Dotarła na umówioną ławkę nieco przed czasem. Postawiła na niej dwa kubki pełne gorącej czekolady. Nie miała ochoty wlewać w siebie kawy wieczorem, a czekolada jakoś bardziej pasowała do zimowego, dziecięcego klimatu. No, może gdyby w plecaku, który połozyła obok, nie miałaby petard i skrętów, to faktycznie byłoby zupełnie jak w dzieciństwie. Pstryknęła sobie fotkę z kubkiem w ręce i wysłała ją Astrid na znak, że już czeka.
— Cześć, młodsza! Częstuj się — zawołała radośnie przez pół alejki, gdy tylko dostrzegła na niej sylwetkę Astrid. Machała jej radośnie wolną ręką, zachęcając, by znalazła się obok jak najszybciej. Przytuliła ją mocno w ramach powitania. Odruchowo, korzystając z bliskości, przyjrzała się jej twarzy, szukając oznak przemęczenia i niedbania o siebie. Pokiwała głową ze zrozumieniem, w miarę akceptując to, co zobaczyła. Nie mogła powstrzymać się od rodzicielskiego oceniania. Podobno miała nawet przy tym minę niemal identyczną do tej, którą robiła w takich momentach ich matka. Udawała, że to wcale nie jest problem.
— Wypuścili cię na przepustkę czy jeszcze nie oglądasz świata zza krat? Da się z tobą normalnie porozmawiać, czy posługujesz się już tylko grypserą? — Zdjęła dłonie z jej twarzy, uwalniając ją od tych czułości i oględzin. Przynajmniej dołożyła do tego kapkę niewybrednych żartów, by się między nimi nie zrobiło za słodko. April była pierwsza do okazywania miłości i uśmiechu, ale to jednak siostra. Nie dało się z taką funkcjonować cały czas na wysokich i pozytywnych obrotach – za często ją po prostu irytowała. Może to nie byłby problem, gdyby nie więzy krwi? To chyba jakiś taki obowiązkowy dodatek do siostrzeństwa.
astrid finch