[14/11/25] Toronto w nowej, odświeżonej odsłownie! Zobacz, co się zmieniło! I pamiętaj o twardym resecie!
[02/11/25] Szybko! Na forum wpadło nowe ogłoszenie! Przeczytaj o zmianach w regulaminie i o planach na forko na najbliższy czas.
[01/10/25] Na forum i za oknami październik, a wraz z nim nowe kalendarium oraz konkurs, który trudno nazwać plastycznym. Mamy pierwsze większe zdarzenie w Toronto, a o tym w lokalnych newsach. A przy tym wszystkim jest nowe ogłoszenie.
[01/09/25] Witamy wrzesień, a wraz z nim nowe kalendarium, czeka Was trochę swojskiego klimatu na Polish Harvest & Food Festival. Wpadło również nowe ogłoszenie, więc zachęcamy do zapoznania się z jego treścią!
Aby wykonać twardy reset, należy wcisnąć kombinację shift + ctrl + r lub ctrl + F5 (w wersji dla Mac: command + options + r lub command + shift + r)
I like my girls just like I like my honey; sweet A little selfish I like my women like I like my money; green A little jealous
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor
Nie przeszkadzał jej do tej pory poziom, jaki prezentowała w trakcie flirtu. Nie każdy przecież był taki lotny jak sama April! No dobrze, nie popadajmy też w żadne skrajności. Lubiła bawić się słowami, ale brakowało jej momentami hamulców, przez co potrafiła z prostej sytuacji zrobić jakieś okropieństwo. Była też cała masa kobiet, dla których liczba ilość słów przez nią wypowiadanych to gruba przesada. Na szczęście zdarzały się też takie, które dawały się w którymś momencie zauroczyć. Trudno powiedzieć, czy to faktycznie zasługa wrodzonej potrzeby bajkopisarstwa, czy może Finch była tak śliczna, że ta gadka robiła się mniej istotna. W to drugie sama z siebie by nie uwierzyła, ale zdarzały jej się takie podrywy, przy których trudno szukać lepszego wyjaśnienia. Albo ktoś zobaczył w jej uśmiechu ideał, albo trafiła na jakąś pijaną kretynkę. Wallace widziała w niej chyba coś więcej niż ładnie ułożone włosy. — Czyli właściwie mam wolny wieczór. — Przyglądała się przez krótką chwilę Jacobowi, nieco zazdroszcząc szaleństwa, jakie miał teraz w głowie. Pożałuje tego pewnie jutro. Czeka go dużo cierpienia. Ale teraz było cudownie. Cóż, niech się chłopak bawi tak, jak lubi. Pasowało jej, że nie musi się już na siłę wkręcać w tę imprezę i może skupić się na własnej przyjemności. Przyjemność siedziała bardzo blisko, a fakt, że całkiem niedawno doprowadziła do masy paskudztwa w sercu April, jakoś zaczynał ulatywać w kosmos. Uśmiechnęła się, słysząc wymiar łatwości Abby. Czyli jednak nie była aż tak łatwa, jak wcześniej zasugerowała. To dobrze. Zawstydzenie i niewinność, którymi emanowała w tej prostej rozmowie, były naprawdę urocze. Taka młoda, taka niezbadana! I to niby ona była tutaj zimną suką, która łamała serca na prawo i lewo, zatapiając się w karierze? Na pewno nie. Coś się musiało Finch pomylić. Dziewczyna, która siedziała obok niej, nie zrobiłaby czegoś takiego. Czy te oczy mogą kłamać? No chyba nie. Pewnie gdyby miała pamięć bardziej rozbudowana niż złota rybka, to jutrzejszy dzień przyjęłaby bez bólu i z otwartymi ramionami. Jak tak dalej pójdzie, to będzie cierpieć tak samo jak Jacob. Może będzie ich bolało w innych miejscach, ale sensu we wstawaniu z łóżka na bank nie znajdą. — Wiem, jak to jest zostać olaną. Myślę, że potrzebujesz pocieszenia. Randki z kimś ślicznym, interesującym, zabawnym i w ogóle... zajebistym. — Patrzyła jej śmiało w oczy, nie mogąc sobie przypomnieć, czy była tak naprawdę smutna, jak Abby ją olała. A może troszkę dramatyzuje? Ghosting przecież aż tak nie boli, zdarza się najlepszym. Wallace nie miała niczego złego na myśli, zrobiła to właściwie z dobrego serca. Przecież nie będzie jej karać za dobre chęci. — Masz czas za trzy minuty? — Spojrzała na swój zegarek, jakby faktycznie szukała w pamięci przez moment idealnego terminu. Na szczęście znalazł się zadziwiająco szybko. Barowe randki były proste, niezobowiązujące i w razie niepowodzenia oferowały masę pocieszenia w postaci alkoholu. Perfekcyjna sytuacja. — Przeznaczeniu trzeba przecież trochę pomóc. — Przysunęła swój stołek nieco bliżej Abby, chcąc się odsunąć od pijanej parki. A może w ogóle ich nie zauważyła i chciała tylko być bliżej Wallace? Trudno stwierdzić.
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor
Abby miała swoje momenty. Takie chwile, w których potrafiła wykazać się czymś błyskotliwym, bezpośrednim, co mogło okrawać się o jawny flirt — z mniej lub bardziej pozytywnym skutkiem. Zazwyczaj jednak stawiała na o wiele większą subtelność, szczególnie na początku znajomości. Lubiła wyczuć na czym stała druga strona. Szczególnie, kiedy kręciło się z kobietami. Nie byłaby w stanie zliczyć momentów, w których próbowała poderwać piękną kobietę, która potem okazywała się być zainteresowana jedynie mężczyznami. Z facetami było łatwiej, ale oni w ogóle byli o wiele bardziej prości w obsłudze. Nudniejsi. W przeciwieństwie do April, która koło nudy nie stała chyba nigdy. Nie dość, że potrafiła schowac urazę do kieszeni i wciąż być otwarta na rozmowę z Wallace, to jeszcze emanowała urokiem osobistym tak wielkim, że aż otulał serce. Do tego stopnia, że przez głowę Abby przebiegła ta jedna samotna myśl szczerego żalu za to, że tak szybko zakończyła ich znajomość. Naturalnie następstwem tego powinno być klasyczne gdybanie: co by było gdyby… Tylko akurat na to nie było teraz czasu, bo Finch już zajmowała całą jej uwagę swoimi kolejnymi słowami. — Mówisz, że randka jest najlepszym pocieszeniem w tym przypadku? — dopytała, przyglądając się jej uważnie, po czym przystawiła szklankę z drinkiem tuż pod nos. — Tylko gdzie ja znajdę teraz taką śliczną, interesującą, zabawną i w ogóle zajebistą, kiedy wszystkie najlepsze już zghostowałam? — za szybko na tego typu żarty? Może tak, a może nie, bo w końcu Finch wydawała się mieć dystans do siebie i ten całej sytuacji. Gdyby nie miała, pewnie nie siedziałyby razem przy jednej ladzie. Upiła łyk drinka i aż spojrzała na barmana — gdyby nie słyszała, co zamawiała April, śmiałaby twierdzić, że ten ewidentnie chciał je upić. Drink był wyjątkowo mocny. A może to pytanie Finch sprawiło, że po Wallace poczuła palenie w żołądku? — Za trzy minuty? — spytała z uśmiechem, opierając łokieć o chłodną ladę i przekręcając się jeszcze bardziej w stronę April, tak, że ich kolana mogły się stykać przy drobnych ruchach ciała. — Musiałabym sprawdzić w kalendarzu… wiesz, mój terminal jest b a r d z o napięty — akurat to wcale nie mijało się z prawdą, biorąc pod uwagę wszystkie dwunastogodzinne dyżury i dodatkowe zmiany, które bardzo często brała. Chociaż a trzy minuty nie miała absolutnie żadnych planów. A może właśnie takie, które uwzględniały April? — Ale dla ciebie mogę zrobić wyjątek — dodała, przekręcając nieco kolano, by odłożyć szklankę wcale nie dlatego, że chciała naumyślnie szturchnąć to jej. W stu procentach zgadzała się z powiedzeniem, że przeznaczeniu czasem trzeba było pomóc. Szczególnie, kiedy ktoś był na tyle głupi jak ona i podejmował decyzje, które przekreślały dalsze szanse na rozwój relacji. Całe szczęście w tym przypadku została jej dana druga szansa. — A więc pomóżmy mu trochę — rzuciła luźno, kiwając twierdząco głową. — Proponuje grę— dodała po chwili, wbijając spojrzenie w twarz Finch, a dokładniej w jej wielkie, piękne zielone oczy. — Dwie prawdy, jedno kłamstwo — przegrany pije — zaproponowała. Zadawanie pytań czasami przychodziło z niemałą trudnością, ciężko było poznać człowieka lepiej sztywną rozmową, a tutaj proszę; nie dość, że dowiedzą się o sobie czegoś nowego, to jeszcze pobawią, a przy okazji może któraś faktycznie się upije. Chociaż Abby chyba wcale tak dużo nie brakowało.
I like my girls just like I like my honey; sweet A little selfish I like my women like I like my money; green A little jealous
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor
Nie była do końca przygotowana na randkę, ale obecny stan musiał wystarczyć. Czuła się psychicznie na siłach. Może by się inaczej ubrała, może inaczej umalowała – ale trzeba było pracować z tym, co jest. Musiała opierać się na tym, że ma ten swój niesamowity urok osobisty. Cyckami będzie kusić kiedy indziej! Chociaż w sumie bez przesady, nie mogła się przecież pochwalić rozmiarem, do którego wystarczyło założyć cokolwiek wydekoltowanego, by wszyscy zwariowali. To może nawet lepiej, że się nie wypindrzyła? Mogłaby wyglądać wręcz śmiesznie i to na pewno odebrałoby jej sporo od charyzmy. Cóż, na pewno za dużo nad tym teraz myślała, trzeba było to po prostu zignorować i wczuć się w bycie tą śliczna, interesującą, zabawną i w ogóle zajebistą. — Perfekcyjnie! Ale ostrzegam, że jak mnie olejesz w trakcje tej randki, to mnie chyba popierdoli do reszty — zastrzegła, śmiało wchodząc w ten żart. Chociaż czy to na pewno było powiedziane tylko dla śmieszków? April na pewno mocno przeżyłaby, gdyby w połowie tej rozmowy Abby wyszła do toalety i już nigdy nie wróciła. Nie zdarzyło jej się jeszcze nigdy zostać olaną dwa razy przez tę samą osobę, ale nie miała wątpliwości, że zrobiłby się z tego młyn. Dramatyzowała nawet przy tak prozaicznym ghostingu, jaki im się przydarzył, a co dopiero w czymś takim. Wcale to jednak nie oznaczało, że popadłaby w depresję i wypłakiwałaby oczy. Przeciwnie, mógłby się w niej urodzić absurdalnych rozmiarów huragan, w zasięgu którego nikt nie byłby bezpieczny. No, ale prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiemy, prawda? Prawda...? Gestem poprosiła ją, by zaczekała. Obróciła się do niej plecami, wyjęła telefon i na szybko poprawiła fryzurę, oglądając się w przedniej kamerze. Bez szczotki wiele nie zdziałała, ale to było już coś. Sprawdziła jeszcze, czy nie ma niczego między zębami, odruchowo odpisała na jakąś krótką wiadomość z pracy i wreszcie obróciła się z powrotem w stronę Abby, chowając telefon. Randka oficjalnie mogła się rozpocząć. — W porządku. — Skinęła głową, pogrążając się na moment w zadumie. Chciała wymyślić coś naprawdę niesamowitego na sam początek, ale przychodziły jej do głowy jakieś skrajne bzdury. Byłaby w stanie stworzyć teraz jakieś absurdalne kłamstwo, ale chyba nie na tym polegała ta zabawa, żeby fałsz był oczywisty. — Przez kilka miesięcy prowadziłam profil na Instagramie buldoga francuskiego, który zarabiał więcej ode mnie. Ja nawet nie lubię tej rasy. Nie wiem, czemu ja się dałam w to wrobić. — Zaczęła opowieść, gdy wreszcie się na coś zdecydowała. Dała jej chwilkę na przetrwanie tej niezwykle przykrej historii. — Poderwałam kiedyś dziewczynę w barze. Przespałyśmy się ze sobą, było co najwyżej średnio. Chwilę potem pisałyśmy, ale sprawa się rozmyła. Kilka dni później miałam wizytę u nowej ginekolożki i no... To było bardzo niezręczne badanie. Siedzę w tym koszmarnym fotelu z nogami w kosmosie, a ona mówi jeszcze do mnie, proszę się rozluźnić. — Pokręciła głową z zażenowaniem nad własnymi słowami. Pociągnęła łyk drinka na poprawienie sobie humoru po tym okropieństwie. — Na studiach udawałam, że spotykam się z takim jednym Davidem, żeby oszukiwać rodziców, że mężczyźni mnie jakkolwiek interesują. Jemu też to było na rękę, bo miał analogiczną strategię względem swoich rodziców. Problem pojawił się, gdy wzięłam go kiedyś do rodziny na obiad, upił się nieco i próbował na papierosie poderwać mojego ojca. — To nie mogła być prawda. A może jednak? Historia niestety zapisała się jej w pamięci niezmywalnymi zgłoskami.
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor
Nie miała zamiaru jej olewać. Abby może i była impulsywna — podejmowała niekiedy durne decyzje pod wpływem chwili, których potem żałowała — jednak nie głupia. Umiała uczyć się na błędach, wyciągać wnioski i stronić od ich powielania. Bo jakby tak wiecznie robić jedno i to samo bez większego celu, to gdzie by człowiek zaszedł w życiu? Z pewnością nie za daleko. A przecież ona chciała daleko. I jeszcze trochę dalej. — Obiecuję, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby tym razem cię nie popierdoliło — oznajmiła, prostując się energicznie i przykładając dłoń do piersi, jakby co najmniej składała obietnice scouta, podczas gdy jej ciemne oczy odnalazły jej zielone. — A przynajmniej nie z powodu ghostowania — dodała po chwili. Bo przecież mogło ją popierodlić i w ten pozytywny sposób, czyż nie? I może nawet April mogła zobaczyć charakterystyczny błysk w oku Wallace, który pojawił się przelotnie, podczas gdy jej myśli odbiegły na moment w mniej grzeczne regiony, a wyobraźnia zaczęła działać. I jak się po chwili okazało miała nawet więcej czasu, niż się spodziewała na przemyślenia, bo Finch nagle odwróciła się do niej tyłem i zaczęła szykować. Wyglądało to co najmniej u r o c z o. Na twarz Abby momentalnie wymalował się szczery uśmiech. Zamówiła im po zestawie szotów (bo przecież nie będą zerować drinków), a kiedy April była już odstrzelona jak szczur na otwarcie kanału z tym jednym poprawionym włosem na twarzy, Wallace podsunęła jej kieliszek pod rękę. — W porządku — powtórzyła jej dokładne słowa i rozsiadła się wygodnie. — Zaskocz mnie, Finch — rzuciła, chociaż wiedziała, że wcale się nie zawiedzie. Akurat April była osobą, która z łatwością umiała przegadać swojego rozmówcę, do tego miała z pewnością nie jedną pojebaną historię, którą mogła przedstawić w grze. Z nią nigdy nie było nudno. I teraz również nie było, kiedy Abby wsłuchiwała się w jej potencjalne prawdy, od razu zastanawiając się, która z nich była stekiem bzdur. — Dobrze — wyprostowała się, gdy dziewczyna skończyła mówić, gotowa to wszystko rozpracować. — Biorąc pod uwagę, że pracujesz w marketingu, wcale nie zdziwiłoby mnie, gdybyś faktycznie prowadziła takiego insta. Wszyscy kochają pieski i te konta z pewnością zarabiają solidne dolarsy. Jedyne co w tej historii mnie dziwi, to że nie lubisz buldożków — aż zmrużyła powieki. przyglądając się jej uważnie. Kto kurwa nie lubił buldogów? Przecież to były tak bezbronne, słodkie i spasione psiaki, że nic tylko je tulić. Już i tak miały ciężko w życiu, przeruchane przez genetykę, która sprawiła, że często chorowały i miewały problemy z oddychaniem. Jeszcze tylko niechęci od ludzi do tego brakowało! — W historię z ginekologiem też jestem w stanie uwierzyć, chociaż osobiście całe szczęście jeszcze nie miałam okazji spotkać na wizycie żadnej z moich byłych partnerek… ale kurde, to z ojcem też brzmi legitnie — mruknęła, kręcąc głową. Wszystko pasowało jej na prawdę i szczerze przez moment za nic nie mogła się zdecydować, co powinna wybrać. Postanowiła więc postawić na zwykłe, staromodne przeczucie. — Dobra, trudno, będę strzelać — uniosła dłonie w górę, gdzie w przeciwieństwie do swoich słów, wyglądała, jakby właśnie poddawała się przed kimś, kto trzymał broń. — Stawiam, że kłamstwem jest ta historia z ginekologiem — wyrzuciła z siebie, tym samym wypuszczając z płuc wielki haust powietrza. Kto by pomyślał, że gra, którą sama im wymyśliła, będzie tak stresująca? A może to po prostu sama Wallace, która za nic nie umiała przegrywać i chciałą być najlepsza w każdej, wykonywanej przez siebie czynności. — Zgadłam? — dopytała, krzywiąc się nieznacznie w wyczekiwaniu.
I like my girls just like I like my honey; sweet A little selfish I like my women like I like my money; green A little jealous
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor
Skinęła głową z poważną miną, przyjmując do serca obietnicę. Trzeba przyznać, że była dość... wygodna. Ktoś rozsądniejszy albo żądający więcej od życia pewnie w tym momencie mógłby wstać i wyjść. Obiecywanie, że zrobi się wszystko, co w naszej mocy, to jednak słaby konkret. A przynajmniej tak zawsze tłumaczył jej ojciec. Tego się nie obiecuje, to jest podstawa, od której startujesz. A jeśli już chcesz coś obiecywać, to gwarantuj sukces. Obietnicy nie wolno złamać, więc albo wyprujesz sobie żyły, by to się udało albo zamilcz. Ale to przecież tylko wizja tatusia. April była dużo pozytywniej nastawiona do świata, nie zakładała z góry złych intencji i wierzyła, że taka obietnica to już bardzo dużo. Prawie czuła dumę z dojrzałości Abby. To prawie było resztkami godności, które trzeba w sobie mieć po porzuceniu. — Cholera, masz rację z tymi buldogami. To nie jest tak, że ich nie lubię. Zazwyczaj są bardzo miłe. Nie trawię ich właścicieli i prawa, które zezwala na krzywdzenie ich. Ale masz rację, prowadziłam taki profil. Zarabiał chore pieniądze. Więc to była prawda, poza tym fragmentem o nielubieniu, ale to było nieumyślne kłamstwo... — zawiesiła głos, czując, że znowu zaczyna się za bardzo plątać i tłumaczyć. Przełknęła własne słowa, uśmiechając się przepraszająco. To miała być przecież prosta, radosna gra, a nie sesja terapeutyczna albo przesłuchanie w sądzie. Rodzice wpłynęli na jej umysł mocniej niż chciałaby to kiedykolwiek przyznać. — Ha, pudło! — Wyszczerzyła się zadowolona, sięgając do jej kieliszków. Wybrała jeden z nich i wystawiła go na przód jak żołnierza do odstrzału. Najwyraźniej uznała, że decyzja o wyborze trucizny też należy do niej. Nie robiło jej żadnej różnicy, że w każdym kieliszku było to samo. — Matko, w sumie z czego ja się tak cieszę, to nie jest jakiś wielki powód do dumy. — Dopadła ją przykra refleksja, którą musiała przetrawić, odwracając na moment wzrok na ścianę obstawioną kolorowym alkoholem. Uśmiechnęła się jednak do tego wspomnienia, bo trudno nie traktować tej historii radośnie po takim czasie. — Od tamtej pory zawsze googluje lekarzy, do których idę. Jak nie mają zdjęcia, to się do nich nie zapiszę. Masakra. Wiesz, co jest najgorsze? Że potem do niej jeszcze napisałam, bo mi było głupio, że się tak zachowywałam na wizycie. Zaprosiłam ją do kina, ale na szczęście odmówiła. — Spojrzała z powrotem na Wallace, by z radością opowiedzieć o kolejnym fragmencie swojej kompromitacji. Takich rzeczy zdecydowanie nie powinno się mówić na randkach, jeśli chciało się ich ekscytującego zakończenia, ale chyba nikt tego Finch nie powiedział. — A z ojcem to częściowa prawda. David był kucharzem w takiej restauracji dla buców. A mój ojciec wybrał się do niej na jakieś spotkanie biznesowe. Poszedł do toalety i przyłapał tam Davida obściskującego się ze swoim ówczesnym bolcem. Powiedział mi tylko, że jest zawiedziony tym kłamstwem. — Wzruszyła ramionami. Ojcu nawet nie przyszło do głowy, by robić chłopakowi awanturę albo lecieć na skargę do April. Od razu domyślił się, co to za intryga, a ona wtedy nawet nie była tym zdziwiona. Jakoś przeszli na tym do porządku dziennego. — Dawaj. Może będę miała więcej szczęścia — zachęciła, choć była prawie pewna, że wybierze źle. Dało jej się wmówić naprawdę wiele, była bardzo kiepskim wyborem graczki do tej zabawy, ale cóż – najwyżej też będzie strzelać.
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor
Bo rzeczy nie można było po prostu obiecywać. Obiecać komuś, że nigdy sie go nie zostawi — no co za chłam. Kompletne kłamstwo, którego w żadnym stopniu nie dałoby się spełnić. Człowiek nigdy nie miał pewności, co czekało na niego za rogiem ani jakie przeciwności losu wrzechświat jeszcze zrzuci na barki; nie dało się tak po prostu zaplanować sobie życia, żeby nic się nie wyjebało. Zawsze trzeba było brać poprawkę na zmienne, które mogły nastąpić, dlatego Abby nie mogła obiecać jej, że więcej tego nie zrobi. Mogła za to obiecać, że zrobi wszystko, by to się nie stało. I to musiało jej wystarczyć. — Faktycznie jest coś w tych narwanych właścicielach buldogów — nie mogła się z nią nie zgodzić, szczególnie, że sama w bloku miała kilku i chociaż psiny były słodkie do kwadratu, tak ich właściciele już wcale niekoniecznie. — Chociaż nie wiem, czy tak obojętnie jestem w stanie przejść obok tego twojego nieumyślnego kłamstwa. No nie wiem, Finch. Będziesz to musiała jakoś odpracować. Jakieś dwie godziny prac społecznych przynajmniej — złapała jej spojrzenie i chociaż na twarz Abby cisnął się szeroki uśmiech, przez moment jeszcze przetrzymała ją w powadze sytuacji. Chociaż prawda była taka, że w tego typu grach zawsze były jakieś niedomówienia. Kwestia interpretacji. I pewnie nawet by to nie wyszło, gdyby Abby nie była tak wścibska i nie drążyła. Chociaż możę to wcale nie była wyścipskość, a czysta chęć poznania Finch? Nawet jeśli tyczyło się to jej braku sympatii do buldogów. Albo chociażby historii z ginekologiem, która jednak okazała się prawdziwa. I chociaż z pewnością było to wyjątkowo niezręczne wspomnienie, Abby nie potrafiła nie roześmiać się głośno. Może i taktu miała za grosz. ale za to umiała docenić dobry przypał, chociaż kiedy Finch wspomniała o tym zaproszeniu do kina, to aż prawie zadławiła się szotem, który miała zwinnie wypić za karę. — Zaprosiłaś ją po tym do kina? — dopytała, jakby nie mogła w to uwierzyć. — Trzeba było zaproponować cytologię, może chętniej by się zgłosiła — prychnęła, spoglądając ze szczerym rozbawieniem na Finch. Może i na początku ich spotkania między nimi było równie niezręcznie, jednak w bardzo szybkim czasie i z pomocą alkoholu były w stanie odwrócić sytuację o sto osiemdziesiąt stopni. — No cóż, w takim razie za Davida! — podsumowała swój niecelny strzał i w końcu w spokoju wypiła resztę zawartości kieliszka, którą wcześniej prawie się zakrztusiła. Alkohol był mocny, drapał po gardle, ale przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo. — Dobra, to teraz ja — poprawiła się na stołku i na krótką chwilę spojrzała gdzieś w eter, by zebrać myśli. — A więc tak: przez pół roku mieszkałam w mieszkaniu, w którym nie działała kuchenka, ale wstydziłam się to zgłosić właścicielowi do tego stopnia, że kupiłam turystyczną i na niej gotowałam — przeniosła spojrzenie na April. — Podczas jednego z dyżurów zemdlałam w trakcie resuscytacji, ale nikt tego nie zauważył, bo udawałam, że klękałam po coś na podłodze, a oni zajęli się pacjentem— zarzuciła włosy to tył, wciąż upewniając się, że ton opowieści jest taki sam, w każdym z przypadków. — Raz tak zafiksowałam się na jednym pacjencie, że po dyżurze pojechałam pod jego dom sprawdzić, czy faktycznie mierzy ciśnienie tak, jak obiecał, no i przypadkiem poznałam całą jego rodzinę, bo zaprosili mnie na kolację — zakończyła z uśmiechem na ustach, po czym klepnęła otwartą dłonią w chłodną latę. — Dawaj, Finch.
I like my girls just like I like my honey; sweet A little selfish I like my women like I like my money; green A little jealous
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor
— A nie mogę po prostu wypić karniaka? — zasugerowała, sięgając od razu po jeden z kieliszków. Nie wypiła go od razu. Chciała poczekać, aż Abby też będzie musiała się napić. Razem zawsze troszkę raźniej. Nie była to oczywiście uczciwa wymiana. Jeden kieliszek w zamian za prace społeczne? Żaden sąd by się na to nie zgodził. Z drugiej strony, oznaczało to dodanie punktu na konto Wallace, a w grze to było całkiem istotne. Na ten moment może jednak sprawa była postawiona całkiem uczciwie. — Tragedia. Ale akurat to o cytologii, to mądra uwaga. — Sięgnęła po telefon, by odpalić aplikację kalendarza i zapisać sobie przypomnienie o udaniu się na badanie. To się nazywa porządna porada medyczna. Doskonała lekarka, na służbie nawet w trakcie popijawy na randce. Powinni jej wręczyć jakiś medal albo chociaż dać w pracy podwyżkę. Kto wie, może nawet ocaliła właśnie April życie?! No dobrze, szansa na to była niewielka, ale nigdy nie wiadomo, co się tam w organizmie kryje, zanim się tego nie zbada. Uniosła karny kieliszek w geście toastu za swojego byłego-niedoszłego partnera. Oszustwo może się nie udało, ale wspominała go ciepło. Dobry koleś, troszeczkę tylko pogubiony. Może powinna się do niego odezwać? Odnowić kontakt albo chociaż dowiedzieć się, jak sobie teraz radzi? Ten pomysł zanotowała w pamięci, licząc, że nie wyparuje stamtąd do jutra. Słuchała uważnie, starając się wyłapać każde zawahanie albo zmianę tonu głosu Abby. Nachyliła się nawet bardziej w jej stronę, by nie umknęło jej żadne słówko. Nie zauważyła właściwie niczego konkretnego. Zamrugała niepewnie, gdy dziewczyna skończyła, nie mając pojęcia, jaką powinna podjąć decyzję. Wyprostowała się z powrotem, zastukała paznokciami o bar. — To jest banalne albo podchwytliwe — zaczęła myśleć na głos, by nie siedziały w niezręcznej ciszy. Starała się podejść do zabawy trochę jak to rozwiązywania zagadki logicznej. Abby nie była chyba aż tak skomplikowana, ale wedle April zawsze lepiej przesadzić niż dać z siebie za mało. — Kolacja z rodziną pacjenta brzmi prawdopodobnie. W serialach o lekarzach co jakiś czas dostają takiego świra na jakiegoś losowego pacjenta i takie rzeczy się dzieją. To odpada — zaczęła od końca, bo ta historia faktycznie wydawała jej się być najbardziej prawdopodobna. A bo to raz odwalali tego typu głupoty w Greys Anatomy? — To omdlenie... sama nie wiem. Domyślam się, że pacjent na stole jest najważniejszy w pokoju i faktycznie można wiele rzeczy przeoczyć. Szczególnie, jeśli to było tylko chwilowe zasłabnięcie. No dobra, to też jest prawda. — Chwilę się wahała, ale w końcu podjęła tę decyzję. Rezultat właściwie był już oczywisty. — Nie wierzę, że gotujesz sobie na co dzień. Strzelałabym, że po pół roku, to dopiero zauważyłaś, że kuchenka nie działa — wyjaśniła swój tok rozumowania, spoglądając niepewnie na kieliszki. Znała dobrze te metody zapracowanych, młodych ludzi. Domowe obiadki były zazwyczaj ostatnie na liście priorytetów. A przecież w szpitalu pewnie jest jakaś pracownicza stołówka, więc już w ogóle sens babrania się w garach po dyżurze właściwie wyparowywał.
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor
Abby trochę jak w tych serialach o lekarzach, których wspomniała April — też potrafiłą fiksować się na punkcie swoich pacjentów. Szczególnie, kiedy w końcu dostała swoich własnych. Na praktykach z początku jedynie towarzyszyła, raczej zajmując się brudną robotą w postaci wbijania wenflonu czy spisywania kartoteki, jednak z czasem dostała też swoje przypadki, szczególnie jeśli byli już blisko wypisu. …I takim przypadkiem był również Robert Gublin. Abby tak się z typem zżyła, że codziennie przed dyżurem przychodziła do niego dopilnować, żeby odpowiednio sprawdził ciśnienie. Żarty miał przednie, ale jeśli chodziło o bagatelizowanie swojego stanu zdrowia był jebanym mistrzem. Kompletnie nie rozumiał powikłań, jakie mogły wyniknąć z braku odpowiednich pomiarów i ryzyka zawału. Do tego stopnia się na jego punkcie zaifksowała, że właśnie w dzień jego wypisu, wieczorem po dyżurze pojechała do jego domu, upewnić się, że wziął leki i zmierzył ciśnienie. Całe szczęście jego żona uznała to za dobre serce, a nie dopisała sobie do tego jakiejś własnej historii i dziwnego romansu. Bo tych to dopiero było na pęczki w serialach, które z pewnością oglądała April. — Była zajebista — skwitowała, uśmiechając się na samo wspomnienie. — Do dzisiaj pamiętam, co było na talerzu: makaron ze szpinakiem i kurczakiem, a na deser szarlotka z lodami — aż zgłodniała na samą myśl o jedzeniu, a jej brzuch mimowolnie zaburczał. I chociaż dookoła było dość hucznie, April z pewnością mogła to usłyszeć. Ups? Powinna przeprosić? Ale w sumie za co. Przecież to nie tak, że puściła bąka. Chociaż za nie również nie lubiła przepraszać, w końcu to naturalna fizjologia człowieka, bardzo potrzebna swoją drogą, żeby się nie zagazować. Jako lekarz rozumiała to aż za dobrze. Na kolejne słowa dziewczyny uśmiechnęła się szeroko i nachyliła bliżej. — B Ł Ą D — wypowiedziała każde słowo osobno, pozwalając, by te osadziły się na jej twarzy i lekko zaczerwienionych polikach, zapewne z powodu alkoholu. — Nigdy nie zemdlałam — przyznała się, podsuwając jej pod nos napełniony po brzegi kieliszek. — Chociaż raz zasnęłam w korytarzu głównym na łóżku, które powinna przewieźć na inną salę. Na swoją obronę tylko dodam, że byłam po jedenastu godzinach pracy! — wytłumaczyła się, co by Finch nie pomyślała sobie, że Wallace była aż tak nieodpowiedzialna w pracy, że zasypiała podczas dyżuru. Z drugiej strony, kiedy człowiek był na nogach prawie połowę dobry, nie było co się dziwić, że organizm powoli sam się wyłączał. — Kuchenka jest jak najbardziej prawdziwa — zaśmiała się, prostując i przy okazji sięgnęła do tylnej kieszeni, by wyciągnąć z niej telefon. Szybciutko weszła w galerię i odnalazła odpowiednie zdjęcie, które prezentowało Abby w zajebiście małym fartuszku w kaczuszki, który zamówiła przez internet i WCALE nie zauwazyła, że pisało, że to dla dzieci do siedmiu lat. Ale fartuszek to fartuszek. Działał? Działał. To nie było, co drążyć tematu. — Poza tym, przepraszam bardzo, ale co to ma znaczyć, że nie wierzysz, że gotuję? — wbiła ciemne spojrzenie w jej zielone oczy z niedowierzaniem. — Finch, ja gotuje za-je-bi-ście — doprecyzowała, jakby ta miała jeszcze jakiekolwiek wątpliwości. — Może kiedyś ci coś ugotuje — zaoferowała się, chociaż kto wiedział, jak dalej potoczy się ich historia? Przeszłość pokazała, że nawet po najlepszej randce kontakt mógł się… urwać. Może nie było co obiecywać? — Do dna — zastukała palcem o blat tuż przy kieliszku. — A potem daj mi jakieś ciekawe kłamstewko.
I like my girls just like I like my honey; sweet A little selfish I like my women like I like my money; green A little jealous
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor
Uśmiechnęła się, rozczulona wspomnieniem o makaronie i szarlotce. Łatwo zmiękczyć jej serce. Oczywiście tak naprawdę to doceniała cały kontekst sytuacji. Zaangażowanie lekarzy było przecież wzruszające. Doceniała każdego, kto podchodził do swojej pracy z sercem, a co dopiero osoby pracujące w szpitalach. Domyślała się, że większość z nich szło tam z powołania, bo po co ktoś miałby sobie to wszystko robić z przymusu? Uciekła od studiów prawniczych, a nie były pewnie aż tak wymagające jak medyczne. No i po co brać na barki taką odpowiedzialność, jeśli szczerze się tego nie kocha? Słuchanie o takich historiach jak ta Abby sprawiało, że serce rosło. Cudownie, że takie rzeczy nie działy się tylko w serialach. — Cieszę się, że masz tak ciepłe wspomnienie. — Nie wątpiła, że w takiej pracy można było mieć przepełnioną głowę tymi przykrymi momentami. Pacjenci w szpitalach regularnie cierpią i umierają. Ona nie miałaby psychiki, by wytrzymać to chociaż przez miesiąc, nie mówiąc nawet o całym życiu takiej kariery. Abby była młoda, miała jeszcze mnóstwo czasu, by się wypalić! Naprawdę była w szoku, że przegrała. Rozchyliła usta, przyglądając się Wallace jak jakiemuś magicznemu zjawisku. Historia ze spaniem na korytarzu w ogóle jej nie obeszła, ale ta z gotowaniem? Szok. Nie znała się chyba aż tak dobrze na ludziach. Jeszcze przed momentem była gotowa postawić na swoją odpowiedź pieniądze, a tu proszę – totalna porażka. — Uroczo. Jakoś nie sklejasz mi się z kimś, kto gotuję. Ale ktoś z takim fartuszkiem nie mógłby być oszustem. Bardzo chętnie dam się zaprosić na kolację. Tutaj pewnie mogą cię poratować tylko jakimiś frytkami. Ale nie krępuj się. — Spojrzała na jej brzuch, dając do zrozumienia, że usłyszała to burczenie. Picie na pusty żołądek nie było zbyt rozsądne, o czym też na pewno wiedziała. Ale nie będzie jej przecież matkować i wciskać w nią teraz jedzenia albo biec teraz do najbliższej restauracji z ofertą na wynos. Nieco ją kusiło, ale szybko się powstrzymała. Nie chciała przecież jej odstraszyć na pierwszej randce pseudo naprawczej. Uniosła kieliszek, stuknęła nim o blat jak rasowa imprezowiczka i sprawnym ruchem go wyzerowała. Oblizała wargi kiwając głową z uznaniem – nie było tak źle. Rzadko piła, ale chyba miała organizm, który mógłby bardzo łatwo popaść w uwielbienie do procentów. Wchodziło jak soczek. — W dzieciństwie marzyłam o zostanie damską wersją Elthona Johna. Wierzyłam, że publiczność tak samo pokocha mnie za piękną grę i szalone stroje. Rodzicom wmawiałam, że chcę po prostu wygrać konkurs Chopinowski. — Rozejrzała się niepewnie po barze, szukając wzrokiem pianina. Żaden instrument nie stał w zasięgu jej wzroku, los nie był aż tak złośliwy. — Kiedyś kupiłam bilety lotnicze do Barcelony i byłam już w trakcie dogadywania wynajęcia mieszkania. Oczywiście leciałam tam z miłości. Znałyśmy się niecały miesiąc. Na miejscu okazało się, że jest dużo starsza i ma męża. — Wzruszyła ramionami chcąc dodać nieco obojętności do tej przykrej opowieści. Starała się nie sugerować niczego tonem i chyba szło jej całkiem dobrze. Przy każdej historii tak przeginała w próbie bycia neutralną, że wszystkie robiły się tak samo sztuczne. — Należę do mile high club. Nie polecam. Niewygodnie, niezbyt ekscytująco, przereklamowana sprawa. — Seks w przestworzach był dość znaną kliszą. Aż dwie opowieści były powiązane z lataniem, ale to chyba przypadek. Znów wybrała kieliszek, który chciała jej narzucić w przypadku porażki. Wysunęła go nieco do przodu i spojrzała na nią pytająco.
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor
Oczywiście, że Abby świetnie gotowała. Czego innego można było się spodziewać po kimś, kogo matka była kucharzem? Od dziaciaka uczyła ją jak porządnie powinno się kroić cebule, obierać ziemniaki tak, żeby nie upierdalać połowy zawartości i gotować różne pyszności, które łapały za serce (i żołądek). Lubiła to, chociaż naturalnie biorąc pod uwagę pracę i ścieżkę kariery, jaką wybrała, nie miała zbyt wiele czasu na zabawy w kuchni — raczej stawiała na proste przepisy i przede wszystkim szybkie! Chociaż gdyby tak zaprosiła April na kolacje w jakiś wolny dzień, z pewnością postarałaby się o wiele bardziej niż na co dzień. Ale to przecież były tylko takie gdybania. Przecież one ledwo co w końcu się pogodziły i zakopały topór wojenny, nie było co za bardzo wyskakiwać w przód, bo przecież Abby doskonale wiedziała o tym, jak łatwo było się potem sparzyć (a nie każda laska jest super strażaczką jak Teddy #kibicuje). Dlatego jedynie uśmiechnęła się na tą uwagę i pozwoliła, by temat zwinnie przeszedł na trzy fakty o April, których Wallace słuchała z niemałą uwagą. Tak intensywnie jej słuchała, że nawet nie zauważyła, kiedy jej dłoń otuliła jeden z kieliszków i go wyzerowała. I wcale nie była pewna, że to był ten za przegrany zakład. A może po prostu chciała sobie walnąć coś dodatkowego na odwagę? Albo po prostu wiedziała, że pewnie znowu nie zgadnie i i tak trzeba będzie pić. — Okej, totalnie widzę cię na konkursie Chopinowskim w garniaczku z muchą przy szyi — prychnęła, kręcąc głową z rozbawienia, przyglądając się jej uważnie. — I jeszcze z tymi loczkami dookoła — dodała, oczywiście nachylając się do przodu i na krótki moment wplatając palce w jej włosy, zawijając sobie pojedyncze kosmyki. Lubiła je. Były niesforne, zupełnie jak April. — Totalnie jestem sobie w stanie wyobrazić, że byłaś gotowa za miłością polecieć na drugi koniec świata — aż się wyprostowała, wyrzucając ręce w powietrze. April wydawała się kochliwa. Nawet biorąc pod uwagę jak szybko wybaczyła Abby i jeszcze zgodziła się na ten spontaniczny speed dating, łatwo było wywnioskować, że raczej podchodziła do uczuć bardzo impulsywnie. — A co za tym idzie — myślę, że numerek w samolocie też z pewnością zaliczyłaś — dodała po chwili, wymachując jej paluchem przed twarzą, który po chwili wbiła w jej klatkę piersiową. Oczywiście nie za mocno — delikatnie, tak tylko, żeby zatrzeć kolejne granice. — Zgadłam czy nie zgadłam? — dopytała, gotowa podsunąć Finch kieliszek pod samiuśkie usta albo chociaż pod palce. — Mogłoby mi się chociaż raz poszczęścić — to już dodała bardziej do siebie niż do niej. Jak na razie żadnej z nich nie udało się odkryć kłamstwa przy pierwszym strzale i albo to tak źle o nich świadczyło, bo wcale się nie znały, albo właśnie dobrze, że spodziewały się po sobie nawzajem absolutnie wszystkiego. — A tak swoją drog— — Cześć dziewczyny — wybrzmiał jakiś głos tuż obok, którego właścicielem był wysoki brunet o piwnych oczach, którego Wallace za nic nie zakodowała. A dziwne, bo stał już dziwnie blisko! Aż podskoczyła delikatnie na jego widok. — Aż tak straszny jestem? A zresztą, nie ważne — poprawił koszulkę i wcisnął ręce do kieszeni. — Brakuje nam dwóch osób do gry w beer ponga, o tam — wskazał ruchem głowy stolik z rozłożonymi kubeczkami, przy którym stał jeszcze jakiś ziomek. Nawet pomachał energicznie w ich kierunku. — Macie ochotę? Możemy zagrać dziewczyny na chłopaków.