Galena było tak łatwo owinąć sobie wokół palca, on był bardzo podatny na kobiece piękno, duże, brązowe oczy wpatrzone w jego twarz. Może nawet Nelly już mogła sobie pogratulować, że jej to wyszło, ale przecież Wyatt by się do tego nie przyznał.
-
Kombinuj - mrugnął do niej jednym okiem. Oczywiście, że już sobie obiecał, że w sobotę też ją zaskoczy. Galen uwielbiał zaskakiwać, uwielbiał ten pierwiastek przygody, czegoś niespodziewanego. Bo z tego najczęściej wychodziły najlepsze rzeczy w jego życiu, z niespodzianek. Z nieplanowania, a jakiegoś takiego spontanicznego parcia na przód, jak dzisiaj.
Na tę wzmiankę o sercu zamrugał dwa razy, a jego? To serce po zawale, które miał oszczędzać, a które rwało się w piersi, które biło jak szalone na samą myśl tylko, że mógłby ją zaskakiwać.
-
Jak będzie zbyt intensywnie to mi tylko powiedz... - bo on nie miał jakiegoś takiego odczucia, że coś jest
za bardzo. Przecież przekraczał te wszystkie granice, normy jakoś tak naturalnie. Jakby żadne
zbyt nie istniało.
Bo nie istniało chyba, chociaż przecież ta cała akcja z zawinięciem Porsche to była gra, ale czy jakby Galen był rzeczywiście tym Gaspardem to nie pokusiłby się o to?
Może by się pokusił, bo już sama myśl o tym, czymś nielegalnym, powodowała jakieś przyjemne mrowienie pod skórą.
Uśmiechnął się gdy jej dłoń wylądowała na jego ramieniu, nawet teatralnie wywrócił tymi niebieskimi ślepiami. Porsche, Lamborghini, a może Ferrari? Dla niego to wszystko było takie proste i gdyby Nelly mu powiedziała, że chciała się jednak przejechać Ferrari, to on już pewnie jutro umawiałby się do salonu, żeby ją znowu zaskoczyć. Jakby mógł ją tak zaskakiwać jak tylko Galen Wyatt potrafił.
Chociaż z drugiej strony ta gra z Gaspardem też miała w sobie coś ciekawego, to całe udawanie, że to nie jest takie do końca legalne, sprawiało, że serce biło szybciej.
Tak samo szybciej zabiło, kiedy Nelly wylądowała w jego ramionach i kiedy przez głowę mu przeszło, że za kolejnym razem wykorzysta okazję. Powinien?
Czy to by było właściwe?
Później się będzie nad tym zastanawiał, bo teraz skupił się na jeździe, chociaż nie do końca, bo na niej też, ale Galen był dobrym kierowcą, do tego miał podzielną uwagę, mógł prowadzić, a przy okazji... Różne inne rzeczy mógł robić, lata praktyki przecież.
Nawet jakby Galen nie był Galenem, tylko Gaspardem, to przecież ten drugi też mógł ten samochód prowadzić, co prawda tylko na stację, ale przecież właśnie mógł jechać na myjnię, albo na tankowanie, to się działo codziennie, tylko Wyatt miał od tego ludzi, od tankowania i sprzątania mu samochodu, nakładania dwóch warstw wosku, żeby błyszczało bajecznie w świetle torontońskich latarni.
Uśmiechnął się kiedy powiedziała o tym sushi, Galen lubił sushi, lubił kuchnię japońską, ale w zasadzie znał bardziej luksusowe dania, chociaż na tą surową rybę parsknął śmiechem, krótko, szczerze, wszystkie te jego modelki, które woził w Porsche zachwycały by się sushi z Bluefin Tuna, a ona wybrała domowe jedzenie. Miała u niego kolejny plus.
-
Świetnie - powiedział, chociaż prawda jest taka, że Wyatt nie umiał gotować, coś tam zrobił, i nie był to suchy ryż, ale jakieś jajko w koszulce i ramen, ale raczej nie był mistrzem kuchni, a przede wszystkim, to on przecież nie miał na to czasu, a często też chęci, chociaż... Może powinien spróbować? Akurat Galen był dość pojętny, szybko się uczył.
Na to białe wino zmarszczył brwi, bo on szczerze powiedziawszy nie był fanem wina wcale. Uwielbiał whisky, tak drogie, że za jedną butelkę pewnie można by było kupić jakieś porządne auto. Szampana też lubił, takiego prawdziwego, z górnej półki, albo może nawet sprowadzanego z zagranicy, bo Kanada to jednak nie mogła się pochwalić dobrymi szampanami. Lepszym whisky.
-
Dobry wybór - chociaż to już trochę zmieniało jego plany na szampana i truskawki, ale... przecież on lubił niespodzianki, lubił być zaskakiwany.
Chociaż na taką odpowiedź na jego kolejne pytanie liczył, od razu w jego głowie pojawiła się odpowiedź, gdzie oni teraz pojadą. Jeszcze przez chwilę patrzył w jej brązowe, piękne oczy, a potem zakręcił na środku drogi, bo Galen się nigdy tym nie przejmował, płacił mandaty i był przykładnym obywatelem. Ciekawe czy Gaspard mógł sobie na to pozwolić?
Ale przecież zza rogu zaraz nie wyskoczy radiowóz i nie będzie robił za nim pościgu.
-
Zobaczysz - odpowiedział tylko na to jej pytanie, gdzie jadą. Tajemniczo, bo to przecież miała być kolejna niespodzianka, ale już po chwili parkował Porsche na krawężniku przy jakimś drogim, ładnym butiku z eleganckimi, aczkolwiek seksownymi sukienkami. Galen znał to miejsce, bo nie raz, nie dwa, kupował tutaj coś dla swoich partnerek, zazwyczaj dzwonił i prosił ekspedientkę, żeby wybrała coś za niego, sam później tylko to akceptował. Ale dzisiaj chciał, żeby Nelly wybrała coś sama, ekscytowało go to. Był ciekawy co wybierze. Zgasił silnik i odwrócił się w jej kierunku. Wyciągnął z kieszeni portfel, a z niego złotą kartę, która błysnęła w jego palcach. Zamierzał wyjaśnić jej to tutaj, a nie przy ekspedientce, która i tak go pewnie kojarzyła, bo ktoś, kto sprzedaje te skandaliczne sukienki, musi znać się na... skandalach.
-
Dzisiaj mój szef sponsoruje zakupy - stwierdził z tymi niebieskimi tęczówkami utkwionymi w jej twarzy. A kiedy chciała coś powiedzieć, to pochylił się w jej kierunku.
-
Nie martw się, wiesz ile on wydaje, nie skapnie się, a zresztą ja czasem używam tej jego karty - bo Galen by się na pewno nie skapował, gdyby jakiś jego pracownik z jego karty "pożyczył" sobie na jedną sukienkę, takie były fakty -
możesz wybrać, co zechcesz, sukienka... Szpilki, dodatki - jego spojrzenie przesunęło się po jej sylwetce, nabrał powietrze w płuca -
bielizna - jakby Galen miał wybrać dwie rzeczy, które lubi najbardziej na świecie, samochody i seksowna bielizna. Były nawet przed whisky, a to jest wyczyn.
Wysiadł za samochodu, żeby otworzyć przed nią drzwiczki, wprowadzić ją do butiku, ale zanim jeszcze podeszła do niego ekspedientka, to Galen zostawił Nelly przy gablocie z biżuterią, a sam już stał przy kontuarze i coś tam mówił do sprzedawczyni przyciszonym głosem. Nelly mogła pomyśleć, że ją bajeruje, ale prawda jest taka, że Galen tylko prosił, żeby pomogła wybrać coś ładnego jego
przyjaciółce, a przy okazji nie zwracała się do niego po nazwisku. Chyba to nie była pierwsza dziwna prośba z ust Wyatta skierowana do niej, bo kobieta pokiwała głową, a już po chwili stała przy Nelly i pytała, czy może jej w czymś pomóc.
Nelly Rowley