34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie w tym alkoholu było coś więcej niż tylko procenty, a to nawet nie w alkoholu, tylko Madox sam sobie taki miks zaserwował. Taki, że mógłby go trzymać do rana, gdyby on rzeczywiście został na tym balu i się świetnie bawił. Ale nie został.
I wcale nie chciał tam wracać, nawet kiedy Pilar powiedziała, że go odwiezie do szpitala. Nie zmienia to jednak faktu, że Cherry się trochę przejął. Tracił wątek, a potem mu się przypominało i znowu się przejmował, ale to nie dlatego, że mu na niej w jakimkolwiek stopniu zależało, bo już dawno nie. Po prostu po tej całej mieszance w Noriedze budziły się jakieś dziwne pokłady empatii, więcej empatii niż zazwyczaj. Chociaż to też nie była taka empatia, która się u niego budziła przy Stewart, której on się od niej uczył, jak wtedy kiedy się wstawiał za kelnerką.
To było jeszcze coś innego, coś, co nie pozwalało mu wciąż siedzieć w miejscu i kazało mu ze wszystkimi gadać. I teraz też z tą Cherry by pogadał, albo z Pilar o Cherry, ale nie zdążył, bo już się zrywał z miejsca. Nawet jak Stewart zawołała jego imię to się nie zatrzymał, bo nagle go trochę otrzeźwiło. Drugi jebany telefon. A do tego jeszcze całkiem dobre prochy i papierosy. Ale by teraz zapalił tego papierosa, a najlepiej to skręta, żeby go przestało mulić.
Chociaż jak ten śnieg mu się tak nasypał w buty, pod nogawki, to trochę go to otrzeźwiło, odrobinkę. Aż z tego wszystkiego wylądował na tym zaśnieżonym krawężniku.
- Okradł mnie - mruknął tylko i schował na moment głowę miedzy kolanami - jebany - chyba skończył się miły Madox. I w ogóle ten dobry, wspaniały dzień, prawie już siedział w tym śniegu, chociaż nie chciał, bo jak tylko go poczuł na plecach pod koszulą, która znowu my wylazła ze spodni, to aż go wzdrygnęło, ale miał jakiś taki ciężki tyłek. Głowę też miał już ciężką, chociaż podniósł ją, kiedy Pilar przykucnęła przed nim i zajrzał w te jej bajeczne, brązowe oczy. Wypuścił z płuc powietrze nosem, kiedy mu powiedziała o tym brataniu z menelami. Przecież wiedział, doskonale sobie zdawał z tego sprawę, a jednak jeszcze wciąż nie potrafił pozbierać myśli. Po co on mu w ogóle dawał tą marynarkę? Teraz nie dość, że mu było zimno, to jeszcze znowu nie miał telefonu i tego zdjęcia z Cherry z karetki też, a chciał je tak bardzo pokazać Pilar.
Dopiero kiedy jej dłoń wylądowała na jego policzku, to wtulił go w nią, przesunął brodą po jej skórze.
- Chciałem ci coś pokazać - mruknął, jakby to właśnie było najważniejsze, że on jej chciał coś pokazać, a nie, że będzie musiał kupować następny telefon. Bo może nie było? Madox to akurat pewnie z tym swoim przećpanym łbem te telefony gubił dość często...
Może dlatego on już wszystko zapisywał w chmurze? I zaraz też o tym pomyślał, aż mu oczy znowu błysnęły, a może to ten pocałunek Pilar, te jej ciepłe słowa?
Jeszcze raz się zachwiał nisko na nogach i prawie wylądował w śniegu, ale kiedy go szarpnęła, kiedy tak go poprosiła, żeby wstał, to w końcu dźwignął się do góry. Chciał nawet poprawić sobie tę koszulę, ale była jakoś dziwnie pozapinana, w cały świat, więc tylko przesunął palcami po guzikach, a Pilar go w tym czasie już otrzepała ze śniegu.
- I do domu? - zapytał i jeszcze do niej sięgnął ale ona mu już wciskała w dłoń kluczyki - ja prowadzę? - chyba jednak nie do końca jeszcze wytrzeźwiał. Ale już na jej kolejne słowa uśmiechnął się szeroko, chociaż przymknął jedno oko kiedy znowu na nią patrzył.
- Pizza, zajebiście - czyli coś tam jednak docierało, schował te kluczyki do kieszeni spodni, ręce też i pokiwał głową - okej - rzeczywiście poszedł do auta, tylko przez chwilę się zastanawiał gdzie ono jest. Ale w końcu je znalazł, w końcu nawet wsiadł do środka, na siedzenie pasażera, chociaż przewiesił się nad sprzęgłem, żeby włożyć kluczyki do stacyjki i odpalić silnik, żeby zaraz włączyć wszystkie grzanie, kierownica, siedzenia, i co tam było, wszystkie dmuchawy na niego.
Siedział tak przez moment i znowu zaczął grzebać po kieszeniach, a wtedy z jednej z tyłu wyciągnął jakąś samarkę z białym proszkiem. Znowu oczy mu się zaświeciły wyjrzał jeszcze przez okno, czy Pilar już idzie, ale jej nie widział. Dorzuci sobie jedną małą kreskę i będzie wtedy bardziej ogarnięty, ona się nie będzie na niego złościć, same plusy! Powiedzmy.
Rozejrzał się gdzie on ma to w ogóle sypać, i wpadło mu do głowy, że na deskę rozdzielczą, bo niby gdzie, nie miał tu żadnej tacki, żadnego lusterka, nawet telefonu nie miał...
Już nasypał biały proch na deskę, tylko teraz nie miał czym zrobić kresek, ani nawet nie miał dolara, żeby to wciągnąć. I kiedy on tak siedział i zastanawiał się jak ma teraz to zrobić, to drzwiczki otworzyła Pilar, a tam biały proch na jej desce rozdzielczej i jeszcze odrobina go po nosem Noriegi, bo raz próbował się zaciągnąć bezpośrednio, ale wcale mu to nie wyszło, ubrudził sobie tylko nos i tyle. Jego ciemne oczy najpierw spoczęły na Pilar, a potem zezował nimi na ten biały proch. Zauważy, czy nie?
Może nie.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała pojęcia, co chciał jej pokazać, jednak z pewnością nie było to na tyle ważne, by teraz siedzieć i odmrażać sobie tyłek. I może nawet dobrze się złożyło, bo ostatnią rzeczą jaką Pilar chciałaby oglądać, to jeszcze więcej Charity Marshall, a obok niej uśmiechnięty Madox. Można więc było spokojnie stwierdzić, że menel zrobił im niemałą przysługę, a przynajmniej uratował od kolejnej kłótni i rozmów na temat Cherry i jej związku z Noriegą.
Na pytanie czy będzie mógł prowadzić, Stewart przewróciła oczami. On jednak nie mógł tego już widzieć, bo Pilar stała już przy drzwiach.
Chyba śnisz! — krzyknęła, nim szarpnęła za metalową klamkę i weszła do środka. Ciepło lokalu w ułamku sekundy otuliło jej zziębnięte ramiona. Otrzepała się ze śniegu, który tak dla odmiany osadził się na jej bluzie po tym jak strzepywała go z Madoxa, po czym podeszła do lady. Grzecznie poprosiła kobietę o zapakowane pizze i przy okazji zgarnęła ze stolika napoje, których nawet nie zdążyli spróbować, nim Madox wybiegł w poszukiwaniu telefonu. Swoją drogą ciekawe co teraz robił jego dobry kolega. Pewnie wypisywał sprośne smsy do tych wszystkich asian chicas, które Noriega miał w ostatnich wiadomościach.
Cała załadowana wyszła z pizzeri, o mały włos nie wylewając na siebie napojów, kiedy to tyłkiem otwierała drzwi i skierowała się do auta. Po drodze wcale nie było łatwiej, bo trzy razy się poślizgnęła, p r a w i e robiąc orła na lodzie, jednak finalnie (dzięki swojej gracji i wybornej koordynacji ruchowej) dotarła do miejsca docelowego.
Władowała się do środka, łudząc się, że Noriega odbierze od niej pudełka, jednak po kilkusekundowym oczekiwaniu i braku reakcji wcisnęła je na tylne siedzenie, a sama zajęła miejsce przed kierownicą.
Przez to twoje kumpelstwo, mamy teraz o jedn… — nie dokończyła. Nie dokończyła, bo spojrzała na niego nim nawet zdążyła zapiąć pas i to co zobaczyła wcale się jej nie spodobało. Uniosła wysoko brwi. — Czy to jest kurwa koks? — spytała z niedowierzaniem, czując jak na nowo zalewa ją fala złości. Jedynym plusem tego okropnego uczucia był fakt, że od razu zrobiło się jej cieplej. Szkoda tylko, że nie z żadnych przyjemnych powodów.
Chyba sobie kurwa żartujesz, że jeszcze ci się zachciało ćpania! — najebany czy nie — musiał usłyszeć w jej głosie poirytowanie i tonę pretensji. — I to jeszcze w moim samochodzie — dodała, chociaż akurat ten aspekt miała głęboko w dupie. Czego nie można było powiedzieć o samym fakcie, że on właśnie wziął kolejną krechę. Skąd to w ogóle miał, skoro wszystko oddał menelowi, zostawiając w marynarce?
Wzięła głęboki wdech. Nie pomogło.
Odwróciła na moment wzrok, zaciskając palce na kierownicy — również bez skutku.
W końcu odwróciła się do niego, wbijając ciemne spojrzenie w sam środek jego twarzy.
Przyjeżdżam po ciebie w środku nocy, wyciągam cię spod lepkich łap jakieś lewej baby na parkingu, znosze twoje jebane potrzeby kumplowania się z menelami, kupuje im kurwa pizze, bo mnie o to prosisz, potem jestem przy tobie, kiedy ten sam menel cię okrada, chce cię dowieźć bezpieczne do domu… a ty kurwa nie umiesz wytrzymać nawet chwili bez ćpania?! — ulało się jej. Te małe chwile gniewu, które zaraz potem chowała pod delikatnym uśmiechem i ostatkami troski w końcu skumulowały i wylały. Jedną rzeczą było to, że był najebany i z takiego stanu schodziło się dobre kilka godzin, ale żeby jeszcze sobie dopierdalać prochem, kiedy zostawiła go samego na zaledwie dwie minuty? No kurwa, no nie. — Maldito idiota — rzuciła pod nosem i już nawet na niego nie spojrzała. Jakoś przeszła jej ochota na cokolwiek.
Zacisnęła palce na kierownicy, złapała kilka głębszych wdechów, a następnie wbiła bieg i wyjechała z parkingu. W dupie miała, czy zapiął pas, tak samo jak to, że brała zdecydowanie zbyt mocne zakręty. Może jak się pierdolnie w łeb o szybę, to odechce mu się ćpania w jej samochodzie. Kurwa. Gorzej niż z dzieckiem.
Starała się nie patrzeć w jego kierunku. Czuła, że jeśli to zrobi, pewnie wybuchnie po raz kolejny, a wkurwiona Pilar za kółkiem była już i tak wyjątkowo niebezpieczna dla otoczenia. Całę szczęście na drodze nie było ani jednego auta, w które mogłaby wjechać. Co najwyżej jakiś jeleń mógłby wyskoczyć niespodziewanie z lasku, pośrodku jebanego niczego, gdzie właśnie się znajdowali, ale kto by się tym przejmował?
Na pewno nie ona, bo jej myśli kręciły się wokół Noriegi. I to kręciły się tak mocno, że nawet z początku nie usłyszała dziwnego dźwięku, który nagle wybrzmiał w samochodzie. Dopiero kiedy spod maski zaczął ulatniać się niewielki dym, Stewart jakby oprzytomniała.
Kurwa — tyle zdążyła syknąć, zanim nie wcisnęła gwałtownie hamulca. Opony zaświeszczały pod śniegiem, a ona poczuła, jak pas bezpieczeństwa wbija się jej prosto w żebra.
Czym prędzej wyszła z auta, nawet nie zamykając za sobą drzwi i podeszła do maski, wciskając palce we włosy. Zajebiście. Po prostu kurwa wybornie. Jeszcze tylko tego im brakowało w tym całym cyrku: zjebanego samochodu.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Raczej nie spodziewał się tego, że da mu prowadzić, bo to mogłoby się skończyć kiepsko, delikatnie rzecz ujmując. Zresztą tym razem Madox chyba nawet nie chciał, dlatego od razu wpakował się na siedzenie pasażera, może nawet Pilar byłaby z niego zadowolona, że on tak bez gadania wsiadł i nawet zapiął pas, chociaż chwilę się z nim męczył. Nie męczył się za to wcale z usypaniem tych białych ścieżek na desce rozdzielczej. Z tego Stewart chyba jednak wcale nie była dumna. A na pewno nie tak jak Madox, który znowu patrzył na nią tymi błyszczącymi, dużymi oczami, jakby rzeczywiście sobie zasłużył na jakieś pochwały. Tylko, że on tym razem to jeszcze nie zdążył nic wciągnąć, może ociupinkę, kiedy próbował to robić bezpośrednio, ale nie wyszło, chociaż biały proch osadził mu się na czubku nosa, na brodzie też trochę.
- To nie jest... - zaczął, że to nie koks, tylko jakieś inne prochy, które pewnie kupił gdzieś w klubie, ale chyba Pilar wcale to nie obchodziło. Na pewno nie. Bo tym razem bez problemu wyczuł w jej głosie te pretensje. Przejechał po nosie dłonią ścierając z niego proszek.
- Ja przecież... - znowu chciał coś powiedzieć, tylko za bardzo nie widział co, więc próbował ten proszek zebrać do woreczka, dość nieudolnie zresztą, bo połowę rozsypał na ziemię, ale nawet się tym teraz za bardzo nie przejął, bo i tak czuł, że to na dzisiaj już koniec zabawy. Prawda jest taka, że od powrotu z Medellin, Noriega mniej ćpał, i to właśnie ze względu na Pilar, żeby go nie miała za jakiegoś ćpuna. A dzisiaj się popisał, ale fakty są takie, że on się po prostu trochę inaczej na to nastawił, że się pobawi do rana z tymi prochami, a potem jakby nigdy nic, pojedzie sobie do niej. A ona nawet nie będzie nic wiedziała, bo skąd? Tylko, że wszystko pokomplikowała Charity Marshall i jej spalona grzywka.
Słuchał Pilar z miną zbitego psa, no bo trochę inaczej to sobie wyobrażał jakieś piętnaście minut temu. Ciekawe jak? Że wsiądzie i mu powie, super Madox walimy kreskę? No chyba nie.
- Pilar, no te enfades, yo... - Pilar, nie gniewaj się, ja..., znowu się odezwał, ale ona go jeszcze na dokładkę nazwała tym cholernym idiotą, teraz to już się od niej odwrócił do okna i skrzyżował ręce na piersi. Może i nie było to najmądrzejsze, no i może był idiotą, cholernym nawet, ale może ona też powinna wziąć pod uwagę, że to był taki zabawowy dzień?
A może nie powinna? Bo może Madox teraz to powinien się trochę bardziej odpowiedzialnie bawić, skoro zadawał się z psami? Wchodził z nimi w bardzo bliskie relacje.
Walnął głową w szybę, kiedy z impetem weszła w jakiś zakręt, aż się na nią obejrzał z wyrzutem i odsunął od okna. On usłyszał ten dziwny dźwięk, bo akurat jego myśli... Pusty miał już w tej chwili łeb, chociaż cały czas się zastanawiał jak ma ją teraz udobruchać. Bo chciał ją udobruchać.
- Pilar... - znowu zaczął, ale znowu nie było mu dane dokończyć, bo ona już przeklinała patrząc na zewnątrz i Madox też tam spojrzał, ale zaraz go szarpnęło i poczuł jak pas wżyna mu się w obojczyk i brzuch, kiedy Stewart wcisnęła do dechy hamulec. Powiódł spojrzeniem za nią, jeszcze się schylił do jej fotela, żeby znaleźć pod deską otwarcie od maski samochodu, a tak mu się wydawało, że ona za bardzo ciśnie to auto, że będą z tego kłopoty. Ale jakby jej powiedział, to mógłby dostać kolejną zjebę, wolał to przemilczeć. Wysiadł za nią zaraz, ale po drodze złapał jej kurtkę, żeby jej ją podać, kiedy już stanął obok. Dotknął ręką maski, zdecydowanie bardziej ciepła niż powinna być. Kurwa.
Za ciepła. Gorąca wręcz.
Szkoda, że Madox był naćpany, bo na trzeźwo może wiedziałby jak zareagować, w końcu sytuacje kryzysowe miał opanowane, jakieś pożary i inne takie. W Emptiness zawsze dużo się działo. Chociaż trochę go to otrzeźwiło, złapał Pilar za rękę, żeby ją odciągnąć na bok, a później złapał za maskę przez ten jej szalik, który wciąż miał na szyi. Jarało się, jak nic coś tam pod maską płonęło, całe szczęście to jeszcze nie był wcale duży ogień. Może powinni stąd spierdalać? Bo jak zaraz dojdzie do jakiegoś zbiornika paliwowego to może być wtedy jeszcze mniej ciekawie niż z tymi petardami i włosami Cherry. Tylko, że w środku wciąż była pizza, no a poza tym, to wtedy Stewart by go chyba zabiła, jakby przez niego wybuchł jej samochód.
Więc chociaż Noriega wciąż jeszcze nie do końca był trzeźwy, to zagregował szybko i tak jak powinien chyba, czyli poleciał do bagażnika po gaśnicę. Tylko, że te jego śliskie buty, a do tego nieskoordynowane wciąż ruchy zaowocowały tym, że poślizgnął się i chociaż jeszcze chciał złapać się za klamkę, no to jednak i tak wywinął orła gdzieś z boku auta, a ta gaśnicę uniósł w górze, jakby była co najmniej jakąś szklaną butelkę, no nie chciał jednak żeby się odpalił uderzając o lód, bo wtedy to już w ogóle byłoby kiepsko. Poobijał się, na pewno, czuł to w plecach, a nawet czuł, że znowu będzie miał guza, po tym jak walnął głową w lodową taflę. Ale gaśnica była cała, a to najważniejsze!

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jak się mogła na niego nie gniewać? Jak mogła chodzić i wiecznie udawać, że wszystko jest okej, kiedy nie było? Pilar nie była jebaną Matką Teresą, żeby wybaczać każdy grzech i przymykać oko na sprawy, które jej nie pasowały. A tego wieczoru nie pasowało jej wyjątkowo dużo. Bo jeszcze podczas gdy najebany Madox był w tym wszystkim chwilami rozczulający, tak wszystko co robił, wręcz przeciwnie. Jakby w głowie miał zakodowane, by w każdej sytuacji podejmować najbardziej nieodpowiednie decyzje, jakie tylko się dało. A wisienką na torcie do tego wszystkiego był ten cholery biały proszek.
Doskonale wiedział, że wszystko się sypie; że nic nie idzie zgodnie z planem, a jednak stwierdził, że trzeba było jeszcze dopierdolić dla fabuły. No i tak dopierdolił, że Pilar jechała o wiele za szybko niż powinna, forsowała niczemu niewinny samochód, wymagając od niego o wiele więcej niż pozwalały aktualne warunki pogodowe. Do tego stopnia, że w pewnym momencie zaczęło się z niego coś dymić.
Wybiegła z samochodu, przyglądając się smudze dymu wylatującej spod maski. Już chciała złapać za maskę, by unieść ją i sprawdzić, co dokładnie się działo, kiedy tuż obok pojawił się Noriega, jednym ruchem ją odciągając i dając jej kurtkę. Świetnie kurwa, nagle zachciało mu się pomagać niż przeszkadzać?
Zostaw to — warknęła, zaciskając palce na już i tak poszarpanym materiale koszuli. — Już wystarczająco kurwa zrobiłeś — i to nie tak, że nie chciała jego pomocy, ale Noriega tego wieczoru tylko przyciągał kłopoty. Dosłownie czego się nie dotknął, powodowało, że sytuacja robiła się o wiele gorsza niż z początku. I oczywiście, że w tym przypadku nie mogło być inaczej.
Bo kiedy nic sobie nie zrobił z jej słów i złapał za maskę, by unieść ją do góry, oboje zobaczyli niewielki ogień. O g i e ń. Pod jebaną maską. A przecież mówiła mu, by to zostawił. Pewnie gdyby Pilar sama się tym zajęła, problem okazałby się minimalny i łatwy do uporania. A teraz? Teraz trzeba było to gasić i błagać w duchu, żeby zaraz nie zapaliła się cała reszta samochodu.
Chciała ruszyć po gaśnicę do bagażnika, jednak — o dziwo — on zaskakująco raz okazał się szybszy. Chociaż szybszy w jego przypadku wcale nie znaczyło skuteczniejszy, bo nim dotarł z powrotem do Pilar, zdążył wywinąć wielkiego orła. I pewnie Stewart przejęłaby się hukiem, z jakim walnął o podłogę, ale pierwsze trzeba było zająć się priorytetami. A w tym momencie Madox spadł na honorowe drugie miejsce.
Podbiegła do niego i dosłownie wyszarpała mu narzędzie z rąk. Nie było czasu na zbędne gadanie. Jednym ruchem zerwała plombę, ustawiła bokiem, wystawiając gaśnicę na odpowiedniej wysokości, a potem nacisnęła dzwięgnię. Głośne syknięcie przecięło powietrze, a dookoła rozlał się biały obłok. Serce waliło jej jak oszalałe, chociaż lata na służbie nauczyły ją, by zbytnio nie panikować. Szczególnie, że ogień pod maską był jeszcze niewielki i szybko dało się ugasić.
Dobra — wydyszała bardziej do siebie niż Noriegi, który ledwo co zdążył się pozbierać z podłogi. Opadła ciężko na karoserie z boku samochodu i złapała kilka głębszych oddechów. Dopiero po chwili podniosła na niego spojrzenie — Mówiłam ci, żebyś to zostawił! — fuknęła może nawet bardziej ostro niż powinna, jednak było to w stu procentach zrozumiałe, biorąc pod uwagę okoliczności i tą korbę, którą wkręciła sobie w głowie, że to Noriega przyciągał dzisiaj kłopoty. — Wszystko okej? — dodała po chwili. Mogła się na niego wkurwiać i być zła, ale przecież nagle nie przestanie jej tak po prostu zależeć. Chciała się upewnić, że wszystko z nim okej.
Dopiero po chwili odwróciła się i sięgnęła do środka samochodu, by zgarnąć telefon oraz paczkę fajek ze schowka między siedzeniami. Był już środek nocy i szczerze mówiąc Stewart nie sądziła, że uda jej się dodzwonić na jakąkolwiek pomoc drogową. Szczególnie, że znajdowali się bardziej na odludziach Toronto.
Nie chcąc się jednak poddawać, zaczęła grzebać w komórce, wybierając numer za numerem i próbując się dodzwonić. W międzyczasie odpaliła sobie jeszcze papierosa, odstawiając paczkę na dach, gdyby Noriega również chciał się poczęstować.
Nikt nie odbiera — rzuciła w końcu, przedzachając się wzdłuż drogi. Czuła, jak frustracja buduje się w niej z każdą kolejną sekundą, do tego stopnia, że… — Kurwa! — kopnęła pierwszą lepszą zaspę, a śnieg od razu wpadł jej do buta, chłodząc nieco atmosferę.
I co oni mieli teraz zrobić? Co kurwa zdziałać? Czekać tu do rana? W tym zimnie? Niby mieli jedzenie i picie, ale przecież w końcu akumulator by się wyczerpał i zamarzli by na jebaną śmierć. Przykucnęła zaraz obok auta, delikatnie uderzając telefonem o czoło.
Myśl, Stewart. Myśl.
Tylko tu nie było co myśleć, tu trzeba było podjąć jakaś decyzje. Nie było dużo opcji. Właściwie to była tylko jedna, która siedziała z tyłu głowy, a co do której Pilar nie była wcale taka przekonana. No ale skoro nie było innego wyjścia…
Dobra, chuj — wstała do pionu, sygnalizując tym samym, że miała plan. — Dzwonię po Daltona.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może powinien to zostawić? Może wtedy nie pojawiłby się tam ogień? Bez dopływu powietrza? Bardzo możliwe, ale przecież Madox jeszcze nie był do końca trzeźwy, a do tego... no chciał jej pomóc. Mogła się na niego wydzierać, mogła go wyzywać od idiotów, ale co z tego, kiedy Pilar wciąż była dla niego maravilloso, tylko, że on rzeczywiście dzisiaj miał jakiegoś pecha. Bo może wszystkie pokłady swojego farta wyczerpał przy tych włosach Marshall, które się nie do końca zjarały? A później jeszcze przy tych ślizgach, których zaliczył już dzisiaj tyle, ale przecież wciąż nie wylądował na ziemi.
Do tej pory.
Bo kiedy on chciał ten pożar gasić, kiedy już w rękach przecież trzymał gaśnicę, żeby być dzisiaj bohaterem po raz drugi... Tak jak z Cherry i marynarką, to już mu tego szczęścia brakło, wywinął orła. Aż huknęło, aż mu w głowie zahuczało. Dobrze, że Pilar zareagowała i mu tą gaśnicę zabrała, a później ona sama bawiła się w strażaka. I może Noriega byłby pod wrażeniem, na pewno by był, gdyby nie to, że chwilę mu jednak zajęło pozbieranie się z tej ziemi. Przez te cholerne śliskie buty, przez śnieg, który mu się nasypał za koszulę, a który starał się wytrzepać i chyba przez to, że jednak znowu zrobiło mu się niedobrze. Od tych prochów pewnie. Aż sobie usiadł na lodzie, na te kilka minut, gdy Stewart gasiła pożar, ale w końcu się otrzepał i podniósł, w końcu stanął przed maską, a jego ciemne spojrzenie przesunęło się po tym zawalonym białym proszkiem silniku. No chyba dalej nie pojadą. Na pewno dalej tym nie pojadą. Pomacał się znowu po kieszeniach w poszukiwaniu telefonu, ale przecież go nie miał. Podszedł za to do Stewart, chociaż zachowywał bezpieczną odległość, bo ona już zaraz znowu na niego fuczała. Aż wywrócił tymi ciemnymi oczami, a na jej pytanie to tylko wzruszył ramionami.
- Okej... - mruknął, ale tak naprawdę to nie wiedział czy okej, bo po tej dawce adrenaliny, która w jednej chwili pulsowała w żyłach, a teraz zaczęła się ulatniać, to Madox już czuł, że będzie miał zjazd.
Do tego chyba jakiś kiepski, bo kiedy Pilar obdzwaniała wszystkich po kolei, to on stał za samochodem opierając się o niego jedną ręką. Jakby dowalił kreskę to by był żywy, a tak to zaraz go pewnie poskłada. Aż sięgnął do kieszeni, ale już wcale nie miał w niej prochów, nic w niej nie miał. Nawet jeszcze przeszedł się wzdłuż auta, tam gdzie się wywalił, ale też ich nie znalazł. Na papierosa też nie miał ochoty, ani na pizzę, na nic właściwie, chociaż... sięgnął zaraz na tylne siedzenie, żeby jednak wziąć sobie tą colę, którą im kupiła Pilar. Pociągnął z kubka dwa łyki, ale też za bardzo nie miała smaku. Odstawił kubek na dach i spojrzał na Stewart, kiedy kucnęła obok auta. Miał jej już powiedzieć, że może on spróbuje, akurat Madox toczył nocne życie, wiec może jego kumple byliby w tej chwili dostępni... Gorzej, że pewnie w podobnym stanie do niego, ale Maddie. Maddie zawsze była pod ręką, kiedy jej potrzebował i była trzeźwa. Tylko, że pojechała gdzieś na święta z rodziną, no tak. Podrapał się po brodzie i stanął obok Pilar, już miał do niej wyciągnąć rękę i jej zaproponować, że zadzwoni do klubu i po prostu ściągnie tu pierwszą lepszą osobę, która jest w stanie prowadzić. To też był jakiś plan, przecież wszyscy w Emptiness nie mogli być porobieni. Tylko wtedy ona wypaliła z tym Daltonem, a Noriega od razu się cofnął, tak, że plecami wpadł na tylne drzwi samochodu.
- Do Daltona? - teraz to w jego głosie była pretensja. Ale czy mógł ją mieć?
Przez chwilę jeszcze popatrzył na nią, może już trochę bardziej przytomnie, a w końcu wzruszył znowu ramionami. Bo teraz kurwa on z przyjemniaczka Madoxa, to już wchodził chyba w etap zrezygnowanego Madoxa, któremu w zasadzie wszystko już było obojętne.
- Dzwoń - powiedział tylko, a później to już sięgnął do klamki tylnych drzwiczek - ja wsiadam - poinformował ją. Usiadł z tyłu koło tych pudełek z pizzą, która w zasadzie pachniała mu wybornie, ale już wcale nie miał na nią ochoty. Na nic nie miał.
Oparł głowę o zagłówek siedzenia z przodu.
- Do Nicka Daltona, może dla Galena Wyatta, pewnie ma fajniejszy samochód - wymamrotał pod nosem, do siebie oczywiście, bo Pilar to pewnie właśnie dzwoniła do Daltona.
Oczywiście Nick Dalton to odebrał po jednym sygnale, jakby siedział całą noc i czekał na ten telefon. Bo może to robił? Może on codziennie zarywał nocki licząc na to, że Stewart jednak do niego zadzwoni, a kiedy to się stało, to on od razu przełączył na rozmowę video i się jej pokazywał w tym swoim stylowym sweterku z wielką literą P na piersi, ciekawe czy z tyłu miał jakieś D+P=WNM. Mógł mieć.
Madox jednak wcale nie zwrócił na to uwagi, bo chyba w tym momencie był już na etapie modlenia się, żeby się nie porzygał i żeby tutaj nie zszedł. Było zimno, lodówka, a on i tak się pocił. Czyli teraz już wszystko z niego wychodziło, za dużo substancji w jednym rzucie, a teraz za mało, żeby jakoś to przetrwać. Wszystko by oddał za zioło, mały skręt, który by go uleczył.
Bo znowu go zmuliło, może na samą myśl o Nicku Daltonie?

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sytuacja była chujowa i wcale nie stabilna. Bo chociaż udało się ugasić pożar, wciąż pozostawała kwestia tego co dalej, nie wspominając o kurewsko zimnej temperaturze panującej na zewnątrz.
Z początku zastanawiała się, czy nie powinna po prostu zamówić im taksówki. Zostawić samochód w pizdu i po prosto odwieźć Noriegę do domu w jednym kawałku. Bo chociaż Pilar była na niego wyjątkowo wkurwiona, to nie tak, że nagle przestało jej zależeć. Widziała jak Noriega trząsł się z zimna, jak raz po raz zataczał się i potykał o własne nogi — tacy ludzie nie powinni siedzieć na zimnie i to z medycznego punktu widzenia.
Dlatego padło na Daltona.
Zdawała sobie sprawę, że istniało dziewięćdziesiąt dziewięć procent szans na to, że odbierze. Przecież zawsze odbierał, niezależnie od pory dnia i nocy. Jeszcze zanim ich znajomość zboczyła na łóżkowe tereny, Pilar zawsze mogła na niego liczyć.
Już wykręcała numer, kiedy pytanie Madoxa sprawiło, że uniosła spojrzenie w górę.
A masz jakiś lepszy pomysł? — warknęła w odpowiedzi w jego kierunku, jednak od razu tego pożałowała. — Albo nie, nie odpowiadaj — bo biorąc pod uwagę jego pomysły tego wieczoru, nawet nie chciała słuchać, co miał do powiedzenia. Jak jeszcze trzeźwy Madox był wyjątkowo zaradny i miewał świetne sposoby na rozwiązywanie problemów, którymi nie raz jej imponował, tak ten najebany i naćpany przysparzał jedynie kłopotów.
I chociaż nie miała zamiaru go słuchać, przez moment faktycznie się zawahała. Może nie powinna? Może biorąc pod uwagę fakt, że od Medellin kompletnie ignorowała jego telefony oraz smsy, powinna znaleźć jakieś inne rozwiązanie? Może nie powinna ze względu na Madoxa? Tylko wtedy on powiedział, żeby dzwoniła i w dodatku, że pójdzie grzecznie usiąść do samochodu. Stewart jedynie zamrugała na niego zdziwionymi oczami i skinęła głową.
Zaraz tam przyjdę — poinformowała, po czym odeszła kawałek dalej. Nie dlatego, żeby Noriega nie słyszał jej rozmowy, nawet o tym nie pomyślała, ale bo musiała to wszystko rozchodzić. Cała ta sytuacja dosłownie rozpierdalała ją od środka i pewnie znowu kopnęłaby w jakąś zaspę, gdyby Dalton tak szybko nie odebrał.
Nawet nie zadawał za dużo pytań, po prostu obiecał, że przyjedzie i zadzwoni do swojego znajomego, który jeździł na holowniku. Pilar podziękowała mu grzecznie i jedynie skinęła głową, kiedy powiedział, że do piętnastu minut powinien być na miejscu. Piętnaście minut. Tyle chyba byli w stanie wytrzymać.
Kiedy znalazła się blisko samochodu, odpaliła jeszcze jednego papierosa. Zaciągając się drapiącym dymem przeszła się na przód auta, by przyjrzeć się jeszcze wszystkim szkodom, jakie zrobiła gaśnica. Cóż, przynajmniej nic się nie paliło. Przy okazji podniosła też spojrzenie na środek auta, w którym Noriega siedział na tylnym siedzeniu, trzęsąc się z zimna i wyglądając, jakby zaraz miał zejść.
Westchnęła głośno, ignorując nieprzyjemne uczucie w żołądku, a zaraz potem skierowała się do bagażnika. Z wielkiej zielonej torby wyciągnęła jakiś stary koc, który w lecie przydawał się, kiedy chodziły z Heleną na pilates w parku. Wcisnęła go pod ramię i przeszła do tylnych drzwi.
Będzie za piętnaście minut — oznajmiła, zajmując miejsce po drugiej stronie. — Wytrzymasz? — spytała już o wiele spokojniej, przyglądając się jego bladej twarzy. Wkurwiona czy nie — nie lubiła go w takim stanie. Tak samo jak nie potrafiłą się o niego nie martwić.
Jesteś cały zmarznięty — jednym ruchem zdjęła z siebie kurtkę i przykryła nią Noriegę, a na jego ewentualne zastrzeżenia, jedynie posłała mu karcące spojrzenie. — Nie dyskutuj ze mną — dodała, nim zdążył cokolwiek powiedzieć. Było jej chłodno, ale nie lodowato. Może była to kwestia wysokiego poziomu adrenaliny, która wciąż szalała w jej żyłach. Do tego wszystkiego opatuliła go kocem tak szczelnie, że z całego ciała wystawała mu tylko głowa. Chociaż nawet na nią po chwili Pilar założyła swoją czapkę, którą wygrzebała gdzieś spomiędzy siedzeń. Pierwsze oczywiście musiała strzepać z niej resztki białego proszku, bo oczywiście ten jego zasrany koks był dosłownie wszędzie.
Estarás cálido pronto Zaraz będzie ci ciepło, mruknęła pocieszająco, chociaż na jej twarzy nie było ani krzty uśmiechu. Wciąż była poirytowana, a jednak jej dłonie mimowolnie zaczęły pocierać jego ramiona, by dodać mu jeszcze więcej ciepła. Dopiero kiedy rąbnęła przez przypadek łokciem o papierowe pudełko, przypomniała sobie o tej całej pizzy, którą mieli. — Powinieneś coś zjeść — zauważyła. Wiadomo, nie było to tak świetne rozwiązanie jak łóżko (czy koks), ale motywowało to przynajmniej organizm pracy na większych obrotach.
I chociaż ona sama przez moment myślała, że nie jest głodna, jej brzuch oznajmił inaczej, wypełniając ciszę w samochodzie donośnym burczeniem. Otworzyła pierwsze lepsze pudełko i złapała kawałek. Pizza była już chłodna, chociaż nie lodowata, a przede wszystkim wciaż była p y s z n a. Spojrzała na Noriegę.
Dasz radę sam, czy trzeba cię nakarmić? — spytała, wbijając w niego ciemne spojrzenie.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miał lepszy pomysł, nawet kilka, nawet już jej chciał podawać jakieś numery, ale ona wtedy mu powiedziała, żeby nie odpowiadał. Dobra, raz się mógł jej posłuchać. Chociaż jak sobie pomyślał o tym Nicku Daltonie, to robiło mu się słabo. On nie trawił Daltona, to już może ten Galen by był lepszy? Chociaż nie, on też by nie był, a może nawet gorszy?
Ale Madox już o tym nie myślał, już wsiadał do samochodu, chociaż jeszcze skinął głową, kiedy Pilar powiedziała, że zaraz tam przyjdzie.
Chciał, żeby przyszła, nawet powiódł za nią spojrzeniem, kiedy spacerowała za oknem rozmawiając przez telefon. Oczywiście, że Nick Dalton przyjedzie. Dupek.
Znowu uderzył głową w podgłówek tego siedzenia z przodu, a jakby się wcale nie wybierał na ten bal, to mogliby teraz sobie siedzieć u niego i jeść pizzę. Aż zerknął na te pudełka obok, ale wcale nie dlatego, że wróciła mu ochota na pizzę, nawet przesunął je jeszcze dalej od siebie, ale Pilar już wsiadała do środka, wiec te jego ciemne oczy zaraz spoczęły na jej twarzy.
- Okej... - mruknął tylko na to, kiedy oznajmiła, że Dalton będzie za piętnaście minut.
Wybornie.
Na to jej pytanie czy wytrzyma, pokiwał głową. Było mu zimno, było mu źle, chciało mu się rzygać, spać i tańczyć jednocześnie, ale przecież wytrzyma. Przecież sam sobie to zaserwował. Nie pierwszy i nie ostatni raz pewnie.
- Nie... - znowu zaczął, kiedy ona go przykrywała swoją kurtką, tylko znowu usłyszał, że ma nie dyskutować. A co on był jakieś małe dziecko? Czasem to nawet gorzej niż dziecko, ale jednak Madox to nie byłby sobą, gdyby się w końcu nie odezwał. Bo już trochę może odzyskiwał wigoru, i zamiast znowu położyć uszy po sobie, to się odezwał.
- Kurwa... Pilar - i to już warknął trochę bardziej żywo, ale ona jakby sobie nic z tego nie zrobiła, bo zaraz okryła go kocem i jeszcze założyła mu na głowę czapkę. Aż wywrócił oczami, bo z jednej strony to zawsze go to urzekało, jaka ona była troskliwa, względem niego, jak nikt inny, ale z drugiej, to przecież...
- Nie jestem dzieckiem - mruknął, ale co to dało, kiedy ona już go zapewniała, że zaraz będzie cieplej, już pocierała rękami jego ramiona, nabrał w płuca powietrze i wypuścił je mocno nosem. Nie miał wcale ochoty na jedzenie, chociaż kiedy Pilar tak zaburczało w brzuchu, że aż to usłyszał, to jego kiszki też jęknęły. Może jednak był głodny?
Westchnął ciężko na to jej pytanie, czy da radę sam, czy trzeba go karmić, już znowu miał się unieść, że co on jest jakieś dziecko, ale zaraz coś innego mu przyszło do głowy. Może już mniej przećpanej?
Wyciągnął rękę spod koca, żeby złożyć to przednie siedzenie kierowcy do przodu, nawet mu to zwinnie wyszło, tylko że trochę za mocno je pchnął i zagłówek walnął o kierownicę, samochód zatrąbił. Ale to nawet dobrze że się złożyło, bo on skorzystał wtedy z nieuwagi Pilar, może z tego, że się obejrzała do przodu i te pudełka przełożył do przodu, a później to już złapał Stewart i pociągnął do siebie, żeby za moment odwrócić ją do siebie plecami i przykryć ją też tym kocem. Mogła go odepchnąć, jeszcze trochę się na niego gniewać, ale dyskusji na pewno nie podlegało to, że zaraz...
- Hará más calor - będzie cieplej, przesunął dłońmi po jej talii jeszcze mocniej ją do siebie przyciągając, tak, że już oparła się o jego tors. Ta jej pizza to pewnie wylądowała gdzieś na podłodze, ale mieli trzy, wiec Madox to się jakoś za bardzo tym nie przejął, wtulił za to policzek w jej ciemne kudły włosy.
- Chyba musisz nakarmić - mruknął gdzieś w jej szyję, ale wciąż nie miał wcale ochoty na tą pizzę, chociaż z drugiej strony czuł jak go ssało w żołądku. Kiedy Pilar sięgnęła po kolejny kawałek, to zawiesił na nim spojrzenie.
- A z czym ona jest? - zapytał, bo może jak mu powie, to go najdzie ochota? Tylko, że to nie było takie proste, bo jednak prochy, które on sobie wziął jeszcze w nim trochę siedziały, skrzywił się kiedy podsunęła mu pod nos kawałek pizzy.
- Ble - aż wystawił język i go wzdrygnęło, a później znowu schował twarz w jej włosach. I teraz to się zachowywał jak dziecko, a przecież wcześniej miał takiego smaka na tą pizzę, jeszcze jak prochy wymieszane z alkoholem krążyły w żyłach. Ale teraz mu przeszło. Teraz to najchętniej by się położył i poszedł spać, zaraz nawet pociągnął za sobą Pilar, żeby się trochę bardziej oprzeć o tylne drzwi i wyciągnąć. Jej Toyota miała nawet dużą tylną kanapę, chyba wygodniejszą niż jego auto. A właśnie...
- Znam takiego mechanika, może zaprowadzę do niego twój samochód, a ty możesz wziąć mój na kilka dni - chyba Madox zaczynał myśleć. Jakieś wyrzuty sumienia się budziły? Bo to w końcu przez niego to jej auto stało w lesie, z silnikiem zasypanym białym proszkiem, i to wcale nie koksem. A oni i tak ostatnio korzystali z jej samochodu, Madox do klubu i tak nie jeździł autem. Trochę było zbyt charakterystyczne to jego czerwone BMW M8 (wcale nie audi) żeby stawiać je pod klubem, a potem jeszcze się nim wozić po mieście.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No właśnie problem w tym, że jesteś dzieckiem — odpowiedziała mu praktycznie od razu, ani trochę nie przejmując się pretensjonalnym tonem, jakim ją obdarzył. Pilar nie miała w zwyczaju cackać się z ludźmi — zazwyczaj mówiła to, co miała na myśli i w tym dokładnie momencie, uważała go za dzieciaka. W dodatku takiego rozwydrzonego, którym trzeba było się zająć, bo on za nic nie potrafił zająć się sobą. Bo przecież jak dziecko trzeba było go odebrać, zawieźć, tłumaczyć, że menele byli źli, ogrzać go, a na samym końcu jeszcze najpewniej nakarmić, bo przecież własnych rączek nie miał. Chociaż to ostatnie akurat było przejawem jej dobrego serca, bo skoro Noriega był taki zziębnięty, nie chciała, by musiał wyciągać rąk spod koca.
No tylko że on i tak je wyjął, kiedy zaczął kombinować przy fotelu, przechylając je do przodu. Z początku chciała go nawet zapytać co odpierdalał, ale chyba nawet nie chciała wiedzieć. Poza tym, za bardzo zaaferowała się głośnym klaksonem, który nagle wybrzmiał spod maski i przeciął powietrze. Nawet nie zdążyła go za to skarcić, bo on już przekładał pudełka po pizzy i przyciągał ją do siebie.
Czuła, jak wystająca część zapięcia od pasa wżyna się nieprzyjemnie w tyłek, kiedy sunęła wzdłuż tapicerki, a już po chwili wylądowała na jego torsie. Jego znajomy zapach mieszał się pozostałościami po papierosowym dymie i tym po jointach i… nawet czymś spalonym? Może tych włosów Charity Marshall, które podpalali. Cokolwiek to było, wcale nie zmieniło faktu, że jej ciało automatycznie się rozluźniło, gdy ją objął.
Jesteś, kurwa, niemożliwy — mruknęła pod nosem, kręcąc głową z niedowierzaniem. Nie miała pojęcia, jak on to robił. Jak to się działo, że w jednej sekundzie potrafił wkurwiać ją jak nikt inny na tym zasranym świecie, a w drugiej potrafił ją sobie udobruchać zwykłą bliskością i pojedynczym dotykiem. Pojebane. Przymknęła na moment oczy, gdy schował twarz w jej włosach.
Jak to z czym? — prychnęła na pytanie o pizze. — Z tym, z czym tak bardzo chciałeś, czyli z kolosalną ilością jalapenio — przewróciła oczami i na krótki moment nachyliła się do przodu, by sięgnąć do pudełek. Przy okazji podniosła też ten jeden, który wypadł jej z dłoni pod wpływem szarpnięcia i ostawiła go gdzieś na bok. Raczej był już niejadalny, biorąc pod uwagę kolosalną ilość piachu i włosów, które zdążyły się do niej przykleić. Zgarnęła kawałek pepperoni i kawałek ostrej, podkładając ją Madoxowi pod nos.
Trzymaj — rzuciła, potrząsając nią może nieco za bardzo, bo kilka papryczek spadło na koc. — Skoro masz zdatne rączki do tego, żeby mnie macać, to i pizze możesz sobie sam potrzymać — stwierdziła, czując, jak jego palce zwinnie wkradają sie pod materiał jej bluzy, tuż na wysokości bioder. Jego dotyk był chłodny, ale wciąż przyjemny. Opadła ponownie na jego tors, opierając głowę na silnym ramieniu.
Przewróciła oczami na to jego ble. I kto tu nie zachowywał się jak dziecko? Nie dość, że dzieciak, to jeszcze totalny nieporadny. A ona matka, która nie potrafiła przez dłuższy czas się gniewać i dąsać, bo już po chwili przystawiła mu do swój kawałek, o wiele mniej ostry, z którego mógł zgarnąć kilka gryzów.
Kiedy zmienił pozycję, przesunęła się razem z nim i również wciągnęła nogi na siedzenie, dopychając buty do drzwi po drugiej stronie, a potem wtuliła się w niego jeszcze bardziej, chowając ich starannie pod kocem.
Nie trzeba — odezwała się praktycznie od razu, słysząc jego propozycje. — Dalton już załatwił kogoś do odholowania samochodu do mechanika — nie mówiła tego po to, by go wkurwić, czy olać jego propozycję. Po prostu sprawa została załatwiona w momencie, kiedy Noriega poszedł sobie siedzieć do auta, a Pilar nie miała zamiaru nagle wszystkiego odwoływać tylko dlatego, że wolałaby oddać to w ręce Madoxa. — Chociaż propozycja przygarnięcia twojego BMW na kilka dni brzmi całkiem kusząco — dodała po chwili, przyciskając policzek do jego klatki piersiowej, kiedy już skończyła jeść swój kawałek. Jej dłoń chociaż nieco ujebana (ale przecież ta koszula i tak już była cała brudna), wylądowała na jego brzuchu, a palce zaczęły kreślić niewielkie kółeczka. Nie wiedzieć kiedy zaciągnęła się mocniej jego zapachem, oddychając głęboko.
A veces quiero destrozarteCzasami mam ochotę cię rozszarpać, odezwała się po chwili ciszy, wciąż prowadząc dłoń po jego ciele. Dalej była na niego zła, chociaż może już nieco mniej? Może ta krótka chwila pod kocem, zatrzymanie się na moment i uspokojenie było dokładnie tym, co było im obojgu potrzebne? A już na pewno Pilar, bo odkąd odebrała do spod szpitala, wiecznie coś się działo. Z mniej lub bardziej jego winy. Uniosła się na moment, by spojrzeć w jego ciemne, już nieco bardziej obecne oczy. — Te lo juro, nadie me cabrea tanto como tú, MadoxPrzysięgam, nikt mnie tak nie wkurwia jak ty, przyznała, zaciskając palce na kołnierzu białej koszuli, szarpiąc go delikatnie.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może by się z nią kłócił, dochodził, że nie jest dzieckiem i nie trzeba mu zakładać czapeczki i go opatulać kocem, bo akurat to odebrać, zawieźć i tłumaczyć, że menele byli źli, to już było jakieś takie odległe, że Madox wcale o tym nie myślał. Następnym razem będzie pewnie i tak musiał wracać taksówką, albo pisać do Maddie licząc, że się nad nim zlituje, bo Pilar już nie będzie chciała. No ale czy to jego wina, że dzisiaj się wszystko tak odbywało? Jedna rzecz za drugą się po prostu sypały. Może trochę jego, bo jak był trzeźwy, to myślał trzeźwo i to wyglądało trochę lepiej, a dzisiaj...
Dzisiaj to już myślał tylko o tym, żeby się w nią wtulić. Bo mu było zimno i wciąż jeszcze źle, jak to na zjeździe po prochach, gdzie serotonina się ulotniła, nie wyregulowała jeszcze, chociaż jej bliskość odrobinę pomagała.
Nawet to jesteś, kurwa, niemożliwy też trochę pomogło, chociaż w pierwszej chwili to Madox trącił ją brodą w ramię.
- Imposible o increíble - mruknął, jej do ucha, chociaż podejrzewał, że to pierwsze, no bo się dzisiaj wcale nie popisał. Ale przecież oni mieli się nawzajem brać tacy, jacy byli, w całości. A Madox to był niemożliwy, czasem nawet bardziej niż się wszystkim wydawało. Z tymi swoimi pomysłami, słabościami do używek i tym dzikim, latynoskim temperamentem, ale co on miał na to poradzić? Mógł troszeczkę przystopować z koksem, dla niej...
Mógłby.
I tak już kiedy siedział w klubie, to zamiast ćpania, to sięgał po rum, czyli jakieś postępy robił, tylko jak tak dalej pójdzie to wpadnie w jakiś alkoholizm. Tak źle i tak niedobrze.
- Pycha - mruknął, bo w każdych innych warunkach, to on by tą pizzę na ostro wsunął raz dwa, byłby nią zachwycony, tylko teraz to nie był wcale. W ogóle znowu go muliło i znowu nim wstrząsnęło, co Pila mogła poczuć, kiedy się o niego opierała. Przesunął palcami po jej nagim brzuchu, nie był gorący jak zawsze, ale cieplejszy niż jego zmarznięte palce.
- Ale te rączki to są dzisiaj tylko do macania, zobacz jak zmarzły - przesunął nimi wyżej, wyżej była cieplejsza, musiała bardziej czuć ten kontrastujący chłód jego dłoni, wsunął czubki palców pod materiał jej biustonosza. Kiedy podsunęła mu pod nos swój kawałek pizzy, to przez moment patrzył na niego dziwnie. Miał na nią ochotę i nie miał jednocześnie. Ale w końcu się zmusił i ugryzł kilka razy, była znośna. Może byłaby pyszna, gdyby nie to, że on naprawdę w tej chwili to nie miał apetytu, ale jak na to, dała się zjeść, a przede wszystkim to znowu mu w brzuchu zapiszczało, bo chyba się przyjęła.
- Lepsze niż to, co podawali na tym balu, wątróbkę, wyobrażasz to sobie? - znowu go wzdrygnęło, a kiedy Pilar się tak w niego wtuliła to wyciągnął jedną rękę spod koca, żeby jednak wziąć sobie też ten ostry kawałek pizzy - a oni się tym zajadali - a on teraz już też z trochę większym smakiem ugryzł pizzę, może jednak apetyt mu wróci? Zwłaszcza, że czuł, że żołądek zaczyna pracować.
Chociaż na te kolejne słowa Pilar, to znowu odstawił ten kawałek pizzy i oparł z nim rękę na jej brzuchu.
- Dalton... to idiota - mruknął, chociaż może nie powinien tak o nim mówić, skoro zgodził się im pomóc? Nie, on zgodził się jej pomóc. Leciał do Pilar o każdej porze dnia i nocy, na każde zawołanie, aż Madox znowu strzelił oczami i opadł głową na szybę.
- Nie boisz się, że on wszystkim rozpowie? Że byłaś tutaj ze mną? - zapytał, bo według niego to Dalton był właśnie takim rodzajem dupka, który na złość mógłby to wszystkim rozpowiedzieć, ale Madox nie był chyba obiektywny. Nie lubił Daltona, delikatnie mówiąc, dlatego, że tamten za bardzo lubił Stewart. Był zazdrosny, nawet się z tym nigdy nie krył, teraz też nie zamierzał.
- Wróciłbym na piechotę, ale nie zostawię cię samej z Daltonem - on znowu ten swój kawałek pizzy odłożył do pudełka, chociaż trochę już zjadł, głównie od Pilar. Pogłaskał ją po policzku zgarniając z niego kilka niesfornych kosmyków, kiedy przytulił się do jego klaty.
- Dla mnie też całkiem kusząco - może Madox nie miał takiego hopla jak co poniektórzy na punkcie swojego samochodu, ale lubił go, dbał o niego, i w sumie chętnie zobaczyłby Pilar za kółkiem. Chociaż może po tej dzisiejszej akcji, to jednak powinien się trochę obawiać? Ale najwyżej nie będzie jej wkurwiał, przez te kilka dni, tylko czy się dało? Skoro ona czasami miała ochotę go rozszarpać, no i nikt jej tak nie wkurwiał jak on.
- Bueno, tú tampoco amas tanto a nadie - no, ale też nikogo tak nie kochasz, powiedział co wiedział, nawet jej zaczepnie pokazał czubek języka. Ale przecież to czuł, wiedział to, że jakby go nie kochała, to by go już pewnie zostawiła w tym szpitalu. On by siebie zostawił. A już na pewno z tym menelem przy śmietniku.
- Lo siento, a veces soy un maldito idiota - przepraszam, że czasem jestem cholernym idiotą, powiedział patrząc w te jej piękne, czekoladowe oczy. Już patrząc zdecydowanie trzeźwiej. Może i Madox bywał wkurwiający, miał swoje za uszami, cały czas robił coś, czego robić nie powinien. Nie umiał się przed wieloma rzeczami powstrzymać, ale... Umiał się przyznać do błędu, umiał przeprosić. Szczerze, nie tylko rzucając słowa na wiatr dla świętego spokoju, i teraz też to właśnie zrobił, tak ją przeprosił z głębi serca...
I może nawet by to była jakaś miła chwila, to zatrzymanie się, które było im obojgu potrzebne, tylko, że przed ich samochodem już parkował jakiś inny wóz. Światła zaświeciły im po oczach, a jakaś postać wysiadła z samochodu.
Dalton? Już?
Madox nawet chciał zerknąć na zegarek, bo pewnie stracili rachubę czasu, on na pewno stracił. Nie miał pojęcia, czy minęło pięć minut, dziesięć, czy już całe piętnaście.
Ktoś zapukał w szybę od strony kierowcy, a oni się zerwali, bo to był Nick Dalton, tylko kiedy się pozbierali, wysiedli z samochodu, to jednak się okazało, że to wcale nie on...
Jakiś starszy facet, który wyglądał jakby sam walił przez jakieś siedem dni z rzędu, nos miał czerwony, spojrzenie rozbiegane, ale może to ten mróz?
-Samochód się wam zepsuł? - zapytał, kiedy wysiedli z auta, Noriega wcale nie wyglądał lepiej, bo nie miał kurtki, tylko się owinął kocem, no i jeszcze ta czapka Pilar, która znowu mu opadła na oczy.
- Tak, ale już wezwaliśmy pomoc - wyjaśnił Madox, na co chłop pokiwał głową.
- Dobrze, bo zapowiadają jakąś śnieżycę, podobno pół Toronto odcięli prąd - świetnie, że im taką informację przekazał, tym razem to Noriega pokiwał głową. I kiedy oni tak sobie tutaj stali i rozmawiali, to na horyzoncie pojawił się też kolejny samochód, tym razem to był Nick Dalton, który zaraz wysiadł i leciał w ich kierunku, właściwie to do Pilar tak leciał, że prawie się wywalił na tym lodzie, w tym samym miejscu, co Madox. Ale Dalton utrzymał równowagę, do tego w tym swoim melanżowym płaszczu wyglądał tak z pięć razy lepiej niż Madox w tym kocu.
- Dalton - pierwszy wypalił Noriega.
- Nick? - drugi był facet, który się zatrzymał.
- Noriega! - teraz Dalton, który zaraz spojrzał pytająco na Stewart - Pilar? - no tak, wszyscy już się znali... A nie, jeszcze ten dziwny facet z czerwonym nochalem.
- Ed? - Nick Dalton wbił w niego te swoje zielone ślepia. Jakiś Ed. Madox nie miał pojęcia kto to, ale z Daltonem się najwidoczniej znali, chociaż Ed zaraz spojrzał też podejrzanie na Pilar. Z nią też się znali?

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wątróbka na balu brzmiała… ohydnie. To jedno zdanie, które opuściło usta Madoxa wystarczyło, żeby Pilar już wcale nie żałowała, że nie skończyła na tym świątecznym z Galenem. Sama myśl o tym, że kazałby jej tam jeść wątróbkę albo chociaż na nią patrzeć, sprawiła, że momentalnie zrobiło się jej niedobrze, a nieprzyjemny dreszcz przeszedł po plecach.
I taki sam dreszcz też zawędrował wzdłuż jej kręgosłupa, kiedy Noriega wspomniał o Daltonie i zapytał czy nie bała się, że on wszystko wygada. Oczywiście, że się bała, ale z drugiej strony, co on by się tutaj dowiedział, czego już nie wiedział? Przecież widział ich razem w Emptiness i to nie raz. Łaził za Pilar, doskonale zdawał sobie sprawę, że coś ją łączyło z Madoxem, ale przecież niekoniecznie musiało chodzić o uczucia, czyż nie? Wszyscy na komisariacie wiedzieli, że pracowała nad sprawą z kontenerami i również wiedzieli, jak ważną rolę odgrywał w tym wszystkim klub Noriegi. Także dopóki nikt nie nakryje ich razem z łóżku, Stewart spokojnie mogła to ogrywać jako element sprawy. Oczywiście nie było co kusić losu, ale akurat w tej sytuacji nie mieli wyjścia. Dalton był jedynym, który odebrał i zgodził się przyjechać. Lepsze to niż marznięcie w tym przeklętym aucie, bo przecież nie było opcji, że do rana by tutaj wytrzymali.
Załatwię to — podsumowała wszystkie jego pytania i cały komentarz na temat Daltona. Bo przecież zawsze załatwiała. Spławiała go z pewnością lepiej niż Noriega i jego goryle, którzy nawet nie potrafili utrzymać go z daleka od klubu, gdzie potem odgrażał się bronią.
Musiał jej zaufać. Nie było innej opcji. Tak jak ona musiała się pogodzić z tym, że jego kontrargument w sprawie wkurwiania był trafny. Miał rację — nikogo tak nie kochała, jak jego. Nigdy. I pewnie dlatego dalej tu z nim siedziała, odmrażając sobie tyłek, dlatego przymykała oczy na te wszystkie sytuacje, w których każdego innego już dawno by rozszarpała i jebła w pizdu, a zamiast tego jej dłoń znowu sunęła po jego ciele, wdzierając się pod materiał koszuli, by również mógł poczuć, jak kontrastujący był dotyk zziębniętej dłoni z ciepłym ciałem. Nie tak gorącym, jak zazwyczaj, ale wciąż rozgrzanym.
Kiedy ją przeprosił, oczy Pilar skupione były tylko i wyłącznie na jego twarzy. Na błyszczących oczach, w których było widać szczerość i zadatki trzeźwości. Nie rzucał durnymi tekstami, które wkurwiały, a zamiast tego wykazał się skruchą, którą Stewart przyjęła z ciepłym sercem. Doceniała to. Lubiła, kiedy facet potrafił przyznać się do błędu.
Maldito idiota — powtórzyła tuż po nim, uśmiechając się delikatnie. Był idiotą, to fakt, ale przynajmniej jej. Dlatego w momencie, kiedy jego dłoń sięgnęła materiału jej stanika, Pilar przekręciła się tak, by ustawić się do niego przodem i zaraz potem usiąść na nim okrakiem. — Mi idiota — rzuciła jeszcze, po czym przysunęła się do niego i złożyła na jego ustach powolny, czuły pocałunek, pozwalając, by przyjemne, znajome ciepło rozlało się po ciele. I to był cholerny błąd, bo dopiero ten gest uświadomił ją, jak bardzo stęskniona go była. Momentalnie chciała więcej. Nawet zacisnęła palce na jego białym kołnierzu, chcąc przysunąć go sobie bliżej, ale wtedy ktoś zaparkował tuż przed Toyotą.
Kurwa.
Westchnęła ciężko, chociaż gdzieś w tym wszystkim była również ulga. Pomimo tego, że sytuacja zrobiła się przyjemna wciąż było zimno, dlatego nawet dobrze, że Dalton tak szybko się pojawił.
Tylko jak się po chwili okazało, to wcale nie był Dalton, tylko jakiś szemrany, przepity typ. Pilar wygramoliła się z samochodu, zarzucająć na siebie kurtkę i zapinając ją pod samą szyję, na nowo czująć, jak bardzo pizgało na zewnątrz.
Ohoho, widzę, że chyba w czymś przeszkodziłem — rzucił facet, przenosząc wzrok ze Stewart na Noriegę, przy okazji oblizując spierzchnięte usta, na co tylko Pilar przewróciła oczami.
Może pan spokojnie jechać — machnęła ręką. — Poradzimy sobie — już wystarczająco spotkali dzisiaj na swojej drodze pojebów, którzy przynieśli im więcej kłopotów niż pożytku. Nie miała zamiaru ryzykować kolejnym marnym przypadkiem.
I już miała mu nawet powiedzieć, że policja do nich jechała, co mogło zmotywować go do szybszego uwalniania się z miejsca zdarzenia, tylko wtedy tuż obok zaparkował kolejny samochód, tym razem Nicka.
Stewart stała z boku, patrząc się na tą dziwną sytuację, która nagle się przed nią zrodziła z małym niedowierzaniem. Wszyscy w trójkę wyglądali trochę jak ten mem ze spider-manami. Każdy wskazywał na każdego, a Pilar tylko kręciła głową z jednego na drugiego i trzeciego, aż się jej w głowie zakręciło.
Pilar? — wskazała sama na siebie, nie mając pojęcia, co się odpierdalało, ani jak powinna się zachować. Dopiero wtedy Nick również wyłamał się z kręgu i podszedł do niej, stajac zdecydowanie za blisko. Aż opadła plecami na karoserie, próbując zrobić krok do tyłu.
Pilar, wszystko dobrze? — jego ton był ciepły i delikatny. Widziała dokładnie jak unosi dłoń, by zapewne ując jej policzek, jednak sama była szybsza i położyła rękę na jego płaszczu, by delikatnie go od siebie odepchnąć i wyminąć, biorąc za pretekst menela, czy kim on tam był.
Dobrze — odpowiedziała przelotnie. — A to kto? — wskazała ręką na Eda, wyczekując od Daltona jakiś wyjaśnień, bo zdawali się znać.
To? To jest Ed — rzucił na poziomie durnoty Madoxa sprzed godziny.
Jestem Ed! — a typ jeszcze podłapał temat.
A czy Ed może już jechać? — zacisnęła dłoń w pięść, czująć, jak gula poirytowania na nowo rośnie jej w gardle. I zauważył to chyba również Nick, bo w sekundę się wyprostował i odrząknął.
Wybacz — przynajmniej jeden, który umiał czytać jej gesty od razu. — Ed jest bezdom… no Edem, który kilka razy lądował u nas na komendzie za kradzież samochodów. Takie tam.
Ale już tego nie robię!
No właśnie, już tego nie robi.
I mam pracę!
…I ma pracę — gadali tak na zmianę jak najęci, a Pilar tylko stała jak wryta, mrugając z niedowierzaniem. Niedowierzaniem tego, co tu się właściwie odpierdalało i od razu zaczęła się zastanawiać skąd Ed miał samochód, którym przyjechał i przy okazji, czy jego intencje, kiedy się zatrzymał przy ich Toyocie faktycznie wychodziły z dobrych intencji, czy może jednak chciał ją oskubać z elektroniki.
Świetnie — odezwała się w końcu, przerywając tą karuzele powtarzania zdań. — W takim razie dzięki, Ed, możesz już jechać — skinęła na niego głową i przy okazji posłała jeszcze Daltonowi wymowne spojrzenie, by coś z tym kurwa zrobił, a on znowu — jak na zawołanie wziął się do roboty, osobiście odprowadzając Eda do swojego auta.
No, przynajmniej jeden co się słucha i nie chce brać meneli na pizze — mruknęła pod nosem, przez moment zapominając, że Noriega stał tuż obok, z czapką na głowie i otulony ciepłym kocem.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”