówił, że on troszeczkę grał na gitarze. A najgorsze chyba było to, że miał całkiem przyjemny dla ucha głos.
Bo na pewno z tym, że nie zgodził się na jej pomoc, to wcale nie było zaskakujące.
- Daj spokój jak mi pomożesz? Drabinę przytrzymasz? Umiem ją ustawić - wywrócił oczami, kiedy powiedziała to, żeby nic sobie nie zrobił, a kiedy szarpnęła go za koszulkę, to cmoknął ją krótko. Może jej powinien powiedzieć, że nic sobie nie zrobi? Podziękować za troskę? No przecież to jak ona się o niego troszczyła sprawiało, że serce waliło mu w piersi szybciej, ale zamiast tego powiedział.
- Pilar powiedziała brzydkie słowo, gdzie jest Dora, proszę zrobić jej wykład... - pokazał Stewart czubek języka, a później złapał jej telefon. Teraz będzie musiała zająć się nie tylko lampkami, ale też wysłuchać wykładu na temat używania brzydkich słów, o tym, że nie wolno, bo to niegrzecznie i nieładnie. Madox słyszał go już ze sto razy, bo on wiecznie używał takich słów, i teraz też by takiego jednego użył, kiedy już ubrał buty i kurtkę, a ten telefon Pilar wsadził sobie w kołnierz, tak, żeby mu się trzymał pod kurtką, ale latarka wystawała, zajrzał jeszcze do pokoju, żeby pokazać Stewart swój zajebisty pomysł.
A później to już z kieszeniami wypchanymi trytytkami, które dała mu Ginny i drabiną szedł na zewnątrz. Ustawił drabinę i zrobił to całkiem dobrze, a później to już stał na samej górze i sięgał do tego znaku i szło mu też dobrze. Tu złapał opaską zaciskową, tam kolejną, nawalił ich chyba ze czterdzieści, ale finalnie znak się trzymał na mur beton. A Madox sprawdził go, szarpiąc kilka razy. Już miał schodzić, kiedy telefon Pilar zaczął wibrować i wpadł mu pod kurtkę i Madox się złapał za bok, żeby go złapać, aż syknął, bo akurat za ten ranny bok, ale tak czy siak telefon wpadł w śnieg. Tylko, że Noriega zaraz już skakał z drugiego stopnia drabiny i go wyciągał. Był suchutki, jeszcze wytarł go o spodnie i jeżdżąc palcami po wyświetlaczu, to niechcący wszedł w jakieś wiadomości, bo akurat jej taka jedna przyszła, od Wyatta.
Chociaż Madox ich wcale nie czytał, bo jednak on już chciałby wracać i zająć się trochę innymi rzeczami, a najlepiej, to żeby Pilar zajęła się nim. Tą raną oczywiście, bo on teraz to już ją chyba całą rozbabrał.
A jednak kiedy już wrócił do środka i oddawał telefon Stewart to otwarty właśnie na tych wiadomościach, które sobie tak namiętnie wymieniała z Galenem Wyattem.
- Ktoś chyba dzwonił... - rzucił powoli, bo miał nadzieję, że ona nie zauważy, że mu ten jej telefon też wpadł w śnieg. Ale nie było nawet śladu, jeszcze włożył go nawet do kieszeni, żeby go zagrzać, zanim wsunął go jej powoli do ręki.
Pilar Stewart
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zupełnie tak, jak po chwili zrobiła to Pilar, gdy Noriega zarzekał się, że sam poradzi sobie z drabiną. Tego typu zabawy zawsze lepiej było wykonywać w dwie osoby, tym bardziej biorąc pod uwagę porę dnia i jak wielka ciemność panowała za oknem, ale skoro nie chciał jej pomocy, to co ona mogła? Wzruszyła finalnie ramionami i jedynie poprosiła, by uważał.
Jasne, że się o niego martwiła. Średnio na co drugim ich spotkaniu Noriega kończył z poważnymi obrażeniami, Stewart swoje się naoglądała i nikt nie powinien się jej dziwić, że z góry już zakładała, że on coś sobie zrobi. Odprowadziła go jednak wzrokiem do samych drzwi wyjściowych, a sama zabrała się za pomoc przy wykańczaniu choinki.
Okazało się, że Ginny znalazła w szafie jeszcze sztuczny śnieg, dlatego razem z dzieciakami oprószyli gałązki choinki, a potem jeszcze Danny kazał Pilar namalować pierwszą gwiazdkę na oknie. Wyszła jej nie najgorsza, chociaż nieco krzywa, bo w pewnym momencie zagapiła się na Madoxa, jak stojąc przy bramie, rozkładał drabinę i się na nią wdrapywał. I gdyby mogła, pewnie stałaby tam przez cały czas, pilnując, czy nic mu się nie dzieje, ale wtedy Stewart została przywołana do pomocy w sprzątaniu, więc po chwili już biegała z miotłą.
— Jakie znasz świąteczne piosenki? — spytała Dora, podchodząc bliżej i przyglądając się uważnie, jak Pilar przekłada śmietki na szufelkę.
— Ja? — rozejrzała się dookoła pełna nadziei, że może jednak mówiła do kogoś innego. Niestety nie. — Nie znam za dużo — wzruszyła ramionami.
— Czemu nie znasz? Rodzice cię nie nauczyli? — drążyła temat, wbijając w nią wielkie oczy.
— Nie mam rodziców.
— Jak to?
— Ja też jestem z domu dziecka. Zupełnie jak wy tutaj — uśmiechnęła się blado, umieszczając luźno dłoń na ramieniu dziewczynki. — Trafiłam tam od razu po narodzinach — wyjaśniła spokojnie, a oczy Dory jakby się zaświeciły. I nagle miała masę pytań: gdzie była, czy miała dużo koleżanek, czy w końcu znalazła dom oraz czy też nienawidziła wątróbki tak bardzo jak ona. Rozprawiały sobie przy choince do momentu, aż Madox nie wrócił z misji znak, oddając jej telefon i oznajmiając, że ktoś do niej dzwonił.
Przejęła komórkę w dłonie, spoglądając na niego zaskoczona. W pracy dobrze wiedzieli, że miała dzisiaj wolne, a tak poza tym nie spodziewała się żadnego telefonu. Dopiero kiedy spojrzała w dół na wyświetlacz, zobaczyła zdjęcie Wyatta i otwarty czat z ich ostatniej rozmowy.
— Galen do mnie dzwonił? — wstała na równe nogi, przy okazji marszcząc brwi. — Przecież on nigdy nie dzwoni — powiedziała bardziej do siebie niż kogokolwiek innego. — Może coś ze sprawą — no bo co innego? Przeprosiła Dora, obiecując, że zaraz wróci i odeszła na korytarz, żeby do niego zadzwonić. Nawet kurwa przez myśl jej nie przeszło, że to mógł być ktoś inny, skoro Noriega podał jej odblokowany telefon na jego kontakcie. No tylko Wyatt wcale nie odebrał i dopiero kiedy Pilar sprawdziła ostatnie połączenia, zobaczyła, że dzwoniła do niej właścicielka mieszkania a nie Galen. Oddzwoniła na szybko i obiecała, że będzie się kontaktować po nowym roku w związku z podwyższeniem czynszu.
No tylko w takim razie skąd wzięły się te smsy?
Wróciła do salonu wciąż lekko zmieszana, przyglądając się uważnie Madoxowi. Przejrzał jej telefon? Nie żeby miała jakoś dużo do ukrycia, ale jednak byłoby to nieco dziwne, takie naruszenie prywatności.
— To nie Wyatt, a właścicielka mieszkania — wyjaśniła z lekką podejrzliwością w głosie. — Chce mi podnieść czynsz od stycznia — dodała, przysiadając się tuż obok Noriegi na kanapie. Dzieciaki już przebierały nogami, by dostać prezenty, przy okazji dyskutując, co powinni w końcu zaśpiewać. Pilar natomiast odpłynęła na moment, zastanawiając się nad wiadomościami, które wymieniła z Galenem, a dokładniej ich zawartości. Bo jakby nie patrzeć trochę ich było, niektóre mniej lub bardziej dwuznaczne, większość jednak sprzed Medellin.
Dopiero kiedy Ginny przyniosła gitarę i wręczyła ją Noriedze, Pilar przeniosła na niego wzrok, nie kryjąc zaskoczenia.
— Serio grasz? — spytała, malując na twarzy delikatny uśmiech. — Jeszcze powiedz, że śpiewasz — chociaż to akurat nie powinno ją tak dziwić. Skoro Madox grywał w teatrze i wiązał swoją karierę z aktorstwem, pewnie również miał za sobą rolę w niejednym musicalu.
— Ale przecież przed śpiewaniem miały być prezenty!!! — oburzyła się Dora, zarzucając rączki na klatkę piersiową i malując na twarzy wyraźny grymas.
— No właśnie, co z naszą fifą, Madox?! — dopytał Danny, szarpiąc go za skrawek koszuli, której pompon zrobił się jakiś… większy.
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przez moment stał w miejscu przyglądając się jej, kiedy tak spacerowała po korytarzu z telefonem, ale w końcu dzieciaki zaciągnęły go na kanapę, bo już nie mogły się doczekać prezentów, i Madox chciał, czy nie, to się poddał.
Złapał te torby z prezentami i usiadł na kanapie.
- A gdzie moja czapka? - rozejrzał się, a Dora zaraz mu podała jego mikołajkową czapeczkę, założył ją sobie na głowę - a śnieżynka? - opaskę miała jakaś mała latynoska dziewczynka, którą Madox posadził sobie na kolanie - o super, to Ty mi będziesz pomagała Ana? - dziewczynka uśmiechnęła się szeroko i pokiwała głową, aż te dzwoneczki na jej głowie zabrzęczały. Kiedy Pilar usiadła obok, to oboje, Madox i Ana obejrzeli się na nią.
- Estás decepcionado porque no es Wyatt? - jesteś zawiedziona, że to nie Wyatt, zapytał i uniósł jedną brew - supongo que escribes mucho con él - chyba dużo z nim piszesz, bardziej stwierdził niż pytał, ale przecież tych smsów nie przeczytał, chociaż teraz żałował, że chociaż na nie nie spojrzał, bo aż go skręcało w środku, dlaczego, a przede wszystkim o czym, ona z nim tyle pisze - os llamáis el uno al otro? - dzwonicie sobie do siebie?, zapytał z jakimś wyrzutem w głosie, chociaż ona przecież wcześniej sama powiedziała, że on nigdy nie dzwoni. Ale dlaczego Pilar się tak zerwała skoro zadzwonił? Jakby chodziło o kontenery, to pewnie dzwonili by do niej z komisariatu.
- Este es el maldito principal sospechoso Stewart - to jest kurwa główny podejrzany, warknął Madox i może nawet powiedziałby coś jeszcze, ale wtedy mała Ana spojrzała na niego przekrzywiając główkę na bok - qué significa el maldita? - co to znaczy kurwa?, a Madox spojrzał na małą wielkimi oczami, no tak, może akurat przy niej rozmawianie po hiszpańsku nic nie dawało, bo ona z pewnością go rozumiała. Uśmiechnął się delikatnie i pogłaskał ją po policzku.
- Es una palabra muy fea, es mejor que Ginny no la escuche - to bardzo brzydkie słowo, lepiej żeby Ginny go nie słyszała, powiedział cicho do dziewczynki i puścił jej oczko. Zerknął przelotnie na Pilar, ale Ginny akurat przyniosła gitarę i Ana przesiadła się na kolana do Stewart, wyciągnęła do niej małe, pulchne rączki, żeby ją wzięła, a Madox został z gitarą.
- Lepiej niż gram... - rzucił tylko na to, żeby jeszcze powiedział, że śpiewa. Bo taka była prawda, Noriega grał kiepsko, ale śpiewał całkiem dobrze, tylko, że on nigdy tego nie robił. NIGDY.
Gitary też nie trzymał w rękach ładnych parę lat, więc przesunął po strunach palcami chwytając jakiś prosty chwyt.
- A co w ogóle śpiewamy? - zapytał patrząc po dzieciakach i chociaż Dora krzyknęła, że Feliz Navidad, a Madox uśmiechnął się do niej ciepło, to inne dzieci nie były wcale zainteresowane śpiewaniem, ale to może i dobrze, bo Noriega nawet nie za specjalnie chciał to robić. On po prostu chciał jakoś wybrnąć z tego brzydkiego słowa, które prawie powiedział. Oparł gitarę z boku o kanapę.
- Dobra, to teraz prezenty - sięgnął do tych swoich torebek wypełnionych paczkami, większość zapakowali mu w sklepach, ale niektóre Madox musiał pakować sam, bo na przykład je zamawiał, bo to były prezenty, które figurowały w listach dzieciaków do Mikołaja. Niektóre były brzydkie, owinięte papierem i poklejone taśmą, bo Madox akurat w pakowaniu prezentów był bardzo słaby. Dał Danny'emu płaski pakunek, który na pewno był fifą.
- To jest wasza wspólna, macie się dzielić i grać grzecznie, bo jak nie to zabieram, bo to też było na mojej liście do Mikołaja - pogroził im palcem, a chłopaki od razu zaczęły rozrywać papier. Każde dziecko dostało jakiś pakunek, Ana też miała, tylko, że nie umiała sobie poradzić z rozpakowaniem, bo akurat ten Madox owinął taśmą dookoła, spojrzała na Pilar dużymi oczami.
- Ayudarás? - pomożesz, zapytała podekscytowana. A do Noriegi w tym czasie podeszła już Dora, która bez problemów rozerwała swój papier, opierała się o jego kolano i pokazywała mu puzzle, które dostała.
- A skąd wiedziałeś, że to moja ulubiona lalka? - zapytała, a Madox wziął od niej pudełko, żeby obejrzeć te puzzle - bo dostałaś taką w zeszłym roku, a nie będą za trudne? - zapytał, ale wtedy Dora już kręciła głową, że nie a jeśli tak, to on jej pomoże. Oczywiście, że by pomógł. Dzieciaki pokazywały sobie nawzajem prezenty, a potem w zasadzie każdy zajął się swoim podarunkiem. Chłopcy polecieli odpalić konsolę, a dziewczynki pokazywały sobie nawzajem lalki. Zrobiło się głośno, jeszcze po drodze kilka maluchów im podziękowało, ale finalnie to Madox i Pilar wreszcie zostali sami.
Noriega ściągnął tę mikołajkową czapkę i rzucił ją na bok, oparł się o oparcie kanapy.
- Zbieramy się? - zapytał, ale skoro chcieli jeszcze poważnie porozmawiać, to pewnie powinni, a może teraz to mieli nawet jeszcze więcej poważnych rozmów do przeprowadzenia? Bo Madox wciąż się zastanawiał o co chodzi z tym Galenem Wyattem. Bo o coś na pewno, skoro ona wyszła, żeby do niego oddzwonić, od razu. Bez słowa.
Wstał z miejsca i pozwijał te puste torby po prezentach, chociaż, nie, one wcale nie były puste, bo w jednej jeszcze był jeden prezent, krzywo zapakowany i wcale nie podpisany, Madox zabrał go pod pachę.
- Mogę prowadzić? Chociaż z drugiej strony zajebało drogę, ciekawe czy nie będę musiał Cię popchnąć - spojrzał przelotnie w jej brązowe oczy, a później, w końcu, wyciągnął do niej rękę. Chociaż, kurwa, wciąż gdzieś tam z tyłu głowy miał tę jej dziwną reakcję na telefon Galena.
Pilar Stewart
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ich znajomość — o ile tak to można nazwać — oprócz czterech spotkań (z czego trzy były związane z pracą) opierała się głównie na smsach. Wiadomościach, które wymieniali on gdzieś za plecami Cherry, a ona w zaciszu swojego mieszkania. Większość z nich padła jeszcze przed Medellin i nim cokolwiek z Madoxem miało miejsce, dlatego Pilar w żadnym stopniu nie poczuła się winna contentu, który można było znaleźć w telefonie. Natomiast to, co stało się na treningu? Cóż, to już zupełnie inna kwestia. Chociaż Stewart nie była pewna, czy mogła podzielić się czymkolwiek z tego z Noriegą. Wciąż z tyłu głowy słyszała to pewne i dobrze, bo musiałbym go zabić.
Kiedy spytał, czy była zawiedziona, że to nie Galen dzwonił, spojrzała na niego podejrzliwie.
— Estoy tan jodidamente decepcionado — Zajebiście zawiedziona, stwierdziła, prychając pod nosem i przewracając oczami. — Al menos entonces tendría el alquiler pagado sin aumento — Przynajmniej czynsz bym wtedy miała bez podwyżki, doprecyzowała, żeby przypadkiem nie pomyślał sobie, że mówiła na serio. W rzeczywistości wcale nie była zawiedziona, że autorem telefonu nie był Galen. Nie mieli o czym rozmawiać, a ich ostatnie spotkanie było tak… intensywne i pełne dziwnych emocji, że może nawet lepiej, że teraz mieli od siebie małą przerwę. Drugą sprawą było to, że kiedy Pilar była z Madoxem, nawet przez ułamek sekundy nie myślała o nikim innym. Noriega zapełniał każdą komórkę jej ciała i umysłu, bez wyjątków. Chociaż on najwyraźniej nagle uważał inaczej.
— Por supuesto que no, joder — Oczywiscie, że kurwa nie. Przecież przed chwilą sama powiedziała, że nigdy do niej nie dzwonił, to jak mogli często do siebie dzwonić? Spojrzała na niego z wyrzutem równie wielkim, jak nie większym. Szczególnie kiedy wytknął jej śledztwo. — Sé que es el principal sospechoso. Conozco mi propio caso, Noriega. No tienes que explicármelo — Wiem, że jest głównym podejrzanym. Znam własną sprawę, Noriega. Nie musisz mi tego tłumaczyć. Chciała jeszcze dodać, że z nim również nie powinna się widywać, bo był członkiem mafi, ale tego nie zrobiła. A może by zrobiła, gdyby nie mała dziewczynka na jego kolanach, która okazała się znać hiszpański i z łatwością wyłapała wszelkie brzydkie słowa, na które Noriega zaczął ją przepraszać.
Gdy rozdawał prezenty, Pilar poprawiła się na kanapie, sadzając na sobie słodką Anę i razem obserwowały, jak dzieciaki otwierają swoje paczuszki, a następnie je odpakowują. Danny po chwili nawet namawiał Pilar, by poszła z nimi zagrać w fife i pokazała jakieś fajne kombinacje, tylko nie wiedzieć kiedy zrobiło się cholernie późno, a mi szkoda na to znaków, więc oznajmili grzecznie, że już powinni się zbierać.
Ginny dała im na drogę trochę ręcznie lepionych pierogów. Podobno miała przepis od swojej babci z europy, a Stewart aż zaburczało w brzuchu, kiedy odebrała od niej pudełko i poczuła ten obłędny zapach jedzenia.
Na pytanie Noriegi, czy może prowadzić, spojrzała na niego podejrzliwie.
— Dlatego, że bardzo chcesz, czy dlatego, że nie lubisz, kiedy ja to robię? — przyjrzała mu się uważnie, bo jednak ta uwaga o byciu okropnym kierowcą, którą rzucił jeszcze w drodze do sierocińca jakoś została jej pod śledzioną. Prowadzenie auta to był taki soft spot Pilar i jednak łatwo było ugodzić jej ego, mówiąc, że robiła to przeciętnie. — Trzymaj — finalnie rzuciła mu kluczyki, a następnie odziała się w kurtkę, wciskając na głowę puchatą czapkę. — Może nie będzie aż źle z tymi drogami — rzuciła z nadzieją. Śnieg niby padał cały czas, ale drogi na pierwszy rzut oka wydawały się przejezdne.
Załadowali się do samochodu, Pilar na miejsce pasażera, od razu zapinając pasy. W pierwszej chwili chciała rzucić pudełkiem z pierogami na tylne siedzenie, ale wtedy ten obłędny zapach znowu doszedł do jej nosa i nie mogła się powstrzymać…
— Jezu, umieram z głodu — westchnęła głośno, kiedy Noriega już wyjeżdżał z parkingu. Uchyliła wieczko, przyglądając się starannie lepionym pierogą, a już po chwili bez pytania po prostu władowała jednego do ust. — O ja pierdole, jakie dobre — aż zamruczała z pełną buzią, jęcząc jeszcze kilka razy pod nosem. Pierogi były obłedne, albo ona aż taka głodna. Ale co się dziwić, kiedy jedyne czym się dzisiejszego dnia pożywiła to paczka chipsów i czekoladowe siatka. No i ten jeden piernik, który wcale nie był aż taki smaczny.
— Chcesz? — spytała troskliwie, wyciągając kolejny kawałek z pudełka, a następnie skierowała go zaraz pod usta Noriegi. Zanim jednak umieściła w nich pieroga, musneła jego wargę zaczepnie paznokciem, zbierając ciepłą wilgoć.
Madox A. Noriega