Wyjazd do Kolumbii miał być... krótki, przyjemny,
spokojny. Madox w życiu nie spodziewał się czegoś tak
intensywnego, ale może był po prostu głupi, jakiś naiwny, bo przecież ta ich
dzikość, ich temperament, musiały przecież z nich wyjść. Wychodziły, całe Medellin, gdzie oni zamiast spać, zamiast siedzieć przy syto zastawionych stołach, czy tańczyć salsę do rana, to przeżyli tyle, że ciężko to było opisać. Ciężko to było jakoś zaszufladkować. Ich cała relacja była nie do zaszufladkowania, nazwania.
Miłość? Tak, ale przy tym jeszcze cały wachlarz innych emocji, dobrych, złych,
kurewsko prawdziwych.
I teraz też kiedy tak zahamowała, czego Madox kompletnie się nie spodziewał, to prawdziwie wyrżnął na szybę, aż musiał się przytrzymać, bo się zsunął z fotela i jeszcze łbem by może walnął w deskę rozdzielczą, ale jakiś
instynkt samozachowawczy zadziałał.
-
Pilar! - rzucił, a ona mu wtedy powiedziała o tych pasach, coś tam pomruczał pod nosem, że się nie da, a ona mogła go zabić, a on jeszcze chce trochę pożyć, krzywiąc się przy tym żałośnie. Jeszcze chciał jej coś powiedzieć, ale ona mu wtedy zaczęła opowiadać o pościgach i spierdalaniu przed kimś i oczy Madox aż zabłyszczały, bo przecież rzeczywiście! Pilar to jednak była
taka mądra. Chciał jej to powiedzieć, tylko ona mu wtedy zapięła ten pas i Madox sięgnął do zapięcia, dotknął go i przez chwilę się wystraszył, że odpiął niechcąco, ale na szczęście nie. Schował to zapięcie pod jej kurtką, żeby go nie kusiło.
-
O kurwa, serowe brzegi? - patrzył na nią wielkimi oczami, bo ona mu chyba czytała w myślach, chociaż wcale o tym nie myślał, dopiero kiedy mu o tym powiedziała. Już liczył, że temat Cherry będzie odpuszczony, bo teraz jest ważniejsza kwestia, mianowicie pizza, ale nie.
A przecież znał Pilar na tyle, żeby wiedzieć, że ona to jednak będzie drążyć i drążyć, dopóki się wszystkiego nie dowie. Westchnął ciężko spuszczając głowę, tak, że znowu czapka opadła mu na oczy.
-
Nawinęła się, idziesz na bal a tam same jakieś wypacykowane damy, no i Cherry, ona mnie namówiła na to whisky - podniósł głowę, żeby na nią spojrzeć, poprawił czapkę -
to whisky mnie tak poskładało, strułem się nim - stwierdził, chociaż to chyba nie była wina samego whisky, a raczej tego połączenia, szampan, whisky, zioło i kokaina, wystrzałowe. Postukał palcami w kolano i zaraz już znowu je zdejmował, żeby oprzeć stopę na ziemi, trochę za mało miejsca tu było na jego kręcenie, ale Noriega sobie radził. Z tym jej następnym pytaniem też zamierzał sobie poradzić.
-
Bo się jej kiedyś przedstawiłem - proste, że stąd, bo niby skąd? Mogła jeszcze znać z jakiś opowieści Cherry, ale Marshall chyba nie gadała ze swoją matką o swoich kochankach, oby nie. Podrapał się po brodzie.
-
Przecież się trzymam, kurwa... - no bo tak, to Cherry przylazła do niego do klubu, a on jej przecież wcale nie zapraszał, chciał może ją zaliczyć, ale to było dawno. Jeszcze zanim on przecież chciał zaliczać tylko jedną kobietę na świecie.
Kiedy parkowała przed pizzerią, to Madox już chciał wysiadać, sięgnął do klamki, ale wtedy Pilar zablokowała drzwi, uniósł jedną brew, a te czarne, rozbiegane oczy zawiesił na jej ślicznej buzi.
-
Wszystko ci powiem - ciężko wypuścił powietrze z płuc, a potem nawet, kiedy sięgała do jego pasa, to on sięgnął do jej dłoni, tylko przesunął po niej palcami, bo Pilar była szybsza, bardziej skoordynowana, a Madox to przede wszystkim chciał już stąd wysiąść, a nie gadać o Cherry. A mógł powiedzieć, że był na tym balu z Galenem Wyattem, czy kimś tam. A on się tak sprzedał, że z Charity Marshall. Chociaż po tej akcji z parkingu Pilar i tak by się dowiedziała, a zresztą on miał gdzieś na telefonie zdjęcie, które zrobili sobie z Cherry w karetce. Wywrócił oczami i zdjął tę czapkę, żeby prezentować się może mniej żałośnie? Odrobinę tak było, przejechał palcami po włosach, było mu cieplej, ręce odmarzły, więc zaraz on tą ręką to sięgał do policzka Stewart, tylko, że też przesunął po nim palcami.
-
Ale ty jesteś... insistente -
natarczywa, rzucił, już nie jakieś cudowna, piękna, niesamowita -
spotykaliśmy się kiedyś z Cherry - może jej to wystarczy? Oby wystarczyło, ale chyba powinien dodać coś jeszcze.
-
Krótko, bo jej ojciec mnie nienawidził, bo jestem... - zastanowił się zerkając w sufit -
pierdolnięty, nieodpowiedni, i coś tam, coś tam, dla jego córki - wywrócił znowu oczami, ale później te ciemne tęczówki zawiesił na jej oczach -
ale to było dawno, w ogóle to było... - zawiesił się na moment, bo co jej miał powiedzieć, że on był z Cherry tylko dla seksu, i to wcale nie jakiegoś najlepszego w jego życiu. Dobrego, i może nawet na tamten moment w życiu mu to odpowiadało, bo Madox przecież lubił mieć kontrolę, ale teraz też lubił inne rzeczy. Westchnął ciężko.
-
To idziemy na tą pizzę? - zapytał patrząc jej w oczy, bo już liczył na to, że to jej wystarczy. W ogóle przez głowę przeszła mu myśl, żeby jej zapytać czy ma jej zrobić listę jego byłych, ale na szczęście
instynkt samozachowawczy zadziałał.
Pilar Stewart