34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
Żyć trochę inaczej, w zgodzie ze sobą, tak, żeby ten pieprzony film który wyświetla się przed oczami tuż przed śmiercią był trochę lepszy niż tanie porno, wymieszane ze słabą komedią.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W zasadzie to była prawda, Galen był dość kreatywny, do tego lubił mieć kontrolę, wiec dla niego taki pomysł na obmyślenie planu jakiejś ciekawej randki, to był strzał w dziesiątkę. Chociaż teraz jego myśli wracały do tego samochodu, gdzie mogliby rozłożyć tylną kanapę i rozkoszować się ładnym widokiem, bo może to by było fajne? Byłoby.
Tylko Wyatt to już miał kompletnie innym plan, dużo bardziej abstrakcyjny, ale w sumie taki w jego stylu. Może w stylu Gasparda też? Bo może Gasprad jednak też był trochę szalony?
Galen Wyatt nie był, chciał być, bywał, ale i tak wszystko w jakiś granicach dobrego smaku, wyczucia, a przede wszystkim w zgodzie z prawem. Ale może Gaspard nie był taki do końca niewinny? Galen aż sam się do siebie uśmiechnął, a ten uśmiech jeszcze tylko się poszerzył, kiedy Nelly powiedziała, że lubi adrenalinę. Przecież on uwielbiał to uczucie kiedy krew krążyła w żyłach, kiedy uderzała do głowy, a serce biło jak szalone. Chociaż może to jego jeszcze nie powinno tak bić? Ale kto by się tym przejmował? Na pewno nie on.
- Nigdy nie mów nigdy Nelly - powiedział z jakimś tajemniczym uśmiechem i tymi niebieskimi tęczówkami zawieszonymi na jej pięknych, ciemnych oczach. Znowu uśmiechnął się delikatnie na jej kolejne pytanie, znowu pochylił w jej kierunku.
- Tylko nie mów mojemu szefowi - mrugnął do niej jednym okiem. Jeszcze chwilę wisiał nad tym stolikiem błądząc spojrzeniem po jej twarzy, ale finalnie opadł plecami na oparcie, wzruszył ramionami, na to stwierdzenie, że faceci nie znają się na kolorach. Galen chyba całkiem się znał, a to wszystko za sprawą matki, która jakoś go na to uczulała, na kolory, na piękno, sztukę, znał się na tym, trochę, zdecydowanie bardziej niż przeciętny Kowalski.
- To musisz do mnie wpaść i... zobaczyć ten garnitur - zobaczyć? A może go z niego zdjąć? Galen skup się. Ale on już coraz bardziej się nakręcał, coraz mniej mógł się skupić. Z nim było trochę jak z dzieckiem, w głowie kiełkował jakiś pomysł, szalony plan, który w kilku chwilach rósł tak, że on ledwo mógł usiedzieć na krześle.
Chociaż kiedy opowiadała o tym swoim miasteczku, z którego pochodziła, to słuchał jej uważnie, z zainteresowaniem. Port Hope. Ładna nazwa, ale wcale o nim nie słyszał. Uśmiechnął się jednak delikatnie, kiedy powiedziało, że nie ma tam nic ciekawego, bo ona się wyprowadziła, no bo przecież Galen lubił taką pewność siebie, tą pewną zadziorność, którą teraz też widział w jej spojrzeniu.
- Zdecydowanie to miasteczko na tym straciło - znowu patrzył w jej oczy, Nelly go ciekawiła, intrygowała. Galen nie był typem, który lubił takie rozmowy w kawiarni, który w ogóle wychodził sobie z nowopoznaną kobietą na kawkę, bo on nowopoznane kobiety od razu zaskakiwał, od razu przechodził do działania i to takiego bez ogródek.
Ale ta kawa z Nelly była całkiem przyjemna, a już zwłaszcza gdy jego dłoń dotknęła jej policzka, kiedy mógł chociażby przez serwetkę musnąć opuszkami jej pełne wargi. Sam zwilżył językiem swoje usta, zanim się odsunął.
- Przebiegle - znowu się uśmiechnął, oparł łokieć na ladzie, a podbródek na nadgarstku przyglądając się jej. Skoro uważała go za przystojnego, to chyba była jakaś chemia, którą oboje czuli. A Galen nie byłby sobą, gdyby tego nie wykorzystał. Przecież był mistrzem wykorzystywania sytuacji, zwłaszcza, że już w głowie miał ten cały plan, dlatego bez ogródek zaraz wypalił z tym zaproszeniem...
I chyba dobrze zrobił, bo zaraz Nelly powiedziała mu, że niespodzianka się udała.
- To świetnie, uznajmy, że jeden punkt niespodzianki mamy zaliczony, ale... - tu się znowu do niej pochylił, blisko - zamierzam cię dzisiaj zaskakiwać cały dzień Nelly... wieczór? Może noc? - Galen to się lubił rozpędzać, ale on taki był. Ciężko go było powstrzymać, kiedy się na czymś zafiksował, a on teraz już się fiksował na tej ich niespodziankowej randce.
Uniósł filiżankę, żeby jeszcze wypić dwa łyki swojej kawy, ale i tak jej nie dopił, nigdy nie dopijał. Postawił na wpół pełną filiżankę na stoliku, jeszcze raz spojrzał jej w oczy.
- To można bardzo szybko zmienić - i znowu ten tajemniczy uśmiech, zanim zerwał się z miejsca, zanim nie zapiął guzików marynarki wygładzając dłonią nieskazitelną koszulę. Później tę samą dłoń oparł na stoliku.
- Zapłacę i możemy iść? - zapytał, bo Galen już nie chciał marnować czasu. I tak zastanawiał się cały czas, czy mu go wystarczy na to co on im dzisiaj zaplanował. Kiedy Nelly się zgodziła, to wystarczył jakiś jeden ruch tym jego bajeranckim zegarkiem przy terminalu, żeby zapłacić. Galen Wyatt zawsze to robił, a Gaspard? Chyba też mógł sobie na to pozwolić.
Później jeszcze pomógł jej założyć na siebie kurtkę, zarzucił na grzbiet swój drogi płaszczyk i kaszmirowy szaliczek. Chociaż jego niebieskie oczy wciąż intensywnie błądziły po jej sylwetce. Zanim zdążyli jeszcze o tym porozmawiać, to już stali przed First Canadian Place, a Galen zastanawiał się gdzie parkują jego samochód, ale chyba za budynkiem był ten cały parking. Tylko jak tam przejść?
- Dobra... tędy - stwierdził i ruszył w jakąś wąską, ciemną uliczkę z boku budynku. Trochę nawet podejrzaną, ale nie chciał w tej chwili iść przez firmę, bo przecież go nie ma. Nawet przez hol, gdzie wszyscy go znali i padali mu do stóp. No nie dosłownie, a jednak on wciąż był Galenem Wyattem, chociaż mógł udawać inaczej.
Przecisnęli się koło jakiejś sterty kartonów, Galen w tym swoim Armanim, nawet podał Nelly rękę, żeby jej pomóc, w końcu znaleźli się na parkingu za firmą, a Wyatt rozejrzał się za swoim Porsche. Rzucało się w oczy, błyszczące, drapieżne, piękne. Pięknie też wyglądała Nelly, kiedy stała przed nim z zaróżowionymi od mrozu policzkami.
Galen ruszył powoli w stronę auta, wyjął kluczyki i zawiesił je na palcu pokazując je jej.
- Mój szef jest na jakimś wyjeździe poza miastem, więc Nelly, może jednak to dzisiaj będzie ten dzień, kiedy będziesz mogła usiąść w Porshe, albo nawet... przejechać się nim? - nie prowadzić, bo Galen kluczyki do prowadzenia dał tylko dwóm kobietom na świecie, Cherry i Pilar, a to też było trudne. Kiedy dotarli do auta, to oczywiście, że Wyatt otworzył przed brunetką drzwi od strony pasażera, i nawet chciał jej pomóc wsiąść, wyciągnął do niej rękę, tylko tutaj też chyba znowu zadziałała ta siła wyższa, bo ona się wtedy ślizgnęła na jakiejś zamarzniętej kałuży, ale Galen na szczęście w porę zareagował. Złapała ją i ujął w talii, wylądowała w jego ramionach i teraz już nie dzielił ich żaden kawiarniany stolik, tylko Wyatt z powodzeniem mógł zajrzeć z bardzo bliska w jej piękne oczy. Mógł zaciągnąć się zapachem jej perfum. Fascynujące.
- Znowu to przyciąganie... - uśmiechnął się delikatnie, z niebieskimi tęczówkami zawieszonymi na jej twarzy.

Nelly Rowley
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
29 y/o
For good luck!
167 cm
barista w The Bubble Tea Shop
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nigdy nie mów nigdy brzmiało tak banalnie, jakby znalezienie kierowcy z porsche, na dodatek chętnego do wożenia obcych ludzi, było niczym wyjście po bułki. Może takie rzeczy się zdarzały, ale nie jej. Nie umknął jednak uwadze Nelly ten tajemniczy błysk w oku Gasparda, więc popatrzyła na niego badawczo, jakby chcąc rozszyfrować, jakie myśli kryją się pod tą bujną czupryną. Zaraz jednak uśmiechnęła się szerzej i przesunęła palcami po ustach, jakby zapinała suwak.
- To będzie nasz mały sekret - zapewniła i odpowiedziała puszczeniem oczka, co miało przyklepać ten pakt. Jego sekrety były z nią bezpieczne. Należała do grona osób, które potrafiły milczeć jak grób i nic nie dało się z nich wyciągnąć, jeżeli komuś to obiecały. Było to po części spowodowane dzieciństwem i tym, że często musiała trzymać język za zębami w sprawach związanych z jej starszym bratem. Inaczej dostawała od niego cięgi, a na Marcusa absolutnie nie działał jej dziecięcy urok i rozprawiał się z nią jak z równym sobie. W perspektywie czasu można stwierdzić, że podziałało.
- Tylko żeby oglądać garnitur? To się chyba nie opłaca jechać taki kawał na obrzeża - dla odmiany teraz to ona oparła się łokciem o blat stolika i ułożyła brodę na dłoni, przyglądając się Gaspardowi z zadziornym błyskiem w ciemnych oczach. Bo że mieszkał w domku na obrzeżach, to przecież zdążyli już ustalić ostatnim razem. A ona była świetna w zapamiętywaniu szczegółów, więc Galen musiał bardzo uważać ,co przy niej mówi, żeby nie zaplątać się w swoich… kłamstewkach.
Uśmiechnęła się szerzej, gdy powiedział, że Port Hope stracił na jej wyprowadzce. Może i tak, ale za to Toronto zyskało kolejnego pracownika, który był gotowy dźwigać skrzynki z pomarańczami za jakąś marną pensję, byle tylko się utrzymać w tym wielkim mieście. Równowaga w przyrodzie została zachowana.
- Nie wiedziałeś, że brunetki z brązowymi oczami to największe intrygantki? - uniosła brew, spoglądając na Gasparda z rozbawieniem. - Ups, chyba nie powinnam ci tego mówić - dodała, powoli prostując się na krześle i znowu sięgając po swoją filiżankę, by upić jej zawartość. Tym razem ostrożniej, żeby nie nabawić się białego, mlecznego wąsa. Choć może i tym razem Gaspard pokusiłby się, żeby jej go zetrzeć?
- Starczy ci pomysłów, żeby zaskakiwać mnie… aż do rana? - zapytała i popatrzyła w błękitne oczy mężczyzny. Poczuła się zaintrygowana jego słowami. Nie miała żadnego pomysłu, co mógł wymyślić w przypływie chwili, no bo przecież nie mógł założyć, że dzisiaj uda im się spotkać. Wszystko, od ich spotkania na jarmarku, działo się bardzo spontanicznie i dynamicznie. Podobało się to Nelly. To uczucie ekscytacji i oczekiwanie na to, co wydarzy się dalej. Dawno tego nie czuła, będąc zafiksowaną tylko na pracy.
Wzmocnił jej ciekawość jeszcze bardziej, gdy odpowiedział na pytanie o szpilki. Nie zdążyła nawet rozgrzebać tematu i spróbować rozszyfrować tajemnicy ukrytej w jego słowach, bo Gaspard zerwał się z miejsca, najwyraźniej zamierzając przystąpić do realizacji swojego planu.
Tyle pytań, tak mało odpowiedzi!
Skinęła głową i sięgnęła po torebkę, zaraz również podnosząc się ze swojego krzesła. Poczekała, aż blondyn zapłaci, po czym skorzystała z pomocy w założeniu płaszcza i zapinając go, przyglądała się, jak Gaspard ubiera się w swój, dużo bardziej elegancki.
Bez najmniejszego zawahania podążyła u jego boku w nieznanym sobie kierunku, nie wiedząc gdzie ani po co idą. Mógł ją teraz spokojnie uprowadzić, zabić i pociąć na kawałki, bo szła u jego boku w pełnym zaufaniu i z zaciekawieniem wymalowanym na twarzy. Lekkie zwątpienie dopadło ją dopiero, gdy wprowadził ich w jakąś podejrzaną uliczkę, zawaloną kartonowymi pudłami, pomiędzy którymi pewnie siedziały szczury wielkości kotów. Zmarszczyła lekko brwi i mimowolnie zastanowiła się, czy jeżeli zaczęłaby tutaj krzyczeć, to czy ktoś byłby w ogóle skory rzucić się jej na ratunek. Pewnie nie.
Skorzystała z podanej dłoni, starając się możliwie sprawnie wyminąć pozostawione śmieci i wtedy wyszli na otwartą przestrzeń, która okazała się parkingiem. Nelly początkowo nie zauważyła porsche, ale gdy podeszli bliżej, zatrzymała się na kilka sekund i zaskoczona popatrzyła na Gasparda.
- Nie żartuj… - przekrzywiła głowę, starając się doszukać na jego twarzy jakieś oznaki tego, że właśnie ją wkręca. Wtedy przeniosła spojrzenie na uniesioną dłoń, na której wisiały kluczyki.
- Chcesz mi powiedzieć, że właśnie wykradamy samochód twojego szefa z parkingu, tak? - uniosła brew, nie kryjąc majaczącego na ustach, coraz bardziej wyraźnego uśmiechu. Nawet przez myśl jej nie przeszło, że mogłaby to auto prowadzić, bo przecież kompletnie tego nie potrafiła. Ba! Nie pomyślała nawet, że będzie mogła rozgościć się w jego wnętrzu i przez tę krótką chwilę poczuć się jak ktoś, kogo stać.
Z niedowierzaniem i uśmiechem na ustach, przyglądała się, jak Gaspard otwiera przed nią drzwi. Z ciekawości jej wzrok zaraz uciekł do wnętrza auta, ale tylko na moment. Zaraz znowu przeniosła go na blondyna i wyciągnęła w jego kierunku dłoń, ale chyba przez to wszystko straciła czujność, bo nagle poczuła, jak traci przyczepność, a nogi odjeżdżają jej na zamarzniętej powierzchni. Zacisnęła zęby, przygotowując się na zderzenie z ziemią, ale o dziwo, nic takiego nie nastąpiło. Zamiast tego wylądowała w ramionach blondyna i poczuła, jak jej policzki oblewają się rumieńcem. Potrzymała jego spojrzenie, nieświadomie przenosząc wzrok na usta Wyatta, gdy tylko się uśmiechnął.
- No, no. Wychodzi nam to coraz lepiej - odpowiedziała i odwzajemniła uśmiech, zaraz uświadamiając sobie, że na pewno nie jest to zbyt wygodna pozycja. Z lekką pomocą wróciła do pionu i teraz już uważnie stawiając kroki, usadowiła się w fotelu pasażera, torebkę układając sobie na kolanach. Omiotła wnętrze auta spojrzeniem, doceniła w myślach również to, jak ładnie tu pachniało. Co jak co, ale auto było zadbane i wymuskane, próżno było się tutaj doszukiwać choćby grama kurzu.
- Nie spodziewałam się, że tak szybko przejdziemy od picia kawy do nielegalnych czynów. Nie boisz się… konsekwencji? - zapytała po chwili, ale jej mimika nie wyrażała zaniepokojenia, a raczej widniała na niej ekscytacja przemieszana z ciekawością. Bo czym miała się martwić? Nie był to ani jej szef, ani jej samochód. A skoro kota nie było, to myszy mogły urządzić sobie imprezę.

Galen L. Wyatt
Ola
Jestem elastyczna i umiem się dopasować, jeśli coś mi nie będzie pasować, to na pewno powiem.
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
Żyć trochę inaczej, w zgodzie ze sobą, tak, żeby ten pieprzony film który wyświetla się przed oczami tuż przed śmiercią był trochę lepszy niż tanie porno, wymieszane ze słabą komedią.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dużo tych sekretów. To znaczy Galen miał ich wyjątkowo dużo, już się w nich trochę plątał, bo on wcale nie był tak dobry w kłamstwach. Zdarzały mu się, aczkolwiek nie były jakieś wyćwiczone, dlatego kiedy Nelly powiedziała, że nie opłaca się jechać taki kawał, to on w pierwszej chwili uniósł brew, bo przecież jego apartament był w centrum. Chociaż zaraz do niego dotarła w ogóle ta jej zaczepka, wywrócił tymi niebieskimi oczami.
- Zdecydowanie nie, ale możemy jeszcze negocjować, czy to będzie samo oglądanie - znowu się do niej uśmiechnął zaczepnie, podobało mu się to, że Nelly nie była jakaś nieśmiała. W ogóle ona mu się podobała coraz bardziej, te jej brązowe oczy i ciemne, bujne włosy. Na te jej kolejne słowa, aż nabrał mocno powietrze w płuca, bo coś o tym wiedział. Brunetki z brązowymi oczami, jego typ. Największe intrygantki jakie znał, i właśnie to go też trochę w nich pociągało, że z nimi nie było nu-dno. Zawsze się coś działo.
- Naprawdę? - udał zaskoczenie, a te intensywnie niebieskie oczy odszukały jej brązowe tęczówki - to co teraz knujesz Nelly? - zapytał i opadła plecami na oparcie krzyżując ręce na piersi, jakby rzeczywiście chciał wyczytać, co siedzi w jej ślicznej główce. Może troszeczkę czytał, bo jednak Galen znał się na ludziach, na kobietach zwłaszcza. I czuł pod skórą, że ją zaintrygował. A to zawsze był pierwszy krok do sukcesu, przynęta została pochwycona. Chociaż może Wyatt nie powinien jej odbierać w ten sposób, bo jednak to nie tak, że Nelly była jak te jego wszystkie jednonocne przygody. Chyba.
Ciężko było mu na razie to stwierdzić, bo Galen wszystkie kobiety traktował wyjątkowo, na początku, a potem szybko mu się nudziło, ale może ona mu się nie znudzi? Aż przechylił na bok głowę ze spojrzeniem utkwionym w jej ślicznej buzi. Ale zaraz się wyprostował na tym krześle.
- Tydzień mógłbym cię zaskakiwać Nelly, albo całe życie... jakbyś chciała - wypalił, ale to był właśnie Galen. Może nie stonowany Gaspard, tylko najprawdziwszy Galen Wyatt, który gdyby sobie to postawił za cel, to by to zrobił, zapewnił jej ekscytujące życie, bo przecież mógł...
Może nawet on chciał, szukał przecież takiej kobiety, którą będzie mógł zaskakiwać każdego dnia, tylko, że do tej pory to się bardzo szybko kończyło. Kosz, za koszem...
Dobrze, że Nelly jednak nie wiedziała, że właśnie Galen Wyatt wprowadził ją w tą ciemną, podejrzaną uliczkę, zważając na fakt, że pisali o nim na jakiś plotkarskich portalach, że on te kobiety w kontenerach sprowadza, żeby ja mordować i robić sobie z nich meble, ktoś naoglądał się za dużo Netflixa chyba. Chociaż ulubiona teoria spiskowa samego Galena na temat jego kontenerów była taka, że on w podziemiach Northexu tworzył armię zombie. Teraz właśnie by na niej stali, gdyby była to prawda. Bo stali sobie już za siedzibą jego firmy, a gdzieś pod ich stopami mogły się rozciągać podziemia.
Zerknął na nią z ukosa, kiedy powiedziała to nie żartuj, bo on wcale nie żartował, wręcz przeciwnie, był kompletnie poważny, chociaż w tych jego niebieskich oczach płonęły już jakieś psotne ogniki.
- A co? Wolałabyś Lamborghini? Ma takie na innym parkingu - uśmiechnął się do niej zaczepnie, trochę pożałował, że nie przyjechał dziś Lambo, bo tam tylna kanapa była naprawdę... wygodna - ale dzisiaj Porsche, dwieście sześćdziesiąt na liczniku i adrenalina buzująca w żyłach - znowu na nią zerknął, kiedy otwierał przed nią drzwi. Kiedy wyciągał rękę w jej kierunku, żeby pomóc jej wsiąść, bo te sportowe samochody były takie niskie. Mogła przydać się pomoc. I przydała się, bo zaraz Nelly wylądowała w jego ramionach, co wcale Galenowi nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, przez myśl mu nawet przemknęło, że chyba los wreszcie chce mu odrobinę pomóc, a nie wszystko zepsuć, jak zwykle. Oczywiście, że jego uwadze nie umknęło jej spojrzenie lądujące na jego ustach, bo Galen to akurat był dobry w łapaniu takich niuansów.
- Ciekawe co się stanie następnym razem? - uniósł jedną brew. Galen wiedział. Bo on przecież nie umiał tego tak przeciągać, był zawsze trochę niecierpliwy. Ryzykował, bo kto nie ryzykuje ten nie pije szampana, a on zamierzał go jednak dzisiaj wypić.
Pomógł jej wsiąść do samochodu, a sam kiedy go okrążał odpiął guzik marynarki, przejechał po jej klapie dłonią, nieskazitelnie. Tak jak to jego bajeczne auto, które co dwa dni wyjeżdżało z auto detailingu. Bo u Galena wszystko musiało być dopracowane, dopięte na ostatni guzik, zachwycające, jak Porsche, jak on.
Włożył kluczyki do stacyjki, ale jeszcze zanim je przekręcił, to odwrócił się w kierunku Nelly.
- Nie... Nawet wydaje mi się, że trochę ryzyka, dodaje temu pikanterii - chociaż prawda jest przecież taka, że on niczym nie ryzykował, bo to był jego samochód. Przejechał dłonią po desce rozdzielczej, jakoś tak pieszczotliwie, a potem przekręcił klucz, silnik sportowego wozu zamruczał jak dziki kot, a Galen aż nabrał powietrze w płuca, a później się obejrzał, żeby wyjechać z parkingu.
- Dobra, to teraz potrzebuję kilku szczegółów... - zerknął na nią z ukosa, kiedy Porsche wyjechało już na drogę, zamierzał wyjechać nim na obrzeża, żeby rzeczywiście je rozpędzić... Chociaż może to potem? Zastanowił się, bo chciał ją o coś dopytać, ale tak, żeby nie zdradzić jej niespodzianki.
- Wolisz... domowe jedzenie, czy jednak coś bardziej luksusowego? - pierwsze pytanie - a jakbyś miała wybierać, to szampan, czy wino? - drugie - na elegancko, czy jednak seksownie? - z tym trzecim spojrzał na jej ciemne oczy. Jak on liczył, żeby wybrała jednak to drugie. Chociaż przecież jej tego nie powie. W ogóle miał nadzieję, że za bardzo się nie zdradził. Porsche sunęło ulicami Toronto, a silnik mruczał drapieżnie. Galen był zachwycony. Samochodem? A może nią?

Nelly Rowley
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
29 y/o
For good luck!
167 cm
barista w The Bubble Tea Shop
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Pokręciła z rozbawieniem głową. Negocjacje właśnie trwały, nawet jeśli nikt głośno o tym nie wspominał. Wszystko miało rozstrzygnąć się samo, w odpowiednim momencie i kiedy wszechświat, który tak bardzo pchał ich ku sobie, uzna to za słuszne. A Nelly zamierzała się temu po prostu poddać, wyznając zasadę, że nie ma przypadków i wszystko dzieje się w jakimś celu.
Ale póki co zamierzała go zaczepiać, podjudzać i niewinnie wpływać na wyobraźnie blondyna, bawiąc się przy tym doskonale. Miała już go nawet przed oczami w tym stalowym garniturze i musiała lekko potrząsnąć głową, by wrócić myślami na ziemie, do uroczej kawiarni gdzieś w centrum Toronto.
Gdy padło pytanie o jej knucia, uśmiechnęła się tajemniczo.
- Teraz? Teraz knuje jak owinąć cię wokół palca, żebyś w sobotę też zrobił mi niespodziankę - odpowiedziała, wpatrując się w hipnotyzujące, błękitne tęczówki. Bo… dzisiejsza nieplanowana randka chyba nie wykluczała tej, na którą zaprosił ją wcześniej? Miała nadzieję, że nie. Zaraz jednak rzucił, że mógłby ją zaskakiwać nawet przez całe życie, więc chyba nie musiała się martwić o brak pomysłów na sobotę.
- Ciekawe, czy moje serce wytrzymałoby tyle zaskoczeń - uniosła brew. Ona wcale nie była najłatwiejszą osobą do zaskakiwania. Potrzebowała emocji, bo bez nich popadała w marazm, ale jednocześnie nie lubiła tandety i banałów. Gaspard ją pod tym względem intrygował. Tą swoją pewnością siebie i błyskotliwością. Przyglądała mu się przez chwilę, zastanawiając się, jakie karty jeszcze przed nią odkryje. Bo tego, że postanowi buchnąć furę swojego szefa, to kompletnie się po nim nie spodziewała.
A jednak - stali obok błyszczącego porsche, a cała ta sytuacja wydawała się Nelly kompletnie odrealniona.
- Przestań - rzuciła z rozbawieniem na komentarz o Lamborghini i pacnęła go dłonią w ramię. Porsche czy lamborghini - nie miało to dla niej większego znaczenia. Jak już zdążyli ustalić, nie była fanatykiem motoryzacji, więc nawet prawdopodobnie nie poczułaby różnicy. Zabawny był dla niej jednak sam fakt, że to zaproponował. Totalnie, jakby było to coś równie banalnego, co wyprawa po bułki. Zastanawiała się też, czy serio mówił o tym dwieście sześćdziesiąt na liczniku. Czy wyglądał jej na kogoś, kto byłby do tego zdolny? A może tylko ją wkręcał i sprawdzał reakcje? Nie potrafiła tego z niego odczytać.
Ale wiedziała już, że ma całkiem niezły refleks, bo bardzo sprawnie uchronił ją od zderzenia z oblodzoną płytą parkingu. Chapeau bas.
- Nie wiem, ale czekam z niecierpliwością - odpowiedziała, wisząc w tych jego ramionach, jakby totalnie nic nie ważyła. Wkrótce jednak siedziała już w samochodzie, bezpieczna i z daleka od nieprzychylnych warunków atmosferycznych. Chyba, że… póki co te warunki całkiem im sprzyjały?
Poczekała cierpliwie, aż Gaspard zasiądzie na miejscu kierowcy i odwróciła głowę w jego stronę, łagodnie mu się przyglądając. Widziała, jak z czułością przesunął dłonią po desce rozdzielczej i uśmiechnęła się kącikiem ust w reakcji. Faceci...
A skoro stwierdził, że odrobina ryzyka jest wskazana, to Nelly nie miała żadnych obiekcji. Może do końca nadal nie wierzyła w to, co teraz robili, ale uległo to zmianie, gdy Gaspard przekręcił kluczyki w stacyjce i zaczął wyjeżdżać z parkingu. W dalszym ciągu mu się przypatrywała, zawsze uważając za bardzo seksowne, gdy mężczyzna był dobrym kierowcą. A Wyatt właśnie taki wydawał się być, choć nie zdążyła jeszcze w pełni poznać jego umiejętności.
Z zaciekawieniem rozejrzała się po parkingu. Nikt ich nie gonił? Nikt nie zauważy, że auto warte kupę szmalu w magiczny sposób zniknęło? Wydało jej się to trochę dziwne, ale szybko puściła te przemyślenia w niepamięć, bo usłyszała głos Gasparda.
Skupiła na blondynie całą swoją uwagę, bo kwestia kilku szczegółów wydała jej się wyjątkowo interesująca.
- Bardziej luksusowego, w sensie… sushi? - zaczęła rozkładać pierwsze pytanie na czynniki pierwsze, a przecież ono było proste i wymagało równie prostej odpowiedzi. Potrząsnęła głową. - Naah, nie lubię surowej ryby. W takim razie domowe - odparła i nie musiała długo czekać na kolejny wybór. Tym razem prostszy, niemalże dla niej oczywisty. Bo kto lubił szampany? Z jej otoczenia, pewnie nikt, bo kojarzyły się tylko z sylwestrami i wątpliwym smakiem. A i jeszcze z bólem głowy na następny dzień.
- Wino, zdecydowanie - stwierdziła szybko. - Najlepiej białe - dodała, bo przypomniała sobie ich spotkanie na jarmarku i to, że Gaspard wspominał o tym, że lubi czerwone. Fuj.
Trzecie pytanie było natomiast najciekawsze. Nelly nie potrafiła go zinterpretować, bo przecież nie znała szczegółów i nie wiedziała, co za pomysł narodził się w głowie blondyna. Zaintrygowana, uniosła brew i złapała z nim kontakt wzrokowy, doszukując się w błękitnych oczach jakiejś podpowiedzi.
- Seksownie… - odpowiedziała w końcu, biorąc przysłowiowego kota w worku z pełną premedytacją.
- Dawno nikt mnie tak bardzo nie zaciekawił. Mam nadzieję, że nie będziesz mnie długo trzymał w tej niepewności, hmm? - zapytała, bo poza tym, że lubiła niespodzianki, to zapomniała dodać, że była również turbo niecierpliwa. - Właściwie, gdzie jedziemy?

Galen L. Wyatt
Ola
Jestem elastyczna i umiem się dopasować, jeśli coś mi nie będzie pasować, to na pewno powiem.
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
Żyć trochę inaczej, w zgodzie ze sobą, tak, żeby ten pieprzony film który wyświetla się przed oczami tuż przed śmiercią był trochę lepszy niż tanie porno, wymieszane ze słabą komedią.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Galena było tak łatwo owinąć sobie wokół palca, on był bardzo podatny na kobiece piękno, duże, brązowe oczy wpatrzone w jego twarz. Może nawet Nelly już mogła sobie pogratulować, że jej to wyszło, ale przecież Wyatt by się do tego nie przyznał.
- Kombinuj - mrugnął do niej jednym okiem. Oczywiście, że już sobie obiecał, że w sobotę też ją zaskoczy. Galen uwielbiał zaskakiwać, uwielbiał ten pierwiastek przygody, czegoś niespodziewanego. Bo z tego najczęściej wychodziły najlepsze rzeczy w jego życiu, z niespodzianek. Z nieplanowania, a jakiegoś takiego spontanicznego parcia na przód, jak dzisiaj.
Na tę wzmiankę o sercu zamrugał dwa razy, a jego? To serce po zawale, które miał oszczędzać, a które rwało się w piersi, które biło jak szalone na samą myśl tylko, że mógłby ją zaskakiwać.
- Jak będzie zbyt intensywnie to mi tylko powiedz... - bo on nie miał jakiegoś takiego odczucia, że coś jest za bardzo. Przecież przekraczał te wszystkie granice, normy jakoś tak naturalnie. Jakby żadne zbyt nie istniało.
Bo nie istniało chyba, chociaż przecież ta cała akcja z zawinięciem Porsche to była gra, ale czy jakby Galen był rzeczywiście tym Gaspardem to nie pokusiłby się o to?
Może by się pokusił, bo już sama myśl o tym, czymś nielegalnym, powodowała jakieś przyjemne mrowienie pod skórą.
Uśmiechnął się gdy jej dłoń wylądowała na jego ramieniu, nawet teatralnie wywrócił tymi niebieskimi ślepiami. Porsche, Lamborghini, a może Ferrari? Dla niego to wszystko było takie proste i gdyby Nelly mu powiedziała, że chciała się jednak przejechać Ferrari, to on już pewnie jutro umawiałby się do salonu, żeby ją znowu zaskoczyć. Jakby mógł ją tak zaskakiwać jak tylko Galen Wyatt potrafił.
Chociaż z drugiej strony ta gra z Gaspardem też miała w sobie coś ciekawego, to całe udawanie, że to nie jest takie do końca legalne, sprawiało, że serce biło szybciej.
Tak samo szybciej zabiło, kiedy Nelly wylądowała w jego ramionach i kiedy przez głowę mu przeszło, że za kolejnym razem wykorzysta okazję. Powinien?
Czy to by było właściwe?
Później się będzie nad tym zastanawiał, bo teraz skupił się na jeździe, chociaż nie do końca, bo na niej też, ale Galen był dobrym kierowcą, do tego miał podzielną uwagę, mógł prowadzić, a przy okazji... Różne inne rzeczy mógł robić, lata praktyki przecież.
Nawet jakby Galen nie był Galenem, tylko Gaspardem, to przecież ten drugi też mógł ten samochód prowadzić, co prawda tylko na stację, ale przecież właśnie mógł jechać na myjnię, albo na tankowanie, to się działo codziennie, tylko Wyatt miał od tego ludzi, od tankowania i sprzątania mu samochodu, nakładania dwóch warstw wosku, żeby błyszczało bajecznie w świetle torontońskich latarni.
Uśmiechnął się kiedy powiedziała o tym sushi, Galen lubił sushi, lubił kuchnię japońską, ale w zasadzie znał bardziej luksusowe dania, chociaż na tą surową rybę parsknął śmiechem, krótko, szczerze, wszystkie te jego modelki, które woził w Porsche zachwycały by się sushi z Bluefin Tuna, a ona wybrała domowe jedzenie. Miała u niego kolejny plus.
- Świetnie - powiedział, chociaż prawda jest taka, że Wyatt nie umiał gotować, coś tam zrobił, i nie był to suchy ryż, ale jakieś jajko w koszulce i ramen, ale raczej nie był mistrzem kuchni, a przede wszystkim, to on przecież nie miał na to czasu, a często też chęci, chociaż... Może powinien spróbować? Akurat Galen był dość pojętny, szybko się uczył.
Na to białe wino zmarszczył brwi, bo on szczerze powiedziawszy nie był fanem wina wcale. Uwielbiał whisky, tak drogie, że za jedną butelkę pewnie można by było kupić jakieś porządne auto. Szampana też lubił, takiego prawdziwego, z górnej półki, albo może nawet sprowadzanego z zagranicy, bo Kanada to jednak nie mogła się pochwalić dobrymi szampanami. Lepszym whisky.
- Dobry wybór - chociaż to już trochę zmieniało jego plany na szampana i truskawki, ale... przecież on lubił niespodzianki, lubił być zaskakiwany.
Chociaż na taką odpowiedź na jego kolejne pytanie liczył, od razu w jego głowie pojawiła się odpowiedź, gdzie oni teraz pojadą. Jeszcze przez chwilę patrzył w jej brązowe, piękne oczy, a potem zakręcił na środku drogi, bo Galen się nigdy tym nie przejmował, płacił mandaty i był przykładnym obywatelem. Ciekawe czy Gaspard mógł sobie na to pozwolić?
Ale przecież zza rogu zaraz nie wyskoczy radiowóz i nie będzie robił za nim pościgu.
- Zobaczysz - odpowiedział tylko na to jej pytanie, gdzie jadą. Tajemniczo, bo to przecież miała być kolejna niespodzianka, ale już po chwili parkował Porsche na krawężniku przy jakimś drogim, ładnym butiku z eleganckimi, aczkolwiek seksownymi sukienkami. Galen znał to miejsce, bo nie raz, nie dwa, kupował tutaj coś dla swoich partnerek, zazwyczaj dzwonił i prosił ekspedientkę, żeby wybrała coś za niego, sam później tylko to akceptował. Ale dzisiaj chciał, żeby Nelly wybrała coś sama, ekscytowało go to. Był ciekawy co wybierze. Zgasił silnik i odwrócił się w jej kierunku. Wyciągnął z kieszeni portfel, a z niego złotą kartę, która błysnęła w jego palcach. Zamierzał wyjaśnić jej to tutaj, a nie przy ekspedientce, która i tak go pewnie kojarzyła, bo ktoś, kto sprzedaje te skandaliczne sukienki, musi znać się na... skandalach.
- Dzisiaj mój szef sponsoruje zakupy - stwierdził z tymi niebieskimi tęczówkami utkwionymi w jej twarzy. A kiedy chciała coś powiedzieć, to pochylił się w jej kierunku.
- Nie martw się, wiesz ile on wydaje, nie skapnie się, a zresztą ja czasem używam tej jego karty - bo Galen by się na pewno nie skapował, gdyby jakiś jego pracownik z jego karty "pożyczył" sobie na jedną sukienkę, takie były fakty - możesz wybrać, co zechcesz, sukienka... Szpilki, dodatki - jego spojrzenie przesunęło się po jej sylwetce, nabrał powietrze w płuca - bielizna - jakby Galen miał wybrać dwie rzeczy, które lubi najbardziej na świecie, samochody i seksowna bielizna. Były nawet przed whisky, a to jest wyczyn.
Wysiadł za samochodu, żeby otworzyć przed nią drzwiczki, wprowadzić ją do butiku, ale zanim jeszcze podeszła do niego ekspedientka, to Galen zostawił Nelly przy gablocie z biżuterią, a sam już stał przy kontuarze i coś tam mówił do sprzedawczyni przyciszonym głosem. Nelly mogła pomyśleć, że ją bajeruje, ale prawda jest taka, że Galen tylko prosił, żeby pomogła wybrać coś ładnego jego przyjaciółce, a przy okazji nie zwracała się do niego po nazwisku. Chyba to nie była pierwsza dziwna prośba z ust Wyatta skierowana do niej, bo kobieta pokiwała głową, a już po chwili stała przy Nelly i pytała, czy może jej w czymś pomóc.

Nelly Rowley
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
29 y/o
For good luck!
167 cm
barista w The Bubble Tea Shop
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Jej wcale nie zależało na tym, żeby było jakoś szczególnie łatwo, tylko żeby finalnie jej starania się opłaciły. Więc gdy tylko padło słowo,,kombinuj'', uśmiechnęła się szerzej.
- Mam swoje sposoby - zapewniła, podejmując rzuconą rękawicę. Nie wiedziała nawet, że jest bliżej osiągnięcia celu, niż dalej, ale to dobrze. Nie chciała mieć podanego wszystkiego na tacy, tylko sobie na to zapracować.
- Zbyt intensywnie? - powtórzyła jego słowa, przechylając głowę lekko na bok. - Nie rozumiem co to znaczy - dodała, a w jej oczach tańczyły rozbawione ogniki. Nie zakładała, póki co, że Gaspard w ogóle doprowadzi ją do momentu, kiedy będzie musiała powiedzieć stop. Była osobą, która widziała już wiele i wcale nie tak łatwo było ją doprowadzić do granicy. Musiałby się bardzo, bardzo postarać, tylko pytanie, czy w ogóle o to w tym wszystkim chodziło? Żeby sprawdzić, gdzie Nelly ma granice?
Odpowiadając na pytania, brunetka przyglądała się Gaspardowi, siedząc lekko skręcona w swoim fotelu. Badała jego reakcję i patrzyła, czy podziela jej wybory.
- Nie wiem, czy wszystko aprobujesz, bo odpowiadam zgodnie z twoimi oczekiwaniami, czy po prostu chcesz być dla mnie miły - stwierdziła w końcu, ale z jej ust nie schodził uśmiech. Bawiła się świetnie, nawet jeśli tylko siedzieli w samochodzie i rozmawiali. A ją wręcz rozpierała ciekawość, którą Gaspard z każdą chwilą tylko potęgował, nie chcąc zdradzić jej żadnych szczegółów. Otworzyła już nawet buzię, żeby coś powiedzieć, ale wtedy niespodziewanie mężczyzna zawrócił na środku jezdni. Zaskoczona Nelly, kompletnie odruchowo złapała się lewą dłonią za fotel, a prawą zakryła usta, zaraz prostując się i spoglądając na blondyna z ukosa.
- Łamanie przepisów drogowych kradzionym porsche. Robi się coraz ciekawiej - zacmokała, niby że z uznaniem za ten pierwszorzędny manewr, który tutaj wywinął.
Nim zdążyła się obejrzeć, stali już pod jakimś absurdalnie drogim butikiem, które na co dzień Nelly omijała szerokim łukiem. Bo po co miała oglądać rzeczy, na które kompletnie nie było jej stać?
Zmarszczyła brwi i jeszcze przez chwilę patrzyła przez okno, by zaraz przenieść spojrzenie na Gasparda, ale jej wzrok od razu przyciągnęła złota karta, która mignęła w jego dłoni. Początkowo nic nie rozumiała, a gdy usłyszała, że dzisiaj jego szef sponsoruje zakupy, otworzyła szerzej oczy i szybko potrząsnęła przecząco głową. Nie zdążyła jeszcze nic powiedzieć, bo Gaspard pochylił się w jej kierunku, więc Nelly popatrzyła mu w oczy, nie będąc do końca przekonana jego zapewnieniom. Dopiero gdy po krótkiej pauzie padło słowo bielizna, kącik jej ust subtelnie drgnął ku górze. Nie odpowiedziała, zamiast tego patrzyła jak Gaspard wysiada z auta i idzie otworzyć jej drzwi. Wysiadanie z tak niskiego samochodu było nieco trudniejsze, niż wsiadanie do niego, ale wyszła z tego całkiem elegancko, zaraz u boku blondyna wchodząc do wnętrza drogiego sklepu.
Omiotła pomieszczenie spojrzeniem, czując się zagubiona. Tak nie wyglądały sklepy, do których zwykła chodzić. Nawet za bardzo nie wiedziała, jak ma się tu zachować, a zostawiona przy biżuterii, patrzyła na nią przez chwilę i odwróciła się w stronę wieszaka z sukienkami. Podniosła spojrzenie na Gasparda, który mówił coś do ekspedientki, a następnie wzięła między palce pierwszą lepszą metkę i odwróciła ją, by zobaczyć cenę. W porę się opamiętała, bo chyba oczy wyskoczyłyby jej z orbit. Upewniła się tylko w przekonaniu, że nie chce niczego tutaj kupować, ale wtedy jak na przekór pojawiła się koło niej przemiła ekspedientka.
- Może pomogę coś wybrać? Mamy piękną nową kolekcję, na pewno przypadnie coś Pani do gustu - powiedziała uprzejmym tonem głosu, wprawiając Nelly w jeszcze większe zakłopotanie. Spojrzała ukradkiem w stronę Gasparda, szukając u niego jakiejś pomocy, ale nie udało jej się uchwycić jego spojrzenia, więc nabrała powietrza w płuca i postanowiła wczuć się w narzuconą jej rolę. Przeniosła więc brązowe oczy na stojącą tuż obok kobietę i uśmiechnęła się delikatnie.
- Właściwie to potrzebuję sukienki. Na randkę. Seksownej - odparła, wyraźnie akcentując ostatnie słowo, żeby Gaspard na pewno je usłyszał. Nie musiała mówić nic więcej, bo zaraz została zasypana przeróżnymi propozycjami, w przeróżnych kolorach i krojach. Przy małej pomocy udało jej się skompletować kilka zestawów, więc teraz przyszła pora na mierzenie.
- Chodź, pomożesz mi wybrać - powiedziała do Wyatta, mijając go w drodze do przymierzalni. Wszystko już na nią czekało, więc weszła do kabiny i zasunęła kotarę. Chwilę się tam szamotała, bo nie było jej łatwo rozkręcić się zimowych ubrań, ale finalnie zamaszyście odsunęła zasłonkę, prezentując Gaspardowi pierwszą kreację. Odrzuciła do tyłu pukle ciemnych włosów i obróciła się dookoła własnej osi, chcąc się zaprezentować w pełnej okazałości. Dalej ustawiła się przodem do lustra i przez chwilę przyglądała się swojemu odbiciu, sama nie wiedząc, co o niej myśli. Wyglądała drogo, ale czy pasowała do niej? Do Nelly Rowley, noszącej skrzynki z pomarańczami na jarmarku?
- Mam jeszcze dwie - oznajmiła i zaraz znowu zniknęła w przymierzalni. Druga była bordowa, w grubą koronkę. Zaś przy zakładaniu trzeciej pojawił się problem z suwakiem, którego Nelly nie była w stanie rozwiązać samemu. Ponownie odsunęła mięsistą zasłonę i szybko odnalazła błękitne oczy Gasparda.
- Nie mogę jej zapiąć, pomożesz? - zapytała, po czym odkręciła się tyłem do niego, a przodem do lustra, włosy zbierając jedną ręką w wysokiego kucyka, żeby mu nie przeszkadzały


Galen L. Wyatt .
Ola
Jestem elastyczna i umiem się dopasować, jeśli coś mi nie będzie pasować, to na pewno powiem.
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
Żyć trochę inaczej, w zgodzie ze sobą, tak, żeby ten pieprzony film który wyświetla się przed oczami tuż przed śmiercią był trochę lepszy niż tanie porno, wymieszane ze słabą komedią.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nawet nie podlegało dyskusji, że Nelly miała swoje sposoby, które właściwie to przecież na Galena działały. A może to te jej duże, brązowe oczy? No nie ważne. Ważne, że on teraz siedział przed nią wpatrzony jak w obrazek, z tym swoim zaczepnym uśmiechem przyklejonym do twarzy. Kusiła go. Prowokowała. A przecież on tak to lubił. Nic dziwnego, ze działało miedzy nimi to przyciąganie.
Kiedy stwierdziła, że nie rozumie co to znaczy zbyt intensywnie, to przesunął palcem po spierzchniętych wargach. Kolejny duży plus na jego liście, kolejna rzecz, która działała na jej korzyść. Bo Galen Wyatt też nie znał takiego pojęcia. Co zresztą przypłacił tym sowim chorym sercem, ale czy to go powstrzymywało?
Nieszczególnie.
Nic go nie powstrzymywało, bo on wolał przeżyć swoje życie intensywnie, jak lew, nawet jeśli krótko, niż później żałować. Na starość siedzieć w bujanym fotelu i zastanawiać się co mógł zrobić inaczej. Może to było z jego strony głupie? Ale każdy jest przecież kowalem własnego losu. A Wyatt wychodził z założenia, że trzeba kuć żelazo, póki gorące.
I robił to, kiedy już siedzieli w bajecznym Porsche, a on zadawał jej te wszystkie pytania. Trochę go tutaj rozgryzła, bo Galen po prostu chciał, on musiał, być miły. Bo był tego wyuczony, chociaż zamyślił się na moment, spojrzał w przednią szybę.
- Właściwie to... Podoba mi się to, że te odpowiedzi trochę odbiegają od tych, które słyszę zazwyczaj - a jakie on słyszał zazwyczaj? Jako Gaspard.
- Intrygujesz mnie Nelly - to by powiedział Gaspard? Czy to już powiedział Galen Wyatt? Jak tak dalej pójdzie to on się w tym wszystkim pogubi, kim chciał być, kogo chciał udawać. Ale może skoro dzisiaj siedzą w tym pięknym Porsche, to Gaspard też mógł mieć teksty trochę bardziej jak jego rzekomy szef?
Uśmiechnął się na jej kolejne słowa, bo Nelly chyba sobie nie zdawała sprawy, jak jeszcze może być ciekawie. A może zdawała? Nie umiał tego wyczytać z jej pięknych oczu, a to też go w pewien sposób pociągało.
Nie umiał też wyczytać z jej twarzy czy aprobuje ten jego pomysł z zakupami, ale która kobieta nie lubi zakupów? Galen takiej nie znał. Chociaż jakby Nelly go teraz zaskoczyła tym, że nie lubi? I tak by ją na te zakupy zabrał, po prostu chciał jej kupić coś ładnego. Bo Galen był bogaty, ale też uwielbiał robić prezenty, czasem nawet takie, które zdecydowanie przekraczały jakiś tam budżet normalnych prezentów. Diamenty na przykład. Ale przecież było go na to stać, dla niego to było całkiem normalne.
Dla Galena ten cały butik to była codzienność, co prawda może on częściej korzystał z tych męskich sklepów, ale te nadskakujące mu ekspedientki znał aż za dobrze, to one często dobierały mu poszetkę, albo krawat.
Gdy sprzedawczyni ruszyła do Nelly, to Galen się zawiesił, pewnie na jakiejś koronkowej bieliźnie, więc w pierwszej chwili umknęło mu spojrzenie brunetki, ale jej słowa już do niego dotarły, każde jedno, a zwłaszcza to ostatnie, z którym on te niebieskie oczy skierował właśnie na nią.
- Liczyłem na to - rzucił, kiedy powiedziała, że pomoże jej wybrać. Galen kupował tutaj sukienki, zamawiał je, wysyłał w świat, ale chyba jeszcze nigdy nie przyszedł tutaj na taki pokaz mody. Bo prawda jest taka, że zazwyczaj sam podejmował decyzję, a później tylko zbierał pochwały za to, że trafił z krojem, rozmiarem i czymś tam.
Dzisiaj chciał, żeby to Nelly zadecydowała, chociaż... Jeśli będzie mógł mieć w tym temacie jakieś zdanie, to tym lepiej. Odpiął guziki swojej drogiej marynarki i usiadł sobie na kanapie na wprost przymierzalni, wygodnej, dużej, od razu zaproponowano mu szampana, ale odmówił, bo przecież prowadził, poprosił za to ekspedientkę o białe wino. Tak się składa, że go wcale nie mieli, a Galen do tego poprosił o jakieś fikuśne, więc dziewczyna musiała założyć na siebie płaszczyk i wyruszyć na poszukiwanie go, bo przecież jak to by tak nie spełnić zachcianki stałego klienta, który do tego zostawia tutaj krocie?
Musiała to zrobić, a Wyattowi to nawet nie przeszkadzało, że oni zostali tutaj z Nelly sami, polał jej do kieliszka białego wina, które znalazła sprzedawczyni. Nic wyszukanego, ale na początek mogło być.
Kiedy Nelly wyszła w pierwszej kreacji, to uniósł jedną brew, a jego usta wygięły się w uśmiechu. Rzeczywiście była seksowna, podobała mu się. Pasowała, do tego, co on na później zaplanował.
- Niesamowita - rzucił jedynie, bo chyba widział po Nelly, że ona się cały czas zastanawia - muszę je zobaczyć - dodał i nawet zarzucił nonszalancko nogę na nogę, bo był ich naprawdę ciekawy. Czekał, cierpliwie czekał, na kolejną, chociaż kiedy Nelly mu ją prezentowała, to pochylił się nieco do przodu. Nabrał mocniej powietrze w płuca.
- Zachwycająca - jak brunetka podobała mu się nawet w tej swojej zimowej kurtce, to te sukienki zdecydowanie bardziej działały na wyobraźnie. Działały na całego Galena, bo kiedy ona powiedziała o tym suwaku, to zerwał się z miejsca szybciej niż powinien. Aż sam wywrócił tymi niebieskimi oczami, bo przecież Gaspard taki nie był. Galen też nie, zazwyczaj.
Zbliżył się do niej i chyba nie byłby sobą, gdyby nie musnął opuszkami palców gładkiej skóry na jej plecach, delikatnie, ale z tą jego niezachwianą pewnością siebie, mogła sobie pomyśleć, że on po prostu ten suwak jej poprawia, ale czy taka była prawda? Czy to już był Galen Wyatt, który uwielbiał przekraczanie granic?
Złapał za mały suwaczek na wysokości jej bioder i przesunął go powoli w górę, palcami sunąc po suwaku, żeby go wyprostować. Zostawił go u góry, ale sięgnął jeszcze do tego maleńkiego guziczka na karku, który też musnął opuszkami. Nie odsunął się od razu, zerknął ponad jej ramieniem w to odbicie w lustrze, jej i jego. Pasowała do niego, do tego dobrze skrojonego garnituru od Armaniego. Przechylił na bok głowę, w lustrze łapiąc spojrzenie tych jej pięknych, czekoladowych oczu.
- Oszałamiająca - powiedział cicho, tak, że jego ciepły oddech spoczął na jej karku. Mówił o sukience? O niej? A może o tym, jak na niego działała?
Oszałamiająco.
Dopiero po chwili się cofnął, odsunął na kilka kroków, żeby zerknąć na nią z dystansu, przejść do stolika i chwycić w palce ten kieliszek z białym winem, który jej nalał, podał go Nelly.
- A Tobie która się najbardziej podoba? Możemy wziąć trzy - wypalił do razu, bo przecież Galen mógł. Ten cały butik mógłby jej kupić.

Nelly Rowley
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
29 y/o
For good luck!
167 cm
barista w The Bubble Tea Shop
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Zmarszczyła brwi, bo jej dociekliwa natura wyłapała jeden drobny szczegół, wokół którego nie omieszkała się zaczepić.
- Które zazwyczaj słyszysz? To znaczy, że często zadajesz te pytania? - postanowiła pociągnąć go za język. Zerknęła wtedy na Wyatta z uniesioną brwią, ale wcale nie chciała go teraz wpakować w kłopoty i zmusić do tłumaczenia. Zrobiła to bardziej w ramach zaczepki, zaciekawiona jak wybrnie z tego pytania, bo przecież… mógł się tylko przejęzyczyć i wcale nie oznaczało to, że codziennie wozi samochodem szefa inną dziewczynę i pyta ją, czy woli szampana czy wino. Chyba.
Mimo wszystko poczuła to przyjemne uczucie, gdy po chwili dodał, że go intrygowała. Intrygowanie kogoś nie zawsze musiało brzmieć jako pochwała, ale brunetka wierzyła, że w tym przypadku tak właśnie było. On też cholernie ją intrygował, ale nie przyznała tego w ramach odpowiedzi. Zachowała to dla siebie, więc jedyne co mógł, to wyczytać z jej oczu, jak bardzo zaciekawiona nim była. Gdyby tak nie było, to nie siedzieliby teraz w samochodzie, jadąc nie wiadomo gdzie. Gdyby zakładała, że ta randka może okazać się totalną klapą, to postawiłaby na coś zdecydowanie bezpieczniejszego, żeby w każdej chwili mieć możliwość ewakuacji. Ale przy Gaspardzie nie miała takich myśli.
I to nie było tak, że Nelly nie lubiła zakupów. Lubiła! W wolnych chwilach często robiła sobie przechadzki w poszukiwaniu jakichś perełek, ale jej głównym targetem były second-handy i outlety, a nie piekielnie drogie butiki. Nawet przez myśl by jej nie przeszło, by kupić sobie sukienkę w miejscu takim jak to, bo w głowie bardzo szybko pojawiała się kalkulacja, mówiąca ile dni musiałaby na nią pracować. Z tego samego powodu nie potrafiła też przyjmować drogich prezentów, bo patrzyła na nie ze swojej perspektywy. Może dla Galena była to drobnostka, ale dla Nelly ogromny wydatek, więc nie czuła się z tym w pełni komfortowo. Nie znała tego.
Ucieszyła się natomiast, gdy Gaspard zgodził się jej pomóc w mierzeniu, bo fajnie było mieć opinię kogoś obiektywnego. A w końcu miała to być sukienka na randkę z nim. I trzeba przyznać, że się nie zawiodła, bo pokazując się w coraz to innej kreacji, czuła się jak prawdziwa modelka. Może i była jakieś… 15 centymetrów za niska na modelkę, ale figurę miała nienaganną. A to, jak blondyn na nią patrzył i z zachwytem komentował jej wygląd, sprawiało, że Nelly rosła w oczach, mając coraz to większy ubaw z tej wizyty w butiku. Prezentowała mu się przodem, tyłem, bokiem, nawet nie mając pojęcia, że mężczyzna odprawił gdzieś ekspedientkę i zostali tutaj sami. Nie zauważyła jej nieobecności, bo była w pełni skupiona na Gaspardzie.
A teraz stała i cierpliwie czekała, aż pomoże jej z opornym suwakiem, prawą ręką podtrzymując materiał na wysokości piersi, by jej nie opadł. Nie miała na sobie również stanika, bo z żadną z tych sukienek nie prezentowałby się dobrze, więc gdyby teraz ta kreacja się jej zsunęła z ciała, to zostałaby goła i wesoła.
Wtedy poczuła dotyk chłodnych opuszków palców na swojej skórze, a wzdłuż jej kręgosłupa przeszedł przyjemny dreszcz, wywołując gęsią skórkę. Obserwowała ich przez ten czas w lustrze, a gdy Wyatt się wyprostował i ich spojrzenia skrzyżowały się w odbiciu, Nelly subtelnie się uśmiechnęła. Stali tak blisko siebie, ona w szpilkach była niewiele niższa, więc to, co mówiła na jarmarku, okazało się prawdą. Gdy z ust mężczyzny padł kolejny komplement, a ciepły oddech musnął ją po odsłoniętej skórze na karku, poczuła przyjemne łaskotanie w dole brzucha. Tak dawno nikt nie doprowadził jej do tego stanu. A tymczasem co takiego robił Gaspard? Był blisko i wpatrywał się w nią swoimi hipnotyzującymi, błękitnymi oczętami, w idealnie skrojonym garniturze, a dookoła unosiła się woń zapewne drogich perfum. I to wystarczyło.
Gdy odszedł od niej, Nelly została w miejscu, w dalszym ciągu przyglądając się swojemu odbiciu i zastanawiając się co myśli o tej trzeciej i ostatniej już sukience. Odwróciła się po chwili, a jej wzrok automatycznie uciekł na wystawiony w jej kierunku kieliszek. Zaskoczyła się wtedy po raz kolejny, bo nie miała pojęcia, że w takich miejscach częstują jeszcze alkoholem. Przejęła szkło z dłoni Gasparda i podziękowała. Upiła niewielki łyk, a trunek okazał się wytrawny, do czego nie była przyzwyczajona. Mimowolnie zmarszczyła nos, mając nadzieję, że blondyn tego nie zauważył.
- Ciężki wybór, ale… Chyba pierwsza - odparła, w myślach starając się sobie przypomnieć wszystkie trzy sukienki. - A tobie? - odbiła piłeczkę, bo co prawda chwalił wszystkie, ale musiał mieć jakiegoś faworyta.
Przyglądając mu się łagodnie i wyczekując werdyktu, zrobiła krok do przodu i zmniejszyła dzielący ich dystans.
- Gaspard… Widziałam ile kosztują te sukienki - zaczęła i położyła dłoń na aksamitnym materiale marynarki, przesuwając nią w dół, po klatce piersiowej blondyna. Przez chwilę patrzyła na swoje smukłe palce i wtedy ponownie odnalazła spojrzenie mężczyzny, a jej oczy były błyszczące. - Każda z nich to połowa mojej wypłaty. Są zbyt drogie - dopowiedziała, czując skrępowanie. Może nie powinna się wstydzić, ale nie potrafiła pozbyć się uczucia zakłopotania. Jak miałaby się niby odwdzięczyć za taki drogi prezent?
- Po za tym, jeśli twój szef się dowie i wyrzucą cię za to z roboty… To nie wiem, czy uda mi się przekonać mojego szefa, że potrzebujemy jeszcze jednej osoby do mieszania grzańca - uśmiechnęła się kącikiem ust, delikatnie usiłując rozładować swoje spięcie.

Galen L. Wyatt
Ola
Jestem elastyczna i umiem się dopasować, jeśli coś mi nie będzie pasować, to na pewno powiem.
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
Żyć trochę inaczej, w zgodzie ze sobą, tak, żeby ten pieprzony film który wyświetla się przed oczami tuż przed śmiercią był trochę lepszy niż tanie porno, wymieszane ze słabą komedią.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Galen to jednak miał czasem taki długi język...
A czasem coś gadał, a dopiero później myślał, i tak chyba było też tym razem, ale jakoś wcale nie dał po sobie poznać, że coś jest nie tak.
- Czasem dorabiam sobie jako szofer mojego szefa... To jego standardowe pytania, i wiesz... obsłuchałem się już różnych odpowiedzi. Ale zazwyczaj wybierają jednak sushi i szampana - wzruszył ramionami. Tylko trochę skłamał, z tym szoferem, z tym szefem, ale przecież nie z tymi odpowiedziami, bo takie właśnie zazwyczaj były. Nudne.
A Nelly były inne. Intrygujące.
Intrygujące też było to jak Nelly przymierzała te nowe sukienki, nie tak jak to robiły kobiety, które znał Galen, które zaraz oceniały, które doszukiwały się w każdej jakiegoś błędu, wytykały sobie każdą zmarszczkę, fałdkę, czy zagniecenie materiału, jakby to było ważne. Jakby Wyatt w ogóle zwracał uwagę na takie szczegóły? Kiedy dla niego liczył się tylko ten błysk w oku, który u Nelly widział. Który rósł na sile z każdą, coraz to nową kreacją. Jej pewność siebie rozkwitała jak najpiękniejszy kwiat i to go kupowało. W całości.
Kiedy pokazywała mu się z każdej strony, kiedy pozowała jak modelka, ale nie mając w sobie tej sztuczności, którą one miały, którą karmiły wszystkich dookoła. Nelly była w tym taka naturalna. Urzekająca.
Tak samo jak to, kiedy stanął za nią, kiedy zaciągnął się zapachem jej perfum, może nie tak mocnych jak jego partnerek, nie tak wyszukanych, ale wciąż ładnych. Może nawet ładniejszych? Bo Galen mimo wszystko to nie przepadał za tymi niszowymi perfumami jego byłej, były drażniące. Tak jak cała ona zresztą.
Poczuł chyba jak zadrżała, gdy jego chłodne opuszki sunęły po jej delikatnej, gładkiej skórze, to też mu się podobało. Galen Wyatt zawsze działał na kobiety, ale pytanie czy działała na nie ta jego wyrobiona przez lata opinia, pieniądze, czy to, że był... no właśnie Galenem Wyattem, marzeniem wielu kobiet w Toronto.
A z Nelly było inaczej, przed nią wciąż był jeszcze... nikim właściwie. Jakimś chłopakiem z przedmieścia, a i tak jego dotyk powodował u niej gęsią skórkę. Fascynujące.
Przez chwilę jeszcze patrzył na to ich odbicie w lustrze, przez chwilę jeszcze jego niebieskie tęczówki sunęły powoli po jej sylwetce, po odbiciu w lustrze, aż w końcu się odwrócił.
Podobały mu się te sukienki, ale jeszcze bardziej podobało by mu się, gdyby ten zamek sunął w przeciwnym kierunku, gdyby koronkowy materiał zsuwał się z gładkiej skóry. Musiał się odsunąć, bo znowu się nakręcał. A przecież Gaspard był dżentelmenem...
Galen niekoniecznie.
Uniósł kieliszek w jej kierunku, a jego uwadze nie umknęło to jak zmarszczyła nosek, pewnie dlatego, że on teraz wcale nie spuszczał z niej wzroku, że jego intensywnie niebieskie ślepia błądziły cały czas po jej twarzy.
- Niedobre? - zapytał, nawet obejrzał się w kierunku stolika, żeby zerknąć na etykietkę, nie znał się na winach, nie był w stanie powiedzieć co to, może jakby spróbował, ale nie zamierzał, na pewno nie zanim dotrą tam, gdzie planował.
Z jej kolejnymi słowami, odwrócił się w jej stronę, przechylił na bok głowę i na moment przymknął powieki, jakby chciał sobie przywołać przed oczami te wszystkie sukienki.
- Pierwsza? - uniósł brew, ta pierwsza była zdecydowanie seksowna, gorąca, ale Galen miał chyba co do tego inne zdanie, a może po prostu on chciał jeszcze bardziej podsycić ten ogień, który już w pewnym stopniu, niezaprzeczalnie, między nimi iskrzył?
- A mnie się podoba ta... - znowu zrobił krok w jej kierunku, niebieskie tęczówki zjechały na dół na jej dekolt, jeszcze niżej, na cienki materiał, który sięgał gdzieś do połowy uda i to była taka chwila, kiedy Galen sobie wyobraził jak jego ręka się pod niego wsuwa, pod cienki, karminowy materiał, tylko, że wtedy Nelly powiedziała to Gaspard, a Wyatt momentalnie się otrząsnął i podniósł wzrok na jej oczy.
No tak... Gaspard
A już prawie o nim zapomniał.
- No i co z tego... - mruknął, a niebieskie oczy spoczęły na jej dłoni na jego marynarce. Bardzo drogiej marynarce, mogła to poczuć pod opuszkami palców, jaki ten materiał był przyjemny w dotyku. Mogła też poczuć zapach jego drogich perfum i może nawet to jego serce, które uderzyło w piersi szybciej pod wpływem jej dotyku.
- Proszę cię nie przejmuj się tym dzisiaj... - powiedział powoli, kiedy jego tęczówki znowu odszukały jej pięknych, błyszczących brązowych oczu. Nie chciał się tym przejmować, wcale. Chociaż na jej kolejne słowa parsknął śmiechem. Szczerze, aż te jego oczy znowu zapłonęły wesoło.
- Myślisz, że bym się nadawał? Nie wiem w która stronę miesza się grzańca, ale w noszeniu skrzynek już mam trochę wprawę - mrugnął do niej jednym okiem, a potem sięgnął do jej ręki, w której trzymała wino, żeby oprzeć na niej palce, żeby wyjąć z jej dłoni kieliszek z tym niedobrym winem, które i tak jej nie smakowało - wybierzemy jeszcze dodatki? - zapytał i odłożył kieliszek na stolik, a później układając dłoń miękko na jej talii poprowadził ją do gabloty z biżuterią. Ekspedientki jeszcze nie było, ale Galen i tak uniósł szybę.
- Bieliznę wolę, żebyś wybrała sama, lubię... niespodzianki - sugerował coś? Oczywiście.
Przesunął palcami po jakiejś diamentowej kolii, ładnej, wcale nie skromnej. Ale przecież Wyatt nigdy nie był skromny.
- Co myślisz? - zanim ona zdążył cokolwiek powiedzieć, to Galen już trzymał ją w palcach, już patrzył na nią wyczekująca, żeby ją przymierzyła.

Nelly Rowley
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
29 y/o
For good luck!
167 cm
barista w The Bubble Tea Shop
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nelly była dziewczyną, którą ciężko byłoby zdradzać. Jej spostrzegawczość, dociekliwość, umiejętność wyłapywania szczegółów. To wszystko sprawiało, że źle wypowiedziane zdanie mogło przysporzyć problemów jej rozmówcy, jeżeli rzeczywiście miał coś na sumieniu. Nelly po prostu lubiła ciągnąć za język i obserwować reakcję. Tak samo robiła z Galenem, który o dziwo odparł jej tak szybko i naturalnie, że łyknęła bez problemu jego wytłumaczenie. Miało sens.
Pokiwała głową, w duchu ciesząc się, że jednak nie chodziło o inne pasażerki, którym robił niespodzianki pożyczonym (bo chyba ładniej brzmi, niż kradzionym, nie?) samochodem. Na moment zamyśliła się jednak nad inną kwestią. Skoro wszyscy wybierali sushi i szampana, a ona bez mrugnięcia okiem od razu je odrzuciła, to znaczy, że miała tani gust? Najpewniej tak, ale to akurat wcale jej nie przeszkadzało. Nie zamierzała udawać kogoś, kim nie była, od pierwszej minuty ich znajomości serwując Gaspardowi prawdziwą, nieidealną Nelly Rowley.
A czy inaczej patrzyłaby na blondyna, gdyby wiedziała, kim naprawdę był? I że nie miał nic wspólnego z tym, co do tej pory jej o sobie powiedział? Ciężko stwierdzić. Być może Cornelia nie czułaby się tak swobodnie i lekko przy kimś, kto mógłby kupić sobie wyspę na Bahamach. A w obecnej sytuacji w Gaspardzie widziała kogoś - mniej lub bardziej - równego sobie. I czuła do niego ogromne przyciąganie pomimo tego, że nie miał milionów na koncie.
- Nie jest złe, ja po prostu… - zawahała się. Czy powinna w tej sytuacji wybrzydzać winem? Nie chciała, żeby Gaspard odebrał ją jako kapryśną. A może ludzie chodzący do drogich butików uwielbiali wytrawne trunki? Trudno, ona nie należała do tego grona. - Wolę chyba mniej kwaśne - dodała i znowu zmarszczyła nos, jakby na potwierdzenie swoich słów.
Na szczęście zaraz temat wina poszedł w odstawkę, bo zaczęli dyskutować o wyborze sukienki i tego, czy w ogóle powinni ją kupować.
Gaspard po raz kolejny nie podzielił zdania Nelly, upierając się przy swoim, a gdy popatrzył głęboko w jej oczy i kazał jej się nie przejmować, uległa.
- W porządku, niech ci będzie - odparła po krótkim westchnięciu, a kącik jej ust nieśmiało drgnął w górę. Nadal jej to nie pasowało i nadal nie czuła się z tym dobrze, ale Wyatt wydawał się być nieugięty. A skoro chciał narazić dla niej siebie i nie dawał się zwieść od tego pomysłu, to ona nie mogła już nic więcej zrobić.
- W takim razie weźmiemy tą - zdecydowała. Podobały jej się wszystkie trzy kreacje, ale skoro ostatnia była Gasparda ulubioną, to wybór był prosty. W końcu to jemu zamierzała się w niej prezentować i to jemu chciała się podobać.
- Nie mogę ci, póki co, tego powiedzieć, bo kierunek mieszania jest bardzo istotny. Sam rozumiesz, tajemnica zawodowa - wzruszyła ramionami, a uśmiech na jej twarzy stopniowo rósł w sile. Zaczynała znowu się rozluźniać. - Ale myślę, że po drobnym przeszkoleniu przeze mnie byłbyś świetnym młodszym grzańcowym - dodała i puściła mu oczko. Żarty, żartami, ale miała nadzieję, że jednak do żadnych zwolnień z pracy nie dojdzie. Gdzieś w głębi ducha nadal się tym martwiła, chociaż już nie dawała tego po sobie poznać.
Gdy Gaspard sięgnął po kieliszek z winem, oddała mu go bez zawahania. W końcu i tak jej nie smakowało, a Nelly nie należała do tych, co pili wszystko, byle tylko złapać trochę procentów do krwi. Poza tym nie potrzebowała rozluźnienia, bo przy blondynie czuła się po prostu swobodnie i komfortowo.
Dalej Wyatt ułożył dłoń na jej talii i zaczął ją gdzieś prowadzić, a ona bez obiekcji podążyła u jego boku do gabloty z biżuterią. Ostrożnie stawiała kroki, pomimo braku dużego doświadczenia, poruszając się w szpilkach z gracją. Tylko tego jej teraz brakowało, żeby wyrżnęła gdzieś na podłogę!
Przesunęła wzrokiem po różnych naszyjnikach, ale szybko przeniosła spojrzenie na Gasparda, gdy ten bez większych ceregieli uniósł szkło. Chyba dopiero teraz po raz pierwszy zastanowiła się, gdzie jest miła ekspedientka, która miała jej pomagać? Szybko zrobiło się to nieważne, bo padły słowa o bieliźnie. Nie odpowiedziała, ale poczuła, jak zrobiło jej się gorąco.
- Wystroisz mnie w te wszystkie piękne rzeczy i co wtedy? - zapytała, obserwując jak Gaspard przesuwa palcami po pięknej, diamentowej kolii. Nim zdążyła odpowiedzieć co o niej myśli, blondyn trzymał ją już w palcach, więc odkręciła się do niego tyłem i ponownie zgarnęła swoje włosy w garść i uniosła do góry, niewerbalnie prosząc o pomoc z założeniem. Naprzeciwko nich wisiało niewielkie lustro, w którym Nelly obserwowała, jak mężczyzna walczy z zapięciem. Gdy to się udało, brunetka odruchowo dotknęła dłonią kamieni na szyi, przyglądając się swojemu odbiciu z lekko rozchylonymi wargami, bo biedna zaniemówiła.
- Piękna - skomentowała krótko, nie mogąc oderwać wzroku od drogiej, błyszczącej ozdoby. Zaraz obróciła się do Galena przodem i popatrzyła mu w oczy.
- Jesteś kompletnie szalony, wiedziałeś o tym? - zapytała z rozbawieniem. - Ale muszę przyznać, że masz bardzo dobry gust - dodała zaraz, zgodnie z prawdą, zgodnie z tym co uważała.
- Podoba ci się? - zapytała zaraz, wpatrując się w błękitne oczy wyczekująco. - Lepiej z rozpuszczonymi, czy ze związanymi? - zadała kolejne pytanie i dla przypomnienia uniosła włosy do góry, łapiąc je w garść, w coś w stylu koka. Poczekała aż Gaspard się napatrzy i znowu je puściła, a ciemne kosmyki miękko opadły na jej plecy. Szkoda byłoby zakrywać taką piękną kolię.
- A skoro bieliznę mam wybrać sama, to musisz mi obiecać, że nie będziesz podglądać - powiedziała po chwili i przelotnie przygryzła dolną wargę, bo ekscytowała ją sama myśl o tym.

Galen L. Wyatt
Ola
Jestem elastyczna i umiem się dopasować, jeśli coś mi nie będzie pasować, to na pewno powiem.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ First Canadian Place”