— Czy jestem tak dobra, jak mówię? — zaśmiała się, powtarzając jego słowa. — Ale ja nawet nie zdążyłam się zacząć przechwalać, więc oczekiwania musisz mieć całkiem nisko — stwierdziła rozbawiona. W końcu jedyne, co o sobie powiedziała, to że studiowała medycynę. Nawet nie była jeszcze lekarzem. Do tego zostało jej kilka lat nauki i tysiące godzin, spędzonych na praktykach, by mogła z dumną piersią przykleić sobie plakietkę lekarza. Chociaż akurat do obecnego stanu Alexa i pomocy jakiej wymagał, zdecydowanie wystarczyłby też ktoś z podstawowym kursem pierwszej pomocy.
A może nie? Może właśnie trzeba było kogoś odważnego i kto trenuje zapasy, żeby sobie z nim poradzić. Może nie wystarczyła podstawowa wiedza.
— Nie mówiłeś — zauważyła, przyglądając się jego wciąż otumanionej twarzy. — Ale powtórz to jeszcze z cztery razy i się zakocham — igrała z ogniem? Z pewnością. Miała jednak bardzo solidną wymówkę w postaci alkoholu, a raczej jego zwiększonej ilości spożytej wcześniej przy barze. Poza tym, sam przed chwilą jej powiedział, że była odważna. Może tego wieczoru faktycznie była? Może poziom zafascynowania tym poobijanym facetem z baru był o wiele większy niż sama ostrożność, którą obiecała przyjaciółce. Z drugiej strony — właśnie uratowała go przed roztrzaskaniem sobie głowy o kafelki i omdleniem, więc chyba nie miał zamiaru jej porwać? Nie katuje się swoich wybawców.
Nie wiedziałem, że trenujesz zapasy, Abby.
— Jeszcze dużo rzeczy o mnie nie wiesz — rzuciła tajemniczo, zresztą zgodnie z prawdą. Bo co on niby o niej wiedział? Znał jej imię oraz kierunek studiów; to tyle. A przecież Wallace była człowiekiem wielu zainteresowań i zajawek. Chociaż akurat zapasy nie były jednym z nich. — Zapasy trenuje za każdym razem, jak mam dyżur w domu spokojnej starości. Nawet sobie nie zdajesz sprawy ile przerzucania tam jest za każdym razem. Osunąć ciebie na podłogę w tym przypadku to była bułka z masłem — wyjaśniła, i może nawet zastanowiłaby się przez moment, ile mięśni dzięki temu sobie wyrobiła przez ostatnie lata, jednak wtedy dłoń Alexa wylądowała na jej kolanie. Nie był to gest obok którego przeszłaby obojętnie.
Wbiła spojrzenie w jego palce i sposób, w jaki zaciskały się na jej nagiej skórze, tworząc dookoła bladą otoczkę. Jego dotyk palił. Mrowił w ten przyjemny sposób, który wywoływał ciepły dreszcz błądzący wzdłuż kręgosłupa. Aż sama na krótką chwilę zacisnęła mocniej palce na jego włosach, co z pewnością mógł zauważyć. Szczególnie, że już z pełną świadomością i lepszym samopoczuciem spoglądał na nią z dołu ciemnymi oczami.
— To dobrze, że lepiej — odpowiedziała równie przyciszonym głosem, co on, przy okazji przyglądając mu się uważnie. — A dostanę jakąś nagrodę za te najwygodniejsze kolana w mieście? Jakiś zajebisty order z ziemniaka? — dopytała rozbawiona. Nikt wcześniej nie powiedział jej takiego komplementu. Że miała wygodne kolana to może jeszcze, ale kurwa, najwygodniejsze w mieście? Obok takich słów nie dało się przejść obojętnie. Dlatego posłała Alexowi ciepły uśmiech, nachylając się nieznacznie.
To nieznacznie wystarczyło, by zza jej ucha wyleciał niesforny kosmyk, który osadził się na twarzy i łaskotał skórę. Już spinała mięśnie lewej ręki, by się z nim uporać, jednak on ją ubiegł. Jego dłoń uniosła się leniwie i w wyjątkowo intymnym geście uporała się z blond włosami. Jego spojrzenie było przeszywające, prawie na wylot, a słowa, które już po chwili opuściły jego usta — chociaż okrawały o tani podryw — sprawiły, że poczuła uścisk w brzuchu.
Z tej perspektywy wyglądasz jak pieprzony anioł, Abby
— Ty z mojej zaś wyglądasz jak jakiś diabeł z piekła rodem — sokntrowała praktycznie od razu, zagryzając policzek od środka, by przypadkiem się nie roześmiać. — Zdecydowanie nikt święty — dodała, podczas gdy jej dłoń przesunęła się wzdłuż policzka na brodę,
— No chyba nie myślisz, że będę cię szyła w takiej pozycji — prychnęła, kręcąc głową z rozbawieniem. Chyba kręgosłup by jej prędzej strzelił niż zdążyłaby chociaż oczyścić rany, nie mówiąc już nawet o ilości światła, jakie by sobie zasłaniała, nachylając się do niego. — Musisz chociaż usiąść. Jak nie na kiblu to przynajmniej pod ścianą — oznajmiła, przy okazji przenosząc dłonie na silne ramiona i pomagając mu się podnieść. Twarz całę szczęście miał już pełną kolorów, spojrzenie również świadome, dlatego Wallace nie widziała żadnych przeciwwskazań, by nie usiadł sobie wygodnie, oparty o chłodną ścianę.
Zostawiła go na krótki moment, by zerwać się z miejsce i zgarnać apteczkę. Wrzuciła wcześniej używane produkty do czerwonej kosmetyczki i nim Alex zdążył się obejrzeć, ona już klękała przy nim.
— Pierwsze trzeba ci to oczyścić — oznajmiła, jakby naprawdę był pacjentem, którego trzeba było informować o przebiegu wizyty. Nalała niewielką ilość płynu na gazik i spojrzała na Alexa. — Może zapiec — kolejne ostrzeżenie padło z jej ust, a w następnej chwili już przysuwała się do niego niebezpieczne blisko, by dokładnie oczyścić ranę na czole. Jego zapach mieszał się z odorem łazienki i płynu do dezynfekcji. — Jest dość głęboka… musiałeś nieźle oberwać — wyszeptała, a każde słowo, które opuszczało jej usta, osadzało się na jego twarzy.
Kiedy skończyła z łukiem brwiowym, przeszła do rozwalonej wargi. Wymieniła gazik, a potem wolną dłonią ujęła jego brodę, by go sobie przytrzymać i nieco przekręcić pod odpowiednim kątem do światła. Czyściła jego usta z należytą ostrożnością, delikatnie, walcząc z samą sobą, by za długo się im nie przyglądać. Nawet nie zauważyła, kiedy jej oddech stał się nieco płytszy.
— Tu nie ma tragedii — odezwała się w końcu, łapiąc jego ciemne spojrzenie. Mówiła tylko o ranie, czy może o czymś jeszcze?
Alexander Hall