Ściągnął do siebie brwi, kiedy zapytała go, czy jest zaskoczony.
-
Tak... - powiedział szczerze -
ale to nawet lepiej dla mnie - dodał od razu i uśmiechnął się delikatnie. Skoro z nikim się nie spotykała, to mogła mieć więcej czasu dla niego, proste. Chociaż Nelly była śliczna, te jej duże, ciemne oczy, otoczone kurtyną czarnych rzęs, pełne usta i uśmiech. Wyatta naprawdę dziwiło to, że jeszcze nie spotkała na tym jarmarku swojego
księcia z bajki.
Ale może los tak chciał? Czekał właśnie na niego? Tylko, że Galen dzisiaj wcale nie mógł być księciem, tylko jakimś Gaspardem, aż wywróciła oczami na te myśli.
Chociaż z drugiej strony było to całkiem przyjemne, że ona patrzyła mu w oczy, uśmiechała się, i to wcale nie dlatego, że on był tym Galenem Wyattem.
Uśmiechnął się znowu, kiedy powiedziała, że nie powinna mu podpowiadać, skoro to ma być niespodzianka. Może i tak, może teraz Galen powinien wymyślić całą super randkę, bez podpowiedzi, i do tego z zaskoczenia. Jako Wyatt na pewno by ją wymyślił, on mógł sobie pozwolić na wszystko...
A Gaspard, na co mógł sobie pozwolić Gaspard? Jeszcze nie wiedział. Zgodził się z nią za to skinieniem głowy, kiedy powiedziała, że bycie przystojnym może być elementem zasadzki, to fakt, że jednak lepsze szanse miał jakiś przystojny porywacz. Ale Galen z tymi swoimi niebieskimi oczami i mięciutkimi włosami chyba nie wyglądał na takiego, chociaż... Mógłby być typem porywacza, który bierze duże okupy i za to sobie później kupuje szampon z jednorożca, żeby wyglądać lepiej i lepiej kusić. Błędne koło się zamyka i nawet się wszystko składa. Aż się nad tym zamyślił przez moment, bo Galen często odbiegał myślami i tworzył sobie jakieś irracjonalne scenariusze w głowie. Dopiero kiedy powiedziała, że to jego bingo w domu seniora jest urocze, to niebieskie tęczówki spoczęły znowu na jej twarzy.
-
A wiesz jak ci staruszkowie się cieszą? To naprawdę fajne, zwłaszcza gdy... - zawiesił się na moment, bo chciał już powiedzieć, zwłaszcza, gdy własna rodzina ma cię w dupie -
nie masz własnej rodziny - ale tak chyba było łatwiej, na ten moment. Kiedy powiedziała mu jak będą wyglądać jej święta uniósł jedną brew.
-
Brzmi... fajnie - stwierdził, bo u niego pewnie w tym roku będzie podobnie, chociaż on zamówi sobie coś drogiego do jedzenia, naleje whisky i będzie pewnie wybierał nowe auto, które kupi sobie sam na gwiazdkę, bo od narzeczonej już raczej nie dostanie, skoro się rozstali.
Trochę to smutne, bo Galen co roku jednak te święta obchodził z kimś, przy choince, przy kolacji przy świecach, prezentach tak drogich, że pewnie Nelly opłaciłaby za to czynsz przez rok.
A w tym roku to wszystko mu się posypało, nie wyszło. Dla niego to też zapowiadały się samotne święta, zwłaszcza, że Stewart mu odmówiła nawet balu, ale wcale jej się nie dziwił. Ale przecież mógłby zaprosić Nelly na ten cały bankiet, otworzył już usta, ale zaraz je zamknął, chyba jednak nie mógł, bo to nie był bankiet Gasparda, tylko Galena Wyatta.
Kiedy zaczęła się tak śmiać z tego, co powiedział, to może Galen powinien się obruszyć? Bo on przecież powiedział to jakoś tak szczerze, ale ten jej śmiech był zaraźliwy i on też parsknął śmiechem, krótko, ale szczerze. Nie znał się na blokach, nie znał się na tym jakie relacje buduje się w takich blokowiskach, więc postanowił nie drążyć tego tematu.
Dopiero na jej pytanie jaki on ma widok, i kiedy tak zaczęła zgadywać, to znowu jego niebieskie tęczówki odszukały jej pięknych, brązowych oczu. Podobała mu się ta wizja, może to przez tą kraciastą koszulę, która miał na sobie? Ale zupełnie odbiegała od wizji Galena Wyatta, który miał apartament w samym centrum, na samej górze, a czas na świeżym powietrzu spędzał tylko podczas porannej przebieżki, albo kiedy szedł do biura.
-
Zgadłaś - powiedział mimo to i uśmiechnął się szeroko, Gaspard mógł w zasadzie mieć ten domek na obrzeżach, czemu nie?
Kiedy klasnęła w dłonie z tym
cudownie na ustach, to Wyatt znowu się uśmiechnął, on też był słowny, i skoro jej to obiecał, to tak musi być. Przyglądał jej się, kiedy szukała czegoś w torebce, a kiedy poprosiła, żeby podciągnął rękaw, to od razu to zrobił. Przechylił na bok głowę notując w niej te cyferki, które mu zapisywała, bo akurat Galen miał pamięć do liczb, raporty zawsze mówił z pamięci, wystarczyło, że przeczytał je kilka razy.
-
Będę go strzegł, a jak tylko dorwę się do telefonu, to do Ciebie napiszę - powiedział i jeszcze puścił jej oczko, zanim odwrócił od niej spojrzenie niebieskich oczu, zanim delikatnie opuścił rękaw, żeby nie zmazać żadnej cyferki, chociaż już miał je też w głowie. Kiedy oni sobie tutaj tak siedzi i rozmawiali, to diabelski młyn zrobił już pełne koło i trzeba było wysiadać, więc Galen się zerwał, żeby oczywiście pomóc Nelly wyjść z wagonika. A kiedy już stali przed karuzelą, to Wyatt jeszcze raz zawiesił niebieskie tęczówki na jej twarzy.
-
Przejdziemy się, a może Cię gdzieś odprowadzę? - zapytał.
Nelly Rowley