-
Tak, ale to siła wyższa - odpowiedział od razu na jej pytanie,
czy go pociąga. Pociągała, podobała mu się, jej uśmiech, jej oczy, i burza czarnych włosów, które teraz lepiły się do zaróżowionych, zmarzniętych policzków. Mógł się do tego przyznać, bo Wyatt nigdy nie był facetem odpornym na kobiece piękno, na jakiekolwiek piękno właściwie, i też się tego nie wstydził. Potrafił się otwarcie przyznać. A przede wszystkim to potrafił w takie słowne zaczepki i mógłby to robić cały dzień... i noc.
Na jej kolejne słowa jeden kącik jego ust uniósł się do góry, bo takie były fakty, Galena Wyatta było stać na to, żeby wyręczyć się kimś w tych bardziej prozaicznych czynnościach, a on wtedy mógł poświęcać swój cenny czas na coś innego.
Czas to pieniądz - tak zawsze uważał Galen, dlatego on czasem tak agresywnie atakował tych swoich inwestorów,
nie tracił czasu, zazwyczaj jednak na tym korzystał.
Ściągnął do siebie brwi, kiedy opowiadała mu o tych
możliwościach dużych samochodów na fajną randkę, bo prawda jest taka, że Wyatt nigdy sobie czegoś takiego nie wyobrażał, randka w samochodzie? Kiedy on mógł ją zabrać na taką randkę wszędzie, wynająć specjalnie dla niej restaurację, zamek, albo nawet statek kosmiczny. Ale może Gaspardowi by się podobało na takiej randce? Znowu sięgnął do swojego karku, żeby się po nim podrapać.
-
W sumie brzmi fajnie - stwierdził, ale
znowu skłamał, bo dla niego fajna randka, to była przejażdżka tym jego Porsche, gaz do dechy, tak, żeby serce w piersi zaczęło bić szybciej, żeby adrenalina krążyła w żyłach. Tak się nad tym zamyślił, że może nie zauważył tego jej zadziornego uśmiechu, a może jednak zauważył, bo zaraz zapytał.
-
Podpowiadasz mi pomysł na fajną randkę? - uśmiechnął się -
a taka opcja, Porshe, dwieście sześćdziesiąt na liczniku i adrenalina, która uderza do głowy? Podobno bogaci ludzie się tak bawią... - był tak ciekawy tego, co ona na to powie, że po prostu musiał zapytać.
Musiał też zachowywać się na poziomie, bo może i grał kogoś zupełnie innego, ale przecież to wszystko było w nim głęboko zakorzenione, przez już jego matkę, która go tego uczyła, jako dzieciaka, że dziewczynkom się ustępuje na przykład.
-
Właściwie to możemy tu siedzieć do wieczora - znowu mrugnął do niej tym niebieskim okiem, pochylając się nieco nad stolikiem. Nawet miał coś dodać, że potem mogą zjeść kolację ze śniadaniem w jakiejś świetnej restauracji. Ale zastanowił się nad tym, czy Gaspard też może sobie na coś takiego pozwolić? Czy on w ogóle miał takie teksty?
Ale skoro nie miał, to był zupełnie inny od Galena. A w końcu Wyatt chciał, żeby jakaś kobieta zobaczyła w nim coś dobrego, w nim, takim, jakim był.
Gubił się. Od razu stwierdził, że musi to przedyskutować ze swoją terapeutką. Nowy problem Galena Wyatta. Udawać, czy nie udawać?
Spojrzał w jej duże, błyszczące oczy i stwierdził, że jeszcze trochę to pociągnie, poudaje... skromnego, porządnego Gasprada. Cóż.
-
Mam też taki stalowy garnitur, który idealnie pasuje do tych oczu - powiedział zanim znowu zdążył to przemyśleć, ale fakty były takie, że Wyatt miał ze dwieście garniturów i miał też takie, które podkreślały jego intensywnie niebieskie oczy, z premedytacją, pełną. Bo Galen zdawał sobie doskonale sprawę z tego jak wygląda, z tego jak to jego spojrzenie działa na kobiety i teraz też ono błądziło gdzieś po twarzy Nelly, po jej pięknych oczach, ale też tych pełnych ustach.
Na jej kolejne słowa parsknął śmiechem, krótko, ale szczerze, bo to nie prawda, Galen jeździł Porsche nawet w tej koszuli z Wallmartu, albo skórzanej kurtce, mimo to odpowiedział.
-
Tak... Absurdalnie to brzmi, prawda? Ale mój szef jest dziwny - nawet się nad tym zamyślił, jakby miał szefa Galena Wyatta. Tylko Galen wcale nie kazał swoim pracownikom tankować mu auta w garniakach -
on uważa, że trzeba się prezentować za kierownicą, sam całe życie chodzi w garniturach - pochylił się w jej kierunku ściszając głos, sam robił z siebie jeszcze większego dupka niż był, zakładając, że jego szefem jest Galen Wyatt, no ładnie.
Jego usta od razu wygięły się w szeroki uśmiech, kiedy Nelly przyznała, że wieżowce robią na niej wrażenie, a kiedy wspomniała o tym miasteczku, to zawiesił się jeszcze niżej nad stolikiem, bliżej niej.
-
A z jakiego? - naprawdę był tego ciekawy. Właściwie bywał i w małych, malowniczych miasteczkach, uwielbiał ich klimat, ale nigdy w takim nie żył, nie wiedział jak to jest. Chociaż willa Wyattów znajdowała się pod miastem, ale to wciąż nie to samo.
Kiedy podeszła do nich kelnerka, to Galen trochę niechętnie, ale opadł plecami na oparcie swojego krzesła. Galen Wyatt lubił przekraczać granice, nie respektował ich, Gasprad chyba też. Chociaż w tej chwili się zdystansował. Sięgnął po swoją filiżankę, upił łyk kawy i prawie się nią zachłysnął, kiedy powiedziała o tych widokach z biura, odkasłał odkładając filiżankę.
-
Właściwie to my nie, ale szef ma - biura Galena Wyatta znajdowało się na rogu budynku, było oszklone, miał całe Toronto u stóp. Uwielbiał ten widok.
Nawet coś mu przyszło do głowy i może zapytałby, czy chciałaby to zobaczyć, tylko wtedy dostrzegł to spienione mleko nad jej górną wargą. Gaspard powinien jej o tym powiedzieć? Może.
Ale Galen Wyatt zdecydowanie zrobiłby coś innego... i to właśnie zrobił. Sięgnął po serwetkę, a później swobodnie, jakby to było najnormalniejszą rzeczą na świecie, sięgnął do jej policzka, oparł chłodne palce na jej miękkiej skórze, a serwetką starł ten biały wąs. Niebieskie tęczówki utkwione były w jej brązowych oczach.
-
Mle-ko - wyjaśnił jej, dopiero po chili zabierając dłoń -
dlatego ja piję czarną - znowu się do niej uśmiechnął, a potem upił łyk tej swojej kawy, miał w biurze lepszą, ale ta wcale nie było najgorsza, a już na pewno nadrabiało towarzystwo, którego w biurze nie miał.
-
A Ty Nelly też masz dzisiaj wolne? - zapytał i przechylił na bok głowę -
mogę cię dzisiaj zabrać na tę randkę niespodziankę? - wypalił. Przecież mówił coś o sobocie. Miał się na to przygotować, tylko, że Galen Wyatt nigdy
nie umiał czekać. Galen działał i dzisiaj chyba też postanowił to pociągnąć dalej, iść za ciosem, zwłaszcza, że w jego głowie, już się wyklarował, jakiś tam pomysł.
Szalony pomysł.
Nelly Rowley