18 y/o
For good luck!
166 cm
uczennica/łuczniczka w Riverdale Rams
Awatar użytkownika
I remember the night I made the deal
Trading my soul for power I could feel
The demon smiled with eyes of flame
And whispered softly my new name
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie zamierzała się z nim kłócić. Była człowiekiem, który miał cięty język i umiał pyskować, chyba, że była to jej matka. Niemniej wiedziała, kiedy siedzieć cicho lub okazać szacunek czyjejś wiedzy oraz doświadczeniu. Nie srała wyżej niż dupę miała. Nie pozjadała wszystkich rozumów, bo też jej matka uświadamiała ją o tym każdego dnia. Dlatego też, gdy usłyszała wzmiankę na temat treningu siłowego, który przez jej rodzicielkę był normalnie bagatelizowany, to milczała. Brew jej tylko drgnęła delikatnie na ten wykład, ale nie przerywała mu.
Skoro to on był trenerem, to znaczy, że jego matka uznała, że się znał. Że miał doświadczenie. Że miał talent i wiedzę. Płacono mu za to, że był dobry, że był lepszy. Dlatego nie spierała się z nim, tylko słuchała jego wskazówek, bo to ona przyszła do niego na trening, a nie na odwrót.
Okay, w takim razie jak często powinnam być na siłowni? — spytała, zupełnie nie kwestionując tego, że dwa razy w tygodniu to było za mało w jej przypadku. Skoro tak uważał, to zapewne tak było. — I pytanie czy będziesz mnie trenować też tam — dodała, nie spuszczając z niego swojego ciemnego spojrzenia. Jej matka na pewno zapłaciłaby mu podwójnie, bo pieniądze nie były problemem w jej domu. Jedynym kłopotem było to, że doba miała za mało godzin, a ona zbyt wiele zajęć, aby to wszystko pogodzić. Jednak jeśli będzie trzeba, to zrezygnuje z czegoś innego, aby móc zbudować siłę mięśniową, która jej pomoże.
Jeśli nie zrobi tego dobrowolnie, to jej rodzicielka sama o to zadba.
Nie wiedziała do końca kim Zander był. Jej matka do dzisiejszego spotkania nie zdradziła jej z kim będzie trenować. I chociaż Raven śledziła aktywnych zawodników, to tych „starszej daty” niespecjalnie kojarzyła. Znała legendy, które zapisały się na kartach historii, ale do reszty przykładała częściowe zainteresowanie. Zapewne jakby opisał jej swoją historię, to możliwe, że połączyłaby fakty, bo jakby nie było, to przez długi czas była ona na językach sportowców. I chociaż dzieliło ich jedenaście lat różnicy, to Raven co nieco wiedziała. W końcu mocno siedziała w tym środowisku, a tam świat był raczej mały.
Głównym dobrym faktem było to, że miała dzień wolny i był on mocno respektowany. Chociaż przez inne dni tygodnia zapierdalała jak mało kto, to niedziele były święte. Były jej oddechem i chwilą spokoju. Czasem na regenerację, spotkania z fizjoterapeutą i częściowe oczyszczenie głowy. To był dzień w którym nie widziała matki, bo dopóki nie rozchodziło się o sport, to Raven nie była jej potrzebna do szczęścia.
Daleko im było do relacji matka-córka.
Brew jej lekko drgnęła, gdy zapytał o cele. Wychyliła się do tyłu, opierając się rękami o chłodną ziemię.
Długoterminowo? Kadra narodowa i olimpiady. — Możliwe, że każdy miał takie cele. Skoro już się trenowało sport zawodowo i myślało o osiągnięciach, to każdy kogo by się nie zapytało, miał podobne cele. — A jeśli pytasz prywatnie, to przede wszystkim chcę być lepsza niż ona — powiedziała spokojnie, jakby to nie podlegało dyskusji. Jakby ten cel był w jej głowie od tak dawna, że stał się po prostu wizją przyszłości, która miała nadejść. — Chcę pobić jej wyniki. Jej rekordy. Zrobić to szybciej, młodziej, czyściej. Nie tylko dojść tam, gdzie ona była, tylko pójść dalej. — To była jej osobista ambicja. Głupia symbolika, która ją napędzała.
Kochała ten sport, ale przestała czerpać z niego radość. Teraz chciała przede wszystkim wdeptać swoją rodzicielkę w ziemię i pokazać jej, że może osiągnąć więcej. Niekoniecznie z jej pomocą. Miała na ten plan jeszcze kilka lat.

Zander Morningstar
28 y/o
For good luck!
185 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
How'm I s'posed to handle the pressure? It would've been better if I were anybody else
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  — Minimum, dla bodźca, to powinny być trzy razy i w zasadzie tyle ci starczy. Nie chciałbym ci dokładać wysiłku do pozostałych dni. Tyle tylko, że godzina to za mało, żeby zrobić co najmniej dwa obwody i w każdym po kilka ćwiczeń w trzech seriach. Mięśnie zaczynasz budować tak naprawdę tylko w momencie załamania mięśniowego, a do tego trzeba doprowadzić. Więc to wymaga czasu, konsekwencji i powtórzeń — domknął swoją wypowiedź. — Jeśli chodzi o treningi na siłowni to lepiej, gdybyś miała trenera, który zajmie się rozbudową mięśnia zgodnie z wytycznymi. To też powinien być ktoś, kto nie jest nadambitny i ze swoim planem i będzie szedł mi na przekór ze swoim planem. Ja mogę wpaść parę razy, zobaczyć jak to wygląda. Ale dopóki nie znajdziesz kogoś odpowiedniego — co nie powinno trwać długo — możemy poćwiczyć razem.
  Sam przecież też trenował na siłowni, aby utrzymać się w odpowiedniej kondycji fizycznej i nie ulać się. No i po to, że zajmowało mu to czas i było pewnym już nawykiem. Co prawda nie przeciążał za bardzo ramienia, bo było to niewskazane przy przebytej kontuzji, operacji i reoperacji.
  Wiedział jednak, jak ćwiczyć, bo przecież sam swego czasu też trenował na siłowni pod kątem wzmocnienia sprawności i rozwoju siebie jako strzelca.
  Dziewczyna wydawała się być bezproblemowa, ale nie był pewien, czy w ogóle mógł z nią czynić jakiekolwiek postanowienia, kiedy po wszystkim mogła się pokazać jej matka i wywrócić do góry nogami to, co ustalili. Niby niczego mocno kontrowersyjnego nie planowali, ale kto tam wiedział. W końcu to by znaczyło, że kwestionował program sportowy opracowany przez mistrzynię. On, te parę lat temu, nie był wcale gorszy, ale na olimpiadzie nie startował.
  Przeszli jednak do dania głównego, którym było omówienie jej motywacji i celu w dyscyplinie. To, co padło z jej ust nie zaskoczyło go, bo jeśli celowała w kadrę narodową i olimpiady, to tak jak wszyscy. Ale to była błędna, szeroka perspektywa. Niemniej to, co dodała później, sprawiło, że milczał przez kilka dłuższych chwil, kontemplując jej słowa w ciszy. Rywalizacja z matką, chęć pokazania jej, kto jest lepszy. Nie był pewien, czy coś takiego było dobrą motywacją czy jednak toksyczną, bo cały czas się do kogoś porównywała.
  I wyniszczała w momencie, gdy coś miałoby nie wyjść.
  Odchylił nieco głowę, opierając jedno z przedramion o ugięte kolano.
  — Zakładam, że nie masz za dużo czasu, ale przeczytaj sobie lub włącz audiobooka Atomowe Nawyki — odpowiedział, nie spuszczając z niej uważnego spojrzenia. — Puść sobie na czas regeneracji, albo kiedy znajdziesz tam czas. Warto by było przebudować twój mindset, bo chociaż tego nie widać, to robi naprawdę dużą robotę w kompozycji sportowca. — Chodzi o to, że trzeba sobie stawiać bliższe cele, prostsze do realizacji i nieodroczone w czasie. Coś, co szybciej będziesz realizować, a przez to budować swoją pewność siebie, dalszą motywację do działania i cały czas będziesz widzieć sens i przydatność tego, co robisz. Chodzi o system, nie o cel — wyjaśnił w skrócie, zostawiając po jej stronie, jako zadanie domowe, lekturę.
  Budowanie sportowca zaczynało się od mindsetu; to był trzon zawodnika. Potem chodziło o wzmocnienie ciała, a dopiero na koniec o coś takiego jak poprawa wyników. Był zdania, że jeśli chciała być najlepsza, musiała podjąć się pewnej rekonstrukcji.
  — Dobra — rzucił w końcu, podnosząc się z miejsca. Wyciągnął rękę do dziewczyny, oferując jej swoją pomoc przy wstaniu, a następnie kiwnął głową w kierunku jej sprzętu. — Postrzelamy sobie trochę. — A konkretniej – ona postrzela. On nie miał swojego sprzętu, bo zostawił go w Seulu. — Tylko trochę inaczej — dodał, kiedy sięgała po swój łuk. — Połóż się na plecach tu, gdzie stoisz — powiedział, a na jego gębie pojawił się delikatny, złowróżbny uśmiech. — I będziesz strzelała z brzucha. — Miał później przykucnąć i pokazać jej dokładnie, o co chodzi. Aby uniosła głowę i łopatki, jednak dolną część pleców wciąż miała płasko przy ziemi. Z napiętymi mięśniami brzucha, w tej konkretnej pozycji, która mocno naciskała na abs z każdą kolejną sekundą. A on miał jej tylko podawać kolejne strzały, aby nie puszczała swojego ustawienia.
  Co w zasadzie było treningową zabawą, a nie statycznym ćwiczeniem do poprawy celności.

Raven Heist
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
piesu
ja to trigger
18 y/o
For good luck!
166 cm
uczennica/łuczniczka w Riverdale Rams
Awatar użytkownika
I remember the night I made the deal
Trading my soul for power I could feel
The demon smiled with eyes of flame
And whispered softly my new name
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Słuchała go i była pod pewnym wrażeniem tego, jak wiele wiedział na temat treningu siłowego. Ona sama nigdy nie zagłębiała się w ten temat, bo nie tylko nie miała czasu na to, ale też zwyczajnie się tym nie interesowała. Skoro jednak jej nowy trener powiedział, że było to ważne, aby wzmacniała siłę rąk, pleców i w zasadzie wszystkiego, to zamierzała się dostosować, bo też nikt nigdy wcześniej jej o tym tak nie wspominał. A Raven chociaż wyglądała na taką co wyżej sra niż dupę ma, to gdy chodziło o sport, zamierzała zrobić wszystko, aby zajść jak najdalej.
Naprawdę sporo wiesz na ten temat — przyznała, lustrując go spojrzeniem. Odetchnęła ciężej pod nosem, odchylając się i opierając wygodniej na rękach. — Okay, przegadam to z mamą w takim razie. — Może jak powie, że trener jej to zalecił i powtórzy wszystko to, co usłyszała, to będzie jej łatwiej w rozmowie oraz argumentacji. Wiedziała jednak, że czasem nic nie pomagało, jeśli kobieta się uparła.
Na całe szczęście wiedziała co najbardziej się dla niej liczyło.
Nie obwiniałaby Zandera, jeśli by zrezygnował z pracy. Mało kto wytrzymywał z jej upierdliwą, upartą i mało współpracującą matką, która wydawała się wszystko wiedzieć najlepiej. Nie byłby pierwszy i na pewno nie ostatni, dlatego Raven nie przywiązywała się do swoich trenerów. Nawet jeśli wydawali się sympatyczni, to niestety szybko odchodzili, bo chociaż z nią się szło jeszcze jakoś dogadać, zwłaszcza gdy chodziło o sport, tak jak wiadomo, jej rodzicielka była o wiele cięższa charakterem.
Z Raven chociaż dało się porozmawiać mimo wiecznego bitch face’a.
Nie chciała pobić matki tylko dlatego, że ta była mistrzynią olimpijską. Chciała ją pobić, bo przez całe życie była z nią porównywana. Bo przez całe życie była ustawiana niżej. Od dziecka słyszała liczby, miejsca, lata i wyniki. Jej rekordy nie były tylko historyjkami przy stole, ale punktem odniesienia dla wszystkiego, co Raven robiła. Pobicie osiągnięć matki oznaczało wyjście z jej cienia.
Dopiero wtedy nazwisko Heist przestanie być dziedziczone, a zacznie być jej własne.
Raven nie chciała litości ani jej dumy. Chciała faktów, wyników, których jej matka nie będzie mogła podważyć. Każdy dobry strzał był dowodem, że nie potrzebuje pozwolenia, by być lepsza. Może wtedy zamknie jej mordę i jak raz nie będzie mieć żadnych uwag.
Może nie było to w pełni zdrowe, ale motywowało jak nic innego.
Brew jej lekko drgnęła, gdy polecił jej książkę. Kolejna propozycja, która ją w pewnym sensie zainteresowała, bo nie tyczyła się stricte strzelania z łuku, tylko całej otoczki. Jej nastawienia, jej przygotowania nie tylko fizycznego, ale też mentalnego o które zwykle nikt nie dbał. Możliwe, że dlatego też patrzyła na to z pewnym dystansem.
Bliższe cele? — mruknęła nieprzekonana. Zawsze myślała przede wszystkim o olimpiadach. O celach, które są odległe, ale najważniejsze. To one wyznaczały jej całą trasę sportową. Nie skupiała się specjalnie na poszczególnych, pomniejszych konkursach i zawodach, bo one były tylko przystankiem na drodze do czegoś większego. — Postaram się znaleźć czas — przyznała, chociaż nie wiedziała czy będzie pamiętać. Nie mówiąc o tym, że jak już się kładła do łóżka, to po prostu padała po całym dniu.
No ale niedziele miała wolne, nie? I teoretycznie miała czas.
Gdy w końcu mieli się wziąć za trening, wstała z miejsca i strzepnęła resztki ziemi z tyłka oraz rąk. Przeszła do swojego sprzętu, który schwyciła, zakładając na siebie, by przygotować się do praktyki.
Będę strzelała skąd? — powtórzyła z uniesioną brwią, kiedy powiedział, że ma strzelać z brzucha. Instynktownie nawet spojrzała na swoją klatkę piersiową, a potem wróciła do niego wzrokiem, aby zobaczyć czy sobie w tej chwili żartował. — Serio? — Wyglądał jednak jakby mówił poważnie.
Westchnęła pod nosem i ułożyła się na plecach zgodnie z zaleceniem, aby przyjąć odpowiednią pozycję. Taką, którą jej pokazał. Uniosła łuk i wycelowała. Z tej pozycji było to o wiele trudniejsze. Starała się jednak napiąć wszystkie mięśnie brzucha, aby odpowiednio strzelić.
Tym razem strzała nie poleciała tak dokładnie.
Czemu to ma służyć? — spytała, gdy podawał jej kolejną strzałę. Nałożyła ją na cięciwę i wykonała kolejny strzał. Trafiła w tarczę, ale nie było to tak blisko środka jakby chciała. Dobrze, że w ogóle trafiła.

Zander Morningstar
28 y/o
For good luck!
185 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
How'm I s'posed to handle the pressure? It would've been better if I were anybody else
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  — No wiesz, trochę jednak trenowałem — odpowiedział, wzruszając ramionami, kiedy na jego twarzy błąkał się minimalnie rozbawiony uśmiech.
  Warsztat miał konkretny i jeśli chodziło o treningi, to pamięć do nich świetną, a jeszcze lepsze egzekwowanie. Choć po prawdzie to względem siebie, ale przełożyć to na inną osobę też by potrafił. W razie problemów czy wątpliwości zawsze mógłby zadzwonić do swojego własnego trenera i podpytać o to i owo, raczej z tym nie miałby problemu.
  Niemniej wszystko zależało od harpii, jak ją ładnie nazwał. A jeśli dziewczyna postanowi jej przekazać, jak Zander zaczął ją określać, to mógł być raczej pewien, że ta współpraca skończy się bardzo, bardzo szybko.
  Bliższe cele brzmiało małostkowo; jak nieznaczne drobiazgi, które miały nie mieć wpływu na całokształt, ale to przecież ten jeden strzał na zawodach był ważny, a po nim kolejny, a nie wygranie zawodów, bo bez nich ich nie było. Małe cele budowały sukces, ale on nawet nie potrafiłby tego jej szeroko wyjaśnić; stąd polecenie jej książki, która jemu także została polecona.
I całkiem dobrze się przyjęła, nawet jeśli Zander nie był wielkim pasjonatem literatury.
  — Słuchaj, sportowiec zaczyna się tutaj — dodał, przytykając palec do swojej skroni, gdy przyznała, że postara się znaleźć czas na poczytanie wspomnianej książki. Nie wierzył, że nagle odmieni jej pogląd i przekona, aby z dnia na dzień zmienić swoje podejście, ale liczył na to, że być może uruchomi to jakiś proces myślowy i autorefleksję. Że będzie to początek przebudowy, a nie nagłej rewolucji. Chcieć być najlepszym to nic złego, ale znacznie lepiej było złapać rozpęd na czymś prostym, bardzo przyziemnym i rozpędzać się jeszcze bardziej każdym kolejnym, by w końcu wpaść na to, co faktycznie miało być tym ogromnym postanowieniem, a które na pewnym etapie, byłoby już oczywistością. Kolejnym przystankiem i kolejnym punktem, by nabrać jeszcze większy rozpęd.
  — Serio — odpowiedział, potwierdzając swoje wcześniejsze słowa. Kącik ust miał jednak zdradliwie uniesiony, ale nie w sposób kpiący, a czystego rozbawienia jej zdziwieniem. To tak, jakby nigdy nie robiła żadnych innych ćwiczeń, które były jednocześnie treningiem, wyzwaniem i zabawą.
Przykucnął przy niej, kiedy przyjęła pozycję i obserwował ją jak strzela, nawet nie spoglądając na tarczę, gdy ów strzał oddała. Tak jakby wynik najmniej go w tym wszystkim interesował.
  — Nie pytaj, strzelaj i nie rozpadaj mi się w brzuchu — rzucił początkowo, nie chcąc zdradzić, czemu to miało służyć. Przede wszystkim miała poczuć mięśnie brzucha. — Strzelasz tak długo, aż mi się nie rozkleisz tutaj — ruchem otwartej dłoni ponad jej brzuchem – ale z bezpiecznym miejscem dla Jezusa – wskazał elementy, które miała mieć dalej spięte.
  Dopiero gdy podał jej jedną z kolejnych strzał, a jej ciało widocznie zaczęło drżeć, wciąż trzymając w napięciu mięśnie głębokie, odezwał się:
  — Uczysz się strzelać w różnych warunkach, z różnym obciążeniem, a jednocześnie wyrabiasz sobie mięśnie. To zabawa, Raven. Nie mów, że czegoś takiego na treningach — powiedział, podając jej rękę, by podźwignąć, kiedy jej mięśnie brzucha w końcu się poddały i nie były zdolne by dalej trzymać pozycję. — Teraz z głębokiego przysiadu — wyjaśnił. — Tylko złap oddech. — Zatrzymał ją, zanim podeszła do ćwiczenia. — A tak naprawdę, to uczysz się też trzymać stabilny oddech i ciało do oddawania strzału w ciężkich warunkach, w warunkach zmęczenia i obciążenia, bo nigdy nie wiesz, co cię zaskoczy przed zawodami. A drżące mięśnie, nawet jeśli nie ramion, mogą porządnie wytrącić z rytmu. — Gestem dał jej sygnał, aby zeszła do szerokiego, głębokiego przysiadu, pozycji równie niewygodnej, choć znacznie bardziej znośnej niż poprzednia. O ile się nie miało już napiętych poprzednim ćwiczeniem mięśni brzucha. — Nie skupiasz się na celu, tylko na zachowaniu stabilnej pozycji i nie zmienianiu jej na to, by była bardziej komfortowa do strzału. Ma być niewygodnie, ma być nie tak.

Raven Heist
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
piesu
ja to trigger
18 y/o
For good luck!
166 cm
uczennica/łuczniczka w Riverdale Rams
Awatar użytkownika
I remember the night I made the deal
Trading my soul for power I could feel
The demon smiled with eyes of flame
And whispered softly my new name
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Wiedziała, że trenował, ale nie sądziła że jednak taki trening siłowy był ważny. Wychodziło też na to, że były dwie szkoły - taka, która uznawała to za coś nieodłącznego oraz ta, która uważała to za dodatek. Jej matka wydawała się być tą drugą szkołą, gdzie przede wszystkim człowiek powinien skupiać się na strzałach, celności i wytrzymałości. W końcu była to kobieta, która w ten sposób osiągnęła swój cel. Szkoda tylko, że nie rozumiała, że czasy oraz świadomość się zmieniały, a świat szedł do przodu, tak samo jak metody treningowe.
Ale jak wiadomo, jej matka była ciężka do rozmowy.
A jednak z jakiegoś powodu to właśnie jego wybrała jako jej kolejnego trenera. Coś jednak musiało w nim być, aby zaimponować matce na tyle, by się z nim skontaktować nawet jeśli już aktywnie nie trenował i nie brał udziału w zawodach. Każdy, kto się interesuje łucznictwem wiedział kim był Morningstar, bo jego tragiczna historia mocno obiegła świat. W końcu był bardzo obiecującym zawodnikiem… dopóki nie stał się wypadek, który całkowicie wykluczył go ze środowiska sportowego.
Chcąc nie chcąc musiała się z nim zgodzić, że wszystko zaczynało się od głowy. Nastawienie, motywacja, ambicja. Należało mieć twardą psychikę gdy wchodziło się w sport na poważnie, nie mówiąc już o odporności jaką należało wyrobić, jak pięło się coraz wyżej. Im wyżej szczytu się było, tym więcej osób życzyło ci źle. Nie mówiąc o tym, że presja była o wiele silniejsza, zwłaszcza ze strony jej rodzicielki, która zawsze chciała więcej.
Wolała jednak tego dalej nie komentować i skupić się na odpowiednim treningu. O ile można to był tak nazwać, bo jeszcze wcześniej nie strzelała z brzucha. A musiała przyznać, że było to dość niewygodne i irytujące, zwłaszcza gdy nie trafiała dokładnie tam gdzie chciała, nie mogła ułożyć odpowiednio rąk, a mięśnie brzucha po pewnym czasie zaczynały o sobie przypominać. Bo jednak łuk i cały osprzęt nie ważyły tak mało, jak można byłoby pomyśleć.
Nie mówiła wiele, bo starał się strzelać, trzymać pozycję i przy tym wytrzymać jak najdłużej. I dopiero jak mięśnie ją paliły, położyła się na plecach, ciężej oddychając. Zerknęła na niego, gdy się odezwał, ale nie odpowiedziała. Podała mu rękę, aby się podnieść na nogi. Odruchowo obejrzała się w stronę tarczy, która była postrzelona wieloma niecelnymi strzałami. Dwie wydawały się nawet nie trafić, co mimo wszystko ścisnęło jej żołądek.
Nawet jeśli to miała być tylko głupia zabawa.
Druga pozycja, głęboki przysiad. Przytaknęła krótko głową w zrozumieniu.
Okay, ma sens — powiedziała, gdy wyjaśnił jej o co w zasadzie chodziło w tym ćwiczeniu. W końcu wolała się upewnić, że dane zadanie na które traciła czas nie było bez sensu. W jej życiu nawet zabawa musiała mieć odpowiedni cel treningowy, nie mówiąc o tym, że zabawy to raczej miała mało i tylko z ojcem, gdy ją w końcu zabrał daleko od kontrolującej matki.
Za co potem odrywał w domu.
Przyjęła odpowiednią pozycję, taką którą pomógł jej dopracować i zaczęła strzelać ponownie w tarcze, starając się trafić w środek. Albo chociaż jak najbliżej niego. Szkoda tylko, że wychodziło jak wychodziło, czyli różnie.
A nie powinnam w tym wszystkim chociaż trafić w cholerny środek? — spytała, kiedy podawał jej kolejną strzałę, którą nałożyła na cięciwę. Miała nadzieję, że w tym wszystkim, w tych niedogodnościach, to chociaż uda jej się wycelować odpowiednio. O wiele lepiej by się czuła sama ze sobą, gdyby mimo wszystkich problemów, była wciąż doskonała.


Zander Morningstar
28 y/o
For good luck!
185 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
How'm I s'posed to handle the pressure? It would've been better if I were anybody else
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Obserwował ją, gdy walczyła z własnymi mięśniami, stopniowo coraz bardziej zmęczonymi. Ale nie mógł jej odmówić determinacji, bo jak dostała ćwiczenie, tak je wykonywała. Nawet jeśli najpierw musiała spytać po co to. Akurat to nie było takie złe, bo przecież każdy szanujący się sportowiec chciał wiedzieć, co dane ćwiczenie miało wnosić do jego rozwoju.
   A nie powinnam w tym wszystkim chociaż trafić w cholerny środek
  Już wcześniej zauważył, o co w tym wszystkim, w jej treningu, tak naprawdę chodzi. Jeszcze zanim potwierdziła to zadanym pytaniem. Widział w sposobie, w jaki patrzyła na tarczę po każdym oddanym strzale. Jakby to było w tym wszystkim najważniejsze. Dla niego pachniało monotonią. Taką, która nie buduje, tylko wysysa. Jednym torem, jednym schematem, jednym celem. Dziesiątka albo nic, a przecież łucznictwo nigdy nie było tylko o strzale w sam środek, zawsze i wszędzie. Wyniki były istotne, ale na zawodach. Na treningach nie zawsze one miały być najważniejsze – ich poprawa oczywiście, że tak, ale niekoniecznie samymi strzałami, które miały być najczystsze.
  Akceptować porażki i poślizgnięcie też trzeba było potrafić.
  Początkowo nie odpowiedział, a obserwował jak sobie radzi, pilnując bardziej jej ustawienia, niż osiągów na tarczy. Te były mało istotne dla niego, ale odpowiedzieć przecież musiał.
  — W tym wszystkim chodzi o to, żebyś nie rozpuściła mięśni, które mają być napięte. Środek to cel poboczny, nie tak ważny w tym wypadku, jak skupienie na własnym ciele i wyczucie każdego, najdrobniejszego, napiętego mięśnia. Zaczynasz budować kontrolę nad tym, czego tak naprawdę nie czujesz przy strzale i po co? Żeby czuć i żeby działało, jak się ustawiasz. Budzisz elementy, które do tej pory tylko wspierały lub nawet nie twoje strzały. Całe ciało jest ważne i całe ciało ma być zaangażowane. — Kiwnął głową, krzyżując ramiona. — Bo co jak nagle zaczną kazać strzelać z przysiadu? — Oczywiście to było mało możliwe, a ironię tego zagadnienia podkreślił dramatycznie przejaskrawionym tonem. — Albo z prawego, przedniego wykroku? Tak jak teraz? — Spojrzał na nią znacząco, tak aby zakomunikować, że teraz narzucił jej kolejną zmianę ustawienia.
  Gestem przy okazji zatrzymał ją od strzałów, by zebrać jej amunicję i wrócić do niej, a następnie skorygować jej pozycję. Tak, aby jeszcze mocniej zaangażować odpowiednie mięśnie. Dopiero kiedy ustawił ją dokładniej, dłonie krótkimi, pewnymi ruchami poprawiając ustawienie bioder i kolan, dodał ciszej, już bez ironii:
  — Ty jesteś przyzwyczajona do myślenia tylko o strzale. O wyniku. O tym, gdzie wbiła się strzała. — Cofnął się o krok, dając jej przestrzeń. — A ja chcę, żebyś przez chwilę zapomniała, że tarcza istnieje i skupiła się na ciele. Bo środek przyjdzie sam. Jak ciało przestanie z tobą walczyć, a ty z ciałem. A przy okazji nauczysz się strzleać nie tylko wtedy, kiedy wszystko jest idealne, ale wtedy kiedy jest niewygodnie, krzywo i nie jak z książki.
  Jej matka by pewnie go za to zabiła. Że wpaja jej do głowy zupełnie inne zasady i że próbuje zepchnąć trafianie w środek tarczy na dalszy plan, kiedy tak naprawdę jemu także o to chodziło, ale w zupełnie inny sposób. Mniej konwencjonalny, mniej schematyczny. U niego działał, a u dziewczyny? Nie był pewien, czy zadziała. Ale zdołał już wyciągnąć pewne wnioski, że była strasznie nastawiona na celne strzały.
  — Jak się zmęczysz to zmieniasz nogę w wykroku po krótkiej przerwie. — Wszak obie strony musiały dostać wycisk równomiernie. Na pewno wyjdzie z tego wszystkiego jeszcze bardziej umęczona niż po klasycznym treningu łucznictwa, a prawdopodobnie jutro dopadną ją takie zakwasy, że o współpracy nie będzie nawet myślała. Albo właśnie zacznie myśleć intensywniej, bo teraz jej ciało pokaże jej, że intensywnie pracowała nad własnym rozwojem; a nie tylko wyniki.
  Kwestia tylko tego, aby zrozumiała, co próbował jej przekazać.

Raven Heist
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
piesu
ja to trigger
18 y/o
For good luck!
166 cm
uczennica/łuczniczka w Riverdale Rams
Awatar użytkownika
I remember the night I made the deal
Trading my soul for power I could feel
The demon smiled with eyes of flame
And whispered softly my new name
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie zamierzała się kłócić. Była uczona i wychowywana do tego, aby nie kłócić się z autorytetami, a nimi zwykle byli przede wszystkim trenerzy. Nauczyciele w szkole nawet mieli mniejsze znaczenie, niż ci, którzy pokazywali jej jak strzelać. Takie wartości wpoiła jej matka. Dlatego też teraz nie zamierzała dyskutować z Zanderem, nie zamierzała nawet wyśmiewać jego metod, które dla niej były niecodzienne. W końcu musiała przyznać, że większość jej trenerów działała w podobny sposób. Skupiali się na jej celności, na jej technice i wytrzymałości od najmłodszych lat. Poprawiali szczegóły, wskazywali nowe drogi, dawali wskazówki, czasami odmienne od siebie nawzajem.
I niczego nie negowała, bo to zawsze była jakaś nauka.
Sęk w tym, że matka zawsze stała na straży i pilnowała, aby wszystko było dobrze.
Tu jak raz nie czuła na sobie jej oddechu. Gdyby jednak zobaczyła co tu się dzieje, to by się złapała za głowę. No dobra, zapewne nic nie byłoby po niej widać. Możliwe, że zauważyłaby u niej lekko uniesioną brew, ale niczego by nie skomentowała. Nie poprawiałaby go, nie dyskutowała otwarcie. Obserwowałaby jego sposoby, jego metody, to co robi i mówi, a potem by po prostu mu podziękowała za współpracę, której nie chciałaby kontynuować.
Ale teraz nie miała oceniać jego pracy poprzez to, co się dzieje na treningu, a poprzez efekty. Poprzez wyniki jej córki, które miały się polepszyć. Na które miał przecież wpłynąć.
Musiała przyznać, że czuła wszystkie swoje mięśnie. W tym te o których istnieniu nie wiedziała lub o nich zapomniała. I chociaż wykonywała swoje zadanie, to w tym wszystkim starała się też go słuchać. Wykonywała kolejne strzały z niewygodnej pozycji przysiadu, aż w końcu jej nogi drżały tak bardzo, że nie miało to większego sensu.
Wtedy się wyprostowała i odetchnęła. Mięśnie ją paliły, ale to nie był koniec.
Serio? — mruknęła, gdy zapowiedział beznadziejnie nieprawdopodobny scenariusz co do wymagań na zawodach. Wtedy na pewno będzie najlepiej przygotowana ze wszystkich, chociaż nie wiedziała czy ktoś nie ćwiczył w podobnych warunkach co ona. Skądś musiał wziąć te pomysły, nie? — Teraz? — spytała i wypuściła ciężej powietrze.
No, nikt nie powiedział, że będzie lekko. Ale ona też nie przywykła do tego, aby było łatwo. Dopóki nie wracała zlana potem, to nie uważała to za dobry trening. Lubiła czuć, że nie ma siły. Lubiła to uczucie zmęczenia, bo wtedy czuła, że żyła.
Po krótkim odpoczynku przyjęła odpowiednią pozycję z jego pomocą i gdy wykrok był zaakceptowany, zaczęła ponownie strzelać do celu. I tym razem tak jak mówił jej w trakcie, starała się skupić przede wszystkim na stabilnej, niezachwianej pozycji, a nie celu w który podświadomie chciała strzelić. W końcu wychowywana była w wierze, że najważniejszym było, aby trafić w środek.
Skoro tak mówisz — mruknęła pod nosem, gdy czuła, że nogi znowu zaczynały odmawiać jej posłuszeństwa. Działała jednak aż do granicy wytrzymałości, aż w końcu wyprostowała się, w ostatnim momencie przed załamaniem mięśniowym.
Po krótkiej przerwie, wykonała to samo ćwiczenie, ale na drugą nogę. Czuła wszystko. Jej nogi paliły, a chociaż ręce były przyzwyczajone do tego, aby przez długi czas trzymać łuk wraz z całym osprzętem, to je także zaczynała czuć.
Gdy w końcu i druga noga się zmęczyła, stanęła prosto, czując jak i tak wszystko jej się trzęsie. Odetchnęła ciężej, opuszczając łuk.
Niecodzienny ten trening, muszę przyznać — powiedziała, zerkając na niego z ukosa. — Masz jeszcze jakieś dziwne metody treningowe? — spytała wyraźnie zaciekawiona. Skoro tak miał wyglądać ich pierwszy wspólny trening, to znaczyło zapewne, że miał więcej pomysłów w głowie.
Jeśli matka będzie pytać co robiła, zapewne będzie musiała ominąć część rzeczy. Bo ze zwykłej ciekawości będzie chciała pociągnąć te wspólne sesje jeszcze przez kilka spotkań.

Zander Morningstar
28 y/o
For good luck!
185 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
How'm I s'posed to handle the pressure? It would've been better if I were anybody else
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Teraz.
  Piłował ją, ale w granicy zdrowego rozsądku. Domyślał się, że lekki trening nie byłby dla niej satysfakcjonujący, ale z drugiej strony – może się mylił? Może wolałaby coś luźnego? Nie, zdecydowanie nie. Od samego początku pytała o sens ćwiczenia i o to, czemu miało służyć. To tak jakby nie chciała marnować czasu na coś, co jest bezsensowne i niczego nie wnosiło. No ale też z kolejnej strony – nie miał pojęcia czy to była jej własna perspektywa, czy narzucona jednak przez matkę i dosłownie wkodowana w nią całą?
  Pilnował tego, jak pracuje i nie mógł jej odmówić determinacji. Co jej kazał – to robiła. I podziwiał jej zaangażowanie. Pracowała równo, konsekwentnie, nawet wtedy, gdy mięśnie zaczynały wyraźnie stawiać opór. I choć nie znał jej ani jej historii, miał wrażenie, że ta determinacja nie bierze się wyłącznie z przyjemności strzelania. To było bardziej… zadaniowe. Jakby trening był czymś, co trzeba zrobić dobrze, a nie czymś, co się po prostu robi. Może się mylił, może sobie dodawał, ale był raczej dobry w rozpoznawaniu pewnych robotycznych schematów u sportowców.
  Nawet jeśli nigdy nie był trenerem.
  Miała dość, to było widoczne. Ale naprawdę dużo zrobiła i był pod wrażeniem. Niezmordowania i tego, że nawet ani razu nie kwęknęła o przerwę. Miał wrażenie, że nawet on widział, jak jej mięśnie drżą od wysiłku; od momentu załamania, który był tak istotny. Ale pracować z własną masą ciała nie mogła do końca. Siłownia była koniecznością.
  — Dobra, odpocznij. Jutro i tak pewnie będziesz miała problemy z chodzeniem. — Jak po dobrym seksie. On oczywiście tak nie pomyślał, bo Zander był grzecznym facetem. No, w każdym razie na pewno takim, który nie puszczał podtekstów do prawie osiemnastolatek. Po prostu tak to zabrzmiało, ale to był fakt. Zakwasy prawdopodobnie zrobią swoje, bo można mieć super kondycję, ale po porządnym treningu każdy je miał. Bo to znaczyło, że mięśnie pracowały porządnie i coś w nich ruszyło.
  Ale czy miał jeszcze jakieś dziwne metody treningowe?
  — Jeśli przez dziwne rozumiesz niefetyszujące środka tarczy to tak. Twoje dziwne w większości środowisk strzeleckich jest po prostu normalne. W moim na pewno było — odpowiedział, uśmiechając się lekko półgębkiem. Nie szydził z niej, a jedynie wskazywał pewną różnicę – nie wszystkie treningi musiały wglądać tak jak jej dotychczas. — Jeśli skupiasz się tylko na tym, to w pewnym momencie przestajesz progresować. Nie mówiąc już o tym, że może się zachcieć rzygać po pewnym czasie tej monotonni. — Wzruszył ramionami, po chwili jednak przechylając głowę, by spojrzeć na nią z ukosa. — Tobie się nie chce rzygać jak przychodzisz na kolejny trening i cel zawsze jest ten sam?
  Był autentycznie ciekaw, co tak naprawdę myślała. Oczywiście liczył się z tym, że może nie usłyszeć całej prawdy – albo w ogóle: prawdy – jednak nie szkodziło spróbować. Co prawda już śmiało założył, że miała w planie treningowym monotonię, jednak wcale tak nie musiało – same sesje mogły się od siebie różnić, tylko cel nigdy nie był zmieniany. Jak również założył, że w zasadzie tylko to robiła podczas ćwiczeń – celowanie do tarczy.
  Raven Heist
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
piesu
ja to trigger
18 y/o
For good luck!
166 cm
uczennica/łuczniczka w Riverdale Rams
Awatar użytkownika
I remember the night I made the deal
Trading my soul for power I could feel
The demon smiled with eyes of flame
And whispered softly my new name
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

To był jej rodzaj treningu. To było coś, co lubiła.
Możliwe, że była to wina jej matki, która od dziecka wpajała jej, że każdy trening i działanie powinny coś wnosić… a może to była po prostu ona oraz jej ambicje. Jeśli chodziło o sport, wkładała w to całą energię oraz serducho, chcąc osiągnąć zamierzone cele. Nie lubiła tracić czasu. Nie lubiła robić czegoś, co nie miało większego sensu. Chciała czuć progres na własnej skórze. Widzieć postępy. Nie tylko jej matce na tym zależało.
Tylko jej matka miała na tym punkcie lekką, niezdrową obsesję.
Niemniej czuła wszystkie mięśnie niezależnie od pozycji. Jedne przychodziły jej lżej, inne wydawały się trudniejsze do podtrzymania, jednak starała się wykonać dane ćwiczenie tak dobrze jak mogła. Nie robiła nic na pół gwizdka, bo uważała to za stratę czasu. Nie bawiła się i nie wygłupiała na treningach, tylko faktycznie się przykładała, chcąc wyciągnąć jak najwięcej. Wierzyła więc, że wiedział co robi i że te ćwiczenia mają faktycznie ważny cel.
A nie, że wymyślił to sobie na poczekaniu.
Odetchnęła ciężej, gdy w końcu mogła odpocząć. Przeciągnęła plecy i ręce, doskonale czując każdy mięsień, który je budował.
Ta, czuję nogi tam, gdzie normalnie ich nie czułam. — Poczekaj, aż będziesz mieć ten bardzo dobry seks, to będzie podobnie. Tylko bardziej satysfakcjonująco. Znaczy co?
Musiała przyznać jednak, że chociaż jej trafienia do tarczy były dalekie doskonałości, to mimo wszystko była zadowolona z dzisiejszych wykładów a także nowych ćwiczeń, które dla niej były nowością. Nigdy nie trenowała w ten sposób. Nawet nie słyszała o podobnych metodach, ale to zapewne dlatego, że jej matka wybierała trenerów, którzy pasowali jej. A jednak z jakiegoś powodu sama wybrała Zandera.
Pewnie nie do końca wiedziała na co się pisała.
Ale to też nie miało większego znaczenia, dopóki jej córka będzie lepsza.
Mogła się więc domyślać, że były dwie różne szkoły, a ona właśnie miała starcie z tą inną. Całe życie trenowana w jeden, podobny sposób, nawet jeśli przewinęła się już przez kilku trenerów, teraz poznawała inne metody. Aktualnie uznawała je za dziwne i niecodzienne, ale jeśli przyniosą zamierzony skutek, a ona na najbliższych zawodach wyjdzie pokaże się od zwycięskiej strony, to będzie mogła napierdalać dziwne pozycje każdego dnia.
Na korcie. Na torze. Z łukiem. Nie w łóżku.
No, wolałabym strzelać do uciekających ludzi. To byłoby fajne — odpowiedziała, zerkając w stronę nieruchomych tarcz. Jakby to były ruchome cele, krzyczące i proszące o życie… znaczy co?
Wróciła wzrokiem do trenera i wzruszyła ramionami.
No co? Też nietypowe. — Wtedy nie byłoby monotonności na pewno. Musiała jednak przyznać, że nie spodziewała się tego, jak wyglądał dzisiejszy trening. I z nową dawką energii i ciekawości wykonywała kolejne polecenia, bo nie robili tego, co robiła już tysiące razy. Zawsze w tym samym schemacie, który znała aż do porzygu. — Spoko, czaję. Zobaczymy co wymyślisz jutro, bo nie wiem czy pamiętasz, widzimy się praktycznie codziennie z wyłączeniem weekendów — przypomniała mu. Jej matce zależało w końcu na tym, aby Raven siedziała z trenerami jak najdłużej. Odpoczynek miała w niedzielę, a do tego czasu miała zapierdalać i wyciągać z tych spotkań jak najwięcej.
Ciekawe ile czasu minie, aż chłopakowi zabraknie pomysłów. Albo cierpliwości.


Zander Morningstar
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”