-
I cannot be bought,
but I can be stolen
with one glance.
I'm worthless to one
but priceless to two.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie, nie, nie. — prychnęła od razu, potrząsając wręcz widowiskowo głową. Naprawdę, mógł zrobić jej ten jeden z uprzejmych prezentów i nie szukać na siłę nieprawidłowej odpowiedzi. Zwłaszcza, że podała mu tę faktyczną, swoją odpowiedź na to pytanie. A o to tutaj chodziło!
Uniosła natomiast brwi, słysząc o takiej „nagrodzie”. W głowie van Laar już pojawiło się milion potencjalnych rozwiązań, które wcale nie obejmowały faktycznego ganiania za wiewiórkami. Ale cóż, niektórzy najwidoczniej lubili wykonywanie zadań we własnej osobie.
— Trochę średnia ta nagroda. Nawet jako świąteczny prezent pod choinkę nie byłby taki pocieszny. Plus, zdjęcie zawsze możesz wygenerować sobie teraz w AI. — zdecydowała się na szczerość, pod koniec wzruszając ramionami. To nie jej interes. — A, chyba że tak. To rozumiem. — dodała finalnie, choć nie była taka pewna tego zrozumienia. Sama chyba nie podjęłaby się takiego zadania, ale ona była nudziarą i wolała takie rzeczy robić w grach komputerowych. Rzeczywistość była przecież przereklamowana.
— Pewnie dużo. Zbliża się zima, więc zapasy muszą mieć porobione jak na takie małe, sprytne smyki przystało. — z trudem się powstrzymała od śmiechu, gdy z jej ust padły legendarne słowa z serialu Game of Thrones. W porę jednak oprzytomniała, na sam koniec dodając nawet poczciwe skinięcie głową.
Kompletnie jednak nie spodziewała się, że Arnold postanowi zniszczyć tę monotonną, ale przyjemną chwilę. Wolałaby, by tego nie robił, bo nie mogła za nim biegać i go powstrzymać. Znaczy mogła, ale nie chciała ryzykować. W kwestii swojego serducha zawsze była przeraźliwie wręcz przewrażliwiona.
— Arnold, do nogi! — zawołała za nim, co oczywiście nie przyniosło skutku. Patrzyła jednocześnie na psiaka, a także na uciekającą i już chowającą się w drzewie rudą kulkę. Trochę tak, jak ona sama. Tylko, że ona nie uciekała przed psami.
— Arnoldziu, nie wolno tak robić... — finalnie i pies się zatrzymał, wąchając kupkę liści przy drzewie-kryjówce wiewiórki. Podeszła do niego, kucając i w przerysowany wręcz sposób grożąc mu palcem.
Jej spojrzenie mimowolnie wylądowało na Filippo, który nie wyglądał na zadowolonego z faktu, że właśnie uciekł jego obiekt zainteresowań. Posłała mu przepraszające spojrzenie, choć nawet nie była pewna dlaczego to zrobiła. Ale czuła się trochę źle z faktem, że to jej podopieczny udaremnił jego plany.
Filippo Carissoni
-
Put yo hands up and build a snowman!
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- To super! - odparł z entuzjazmem. Kto wie, może jednak uda mi się jakoś rozpracować te zagadki. powiedział w myślach do samego siebie, nie komentując swojej drugiej propozycji, bo dla niego liczył się fakt, że podał prawidłową odpowiedź za PIERWSZYM razem.
Przewrócił tylko oczami na wspomnienie wygenerowania zdjęcia w AI.
- Ja wiem, że teraz można wykorzystać sztuczną inteligencję do wielu rzeczy, lecz nie chwaliłbym się nikomu takim zdjęciem mówiąc, że ja je zrobiłem. Tu po prostu chodziło o własną satysfakcję. - wyjaśnił, mając chociaż trochę nadziei, że zostanie zrozumiany.
- Ciekawe, czy wkrótce w muzeach nie zawisną obrazy wygenerowane przez AI. - bo skoro na Spotify'u potrafiła na topie utrzymać się muzyka stworzona przez sztuczną inteligencję, to bardzo prawdopodobnym było, iż artyści wkrótce przestaną być potrzebni. On sam zaczął się zastanawiać, czy muzyka faktycznie była dobrą ścieżką. Po prostu muszę być dobry. wmawiał sobie.
- W ogóle ostatnio coś mi się rzuciło w oczy, że można już kupować roboty humanoidalne. Grałaś albo kojarzysz może grę Detroit become human? - spytał, bo skoro już rozmawiali o sztucznej inteligencji, to uznał, że powie co wie. A pił do tego, że skoro takie roboty trafiały do sprzedaży, to ciekawe, czy za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat nie wydarzy się to, co miało miejsce w grze - a w grze androidy zaczynały coraz więcej rozumieć i sprzeciwiały ludziom.
- Pewnie masz rację. - stwierdził, kiwając głową, nie dodając nic więcej a propos zapasów - ale miał szacunek za użycie słów z Gry o Tron, na które tylko lekko się uśmiechnął.
No ale zaraz Arnold zaczął szczekać, przeganiając wiewiórkę, co spowodowało, że Filip westchnął głośno. Jakby rozumiał, że psiakom ciężko było opanować pewne instynkty lecz jednocześnie było mu smutno, że musiał zareagować akurat na wiewiórkę a nie np. inne zwierzę albo np. ptaka.
- Ech.... no i po bombkach. - i po tych słowach odwrócił się od drzewa, choć przez chwilę interesowało go, czy coś ciekawego Arnold wyniuchał w kupce liści. Ostatecznie ciekawość wygrała i podszedł do tych liści by... rękoma rozwalić tę kupkę tj. zaczął machać nimi na prawo i lewo. Oczywiście widział przepraszający wyraz twarzy Daphne i uznał to za przeprosiny, które swoją drogą zaakceptował, ledwo zauważalnym lekkim skinieniem głowy.
- Tu chyba nic nie było. - zaraz jednak przestał machać rękami.
- Żartowałem.... - jego oczom ukazał się jeżyk, który chyba spał, a przynajmniej miał zamknięte oczka.
Daphne van Laar
-
I cannot be bought,
but I can be stolen
with one glance.
I'm worthless to one
but priceless to two.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
— Gratuluję, w końcu się udało. To nie jest takie trudne. — mimo wszystko starała się, by zabrzmiało to szczerze, nie szyderczo. Jego reakcji jednak nie mogła przewidzieć.
— Spoko, tylko zasugerowałam alternatywę. — odparła, jednocześnie wzruszając ramionami. W tej kwestii nie była jakimś zagorzałym zwolennikiem AI. Sama korzystała z niego sporadycznie, raczej dla funu. — Możliwe, że tak będzie. Ponoć jakieś obrazy wygenerowane przez sztuczną inteligencję wygrywały już jakieś oficjalne konkursy. — taka była jej szczera opinia. Czy jej się to podobało? Nie za bardzo. Sama nie należała do grona artystów, natomiast widziała, że może to potencjalnie zaszkodzić całej branży.
— Ja widziałam te filmiki z nimi. One wciąż są niedopracowane i wadliwe. Są całe kompilacje, gdzie kopią powietrze i wywracają się po jakichś śmiesznych glitchach. — wtrąciła, uśmiechając się pod nosem na wspomnienie o tych nagraniach. Była natomiast świadoma, że technologia idzie cały czas do przodu i sytuacja mogła się jeszcze zmienić. — Kojarzę, ale nie grałam. Nie bardzo mam czas sprawdzać nowe gry. — dodała. Miała pracę, inne gry z mechaniką daily, a też niedawno się tutaj przeprowadziła i miała obowiązki z tym związane.
Sama nie była na pieska zła, bardziej była zawiedziona jego zachowaniem. Ale to był tylko pies, w dodatku nie miał nic złego w zamiarach. Gorzej by było, jakby agresywnie rzucił się na tą wiewiórkę. Van Laar stawiała, że pewnie zauważył w tym maleńkim zwierzęciu potencjalnego kompana do zabawy. Możliwe, że jemu też było teraz przykro. Niestety, Daphne nie umiała pomóc ani jemu, ani Filippo. Była dość gówniana w te klocki.
— Ta, pewnie powąchał bo jakiś zapach został czy coś... — już miała machnąć ręką, gdy zauważyła zmianę w zachowaniu Filippo. Zamrugała z zaskoczenia, widząc coś nietypowego w kupce liści. Musiała jednak przykucnąć i przyjrzeć się bliżej, by stwierdzić, że był to najprawdziwszy jeżyk. — Ojejku... — mruknęła, chyba bardziej do siebie. Po kilkunastu sekundach przypomniała sobie o Arnoldzie, którego przywołała do nogi i przytrzymała ostrożnie, by nic nie próbował robić.
Filippo Carissoni
-
Put yo hands up and build a snowman!
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Jeśli nie chcesz mówić to okej ale zastanawia mnie... od jak dawna stosujesz zagadki? I w ogóle z czego to się wzięło, że je zadajesz i to nawet obcym? - spytał, unosząc jedną brew. Nie naciskał, był zwyczajnie ciekawski. Wśród znajomych nie kojarzył, by ktoś jak Daphne grał w zgadywanki, aczkolwiek przypomniało mu się, jak jego tata je stosował, gdy był dzieciakiem - poza tym, były prostsze, bo na zasadzie Mam grzywę i jestem królem zwierząt na Sawannie - kim jestem? albo [/i]Mam cztery koła i jeżdżę po ulicy.[/i] ale nie trwało to jakoś długo - albo Filippo po prostu wyparł (i wytarł) to z pamięci.
- O proszę... a słyszałaś, że jakiś artysta sprzedał niewidzialną rzeźbę za miliony monet? - mówił serio. Jakiś czas temu wyskoczyła mu ta ciekawostka na twiterze i to całkowicie randomowo. Oczywiście Carissoni nie mógł uwierzyć, dlatego zaczął o tym czytać w sieci.
- To tak jak mecz robotów w Chinach. Śmieszne to było. - znaczy jego rzecz jasna bawił ten filmik, o którym sobie przypomniał, ponieważ na nim również roboty lądowały na plecach.
- Ciekawe ile zajmą poprawki oraz ile taki serwis będzie kosztował. - bo przecież nie było opcji, że taki robocik będzie sobie wiecznie działał, bez żadnych uszkodzeń. Wszystko co elektroniczne, psuło się prędzej czy później, była to tylko kwestia czasu.
- Rozumiem. Ogólnie polecam. Ciekawa fabuła i ogólnie bardzo lubię gry ze studia Quantic Dreams. Heavy Rain też jest kozackie. - powiedział, przypominając sobie grę, gdzie jako ojciec, szukało się syna Jasona.
No ale zaraz przestał myśleć o grach, ponieważ Arnold Schwarzenegger postanowił przestraszyć wiewiórkę, a potem, okazało się, że pod stertą liści odpoczywał sobie jeżyk. Oczywiście Filippo zrobił mu zdjęcie (bez flesza) i odszedł, by go nie przestraszyć.
- Nie wiem jak Ty, ale ja zawsze chciałem pogłaskać jeża. - naprawdę. Poza tym, długo wierzył w mit o jabłku tj. że niby jeżyki je jedzą. Jasne, mógłby pogrzebać w ziemi by poszukać robaczków, lecz jakoś uważał, że jeżyk sobie poradzi i sam znajdzie pożywienie.
Daphne van Laar
-
I cannot be bought,
but I can be stolen
with one glance.
I'm worthless to one
but priceless to two.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie jestem w stanie stwierdzić, kiedy dokładnie mi się to pojawiło, bo to przyszło mi prawie że naturalnie. — rozpoczęła swoje wyjaśnienia od tego zdania, wciąż uważnie obserwując jego reakcję na to, co mówiła. — Ale jakoś po poznaniu postaci Riddlera jakoś mi się to spodobało, byłam w tym dobra i wyszło, że… jest to całkiem niezły sposób na rozmowę. Później jednak okazało się, że nie do końca na każdą, ale no... — tu urwała, nie do końca wiedząc, co chciała dopowiedzieć. Wzruszyła zatem ramionami, uśmiechając się nieco nerwowo, ale nic więcej już nie powiedziała. Dla niej trudno to było tłumaczyć to krok po kroku, to już tak w nią wsiąkło że było dla niej czymś absolutnie oczywistym.
— Chyba coś mi się obiło o uszy. — odpowiedziała, po czym pokręciła głową, nie kryjąc niedowierzania. Gdzie ten świat zmierzał. Tu obrazy z AI wygrywały konkursy, nieistniejące dzieła były sprzedawane za fortunę, a wytwórnia tworząca gejowskie piosenki za pomocą sztucznej inteligencji plasowała się na szczytach list przebojów i nagrywała z popularnym youtuberem. Gdyby się cofnąć w czasie o te 20 lat to pierwsza lepsza osoba uznałaby te fakty za bujdę.
— Ej no. Same się o siebie wywracały, a nawet piłki nie kopały na sam koniec. — aż parsknęła śmiechem, przypominając sobie ten filmik. Do satyry roboty i AI nadawały się idealnie. Ale też z pewnymi wyjątkami.
— Pewnie krocie. A czasu zejdzie im z pewnością więcej niż ten robocik spędził faktycznie kopiąc piłkę. — a to wszystko pewnie za koszt podatnika. Choć kij wie, Daphne nie żyła w Chinach gdzie miało to miejsce, więc nie była świadoma ich realiów. Nie musiała się też nimi specjalnie przejmować.
— Noted, sprawdzę sobie może kiedyś. — o ile znajdzie czas. Bo ten, dla ludzi pracujących, był niemalże cenniejszy niż złoto. Tak samo, jak dobre, sprawdzone gry.
Dobrze, że nie użył flesza, bo Nene chyba zgromiłaby go wzrokiem. Sama, będąc fanką teorii „chwilę musisz przeżyć, a nie cykać jej zdjęcie” po prostu obserwowała śpiącego słodko jeżyka. Aż rozpływało się jej serce.
— Po brzuszku? — jakby chodziło mu o kolce to chyba byłoby to dziwne. Chociaż… Może dawało to jakieś inne uczucie, coś w rodzaju swoistej akupunktury? Aż poważnie zaczęła to rozważać.
Filippo Carissoni
-
Put yo hands up and build a snowman!
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Słuchał uważnie czując wewnętrzną satysfakcję, ponieważ po ostatnich wydarzeniach w sklepie, Daphne mogła nie chcieć dzielić się opowieścią ze swojego życia z nim A tu proszę. Niespodzianka. Niespodzianka, która zaspokoiła jego ciekawość.
- A więc to Riddlera można uznać za tego, którego zaczęłaś uważać oraz brać za wzór, zgadza się? - zapytał. - Ale nieźle, że Ci to przyszło tak... samo. - dodał, wciąż uważając to za dość niespotykane. - Musisz być kreatywna. Nie byle komu by się chciało wymyślać hasło oraz dopasować do niego słowa. - stwierdził po chwili. - Mówię chociażby o sobie. Mi wystarczy, że myślę nad muzyką. - taka była prawda. Przy tylu samplach, nie tak łatwo było wpaść na coś.. oryginalnego. Może i łączenie utworów wydawało się proste ale co innego miksować dla samego siebie, a co innego, gdy słucha tego całkiem spora ilość osób.
- Szkoda że ten kto kupił tę wspaniałą rzeźbę, nie wolał się podzielić hajsem... na przykład ze mną. - odparł, wzdychając i robiąc minę porzuconego kota. Naprawdę zależało mu na pieniądzach, ponieważ doskonale wiedział, że dzięki nim mógł wygodnie żyć, pomóc innym i kupować to, co chciał, bez wszelkiego zamartwiania. Dlatego żył nie tylko z puszczania muzyki w klubach, ale nikomu o tym nie mówił. Praca dla mafii była jego słodką tajemnicą.
Filippo klasnął w dłonie i parsknął śmiechem, gdy przed oczami miał te przewracające się roboty.
- Dokładnie. Chyba żaden ostatecznie nie został na boisku w pozycji stojącej. - odparł, będąc rad, że Daphne kojarzyła o czym mówił.
- Też tak myślę. Skoro przy AI jesteśmy, to w Stanach jeżdżą taksówki bez kierowców. Ostatnio oglądałem, jak jeden gość do takiej wsiadł. Ciekawe kiedy będą takie dostępne u nas. - czytał, że Uber planuje w 2026 udostępnić takie autonomiczne auta w krajach Europy np. Londynie. Ciekawe też, czy szybciej dotrą do Włoch czy do Kanady.
Skinął głową, przyjmując słowa dziewczyny do wiadomości. Kto wie, może któregoś dnia ich znajomość ewoluuje do takiego stopnia, że Carissoni udostępni Daphne swoją bibliotekę steam - a jego biblioteka była... całkiem niezłą kopalnią.
- Masz konsolę? - spytał całkiem randomowo. Kolejne pytanie zadane z czystej ciekawości.
- Omg tak! Też widziałaś te wszystkie urocze filmiki z nimi? Niektórzy to w ogóle je ubierają w czapeczki. - powiedział, przypominając sobie jedną z rolek, jakie niedawno miał na insta, a którą rzecz jasna obejrzał.
Daphne van Laar
-
I cannot be bought,
but I can be stolen
with one glance.
I'm worthless to one
but priceless to two.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
Sama zachowywała się nieco inaczej i zdecydowanie bardziej sympatycznie względem chłopaka niż wtedy, ale wiele zależało od jego podejścia. Jej też, wiadomo, ale no. Chodziło o to, że tutaj nie zwinął jej sprzed nosa jakiejś rzeczy. A że nie lubiła sobie czegoś tak odmawiać, wtedy była wręcz rozsierdzona. Tutaj nie miała do tego okazji, przez co mogła pozwolić sobie na nieco więcej wylewności, zwłaszcza że spytał ją o konkret. I o coś, co wiązało się z lubianym przez nią tematem.
— Tak jest. Nie heros, a złoczyńca. Chociaż Batmana też osobiście lubię jako postać. — stwierdziła po chwili namysłu. — Najlepsze jest to, że właśnie nie wiem czy to zależy od poziomu kreatywności, przyzwyczajenia czy czego… Ale to po prostu się pojawia. Czasami muszę głębiej pomyśleć, wiadomo, ale często wydaje mi się to łatwiejsze niż wymyślenie innego sposobu na zagadanie. — niby wzruszyła ramionami, ale faktycznie miała takie wrażenie. — Zajmujesz się muzyką? W jakim sensie? — w sumie to wcześniej o to nie pytała, a jego odpowiedź niekoniecznie wskazywała na coś konkretnego. Mógł być producentem, twórcą ścieżki dźwiękowej… Jeszcze pewnie by się coś znalazło.
— Ej, ze mną też by się mógł podzielić. Moja pensja nie jest wcale taka duża. — parsknęła, czując jak znowu ma ochotę się zaśmiać na widok miny chłopaka. Sama nie zdecydowała się na ofiarną minę, choć mogła. Była jedynie techniczką, w dodatku stawiającą pierwsze kroki. I tak się cieszyła, że mogła opłacić z tego czynsz, mieć na jedzenie i jeszcze sobie coś powoli odkładać.
— Jakoś wcale mnie to nie dziwi. — mruknęła w odpowiedzi, uśmiechając się tylko pod nosem.
— O, ale po Tesli to jakoś nie zaskakuje chyba aż tak. Zresztą chyba od kilku lat już tworzone są samochody, które potrafią poruszać się na autopilocie. — motoryzacja akurat nie była jakimś wielkim konikiem Daphne, ale coś tam jej się obiło kiedyś o uszy. Nie mogła jednak mieć absolutnej pewności co do aktualnego okienka czasowego w produkcji takich nowinek technologicznych.
— Mam, już taką do wymiany, bo ja raczej gram na PC. A co? — miała nadzieję, że ta odpowiedź nie wywoła kolejnej wojny, tym razem na linii konsolowicze versus komputerowicze.
— Tak, widziałam parę takich filmików! Przeurocze są. Mam tylko nadzieję, że jeżykom takie rewie modowe nie przeszkadzają. — to wciąż były żywe istoty, a po niektórych kotach na tiktoku widziała, że nie każdemu uśmiechało się chodzić w uroczej czapeczce.
Filippo Carissoni
-
Put yo hands up and build a snowman!
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Szanuję, serio. I za wybór złoczyńcy i Batmana. Ja lubiłem Supermana ale z czasem, zacząłem też lubić Nightwinga, Zieloną Latarnię i Flasha. A ze złoczyńców... to chyba Jokera. A! I Dwie Twarze. - tak było. Co nieco czytał, co nieco oglądał, a od niedawna także pobrał sobie na telefon gierkę z uniwersum DC, która go wciągnęła i logował się codziennie by wykonać kilka zadań i pozbierać itemy.
- W sensie... jestem djem w The Fifth Social Club, chociaż od niedawna grywam także i w innych klubach. - powiedział zgodnie z prawdą. - Jakbyś kiedyś... miała wolny wieczór to zapraszam do The Fifth. - dodał, chociaż zastanawiał się, czy dobrze robi, biorąc pod uwagę, że do klubu w którym pracował, przychodziły osoby z różnych środowisk. No i druga kwestia, że Daphne mogła niezbyt przepadać za klubami... pomyślał sam do siebie, lecz z drugiej strony, czy zaproszenie to coś złego? Będzie chciała to skorzysta a jak nie, to nie. Zmuszać nie zamierzał.
Filippo parsknął śmiechem.
- No więc właśnie. Są ludzie w potrzebie, którzy dobrze zaopiekowaliby się jakąś fajną sumą pieniędzy. - stwierdził, teatralnie wzdychając głośno i patrząc przed siebie. Aż w głowie zaczęła mu lecieć piosenka Abby...
- Money, money, money, must be funny, in the rich mens world.... - zaczął śpiewać, bo jednak nie udało mu się zachować tej piosenki wyłącznie w swojej głowie. Zbyt silna była chęć zaśpiewania jej, by nie tylko Daphne ale i każda mijająca ich osoba, go usłyszała. Przez chwilę chciał się poczuć jak gwiazda teledysku. Jeszcze deszcz powinien zacząć padać. wtedy to już w ogóle byłaby iście teledyskowa aura i atmosfera.
Carissoni skinął głową.
- Bardzo możliwe. Nie zagłębiałem się w sumie, ale to na pewno nie jest tak, że powstały całkiem niedawno. Testy na pewno trwały kilka lat, nim zezwolono na wypuszczenie ich na ulicę. - stwierdził i jasne, mógł to szybko sprawdzić w internecie ale zaraz zaczął się temat dotyczących sprzętów do grania.
- O... też grywam na PC. A bo myślałem ogólnie, że można by kiedyś zagrać w jakiegoś multika. Grałaś w Way Out? To gra kooperacyjna, gdzie postacie próbuje znaleźć wyjście i uciec z więzienia. - powiedział, bo on to miał ale jeszcze nie przeszedł. Czekał na kogoś, z kim mógłby spróbować to przejść.
- Też mam taką nadzieję. Serio. Ale tego się raczej nigdy nie dowiemy. Chyba, że nagle zauważalny będzie grymasik na ich mordkach... tylko, czy to oznacza to samo, co kiedy my mamy wymalowany grymas na twarzy? - nie miał zielonego pojęcia. Nie był psychologiem. Był djem, uczniem i... kimś jeszcze.
- Ja... będę musiał zaraz lecieć. Odprowadzić Cię? - spytał, chwilę wcześniej sprawdzając godzinę.
Daphne van Laar
-
I cannot be bought,
but I can be stolen
with one glance.
I'm worthless to one
but priceless to two.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
— Superman jest też mega, ale nie ma tak dowalonych złoczyńców. Jokera sama też lubię. Ogółem wszyscy złoczyńcy batmanowi są naprawdę charakterni i zapisują się w głowie od razu. — zgodziła się, entuzjastycznie kiwając głową. — A tylko DC cię jara i nienawidzisz Marvela? Czy jesteś z tego rzadszego obozu, w którym ta wojna jest dla ciebie jedynie zbędnym bólem głowy? — dopytała jeszcze, bo naprawdę była ciekawa. Zazwyczaj komiksiarze, których spotykała, dzielili się na dwa obozy. I drugiego nienawidzili.
— Uuu, żiżej? — dobrze, że nie Pallaside. Haha. Sorry, musiałam. Zanim odpowiedziała na dalszą część jego wypowiedzi, jej brwi uniosły się nieznacznie ku górze. — Nieźle. Nawet przyszłabym zobaczyć cię w akcji, ale życiowe powołanie na nerda mi to raczej uniemożliwia. I nie mam z kim tam przyjść nawet, więc bym pewnie chciała umrzeć ze wstydu z miejsca. — choć wzruszyła ramionami, posłała mu jednocześnie też przepraszające spojrzenie. Nigdy nie była typem klubowicza. Uwielbiała muzykę, ale żeby skakać do niej w tłumie ludzi… No niekoniecznie.
Początkowo planowała jedynie pokiwać głową na znak porozumienia, ale gdy zaczął śpiewać, znowu uniosły się jej brwi. Tym razem nawet towarzyszył jej rozbawiony uśmiech na twarzy.
— Szacunek za piosenkę Abby. — skomentowała jedynie, bo przekaz już i tak był jasny. Nie musiała nic do tego dodawać.
— Wiadomka. Bez testów by tego nie puścili. Przecież chyba z samą Teslą krążył jakiś mem, że chyba nie wyłapywał każdej rasy by się zatrzymać w porę. — nie była pewna, czy to akurat było to, ale może dobrze jej się kojarzyło.
— Nie, ale mogę spróbować zagrać. Generalnie nie lubię multiplayerów, chyba że z kimś kogo znam. A gra brzmi zachęcająco. — w sumie czemu nie? Przydałaby jej się jakaś osoba do wspólnego grania. Nawet, jeśli był to złodziej. Któremu wybaczyła, ale wciąż pamiętała!
— A tego to nie wiem. Nie znam tych zwierzaków aż tak dobrze, choć może poszukam coś na ten temat. — odpowiedziała, wzruszając ramionami. Mogło być też tak, że zwyczajnie o tym zapomni.
— Och, jasne. Ja też właściwie mogłabym się zbierać, więc możesz mnie odprowadzić. — pobieżnie zerknęła na smartfona w celu zobaczenia godziny. Faktycznie robiło się już późnawo, a musiała jeszcze zwrócić Arnoldzika sąsiadce. Zawołała psa do nogi, a ten przybiegł grzecznie.
Filippo Carissoni