Madox sobie myślał, że ostatnio właśnie tak, przeszłość gryzła go w dupę. Już tak ładnie przecież to wszystko sobie poukładał. Już wsiąknął w ten cały półświatek do tego stopnia, że może niebawem mógłby powiedzieć, że on wcale nie prowadzi podwójnego życia, bo przecież jest już prawilnym
gangusem, ale nie mógł. I ostatnio odczuwał to na karku jeszcze bardziej boleśnie, te jego układy z gliniarzami. Bardzo boleśnie. Dziurą na brzuchu na przykład.
Uśmiechnął się na to jej
chłopcze, dziesięć lat temu to może rzeczywiście był takim chłopcem, gnojkiem, który uczepił się
trochę starszej koleżanki po fachu. Ale od tej pory trochę się pozmieniało.
-
Czyli dla tej Pani jeden drink, który smakuje tak zajebiście, że nie do wiary - rzucił jakby nie do Eviny, tylko do Laury, która stała obok, ale dziewczyna tylko uniosła jedną brew w ogóle nie widząc o co mu chodzi. Noriega tylko machnął na nią ręką. I robił ten swój popisowy drink, bazujący na
ka-wie, pycha. Idealne połączenie smaków, jak widać chyba nie dla każdego takie idealne...
-
No coś ty? A jak bym udawał jakiegoś twoje latynoskiego kuzyna? Może narzeczona nawet by się nie połapała? A ja dobrze umiem udawać... - akurat to pewnie wiedziała, skoro on wciąż siedział w tym klubie, a kiedyś... No kiedyś spotykali się w trochę innych warunkach, zupełnie innych, mniej tam było śmietanki towarzyskiej w postaci jakiś podejrzanych typów spod ciemnej gwiazdy. Chociaż...
Czy zakuci w kajdanki też się liczą?
Nie dość, że Madox znał ludzi, to jeszcze miał jakiś taki dziwny dar, który sprawiał, że ludzie wyjątkowo łatwo powierzali mu różne sekrety. Niby to zwykła rozmowa, a jednak on to tak prowadził, żeby dowiedzieć się zdecydowanie więcej, tego co chciał.
Podsunął jej szklankę i łokieć oparł na blacie, ułożył głowę na nadgarstku słuchając o tym nowym
starym komendancie.
-
No tak, to zawsze nudziarze, którym się wydaje, że są groźni - może dla niektórych byli? Dla takiego
jeszcze wtedy poczciwego Nicka Daltona na przykład? Ale Madox podejrzewał, że Evina, to tam wszystkich ustawia po kątach, nawet komendanta. Policjantki to jednak były
żylety. Zdecydowanie bardziej twarde niż ich koledzy po fachu. A przecież Noriega często tutaj z takimi siedział. Na drinku na przykład, ale zazwyczaj prowadząc mniej prywatne rozmowy niż ze Swanson.
Zawiesił ciemne tęczówki na jej ustach, kiedy podniosła do nich drinka, nie mogła wyczuć kawy, bo nalał jej tam dużo rumu, w pierwszej kolejności w nos uderzał ten mocny medelliński rum. Czekał na to, w napięciu. Na jakieś słowa zachwytu... Których wcale nie dostał.
Na moment zmarszczył brwi przyglądając się jej twarzy, ale finalnie parsknął śmiechem i spuścił głowę, pokręcił nią.
-
Zapomniałem, że nie lubisz kawy - wzruszył przepraszająco ramionami -
ale kto jej nie lubi? Narzeczona cię nie przekonała Evie? - wywrócił oczami, może nawet mu się przypomniało, jak te dziesięć lat temu chciał jej postawić kawę, i dostał kosza. No cóż. Teraz mu się przypomniało.
Zerknął na to cuba libre, które mu zabrała, ale w zasadzie nie miał nic przeciwko temu, mógł sobie zrobić nowe. Chociaż on sięgnął po jej szklankę z
Santa Muerte, pewnie by je wypił, gdyby tam nie napluła, a tak tylko postawił szklankę za barem.
Na ladzie za to wylądowały dwa kieliszki i butelka rumu. Polał do nich. Może już nie chciał celować w drinki? A może zrobił to po to, żeby jednak mogła zapić smak kawy?
Uniósł jeden do góry.
-
Salud! - rzucił i przechylił ten swój, trochę się skrzywił, ale akurat rum z Medellin mógł pić litrami, bez przepitki, chociaż przesunął w ich kierunku jakiś talerzyk z plasterkami cytryny i limonki, sięgnął po jeden, żeby wsadzić go sobie do ust.
Ciemne tęczówki znowu odszukały jej śliczne, niebieskie oczy. Z powrotem oparł się o ladę.
-
No to opowiedz coś o twojej narzeczonej Ev - coraz krócej? Zaraz będzie E?
-
Chyba nie miałem okazji jej poznać - bo Madox to by chciał wszystkich znać. Ale taka była prawda, jak on do wszystkich zaraz walił na ty, zagadywał obcych, aż dziwne, że jeszcze nie zaczepił gdzieś jej narzeczonej.
Evina J. Swanson