23 y/o
Welkom in Canada
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Wypity kilka chwil wcześniej drink sprawiał, że czuła przyjemne ciepło rozlewające się po ciele. Jej cekinowa krótka sukienka odbijała światła klubu kiedy tańczyła na środku parkietu wśród tłumu ludzi. Z głośników leciał remix High Hopes, a ciało Maddie samo odnalazło rytm i jak to miała w zwyczaju dobrze się bawiła i wywijała na parkiecie. Lubiła to, po pierwsze wtedy czuła się wolna i wyluzowana, po drugie wiedziała, że przyciągała wzrok innych. Przywykła do tego, z resztą jaka kobieta nie lubi kiedy ktoś patrzy na nią z zazdrością albo w przypadku mężczyzn z podziwem? Lennox ślepa nie była, znała też swoją wartość, a faceci byli bardzo prości, wystarczył uśmiech, jedno spojrzenie i mrugnięcie okiem, a każdy prawie padał na kolana.
Nie lubiła bawić się sama, bo co to za rozrywka, ona potrzebowała bodźców, różnego rodzaju, lubiła czuć, lubiła grać i uwielbiała drażnić i zdobywać, a nie było lepszego miejsca niż klub, szczególnie ten, w którym czuła się jak ryba w wodzie. Między jedną, a drugą piosenką skończyła jeszcze do baru po kolejnego drinka, znajomy pracujący dzisiaj na zmianie doskonale wiedział, że miała słabą głowę dlatego z uprzejmości robił jej trochę słabsze drinki. Na początku bardzo ją to wkurzyło bo halo była przecież dorosła, ale z drugiej strony jutro będzie mu pewnie wdzięczna. Dlatego nie robiła niepotrzebnej awantury, dopiła co miała w szklance i ruszyła znów na parkiet.
Długo nie musiała czekać, za chwilę poczuła za sobą czyjąś obecność, następie duże męskie dłonie objęły jej biodra, ciepłe ciało dotknęło tego jej i zaczął się wspólny taniec, który trwał naprawdę długo. Blondynka opierała się o nieznajomego, ocierała o jego ciało i pozwoliła aby jego długie palce zaciskały się na jej biodrach. Było fajnie i przyjemnie, minęła kolejna piosenka, Lennox chciała odejść i wrócić do baru aby napić się kolejnego drinka jednak męskie dłonie złapały ją za biodra i przyciągnęły do siebie kiedy zrobiła krok do przodu.
- Jeszcze nie skończyłem, mała. - usłyszała w swoim uchu męski głos, ton brzmiał tak jakby nie znosił sprzeciwu. Niestety do Lennox się tak nie mówiło, ona zawsze sama decydowała kiedy zabawa się kończy, a przede wszystkim z kim się bawi. A to już nie była dla niej zabawa. Znów próbowała się wyrwać ale bezskutecznie, nawet nie mogła się odwrócić bo facet trzymał ją zbyt mocno. Czuła, że ciśnienie jej się podnosi, szczególnie w momencie, w którym jedną ze swoich dłoni położył na jej udzie i jechał nią wyżej. A, że dzisiejszego wieczora miała krótką sukienkę do nie miał zbyt długiej drogi aby za chwilę wsadzić ją pod błyszczący materiał. Kolejny raz się szarpnęła, ale koleś chyba stracił cierpliwość bo jedną rękę odwrócił Mads w swoją stronę i przycisnął ją do swojej klatki piersiowej.
Złość zaczynała w niej buzować, czuła jak jej policzki robią się czerwone nie z zawstydzenia tylko wściekłości. Facet zbliżył swoje usta do jej szyi, musnął nosem ciepłą skórę, a blondynce momentalnie zrobiło się niedobrze.
- Jeśli zaraz mnie nie puścisz to Cię zabije, chuju. - warknęła do jego ucha, ale w odpowiedzi usłyszała tylko śmiech. Nikt nie zwracał na nich uwagi bo każdy zajęty był zabawą, nikt też nie słyszał ich wymiany zdań, ludzie byli zbyt pijani, a może najzwyczajniej w świecie nie chcieli się wtrącać. Została zdana sama na siebie, jak zwykle. Przecież umiała sobie radzić z debilami, zawsze umiała to robić i nie czuła strachu, nikt nie mógł jej złamać.
Facet podniósł głowę znad jej szyi, ale nie spojrzał na jej twarz, bardziej patrzał ponad nią bo był zdecydowanie wyższy. Lennox widziała jak jego twarz się zmienia, jak ucieka z niego pewność siebie, a na jej miejsce wkracza...strach? Zrobił się blady, czuła jak jego uścisk się poluzował.
Słyszała za sobą skrawki słów, których nie umiała ułożyć w logiczne zdanie, dupek kiwnął tylko głową i odszedł, a Maddie zrobiła krok w tył, kompletnie oszołomiona. I za plecami poczuła coś twardego, a raczej kogoś, jakąś klatę. Powoli się odwróciła i musiała unieść głowę zdecydowanie wyżej aby rozpoznać twarz.
- Radziłam sobie, Hall. - rzuciła w jego stronę trochę głośniej aby usłyszał. Alexander Hall - stały bywalec tego miejsca, pewny siebie dupek, który pozjadał wszystkie rozumy świata. Maddie słyszała o nim kilka plotek, tajemniczy i niebezpieczny, tak opowiadały zakochane w nim po uszy dziewczyny, które po kilku azotach wypłakiwały oczy na barze.
Patrzyła na jego twarz z pewnością siebie, chociaż może gdzieś w głębi duszy odetchnęła? Bo może i tamten typ nie był tak wielki jak Alex ale był silniejszy niż Maddie i może to byłby pierwszy raz gdzie by faktycznie coś się jej stało? Jeden na milion.
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
For good luck!
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dzień kończył się tak samo, jak zaczynał - hałasem miasta i własnymi myślami, których nie potrafił wyłączyć. Lex wślizgnął się do tego samego klubu co zwykle, nie patrząc na nikogo, tylko po to, żeby napić się czegoś, co przypominałoby spokój. Głośne basy wstrząsały całym klubem, a światła strobo odbijały się od potłuczonego szkła na podłodze. Usiadł na jednej ze starych kanap z whisky w dłoni, obserwując wirujący tłum tańczących ludzi.
Dzień był długi - ledwo miał chwilę, aby odetchnąć. Rano prowadził zajęcia z boksu dla najmłodszych. Tłumaczył techniki, poprawiał postawę i krzyczał, gdy ktoś się spóźniał. Z dnia na dzień coraz bardziej czuł, że nie nadaje się do tej roboty, bo po prostu nie starczało mu cierpliwości. Po zajęciach skoczył z kumplem do warsztatu, aby wymienić klocki w swoim lancerze. Mimo że kupił części z drugiej ręki, portfel nieźle mu ucierpiał, ale przynajmniej nie będzie się teraz ślizgał na zakrętach. Poza tym gdy ubrudził dłonie smarem, czuł przy tym dziwną satysfakcję, że w końcu coś naprawił zamiast spierdolić.
Po wymianie klocków hamulcowych wrócił na wieczorne zajęcia dla młodzieży. Tym razem było ciężej niż zwykle. Hałas, chaos, brak skupienia - ktoś się spóźnił, ktoś inny nie słuchał, a kolejne poprawki techniki kończyły się przewracaniem oczami. Lex czuł, jak cierpliwość napina mu się pod skórą, jakby ktoś powoli odkręcał zawór. Głos podniósł mu się kilka razy bardziej niż planował, a pięści same zaciskały się na bandażach.
Przez chwilę naprawdę myślał, że zaraz straci kontrolę, serio. Ostatecznie cudem utrzymał nerwy na wodzy. Gdy zajęcia się skończyły, nie został na pogadanki ani porządki - wrócił prosto do domu, założył buty do biegania i wyszedł jeszcze raz na miasto.
Biegł długo, aż płuca zaczęły palić, a myśli w końcu się urwały. Rytm kroków i uderzeń serca był jedyną rzeczą, na której potrafił się skupić. Uderzał butami w chodnik, jakby chciał wyrzucić z siebie cały nagromadzony stres i frustrację. Serce biło mu mocno, płuca paliły, a pot spływał po karku - wszystko to dawało Lexowi poczucie kontroli, której brakowało mu w innych sprawach.
Nie wrócił jednak do mieszkania na noc. Po szybkim prysznicu i zmianie ubrań wyszedł ponownie, kierując się do klubu. Sam do końca nie wiedział dlaczego. Może potrzebował hałasu, może ludzi, a może po prostu miejsca, w którym nie musiał niczego kontrolować.
I tak oto siedział na tej klubowej kanapie. Nie minęła chwila, gdy dosiadły się do niego dwie dziewczyny - ładne, pewne siebie, uśmiechnięte. Jedna miała na sobie obcisłą sukienkę, druga błyszczący top, obie pachniały perfumami i wyglądały, jakby przyszły dokładnie po to, żeby nie siedzieć same. Śmiały się głośno, zagadywały go bez skrępowania, próbując wciągnąć do rozmowy i wyciągnąć na parkiet.
Lex odpowiedział kilku słowami, uniósł kącik ust w półuśmiechu, ale myślami był już gdzie indziej. Wystarczyło jedno spojrzenie ponad ich ramionami, by wszystko inne przestało mieć znaczenie.
Lennox.
Wyróżniała się nawet w tym chaosie świateł i dźwięków. Krótka, błyszcząca sukienka łapała każde światło strobo, odbijając je jakby była stworzona dokładnie na ten parkiet. Jasne włosy opadały swobodnie na ramiona, miękkie i niesforne. Była drobna, niemal delikatna, a przy tym miała w sobie coś niebezpiecznie przyciągającego i rozbrajającego czujność.
Tańczyła z jakimś dziwnym typem, który wyglądał, jakby brał jej obecność za coś, co mu się po prostu należy. Ręce trzymał za długo, za nisko, za śmiało. Nie było w tym nic łatwego - mieszanina zazdrości, ochronnego impulsu i dziwnego, niewypowiedzianego pragnienia, żeby była tylko jego, sparaliżowała go na moment.
Lex mruknął krótkie przeprosiny do dziewczyn, które siedziały obok, i odstawił szklankę na niski stolik. Wstał bez pośpiechu, choć w środku wszystko już się w nim napinało. Ruszył w stronę parkietu dokładnie w chwili, gdy zobaczył, jak ręka tamtego typa przesuwa się za wysoko i zatrzymuje się tam, gdzie nie powinna. Maddie zesztywniała na ułamek sekundy - wystarczająco długo, by Lex wiedział, że to nie jest część tańca. Wyglądało, jakby facet przytrzymywał ją zbyt mocno i zbyt pewnie, jakby testował granice.
Podszedł do nich powoli i zatrzymał się wystarczająco blisko, by tamten typ go usłyszał mimo dudniącej muzyki. Spojrzał mu prosto w oczy, spokojnie, bez cienia emocji.
- Wybierz mądrze - powiedział chłodno, z rękoma w kieszeniach.
To wystarczyło. Ręce zsunęły się z talii Maddie niemal natychmiast. Facet cofnął się o krok, rzucił krótkie, nerwowe spojrzenie i bez słowa zniknął w tłumie, jakby nigdy go tam nie było.
Lex nawet nie odprowadził go wzrokiem. Jego uwaga była już gdzie indziej.
Radziłam sobie, Hall. Ta, jasne.
- Wiem - odpowiedział mimowolnie i uśmiechnął się kątem ust. - Po prostu nie mogłem patrzeć, jak ktoś cię trzyma, słońce.
Zerknął jej prosto w oczy. Stała tak cholernie blisko, że czuł zapach jej perfum. Każdy normalny typ skorzystałby z okazji i zaprosiłby Maddie do tańca, ale, umówmy się, Lex nie był normalny.
- Myślę, że należy mi się drink - mruknął, odruchowo odgarniając zagubiony kosmyk włosów z twarzy Maddie i palcami muskając jej policzek. Mały gest, szybki, niemal niezauważalny, ale wystarczający, żeby... żeby co?
Ach, tak. Zołza.

Maddie Lennox
isiek
wszystko git jest
23 y/o
Welkom in Canada
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nigdy nie była typem biednej dziewczyny, którą było trzeba ratować. Odkąd wyprowadziła się z domu przestała żyć w bezpiecznej bańce, w której wychowywali ją rodzice. Musiała nauczyć się walczyć sama o siebie, szczególnie teraz kiedy jej życie było na niebezpiecznej granicy. Umiała walczyć o swoje, umiała walczyć o siebie, ale czasem zapominała, że czasem może pojawić się ktoś większy i silniejszy, ktoś komu nie da rady sama. Ten wieczór i ta sytuacja była tego idealnym przykładem. Warto zaznaczyć, że trochę sama się o to prosiła, bo Maddie taka była, najpierw robiła i mówiła, a dopiero potem myślała i to był jej błąd. Pierwszy raz od dawna pojawił się mężczyzna, który mógł zrobić z nią co chciał, a ona nie potrafiłaby się przed nim obronić. Bo groźby i złe słowa wcale na niego nie działały, dałaby sobie rękę uciąć, że wręcz bardziej nakręcały.
Nigdy nie przyzna tego głośno, ale dobrze, że jednak Hall postanowił się wjebać w jej interes. Bo zareagował jego jedyny, chociaż jego intencji też nie znała. Nigdy jednak mu za to nie podziękuje, bo okazanie tego to słabość, której nie chciała pokazywać, tym bardziej nie chciała mu dać jakiejś dziwnej satysfakcji z uratowania jej.
Czuła zapach jego ostrych perfum, które o dziwo przyjemnie drażnił jej nos. Stała tak blisko niego, że wystarczył krok, mały krok aby swoim drobnym ciałem zetknęła się z tym jego, twardym i gorącym, bo jego ciepło czuła aż tutaj. Wywróciła oczami na jego słowa.
- Oh, mój bohater. A gdzie masz białego konia? Zgubiłeś? - zapytała całkowicie rozbawiona i delikatnie uniosła brwi w górę. Wyraz jej twarzy momentalnie się zmienił kiedy usłyszała określenie, które zazwyczaj stosuje się do małego dziecka.
- Po pierwsze jak wspomniałam radziłam sobie świetnie i nie potrzebowałam ratunku. Po drugie nie mów do mnie słońce, Hall. - zaczęła wyliczać, już miała otwierać usta aby dodać coś jeszcze kiedy ten niespodziewanie podniósł rękę i odgarnął niesforny kosmyk jej włosów za ucho, a potem dotknął policzka. Mimowolnie wstrzymała oddech czując na karku ciarki, których dawno nie czuła. Stała jak słup soli przez kilka sekund, po jej oczach było widać, że się zastanawiała, ale dosłownie chwilę. Bo nie wiedziała czy powinna mu przywalić za to czy może...zrobić coś innego.
- Po trzecie jeszcze raz mnie dotkniesz to zobaczysz co chciałam zrobić z tamtym typem. Trzymaj łapy przy sobie, nie jestem psem aby mnie głaskać. - oburzona była, nawet bardzo tym jego śmiałym zachowaniem, bo halo za dużo sobie pozwalał.
- Myślenie chyba nie jest Twoją mocną stroną, nie? - zapytała unosząc ponownie brwi w górę. Znów zawiesiła się na kilka dobrych sekund aby w końcu westchnąć.
- Nie lubię mieć długów, szczególnie u Ciebie. - wypaliła nagle i gestem głowy wskazała na bar, bo taka była prawda, nie lubiła być komuś coś winna, a tym bardziej jemu, bo może nie znała go najlepiej, ale wiedziała, że wcześniej czy później na bank by to wykorzystał przeciwko niej. Z resztą, trochę ją ciekawiło skąd się tutaj wziął i po jaką cholerę zdecydował się jej pomóc. Nagle uderzyła ją pewna myśl, czyżby obserwował ją już dłuższą chwilę? Skoro widział, że miała problem z typem to na bank obserwował.
Kiedy w końcu dotarli do baru Maddie gestem ręki wskazała aby usiadł na jednym wolnym stołku gdzieś w rogu gdzie było zdecydowanie ciszej. Sama weszła za bar i stanęła tuż przed nim opierając ręce na ciemnym grubym drewnie.
- W takim razie czego się napijesz, bohaterze? - zapytała od niechcenia i stała, nachylała się nad barem i patrzyła na jego twarz tak jakby chciała wyczytać z niej wszystko. Niestety taki typ jak Hall był zamkniętą księgą albo nie zapisanymi stronami, które uzupełniają się na bieżąco.
A ona chyba miała ochotę zacząć czytać tą książkę.
Kurwa.
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
For good luck!
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chaos był czymś, z czym Lex żył od zawsze. Nie jako abstrakcyjne pojęcie, tylko jako stan - hałas w głowie, brak kontroli, granice rozmyte tak bardzo, że przestawały cokolwiek znaczyć. I dlatego reagował szybciej niż powinien - zanim myśl zdążyła się uformować, ciało już było w ruchu. Kiedy ręka tamtego faceta przesunęła się za wysoko, Lex nie widział Maddie jako osoby, którą musiał ratować. Zobaczył moment. Tę jedną sekundę, w której sprawy zaczynają wymykać się spod kontroli, a potem już tylko przyspieszają i nic nie da się zatrzymać. Znał to aż za dobrze. Sam był dzieciakiem, którego nikt nie zatrzymał, nikt nie ochronił, nikt nie powiedział „dość” w odpowiednim czasie. Owszem, Lennox była pyskata, niezależna, szła na żywioł - najpierw działała, dopiero potem myślała. Lex rozpoznawał ten schemat bez trudu, bo był jego własnym. Wiedział też, jak łatwo taka postawa kończy się źle, nawet jeśli człowiek wmawia sobie, że ma wszystko pod kontrolą. Może właśnie dlatego wszedł między nią a tamtego faceta, zanim zdążył to sobie racjonalnie wytłumaczyć.
I umówmy się - nie robił tego dla wdzięczności ani dla roli bohatera. Maddie nie dziękowała, nie miękła i nie dawała mu satysfakcji. Stawiała opór, odgryzała się, testowała granice - i to było bezpieczne. Pozwalało mu to wejść, zrobić swoje i wyjść bez deklaracji, bez rozmów i bez emocjonalnych zobowiązań. To wszystko było tylko sposobem na zachowanie dystansu, nawet jeśli fizycznie stali zbyt blisko siebie, by udawać, że nic się nie dzieje.
- Nie wyglądasz na kogoś, kto czeka na rycerza z białym koniem - rzucił, nachylając się w jej stronę, żeby nie musiał aż tak bardzo podnosić głosu przez muzykę.
Kiedy Maddie rozpoczęła swoją wyliczankę, bardziej skupił się na reakcji jej ciała niż na słowach. Był spostrzegawczy - nie umknęło mu to zawahanie, jakby sama nie wiedziała, czy ma go odepchnąć czy... wręcz przeciwnie. Uśmiechnął się ledwo zauważalnie. Nie była to satysfakcja w stylu "mam cię". Pojawiła się bardziej świadomość, że trafił w punkt. Że mimo ostrych słów i wysokiego muru, który Mads budowała wokół siebie, jej reakcja na jego dotyk nie była obojętna. Cholera, zajebiście.
Ej, ale w sumie, czemu zajebiście? Nie wiedział, czy to satysfakcja, adrenalina, czy może coś innego, ale... właśnie postanowił mieć to dzisiaj gdzieś. Takie rozterki wolał zostawić poetom i filozofom. On miał swoje zasady. Działać, reagować, nie rozkminiać. Resztę zostawić światu - a teraz liczyło się tylko tu i teraz.
I ta chwila z Lennox.
- Masz rację - przyznał bez wahania. - Myślenie nigdy nie było moją najmocniejszą stroną.
W sumie nawet nie kłamał. Przechylił głowę, jakby naprawdę poważnie rozważał jej słowa.
- Dlatego wolę patrzeć i reagować wtedy, kiedy coś przestaje być zabawne. Spokojnie, Lennox. Trzymam ręce przy sobie, ale nie obiecuję, że przestanę mówić - dodał po krótkiej chwili, po czym podążył za nią w kierunku baru, skoro Panna Lennox nie lubiła mieć długów i wspaniałomyślnie postanowiła przystać na jego propozycję i odwdzięczyć się drinkiem.
Usiadł na stołku gdzieś w rogu, obserwując przy tym kątem oka dziewczynę, gdy otoczyła bar i stanęła naprzeciwko niego. Czego się napijesz, bohaterze? Nawet nie musiał długo się zastanawiać.
- Daj coś mocnego, żeby przetrwać twoje komentarze - wypalił bez zastanowienia, znowu sprawdzając, na jak wiele może sobie pozwolić, zanim oberwie.
Na chwilę zamilkł. Oparł łokieć o blat i spojrzał na nią uważnie, bez pośpiechu, jakby próbował wyłapać każdy szczegół - sposób, w jaki unosiła brew, napięcie w ramionach, ten błysk w oczach, który mówił jedno: to jeszcze nie koniec.
- Albo w sumie nie - dodał, kącik ust ponownie drgnął. - Może być słabsze. Lubię wiedzieć, kiedy ktoś próbuje mnie przegadać.
Lex oparł się wygodniej na stołku, nie spuszczając z niej wzroku ani na moment. Klubowy hałas gdzieś się rozmył - został tylko bar, światło i ona po drugiej stronie. Może właśnie dlatego jego kroki poprowadziły go właśnie tutaj. Nie do whisky, nie do tłumu, nie do chaosu. Tylko tutaj, do tego momentu. Do... niej?
Kurwa mać, co za bzdury. A jeszcze porządnie się nie napił.
Lennox, lej szybciej tego drinka.

Maddie Lennox
isiek
wszystko git jest
23 y/o
Welkom in Canada
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nosiła w sobie pewnego rodzaju ciemność, coś co było ciężko wytłumaczyć. Prawda była jednak taka, że była kolejną rozpieszczoną dziewczyną, która wychowana została w luksusie, uwolniła się ze smyczy rodziców i uważała się za niewiadomo kogo. Owszem, była dziewczyną, która nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać, była chamska i bezczelna, ale to wszystko. Nie znała prawdziwego życia, nigdy go nie doświadczyła. Ale Lex znał to doskonale, to on był tą prawdziwą ciemnością, człowiekiem, który nosił w sobie wiele demonów. Lennox go nie znała, nie znała jego historii, słyszała tylko plotki, że ten chłopak to jeden z takich typów, z którymi nikt nie chce mieć nic wspólnego. Nie był to typowy bad boy, a blondynka sama mogła się dzisiaj o tym przekonać w momencie, w którym wystarczyło jedno spojrzenie aby jakiś inny typ się od niej odczepił.
Nie umiała jeszcze ogarnąć czy tak bardzo się go bał czy po prostu lepiej nie mieć sobie go za wroga.
Znów nieświadomie wstrzymała oddech kiedy się nad nią nachylił, był zdecydowanie wyższy, a jego ciepły oddech pogłaskał jej ucho, miała ochotę przymknąć powieki i chwilę się tym napawać, ale nie zrzuciła maski. Stała twardo z obojętną miną. Nie chciała mu dać tej satysfakcji, nie chciała aby wiedział jak bardzo słaba przy nim się stawała. Jego bliskość ją drażniła, niesamowicie drażniła, ale z drugiej strony chyba mogłaby stać tutaj i całą noc.
W tym momencie żałowała, że barman polewał jej naprawdę słabe drinki, wszystko teraz co będzie się działo to na trzeźwo, będzie analizowała każde słowo, każde spojrzenie. Gdyby jednak doprowadziła się do swojego ulubionego stanu upicia wszystko przestałoby mieć znaczenie, może nawet i by skorzystała z tego, że tutaj był. Przecież nie był brzydki, miał w sobie tą pewną aurę tajemniczości i Maddie wiedziała, że zabawa z nim to byłaby prawdziwa zabawa, w każdym znaczeniu tego słowa. Z drugiej strony…nie chciała tracić gardy, bo z tym chłopakiem nigdy nie było nic wiadomo.
- Bardziej czekam na jeźdźca apokalipsy niż na bohatera. - rzuciła dość niskim tonem, co akurat było prawdą. Lennox potrzebowała porządnych bodźców, kogoś kto da jej wyzwanie, a nie przytaknie na wszystko co mówi.
Na jej twarzy pojawił się delikatny lecz zwycięski uśmiech kiedy potwierdził, że myślenie nie było jego najmocniejszą stroną. To nie tak, że uważała go za głupka, po prostu lubiła wbijać szpilki, lubiła dokuczać.
Stojąc za tym barem i słysząc jego słowa wywróciła oczami. Miała zamiar zrobić mu naprawdę mocnego drinka, może nawet takiego co wypali mu ten jęzor i sprawi, że już więcej nic nie powie.
- To raczej ja powinnam pić coś mocnego aby przetrwać Twoje towarzystwo, które jest wyjątkowo ciężkie. - niby mruknęła to do siebie, ale powiedziała to na tyle głośno aby usłyszał. To była kwintesencja jej osobowości, pociskiem reagowała na pocisk, uderzeniem reagowała na uderzenie, nie chowała się tylko stała twardo.
- Dobra, ale dla Twojej wiadomości nie mam zamiaru Cię przegadywać. Bardziej zależy mi na tym abyś szybko wypił tego drinka i aby każde z Nas poszło w swoją stronę. - tutaj akurat była szczera, nie miała zamiaru spędzić z nim ani chwili dłużej, tym bardziej stojąc za barem gdzie jej szpilki średnio się odnajdywały, szkoda jej też było sukienki, która do cholery podwijała się za każdym razem jak tylko wyżej unosiła rękę.
Czuła jego palący wzrok na sobie, ze wszystkich sił starała się skupić na robieniu drinka chociaż w chuj ją korciło aby podnieść wzrok. Była jednak twarda, a w głowie powtarzała sobie mantrę, że ma gapić się na szkło, a nie podnosić wzrok. Warto dodać, że chyba jej się to udało bo nawet ręka nie drgnęła kiedy lała trunek do szkła.
Zgodnie z jego życzeniem zrobiła mu jakiegoś słabego kolorowego drinka, nawet była na tyle miła i uprzejma, że włożyła do niego parasolkę aby chociaż trochę poczuł się jak na rajskich wakacjach i postawiła przed nim szklankę.
- Proszę bardzo, a teraz szybko do dna i żegnam. - jej ton był abstrakcyjnie przesłodzony, tak samo jak uśmiech, którym go obdarzyła.
Wiedziała, że nie zniesie jego towarzystwa na trzeźwo, dlatego zaraz wzięła się za kolejnego drinka, tym razem mocniejszego, zdecydowanie. Nie żałowała sobie alkoholu do szklanki dolała jakiegoś soku i tyle jej wystarczyło. Niemalże od razu upiła w niego łyka, delikatnie się skrzywiła bo faktycznie nikt nie zrobi jej tak mocnych drinków jak ona sama.
Znów naszło ją to dziwne uczucie, że ktoś ją obserwuje. Mimowolnie rozejrzała się po klubie, na jednej z loży dostrzegła dwie…dziewczyny (chociaż w tych stronach i w tym świetle wyglądały jak gargulce), które patrzą na nią tak jakby chciały wydrapać jej oczy. Maddie może i była blondynką, ale szybko połączyła kropki, laski gapiły się na nią tylko dlatego, że przy barze tuż na przeciwko niej siedział Lex.
- Twoje koleżanki chyba nie mogą się doczekać Twojego powrotu. - mruknęła niby obojętnie, ale w jej tonie dało się też usłyszeć pewnego rodzaju zirytowanie. Powoli przekręciła głowę na ciemnowłosego.
- Nie wiedziałam, że kręcą Cię takie gargulce, stać Cię na więcej Hall. - rzuciła, a gestem głowy wskazała miejsce gdzie siedziały dwie…damy, tak aby go uświadomić, że albo ona albo on są obserwowani. Maddie czując jednak noże tuż przy plecach śmiało może stwierdzić, że one gapią się na nią i najpewniej w myślach już ją zabijają.
Znów uniosła swoją szklankę pijąc kolejnego łyka, tym razem większego.
Zajebiście, komedia życia normalnie
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
For good luck!
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lex nigdy nie wierzył w to, że ludzie naprawdę się znają. Każdy nosił jakąś wersję siebie - wygładzoną, uproszczoną, pozbawioną niewygodnych, ostrych krawędzi. Historie opowiadane przy barze były zawsze krótsze niż rzeczywistość, a prawda… prawda zwykle nie nadawała się do opowiadania. Jego własna była pocięta na fragmenty, których nie składał w całość nawet przed samym sobą. Nikt nie znał jej w pełni. I nikt nie musiał.
W szczególności Lennox.
Dla Lexa Maddie nie była historią do poznania ani zagadką do rozwiązania. Była czymś pomiędzy - chaosem ukrytym pod ciętym językiem i spojrzeniem, które mówiło znacznie więcej niż wszystkie jej prowokacje. To napięcie, gęstniejące za każdym razem, gdy stawała zbyt blisko, było jak ostrzeżenie, którego nie potrafił zignorować. Nie wiedział, kim naprawdę jest, i na razie wcale nie chciał wiedzieć. Wystarczało mu to, że nie była mu obojętna, choć to samo w sobie było już cholernie niebezpieczne. Zupełnie jak fakt, że przyciągała go do siebie z siłą, której nie potrafił ani wyjaśnić, ani - co gorsza - zlekceważyć.
- Szkoda. Już myślałem, że to początek naszej wielkiej przyjaźni - parsknął, przejmując z jej dłoni kolorowego drinka z parasolką.
Zerknął na trunek, a potem na parasolkę, jakby przez moment serio rozważał, czy to żart, czy prowokacja. Kącik ust drgnął mu minimalnie, ale jego uwaga szybko przeniosła się na to, co Lennox robiła przy barze. Obserwował ją uważnie, niemal z rozbawieniem. Najwidoczniej doskonale wiedziała, że nie zniesie jego towarzystwa na trzeźwo, dlatego bez zbędnej zwłoki zabrała się za kolejnego drinka - tym razem dla siebie. I zdecydowanie mocniejszego. Widział, jak pewnym ruchem przechyla butelkę, niemal w ogóle nie żałując sobie alkoholu; strużka soku, którą dodała na koniec, była tam najwyraźniej tylko dla ozdoby. Kiedy upiła pierwszy łyk i jej twarz wykrzywił ledwo dostrzegalny grymas, Lex niemal poczuł to pieczenie w gardle. Najwyraźniej nikt nie potrafił zaserwować jej tak zabójczej dawki, jak ona sama.
- Naprawdę się postarałaś - rzucił sucho, wracając wzrokiem do swojej szklanki. - Brakuje tylko palemki i poczucia bezpieczeństwa. To drink dla kogoś, kto chce zapomnieć o problemach, a nie dla kogoś, kto właśnie cię z nich wyciągnął.
Obrócił szklankę w palcach, stuknął paznokciem w cienki patyczek, po czym w końcu pociągnął łyk.
- Jeśli ta parasolka miała mnie zniechęcić, Lennox, to musisz spróbować jeszcze raz. Bo na razie tylko podbijasz moją ciekawość, a to ostatnia rzecz, jakiej powinnaś teraz chcieć.
Puścił jej perskie oczko, po czym wyjął parasolkę ze szklanki, rzucił na blat i wypił zawartość jednym haustem. Odstawił pustą szklankę na bar z głuchym stuknięciem, ale nie zabrał z niej ręki. Przez chwilę patrzył na Maddie, która wciąż walczyła z mocarstwem własnego drinka, a potem na puste naczynie po swoim „babskim” trunku.
- Cofam to, co powiedziałem o słabym drinku - mruknął, nachylając się w jej stronę na tyle blisko, by poczuć bijący od niej chłód, który tak bardzo starała się utrzymać. - Przeceniłem swoje siły. Nie te fizyczne, ale psychiczne. Żeby słuchać twoich uprzejmości i patrzeć, jak sama wlewasz w siebie benzynę, potrzebuję czegoś, co faktycznie ma kopnięcie.
Wskazał palcem na butelkę, po którą przed chwilą sięgała.
- Lej to samo, co sobie, Lennox. Skoro ty potrzebujesz znieczulenia, żeby ze mną wytrzymać, to ja potrzebuję go dwa razy tyle, żeby przestać się zastanawiać, czy zaraz nie wylejesz mi tego na głowę - uśmiechnął się prowokacyjnie, ale w jego oczach czaiło się coś na kształt uznania. - No dalej. Nie bądź skąpa. Przecież to nagroda za moją pomoc, prawda?
Znowu zerknął na nią przelotnie, jednak Mads nie odwzajemniła spojrzenia - wbijała wzrok w jego dwie nowe znajome, które zostawił na zapyziałej kanapie kilka metrów dalej. Nie odwrócił się od razu. Najpierw powoli przylgnął wzrokiem do jej twarzy, studiując złośliwy błysk w jej oczach, jakby to, co mówiła, sprawiało mu autentyczną frajdę. Twoje koleżanki chyba nie mogą się doczekać Twojego powrotu. Dopiero po chwili, z niemal bolesną ociągliwością, zerknął przez ramię w stronę loży.
Uniósł jedną brew, widząc wściekłe miny dwóch panienek, po czym wrócił spojrzeniem do Maddie.
- Gargulce? Ostro, Lennox - mruknął, a w jego głosie zadźwięczała rozbawiona nuta. - Choć muszę przyznać, w tym świetle faktycznie nabrały nieco „kamiennego” wyrazu twarzy.
Pochylił się nad blatem, ignorując mordercze spojrzenia, które dziewczyny wbijały w Maddie. Skrócił dystans na tyle, na ile pozwalał mu blat.
- Skoro twierdzisz, że stać mnie na więcej, to właśnie to udowadniam, nie sądzisz? - zawiesił głos, patrząc jej prosto w oczy z tą swoją irytującą pewnością siebie. - Zostawiłem całkiem miłe i, co ważniejsze, potulne towarzystwo, żeby użerać się z tobą i pić sok z parasolką. Więc zamiast analizować mój gust, dolej mi w końcu tego paliwa rakietowego. Chyba nie chcesz, żebym tam wrócił tylko dlatego, że gospodyni jest zbyt skąpa na jedną solidną kolejkę?
Puścił jej oko, po czym skinął głową na szklankę, którą dalej trzymał w ręce.
- No dalej, Lennox. Chyba że te „noże” sprawiają, że trzęsą ci się ręce i boisz się, że uronisz choć kroplę. I nie martw się, za tego już zapłacę - dodał na koniec, poprawiając się na stołku.
Chyba właśnie zaczynał dobrze się bawić.

Maddie Lennox
isiek
wszystko git jest
23 y/o
Welkom in Canada
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Skłamała by mówiąc, że aura tajemniczości, którą roztacza wokoło siebie Lex nie robiła na niej żadnego wrażenia. Wręcz przeciwnie, był jak mały iskrzący płomień ledwo zauważalny i zdecydowanie nie grzejący, a ona czuła się jak mała ćma, która nawet nie chciała, a leciała do niego. Tak jakby jakaś niewidzialna siła przyciągała ją bardziej i bardziej, na razie miała siły aby się bronić, nie wiedziała tylko na ile jej to jeszcze wystarczy.
Chociaż znali się dość długo dopiero dzisiaj zamienili ze sobą zdecydowanie więcej zdań niż przez ostatnie kilka miesięcy, Hall przestał być tylko opowieściami pijanych dziewczyn, których Maddie słuchała przy barze, nie był też plotkami, które słyszała na jego temat. Był facetem, z krwii i kości, z którym rozmawiała, a raczej któremu dogryzała, który okazał się być dobrym kompanem do słownej przepychanki. Chyba nawet mogłaby przyznać, że był zawodnikiem wartym uwagi, takim, z którym może czuć się nawet równa. A to, że był facetem w jej typie to już był dodatkowy autu, tak.
- Nie znasz tego dobrego powiedzenia? Przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej. - rzuciła siląc się na naprawdę słodki uśmiech, który doprowadziłby cukrzyka do skoku insuliny. Była rozbawiona myślą, że mogliby być przyjaciółmi, to tak jakby starać się zaprzyjaźnić ze sobą kota i psa, czasem się dogadują, ale kiedy znajdują chwilę to i tak się gryzą.
Udawała zdziwienie, uniosła brwi i w górę i patrzyła na niego trochę jak na jakiegoś wariata.
- Nie określiłeś się dokładnie czego chcesz, masz delikatne rysy twarzy to stwierdziłam, że taki słodki i typowo babski drink idealnie do Ciebie pasuje, Twoja kobieca strona powinna być zadowolona. - na jej słodkiej twarzy pojawił się dość wredny uśmieszek, nie spuszczała przez chwilę z niego swojego wzroku, obserwowała jak jego pełne usta dotykają brzegu szkła, jak upija łyka. Zapatrzyła się, trochę zbyt długo, trochę zbyt za intensywnie.
- A co jeśli o to mi chodziło? Aby podbić Twoją ciekawość? - zapytała niewinnie, ale w jej oczach skakały iskierki, które mogły jasno dać do zrozumienia, że była w swoim żywiole, w takim w którym uwielbiała się droczyć i prowokować. Lubiła igrać z ogniem, a jej dzisiejszym ogniem był Lex, nie była pewna czy dobrze robiła, ale ona nie myślała, po prostu działała, szła za ciosem bo instynktu samozachowawczego nie miała, z resztą widać po drinku jaki piła przy swojej słabej głowie.
- Już mamy ustalone, że myślenie nie jest Twoją mocną stroną. Poza tym za kogo ty mnie masz? Nie zmarnowała bym dobrego alkoholu aby wylać Ci go na głowę, o wiele szybciej chwyciła bym za szklankę i jej użyła. - nie starała się być groźna, nie straszyła go, po prostu powiedziała to tak jakby mówiła o pogodzie za oknem, po prostu go informowała. I serio, lepiej niech jej uwierzy bo jeszcze z dwa łyki swojego drinka weźmie i dziewczyna będzie nie do zatrzymania, a stoi za barem to szkła ma w chuj.
- Obawiam się, że Twój przełyk nie poradzi sobie z benzyną. - mruknęła cicho, to nie tak, że się o niego martwiła, po prostu nie chciała aby zaliczył zgona i leżał pod barem (chociaż wtedy by się od niego uwolniła) albo coby nie doczepił się do niej, bo wtedy już by nie uciekła.
Zamilkła kiedy zminimalizował dystans między nimi, całe szczęście dzielił ich jeszcze bar, ale to była słaba dla niej ochrona. Znów czuła zapach jego perfum, jego słowa sprawiały, że ciarki przechodziły po jej karku. Jego bliskość działała na nią inaczej, bardziej...intensywnie. Nie miała mu zamiaru tego pokazywać dlatego stała, z tym chłodem wymalowanym na twarzy. Bała się, że jego intensywny wzrok prześwietli ją na wylot, że będzie zdejmował warstwa po warstwie i znajdzie to czego szuka, a jej zdaniem ciemnowłosy szuka miejsca, w które może uderzyć, takie, które zaboli ją najbardziej. A ona nie była nauczona przyjmowania ciosów, zawsze była tą która je zadawała i chciałaby aby tak zostało.
Słuchała jego słów uważnie, co jakiś czas wywróciła tylko oczami, ale nie odpuściła, twardo znosiła jego spojrzenie tak jakby chciała mu pokazać, że nie jest jedną z tych lasek, której pochwa się zaciska na jego widok.
- Jeszcze trochę musisz się postarać. - rzuciła na kilka sekund zjeżdżając wzrokiem z jego oczu na usta, a swoją dolną wargę delikatnie zagryzła, zaraz jednak znów podniosła spojrzenie wyżej.
- Ahaaa, to dlatego je zostawiłeś? - zapytała unosząc brew w górę, chwyciła za dokładnie tą samą butelkę, którą miała w dłoniach wcześniej, zrobiła mu dokładnie tego samego drinka co sobie i położyła przed nim w momencie, w którym usiadł dupą na krześle barowym. Maddie odstawiła butelkę na miejsce i chwyciła za swoją szklankę i wyszła za baru, stołek obok Lexa się zwolnił dlatego postanowiła skorzystać z okazji, położyła swojego drinka na blat i usiadła na barowy stołek. Przodem do Lexa, nawet założyła nogę na nogę, odsłoniła swoją nogę i udo, oparła rękę o blat i nachyliła się nad jego uchem, prowokacyjnie swoim biustem zaczepiając o jego ramię.
- A to nie jest przypadkiem tak, że zostawiłeś je bo ja oferuję Ci zdecydowanie więcej przeżyć i atrakcji? Ona ćwierkają jak ptaszki na każde Twoje słowo, zrobią wszystko co chcesz, a ja? Zbuntuje się, pokaże pazury, pozwolę Ci być łowcą. - szepnęła do jego ucha powoli każde jedno słowo, a potem odsunęła się na bezpieczną odległość. Emanowała od niej pewność siebie, a na jej twarzy malował się rozbawiony uśmiech. Kompletnie zapomniała o tamtych dziewczynach, miała je kompletnie gdzieś.
- I owszem, zapłacisz za tego drinka i zostawisz mi napiwek, bo przypominam Ci, że nie jestem w pracy, słońce. - ton jej głosu też sugerował, że bardzo dobrze zaczynała się bawić. I nie wiedziała czy robiła to dlatego aby utrzeć mu nosa czy dlatego, że te paliwo rakietowe, które dla siebie zrobiła naprawdę uderzało jej do głowy. Użyła też dokładnie tego samego określenia, które kilkanaście minut wcześniej skierował do niej ciemnowłosy.
Uniosła swoją szklankę i spojrzała wyczekująco na Halla.
- To co? Odważysz się napić tego paliwa? - zapytała spoglądając na niego wyczekująco.
Mads też zaczynała się dobrze bawić, zobaczymy kto pierwszy z nich pęknie.
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
For good luck!
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lex rzadko kiedy przyglądał się komuś dłużej niż wymagała tego sytuacja, ale z Maddie zawsze było inaczej. Od jakiegoś czasu obserwował ją z dystansu, z drugiego końca sali, oparty o ścianę z drinkiem w ręku. Dla większości facetów w tym klubie być może była tylko „śliczną buzią zza baru” albo trofeum, które próbowali zdobyć tanią bajerą i grubością portfela, ale Lex widział w niej coś więcej. Widział precyzję, z jaką poruszała się za tym blatem - jakby to była jej scena i jej ring, na którym ona dyktowała warunki. Podobało mu się to, jak sprawnie potrafiła uciąć zapędy napalonych gówniarzy jednym chłodnym spojrzeniem, nie tracąc przy tym ani grama swojej klasy.
Poza tym... „śliczna” to było zdecydowanie za mało powiedziane. Dla Lexa Maddie była magnetyczna w ten irytujący sposób, który sprawiał, że zamiast skupić się na odpoczynku, mimowolnie śledził wzrokiem linię jej ramion czy sposób, w jaki odgarniała włosy z czoła. Wiedział, że ta jej barowa pewność siebie to częściowo maska, pancerz, który musiał założyć każdy, kto pracował w takim miejscu, ale dzisiaj... dzisiaj czuł, że ten pancerz zaczyna pękać. I ta myśl podniecała go bardziej niż cokolwiek innego. Chciał sprawdzić, co kryje się pod spodem, kiedy Maddie Lennox przestaje być barmanką, a staje się po prostu kobietą, która ma odwagę rzucić mu wyzwanie prosto w oczy.
Kiedy uśmiechnęła się do niego najsłodziej jak zapewne potrafiła, nie mógł opanować cichego parsknięcia pod nosem. Jak ona to robiła? W jednej chwili wyglądała jak ucieleśnienie niewinności, by sekundę później, jednym błyskiem w oku, przypomnieć mu, że pod tym ładnym opakowaniem kryje się drapieżnik, który tylko czeka, aż Lex straci czujność. Drażniła go i fascynowała jednocześnie, tworząc mieszankę, od której cholernie trudno było się oderwać.
Odstawił szklankę i oblizał wargi, doskonale rejestrując moment, w którym Maddie zawiesiła na nich wzrok o sekundę za długo.
- Ostrożnie - mruknął z drapieżnym uśmiechem. - Bo na razie to nie mój drink jest tu „słodki”, tylko to, jak bezradnie się we mnie wpatrujesz. Poza tym... podbić moją ciekawość? Lennox, ty ją właśnie podpaliłaś i stoisz obok z kanistrem benzyny, udając, że to tylko niewinna zabawa.
Miał ogromną ochotę pokonać odległość między nimi albo sprawić, aby ten blat wyparował. Gdy wywróciła oczami, poczuł pod skórą znajome, wręcz lubieżne rozbawienie. Uwielbiał to. Inne kobiety w tym klubie potulnie potakiwały na każde jego słowo, ale Maddie... ona walczyła o każdy centymetr wolnej przestrzeni, nawet jeśli jedyną bronią, jaka jej została, był ten teatralny gest zniecierpliwienia i arsenał szklanek pod ręką. To droczenie się działało na niego mocniej niż jakikolwiek drink, który mogła mu zaserwować. Była jak przeciwnik, który po otrzymaniu mocnego ciosu tylko się uśmiecha i pluje krwią, prosząc o więcej.
- Uważaj, słońce, bo od tego wywracania oczami jeszcze przeoczysz moment, w którym naprawdę przestanę być miły - mruknął, a w jego głosie, zamiast irytacji, słychać było czystą fascynację.
Obserwował cierpliwie, jak zagryza wargę - gest tak prosty, a w jej wykonaniu tak cholernie skuteczny, że musiał użyć bardzo dużo silnej woli, aby zaraz nie sprawdzić, czy jej usta są równie miękkie, na jakie wyglądały.
A potem Maddie po prostu wyszła zza baru.
Gdy usiadła na stołku obok, a jej udo i biust niemal wbiły się w jego przestrzeń, Lex poczuł, jak krew uderza mu do głowy ze zdwojoną siłą. Nie odsunął się. Wręcz przeciwnie - powoli obrócił stołek w jej stronę, tak że jego kolana znalazły się tuż obok jej odsłoniętej nogi. Czuł ciepło jej ciała i zapach perfum, który teraz, bez bariery w postaci blatu, był wręcz odurzający.
- Muszę się postarać, mówisz? - powtórzył jej słowa, a jego głos był teraz niższy, niemal wibrujący od napięcia.
Nie patrzył już na drinka. Patrzył tylko na nią, z bliska, chłonąc każdy szczegół jej twarzy. Powoli uniósł dłoń i, zamiast ją dotknąć, oparł ją o oparcie jej stołka, tuż za jej plecami, osaczając ją swoją obecnością.
- Odważny ruch, Lennox. Wychodząc zza baru, straciłaś swoją jedyną linię obrony. Teraz te wszystkie szklanki są za daleko, żebyś mogła po nie sięgnąć - szepnął, nachylając się do jej ucha, tak blisko, że prawie musnął ustami jej skórę. - Siedząc tak blisko mnie i prowokując w ten sposób, albo jesteś bardzo pewna tego, co robisz, albo nie masz pojęcia, jak blisko jesteś tego, żebym przestał tylko gadać.
Zerknął wymownie na jej nogę, a potem znów w jej oczy. Nie odsunął się ani o milimetr, choć bliskość Maddie działała na niego jak seria szybkich ciosów, których nie był w stanie sparować. Musiał włożyć sporo wysiłku w to, by utrzymać kamienną twarz, podczas gdy w środku czuł, jak jego garda powoli się kruszy. Wyglądała obłędnie, a on, mimo lat doświadczenia na ringu, czuł, że właśnie dobrowolnie wchodzi w sam środek pułapki, którą na niego zastawiła.
Jego wzrok ponownie na ułamek sekundy zdradziecko uciekł niżej, przesuwając się po linii jej szyi i zahaczając o biust, który tak prowokacyjnie musnął jego ramię. Przeklął się w duchu za tę chwilę słabości. Była seksowna, była blisko i działała na jego instynkty silniej, niż chciałby to przyznać nawet sam przed sobą.
- Chcesz mi pokazać pazury? - mruknął, a jego głos stał się niski i chropowaty, co było jedynym sygnałem, jak wiele kosztowało go to opanowanie. - To przestań mówić o tym, co mi zrobisz, i po prostu to zrób. Bo na razie jedyne, co tu widzę, to barmankę, która desperacko próbuje odzyskać kontrolę nad sytuacją, która już dawno jej uciekła.
Zawiesił głos, a jego wzrok przesunął się na jej usta, by po sekundzie znów wrócić do jej oczu. Ten ruch był celowy, niemal bezczelny.
- Zostawiłem tamte dziewczyny, bo jako jedyna w tym miejscu masz czelność patrzeć na mnie tak, jakbyś się mnie nie bała - dodał, lekko zaciskając palce na oparciu jej krzesła. - Więc udowodnij mi teraz, słońce, że to nie jest tylko gra aktorska. Bo jeśli chcesz, żebym został łowcą, to musisz wiedzieć jedno. Ja nigdy nie wypuszczam zdobyczy, która raz weszła mi w drogę.
Uśmiechnął się, ale w tym uśmiechu nie było ani grama łagodności. Czaiło się w nim wyzwanie. Czekał na jej ruch, nie cofając się ani o milimetr, zmuszając ją do tego, by to ona zdecydowała, czy pociągnie tę prowokację dalej, czy jednak spuści wzrok pierwsza i odsunie na bezpieczną odległość, poza zasięg jego rąk.

Maddie Lennox
isiek
wszystko git jest
23 y/o
Welkom in Canada
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Dzisiaj miała całą jego uwagę dla siebie, były momenty, w których łatwo dostrzegała to jak trudno mu oderwać od niej spojrzenie, jak oczami wodzi za każdym jej ruchem, jak bardzo zapatrzony był. I szczerze? Cholernie jej się to podobało, zdecydowanie! Jego wzrok nie był ciężki, nie był uciążliwy i zdecydowanie jej nie denerwował, był inni niż Ci wszyscy faceci dookoła. Jej ciało zaczynało samo wyczuwać moment, w którym się w nią wpatruje, czuła przyjemne ciarki, to dziwne napięcie mięśni, to było zdecydowanie coś innego, coś co ją podniecało i przez to chciała jeszcze więcej i więcej.
Zaczynała jej się podobać ta walka na spojrzenia, na słowa i na testowanie wzajemnie swoich granic, doskonale zdawała sobie sprawę, że nie był to typ grzecznego chłopca, który będzie trzymał język za zębami czy ręce przy sobie, ale to jej nie odstraszało, wręcz przeciwnie, chciała sprawdzać jak daleko się posunie. Nie było w tym nic wymuszonego, nie było niczego na siłe, było to tak bardzo naturalne i przychodziło samo.
I w końcu dostała to czego chciała, to czego szukała i potrzebowała: zastrzyk adrenaliny, tą nieprzewidywalność i brak możliwości przewidzenia ruchu swojego przeciwnika. Był dla niej wyzwaniem, które z wielką chęcią i uśmiechem na ustach postanowiła podjąć. Czy robiła dobrze? A cholera to wie, ale Maddie nigdy nie kierowała się rozsądkiem, kierowała się chwilą, tą jedną iskrą, która być może wywoła wielki pożar, którego nie będzie umiała ugasić. To co ma być potem mało ją obchodziło, skupiła się na tym wieczorze, na tych kilku momentach. I nie miała zamiaru tak łatwo odpuszczać, Lex jej nie znał tak samo jak ona nie znała jego, ale dzisiejszego wieczora dowie się, że Lennox była kobietą czynu, że nie znała czegoś takiego jak granica czy zawstydzenie.
Widział...
Krzyknęły jej myśl kilka sekund po tym jak głośno powiedział o tym, że dostrzegł jak się w niego wpatruje. Nie pokazywała jednak niczego, nie drgnęła jej nawet powieka, a na twarzy pojawił się uśmieszek, tak jakby chciała mu pokazać, że to co zrobiła było celowe.
- A nie jest to tylko niewinna zabawa? Ja się bawię całkiem dobrze. - odpowiedziała z pewnością siebie w głosie i delikatnie wzruszyła ramionami. I prawie nie kłamała, może i zabawa nie była aż tak bardzo niewinna, ale dalej była zabawą, której dawno jej brakowało.
Odwrócił się w jej stronę i to jest właśnie coś co chciała osiągnąć, mało znaczący ruch z jego strony sprawił, że mała dziewczyna wewnątrz niej zaczęła skakać z radości. Nikt jej nie powie, że faceci byli nieprzewidywalni, dobre sobie, wystarczyło słodkie słowo, trochę bliskości, a robili dokładnie to czego chciała kobieta.
- Owszem, nie jestem taka łatwa jak Twoje...koleżanki. - już nie chciała używać słowa gargulce bo już doskonale wiedział o tym jakie zdanie ma o tych jego piszczących fankach. I wolała być milsza bo zaraz mu się w głowie poprzewraca i pomyśli, że Maddie jest o niego zazdrosna, a wcale tak nie było. Lennox była kobietą pewną siebie, czasem nawet zbyt bardzo i doskonale znała swoją wartość, a laski w lateksach nie sięgały jej nawet do pięt.
Nie odrywała wzroku z jego twarzy, ale kątem oka dostrzegła jak podnosi swoją dłoń, przez ułamek sekundy myślała, że poczuje jej ciepło na swoim ciele, ale cholernie się myliła, zamiast tego chwycił za oparcie jej krzesła. Nie drgnęła, na kilkanaście długich sekund zastygła bez ruchu i to ją wkurzyło, bo działał na nią bardzo.
- Myślisz, że te szklanki są mi do czegoś potrzebne? - pewność siebie aż od niej biła, bo w obecnym momencie to była jej jedyna broń jaką miała. Bo jego bliskość, zapach perfum wymieszanego z alkoholem i jego gorący oddech tuż przy jej uchu sprawił, że zaczynało jej wirować w głowie i to w przyjemny sposób, całe szczęście, że biedaczka siedziała. Może faktycznie była tak te wszystkie inne laski?
Przekręciła swoją głowę delikatnie na bok słuchając każdego jego słowa, nie odpowiedziała od razu, zastosowała taktyczną ciszę tak jakby faktycznie zastanawiała się nad jego słowami. Nie miał pojęcia jak bardzo pewna siebie była, powinna wiedzieć, że lada moment to ją zgubi, że sama ładuje się to paszczy lwa, ale nie miała zamiaru odpuszczać. Nie byłaby sobą, ona zawsze jak mówi a to mówi też i b.
- O to chodzi, za dużo gadasz, za mało czynów. - szepnęła na kilka sekund całkowicie odpuszczając swoją gardę, chociaż ta wymiana zdań, walka jej się podobała blondynka dążyła do czegoś zupełnie innego, do tego aby przekroczył tą granice. Chciała mu pokazać, że nie był wcale taki silny za jakiego się uważał, chciała udowodnić, że wystarczyło kilka słów, ładny uśmiech i trzepotanie rzęsami aby całkowicie stracił kontrolę. Tak przynajmniej sobie wmawiała, jeszcze.
Jego wzrok był palący, niemalże czuła jak oczami jeździ po jej nagich ramionach, jak przesuwa się po szyi i na biust, nie musiała nawet na niego patrzeć by to czuć. Znów zagryzła delikatnie swoją dolną wargę, ale nie robiła tego prowokacyjnie, bardziej zrobiła to nieświadomie. Traciła kontrolę nad własnym ciałem, nad własnymi odruchami i nie ważne jakby się broniła, jej ciało samo zdradzało to, że wzrok Lexa na nią działa.
- Nie wiedziałam, że z Ciebie taki masochista, jeśli naprawdę chcesz oberwać tymi szklankami wystarczy tylko ładnie poprosić. Co do kontroli nad sytuacją, nie pomyślałeś, że może jest to celowe zagranie? Faceci mają kobiety za słabe i głupie, zapominają tylko o tym, że to one kontrolują wszystko dając Wam złudną nadzieję, że to wy macie władze. - jej głos był cichy, ale znajdował się tak blisko niej, że doskonale słyszał wypowiedziane przez nią słowa. W jej oczach tańczyły wesołe iskierki, które zdradzały, że Lennox bawi się naprawdę przednio, dodatkowo to również zwiastowało kłopoty.
- Bo się Ciebie nie boje, nie sprawiłeś abym czuła strach. - i nie nie była to prowokacja z jej strony, było to raczej szczere stwierdzenie faktu. Bo nie ważne jaką miał historię, nie ważne jakie plotki o nim chodziły, przez cały wieczór nie dał jej powodu do strachu, przynajmniej takiego prawdziwego.
O nie nie nie, do niej się tak nie mówiło, bo słowo "udowodnij" działało na nią jak płachta na byka. Maddie nie była tylko dziewczyną, która gada, ona była kobietą czynu. Przez kilka chwil patrzyła mu w oczy, a potem kąciki jej ust uniosły się delikatnie w górę. Miała minę pt "to teraz kurwa patrz".
Zeszła ze swojego stołka na którym siedziała i zbliżyła się do ciemnowłosego, wsunęła się swoimi biodrami między jego kolana tym samym zmuszając go aby delikatnie je rozchylił. Celowo naruszyła jego przestrzeń i po jej wyrazie twarzy widać było, że wcale jej to nie przeszkadzało. Jedną dłoń oparła o jego kolano, a drugą o ramię, zbliżyła swoją twarz do tej jego zatrzymując się dosłownie kilka milimetrów przed jego ustami, granica była tak cienka, że między ich usta można było wcisnąć tylko kartkę papieru.
- Słaby z Ciebie łowca, skoro to zdobycz musi przychodzić do Ciebie. - szepnęła tuż w jego usta, swoim nosem delikatnie co jakiś czas zaczepiała ten jego, ale nic więcej nie zrobiła.
- I co teraz zrobisz, Hall? - kolejny szept, w jej głosie dało się wyczuć wyzwanie, ale również dziwnego rodzaju zniecierpliwienie, tak jakby naprawdę pragnęła aby to on przekroczył pierwszy granice.
Czuła jego oddech na swoich policzkach, trzymając w dalszym ciągu dłoń na jego ramieniu, a drugą na kolanie mogłaby przysiąc, że czuje pod opuszkami palców ścisk jego mięśni.
Gdyby ktoś na nich teraz patrzył (a na bank ktoś musi) to pomyślałby, że to zwyczajna para, wystarczyło zbliżyć się do nich bardziej aby poczuć tą atmosferę walki, którą w tym momencie toczyli.
Kto pierwszy ulegnie.
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
27 y/o
For good luck!
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszystkie instynkty Lexa, te same, które pozwalały mu przetrwać rundy na ringu, gdy ledwo widział na oczy, teraz krzyczały jednym, krótkim komunikatem: pułapka. Ale, do cholery, to była najpiękniejsza pułapka, w jaką kiedykolwiek dał się wciągnąć. Czuł, jak adrenalina miesza się z pożądaniem, tworząc w jego żyłach wybuchowy koktajl. Podobało mu się to. Bardziej niż powinno. Maddie nie owijała w bawełnę - ona brnęła prosto w ogień, nie sprawdzając nawet, czy ma na sobie coś, co nie zajmie się płomieniem w ułamku sekundy. Ona po prostu była wyzwaniem, którego zupełnie się nie spodziewał, wchodząc tego wieczoru do baru. Przez lata nauczył się czytać ludzi jak otwarte książki, przewidywać ich strach lub pożądanie, zanim sami zdążyli je poczuć. Ale ona? Ona była zagadką zapisaną w języku, którego dopiero musiał się nauczyć. Igrali z ogniem w miejscu, gdzie wystarczyła jedna iskra, by wszystko wokół nich zamieniło się w zgliszcza, a on czuł narastającą ekscytację na samą myśl o tym, że to właśnie ona może być tą, która podpali lont. Był podjarany faktem, że nie pękła pod jego spojrzeniem. Większość osób wycofywała się, gdy Hall skracał dystans, ale Lennox? Ona ten dystans po prostu kasowała, rzucając mu rękawicę prosto w twarz.
Widział ten tryumfalny błysk w jej oczach. Ten specyficzny rodzaj satysfakcji, który pojawiał się u ludzi, gdy myśleli, że właśnie ustawili pionki na szachownicy dokładnie tam, gdzie chcieli. Maddie uważała go za przewidywalnego. Sądziła, że jeden uśmiech i skrócenie dystansu wystarczyło, by poruszył się zgodnie z jej planem. Lex musiał przyznać - to było urocze.
- Niewinna zabawa? - powtórzył pod nosem, a w jego głosie można było wyczuć rozbawienie. - Lennox, nie ma nic niewinnego w tym, jak na mnie patrzysz. I oboje o tym wiemy.
Kiedy odwrócił się w jej stronę, zrobił to powoli, niemal leniwie, pozwalając jej nacieszyć się tym małym zwycięstwem. Jeśli myślała, że kontroluje ten taniec tylko dlatego, że on zrobił krok w jej stronę, nie zamierzał jej wyprowadzać z błędu. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Podobało mu się, jak bardzo była pewna swoich ruchów, jak bardzo wierzyła w to, że faceci to proste mechanizmy, które wystarczy odpowiednio naoliwić bliskością. Jego wzrok kolejny raz tej nocy prześlizgnął się po jej twarzy, zatrzymując się na moment na jej ustach. Nie był to wzrok kogoś, kto dał się osaczyć. To był wzrok kogoś, kto właśnie otworzył klatkę i czekał, aż zdobycz sama wejdzie do środka, myśląc, że to ona jest myśliwym.
- Wiem, że nie jesteś łatwa - mruknął, pochylając się jeszcze bardziej, tak że ich ramiona niemal się stykały. - Gdybyś była jak one, nie marnowałbym czasu na rozmowę. Siedziałabyś już tam, gdzie one, patrząc na mnie z dołu i grzecznie czekając na atencję.
Zauważył to sekundowe napięcie w jej ciele, gdy uniósł dłoń. Widział, jak wstrzymała oddech, spodziewając się dotyku, i czuł niemal perwersyjną satysfakcję, gdy zamiast jej skóry, wybrał zimne oparcie krzesła. To była mała lekcja cierpliwości. Chciał, żeby poczuła to ukłucie irytacji, żeby to wyczekiwanie zaczęło ją spalać od środka. Jej pytanie dotyczące szklanek skwitował zagadkowym uśmiechem.
O to chodzi, za dużo gadasz, za mało czynów.
Kiedy te słowa opuściły jej usta, Lex poczuł, jak w pomieszczeniu nagle brakuje tlenu. „Za mało czynów”. To było jak rzucenie zapalonej zapałki do baku pełnego benzyny. Maddie chciała go sprowokować, chciała zobaczyć, jak pękają szwy jego opanowania, a on - mimo że doskonale wiedział, co ona kombinuje - nie zamierzał pozostać jej dłużnym. Brak ruchu nie był słabością. Dla Lexa cisza przed atakiem zawsze była najbardziej strategicznym momentem, ale skoro Lennox domagała się dowodów, zamierzał dostarczyć ich jej w taki sposób, by odebrało jej mowę. Później.
- Za mało czynów? - powtórzył pod nosem. - Uważaj, o co prosisz, Lennox. Bo ja nie jestem typem faceta, którego uspokoisz trzepotaniem rzęs, gdy już raz wprawisz go w ruch. Jeśli naprawdę chcesz, bym przestał gadać i zaczął działać, to upewnij się najpierw, że masz gdzie uciec.
Przejechał palącym spojrzeniem po jej nagich ramionach, czując niemal fizycznie, jak jego wzrok działa na jej skórę. Widział, jak zagryza wargę - ten mały, nieświadomy gest był dla niego jak zaproszenie do wejścia głębiej w tę grę. Kiedy wspomniała o masochizmie i szklankach, kącik jego ust uniósł się w drapieżnym uśmiechu.
- Masochista? Może po prostu lubię, gdy ktoś naprawdę musi się postarać, żeby mnie ruszyć. Szklankami nie zrobisz mi większej krzywdy niż ta, którą mogę zrobić sobie sam - mruknął, pochylając się tak blisko, że czuł zapach jej skóry wymieszany z alkoholem. - A ta Twoja „kontrola”... urocza teoria. Naprawdę wierzysz, że dajesz facetom złudną nadzieję na władzę? To, co czujesz teraz pod skórą, ten wirowy zawrót głowy, to nie jest Twoja władza, Maddie.
Wypowiedzenie jej imienia zadziałało na niego jak dziwny, elektryczny impuls. Maddie. Poczuł ten dźwięk na języku i niemal natychmiast tego pożałował, bo nagle ta cała barowa gierka przestała być anonimowa. To nie była już tylko „Lennox” czy „blondynka z baru”. To była ona, a on właśnie skrócił dystans, którego nie dało się już odbudować. Przez ułamek sekundy skarcił się w duchu za tę poufałość, ale zaraz potem poczuł przypływ czystej, bezczelnej satysfakcji. Chciał, żeby wiedziała, że teraz to już nie jest sport. Teraz to było osobiste.
- To Twoje ciało, które błaga, żebym w końcu udowodnił Ci, jak bardzo się mylisz - dokończył, a jego głos stał się jeszcze niższy. Zacisnął palce na oparciu jej krzesła, blokując jej drogę ucieczki, choć doskonale wiedział, że ona wcale nie zamierza uciekać. Zamilkł, gdy stwierdziła, że się go nie boi. Przyjął to wyznanie w absolutnej ciszy, jedynie mrużąc oczy, jakby chciał prześwietlić jej intencje. Odnotował ten fakt w pamięci z niemal kliniczną precyzją - nie było w tym kłamstwa, nie było prowokacji, była tylko czysta, irytująca szczerość.
Kiedy Maddie zeszła ze stołka i wsunęła się między jego kolana, rozchylił je posłusznie, ale zrobił to z taką pewnością siebie, jakby to on zapraszał ją do środka, a nie ona się tam wdzierała. Nie odsunął się ani o milimetr. Wręcz przeciwnie - dłoń, którą wcześniej trzymał na oparciu jej krzesła, teraz powoli przesunął w dół i zacisnął palce na jej biodrze, by ustabilizować to nowe, elektryzujące położenie. Czuł na ustach jej szept i delikatne muśnięcia nosa, które były jak iskry rzucone na rozlaną benzynę. Jego mięśnie faktycznie były napięte do granic możliwości, a serce biło rytmem, którego nie powstydziłby się podczas finałowej rundy na ringu.
- Słaby łowca, tak? - powtórzył szeptem, niemal dotykając wargami jej ust przy każdym słowie. Gorący oddech Maddie na jego twarzy sprawiał, że granica między grą a rzeczywistością zaczęła niebezpiecznie pękać. - Nie pomyślałaś, że prawdziwy łowca nie musi biegać po lesie, jeśli potrafi sprawić, by to, na czym mu zależy, samo przyszło prosto w jego ręce?
Przesunął nos po jej nosie, tak samo lekko i prowokacyjnie, jak ona przed chwilą. Nie spieszyli się. Ta walka na centymetry była zbyt dobra, by ją przerywać. Lex czuł, jak jego własne ciało zdradza oznaki walki - mięśnie ud, między które się wsunęła, napięły się do granic możliwości, twarde jak skała, gdy podświadomie próbował przyciągnąć ją jeszcze bliżej, zamknąć w klatce własnych nóg.
- Pytasz, co zrobię? - mruknął, a jego głos stał się jeszcze niższy, niemal wibrujący w jej klatce piersiowej.
Palce na jej biodrze zacisnęły się mocniej, wbijając się w miękką skórę i przyciągając ją o te ostatnie brakujące milimetry, aż poczuł bicie jej serca przeciwko własnemu mostkowi. To musiało wystarczyć jej za odpowiedź. Druga dłoń Lexa, ta, która wcześniej spoczywała na blacie, powędrowała w górę, omiatając jej talię i paląc skórę wszędzie tam, gdzie materiał jej ubrania był zbyt cienki, by stanowić jakąkolwiek barierę. Wylądowała na karku dziewczyny, a on wplótł palce w jej włosy, lekko, ale stanowczo zaciskając je u nasady. Jego kciuk powolnym, niemal leniwym ruchem przejechał po linii jej żuchwy, zmuszając ją, by uniosła twarz jeszcze odrobinę wyżej, wystawiając szyję na jego łaskę. Lex pochylił się, a jego usta, gorące i miękkie, na ułamek sekundy spoczęły tuż pod jej uchem, tam, gdzie skóra była najcieńsza i najbardziej wrażliwa. Nie był to pocałunek, raczej przeciągłe, ciężkie muśnięcie wargami, które zostawiło po sobie palący ślad.
- A teraz zamknij oczy i powiedz mi jeszcze raz, że to ty tu kontrolujesz sytuację, kiedy czujesz, jak bije mi serce. Bo ja czuję twoje. I ono mówi coś zupełnie innego niż twoje usta - uśmiechnął się, patrząc jej prosto w oczy z odległości, która nie pozwalała już na żaden logiczny argument. - Co teraz, Maddie? Kto z nas pierwszy spłonie?

Maddie Lennox
isiek
wszystko git jest
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Fifth Social Club”