Może by się z nią kłócił, dochodził, że nie jest dzieckiem i nie trzeba mu zakładać czapeczki i go opatulać kocem, bo akurat to
odebrać, zawieźć i tłumaczyć, że
menele byli źli, to już było jakieś takie odległe, że Madox wcale o tym nie myślał. Następnym razem będzie pewnie i tak musiał wracać taksówką, albo pisać do Maddie licząc, że się nad nim zlituje, bo Pilar już nie będzie chciała. No ale czy to jego wina, że dzisiaj się wszystko tak odbywało? Jedna rzecz za drugą się po prostu sypały. Może trochę jego, bo jak był trzeźwy, to myślał trzeźwo i to wyglądało trochę lepiej, a dzisiaj...
Dzisiaj to już myślał tylko o tym, żeby się w nią wtulić. Bo mu było zimno i wciąż jeszcze źle, jak to na zjeździe po prochach, gdzie serotonina się ulotniła, nie wyregulowała jeszcze, chociaż jej bliskość odrobinę pomagała.
Nawet to
jesteś, kurwa, niemożliwy też trochę pomogło, chociaż w pierwszej chwili to Madox trącił ją brodą w ramię.
-
Imposible o increíble - mruknął, jej do ucha, chociaż podejrzewał, że to pierwsze, no bo się dzisiaj wcale nie popisał. Ale przecież oni mieli się nawzajem brać tacy, jacy byli, w całości. A Madox to był niemożliwy, czasem nawet bardziej niż się wszystkim wydawało. Z tymi swoimi pomysłami, słabościami do używek i tym dzikim, latynoskim temperamentem, ale co on miał na to poradzić? Mógł troszeczkę przystopować z koksem, dla niej...
Mógłby.
I tak już kiedy siedział w klubie, to zamiast ćpania, to sięgał po rum, czyli jakieś postępy robił, tylko jak tak dalej pójdzie to wpadnie w jakiś alkoholizm. Tak źle i tak niedobrze.
-
Pycha - mruknął, bo w każdych innych warunkach, to on by tą pizzę na ostro wsunął raz dwa, byłby nią zachwycony, tylko teraz to nie był wcale. W ogóle znowu go muliło i znowu nim wstrząsnęło, co Pila mogła poczuć, kiedy się o niego opierała. Przesunął palcami po jej nagim brzuchu, nie był gorący jak zawsze, ale cieplejszy niż jego zmarznięte palce.
-
Ale te rączki to są dzisiaj tylko do macania, zobacz jak zmarzły - przesunął nimi wyżej, wyżej była cieplejsza, musiała bardziej czuć ten kontrastujący chłód jego dłoni, wsunął czubki palców pod materiał jej biustonosza. Kiedy podsunęła mu pod nos swój kawałek pizzy, to przez moment patrzył na niego dziwnie. Miał na nią ochotę i nie miał jednocześnie. Ale w końcu się zmusił i ugryzł kilka razy, była znośna. Może byłaby pyszna, gdyby nie to, że on naprawdę w tej chwili to nie miał apetytu, ale jak na to, dała się zjeść, a przede wszystkim to znowu mu w brzuchu zapiszczało, bo chyba się przyjęła.
-
Lepsze niż to, co podawali na tym balu, wątróbkę, wyobrażasz to sobie? - znowu go wzdrygnęło, a kiedy Pilar się tak w niego wtuliła to wyciągnął jedną rękę spod koca, żeby jednak wziąć sobie też ten ostry kawałek pizzy -
a oni się tym zajadali - a on teraz już też z trochę większym smakiem ugryzł pizzę, może jednak apetyt mu wróci? Zwłaszcza, że czuł, że żołądek zaczyna pracować.
Chociaż na te kolejne słowa Pilar, to znowu odstawił ten kawałek pizzy i oparł z nim rękę na jej brzuchu.
-
Dalton... to idiota - mruknął, chociaż może nie powinien tak o nim mówić, skoro zgodził się im pomóc? Nie, on zgodził się jej pomóc. Leciał do Pilar o każdej porze dnia i nocy, na każde zawołanie, aż Madox znowu strzelił oczami i opadł głową na szybę.
-
Nie boisz się, że on wszystkim rozpowie? Że byłaś tutaj ze mną? - zapytał, bo według niego to Dalton był właśnie takim rodzajem dupka, który na złość mógłby to wszystkim rozpowiedzieć, ale Madox nie był chyba obiektywny. Nie lubił Daltona, delikatnie mówiąc, dlatego, że tamten za bardzo lubił Stewart. Był zazdrosny, nawet się z tym nigdy nie krył, teraz też nie zamierzał.
-
Wróciłbym na piechotę, ale nie zostawię cię samej z Daltonem - on znowu ten swój kawałek pizzy odłożył do pudełka, chociaż trochę już zjadł, głównie od Pilar. Pogłaskał ją po policzku zgarniając z niego kilka niesfornych kosmyków, kiedy przytulił się do jego klaty.
-
Dla mnie też całkiem kusząco - może Madox nie miał takiego hopla jak co poniektórzy na punkcie swojego samochodu, ale lubił go, dbał o niego, i w sumie chętnie zobaczyłby Pilar za kółkiem. Chociaż może po tej dzisiejszej akcji, to jednak powinien się trochę obawiać? Ale najwyżej nie będzie jej wkurwiał, przez te kilka dni, tylko czy się dało? Skoro ona
czasami miała ochotę go rozszarpać, no i
nikt jej tak nie wkurwiał jak on.
-
Bueno, tú tampoco amas tanto a nadie -
no, ale też nikogo tak nie kochasz, powiedział co wiedział, nawet jej zaczepnie pokazał czubek języka. Ale przecież to
czuł, wiedział to, że jakby go nie kochała, to by go już pewnie zostawiła w tym szpitalu. On by siebie zostawił. A już na pewno z tym menelem przy śmietniku.
-
Lo siento, a veces soy un maldito idiota -
przepraszam, że czasem jestem cholernym idiotą, powiedział patrząc w te jej piękne, czekoladowe oczy. Już patrząc zdecydowanie trzeźwiej. Może i Madox bywał
wkurwiający, miał swoje za uszami, cały czas robił coś, czego robić nie powinien. Nie umiał się przed wieloma rzeczami powstrzymać, ale... Umiał się przyznać do błędu, umiał przeprosić. Szczerze, nie tylko rzucając słowa na wiatr dla świętego spokoju, i teraz też to właśnie zrobił, tak ją przeprosił z głębi serca...
I może nawet by to była jakaś miła chwila, to
zatrzymanie się, które było im obojgu potrzebne, tylko, że przed ich samochodem już parkował jakiś inny wóz. Światła zaświeciły im po oczach, a jakaś postać wysiadła z samochodu.
Dalton? Już?
Madox nawet chciał zerknąć na zegarek, bo pewnie stracili rachubę czasu, on na pewno stracił. Nie miał pojęcia, czy minęło pięć minut, dziesięć, czy już całe piętnaście.
Ktoś zapukał w szybę od strony kierowcy, a oni się zerwali, bo to był Nick Dalton, tylko kiedy się pozbierali, wysiedli z samochodu, to jednak się okazało, że to wcale nie on...
Jakiś starszy facet, który wyglądał jakby sam walił przez jakieś siedem dni z rzędu, nos miał czerwony, spojrzenie rozbiegane, ale może to ten mróz?
-
Samochód się wam zepsuł? - zapytał, kiedy wysiedli z auta, Noriega wcale nie wyglądał lepiej, bo nie miał kurtki, tylko się owinął kocem, no i jeszcze ta czapka Pilar, która znowu mu opadła na oczy.
-
Tak, ale już wezwaliśmy pomoc - wyjaśnił Madox, na co chłop pokiwał głową.
-
Dobrze, bo zapowiadają jakąś śnieżycę, podobno pół Toronto odcięli prąd - świetnie, że im taką informację przekazał, tym razem to Noriega pokiwał głową. I kiedy oni tak sobie tutaj stali i rozmawiali, to na horyzoncie pojawił się też kolejny samochód, tym razem to był Nick Dalton, który zaraz wysiadł i leciał w ich kierunku, właściwie to do Pilar tak leciał, że prawie się wywalił na tym lodzie, w tym samym miejscu, co Madox. Ale Dalton utrzymał równowagę, do tego w tym swoim melanżowym płaszczu wyglądał tak z pięć razy lepiej niż Madox w tym kocu.
-
Dalton - pierwszy wypalił Noriega.
-
Nick? - drugi był facet, który się zatrzymał.
-
Noriega! - teraz Dalton, który zaraz spojrzał pytająco na Stewart -
Pilar? - no tak, wszyscy już się znali... A nie, jeszcze ten dziwny facet z czerwonym nochalem.
-
Ed? - Nick Dalton wbił w niego te swoje zielone ślepia. Jakiś Ed. Madox nie miał pojęcia kto to, ale z Daltonem się najwidoczniej znali, chociaż Ed zaraz spojrzał też podejrzanie na Pilar. Z nią też się znali?
Pilar Stewart