Może tak rzeczywiście było, że kiedy Madox spotykał się z Cherry to jedyne co on wtedy wyciągał z jakichkolwiek związków, to był seks? On przecież dopiero od jakiegoś czasu wkraczał na jakiś inny poziom, dopiero go poznawał i uczył się, że nie wszystko musi się opierać wyłącznie na seksie.
On też jakoś nigdy za bardzo nie nalegał, żeby ją poznać, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o Cherry, co kryło się pod fasadą z tego sztucznego, pięknego uśmiechu i czerwonej szminki, która dzisiaj też barwiła jej pełne wargi.
-
Ja nie mam łóżka - strzelił oczami w sufit, ale prawda jest taka, że teraz nie miał, spał na kanapie, bo to swoje, z tym zajebiście wygodnym materacem, odstąpił Debbie. Taki teraz dobry był z niego człowiek. Chociaż jak Debbie była w podróży to spał tam z psem, a później udawał, że wcale nie.
-
Gitary też nie mam, ale jak kiedyś jakąś dorwiesz, to możesz mnie zaprosić - puścił do niej oczko. Co prawda Madox nie grał za dobrze, nie był jakimś wirtuozem, ale umiał sobie pobrzdękać, a do tego, o zgrozo, całkiem nieźle zaśpiewać, to pewnie mu zostało po tej szkole aktorskiej.
-
Wyglądam na kogoś, kogo kuszą kajdanki? - znowu spojrzał w jej duże, brązowe oczy, a w tych jego zapłonęły jakieś wesołe ogniki, bo Madox wyglądał raczej na kogoś, kto powinien tych kajdanek unikać, bo już tyle razy siedział na komendzie, że to cud, że jeszcze go nie zamknęli. Zamknęli, dwa razy właściwie, ale to długa historia, której Cherry pewnie i tak nigdy nie opowie. Zmrużył powieki i pochylił się w jej kierunku, jeden kącik jego ust uniósł się do góry.
-
No rzeczywiście nie pasujesz na psa, one są bardziej gorące, ardiente Cherry -
ogniste, aż się rozmarzył, bo akurat Madox teraz pewnie myślał o jednej policjantce i nie była to Charity Marshall w policyjnej czapeczce.
Według Madoxa, to Cherry była księżniczką, taką do której bardziej pasował
dzik Błysk, a nie błysk szaleństwa. Chociaż teraz widział taki w jej oczach, ale Madox w to nie uwierzy, póki tego nie poczuje gdzieś pod skórą. Na słowo honoru, to on nigdy nie wierzył.
-
Co się działo? - zapytał, jakby go to interesowało, bo może trochę tak? Spodziewał się, że Cherry mu zaraz powie, że zrobił jej pogadankę. Madoxa jak ciotka złapała z Ticiano na paleniu w ogrodzie to ganiała ich po całej posesji z wałkiem, a na koniec rzuciła nim w Tio, dostał, w zadek.
-
A chciałabyś, żebym Ci ją podwinął? Liczysz na to Cherry? - uśmiechnął się do niej jakoś zaczepnie, ale zamiast ruszyć w jej kierunku, to opadł plecami na barierkę. W zasadzie to mogło być dziwne, bo Madox lubił zawsze przekraczanie granic, a dzisiaj się póki co nich ładnie trzymał, rączki przy sobie. Ale jak tak dalej będzie walił to whisky, to kto wie jak to się skończy? Było okropne, ale dobrze paliło w gardle, prawie jak rum, więc Madox upił kolejny łyk.
-
Chyba żebraczką. Ty księżniczką, ja żebracz... kiem - parsknął śmiechem, bo brzmiało to absurdalnie, ale nawet śmiesznie. Co prawda Noriega nie był jakoś wyjątkowo biedny, ale do jej statusu mu brakowało na pewno kilku zer na koncie.
Chociaż kiedy Cherry stanęła obok, kiedy już opierała się o barierkę, a potem to zrobiła...
Madox wcale w to nie wierzył, że ona plunie, więc gdy jej ślina spadła na tę wątróbkę, to on wybuchnął głośnym śmiechem, szczerym i takim, że aż musiał się złapać za brzuch.
-
Ja pierdolę, Charity Marshall napluła na wątróbkę, oszalałaś? - i teraz on się odwrócił do niej, żeby spojrzeć w te jej duże, piękne oczy. Zawiesić się na nich na moment i na jej ustach. Zaraz jednak zrobił krok w tył, oparł się palcami o balustradę.
-
Odsuń się Cherry i zobacz jak to robi mistrz - powiedział pewny swego i aż się wyprostował, przejechał wytatuowanymi palcami po tej swojej białej, nieskazitelnej koszuli -
musisz najpierw zebrać odpowiednią melę - wyjaśnił jej i aż odchrzaknął, a później przechylił się przez barierkę i wypluł. Niedaleko Blacka w zasadzie, ale wcale nie na jego tupecik, tylko... do kieliszka z szampanem. Chociaż tego nie słyszeli, to Madox wyobraził sobie takie
plumk. A później Black spojrzał do góry i Noriega niewiele myśląc chwycił Cherry za sukienkę, żeby ją pociągnąć na dół, żeby mogli się schować za balustradą.
-
Jak on to wypije to się porzygam - powiedział cicho, chociaż przecież nikt ich stąd nie słyszał, a jednak Madox znalazł się tak blisko Cherry, że z powodzeniem mogła to słyszeć. Mogła czuć na policzku jego ciepły oddech o zapachu tej drogiej whisky.
-
Jeszcze jedna próba? - zapytał zadziornie i się wyprostował, żeby wyjrzeć w dół, a już za moment znowu sięgał do Cherry i ciągnął ją do góry, do siebie -
o kurwa, pije to... Nie, odstawił - rzucił patrząc na to jak Black najpierw podniósł kieliszek, ale później rozejrzał się na boki i odłożył go na pierwszy lepszy stolik -
dobra... Ja pierwszy - powiedział i znowu zebrał w ustach ślinę, a później nią splunął, trochę na odwal się, ale... tym razem trafił! -
O kurwa, co wygrałem? - zapytał z ciemnymi tęczówkami utkwionymi w twarzy Marshall.
glina cherry