Lex, mimo bólu i szumu w głowie, poczuł, jak kącik jego ust unosi się w wyzywającym uśmiechu.
Uważaj, żeby nie skończyło się na tym, że to ty będziesz błagać. Abby była fascynująca - mieszanka ratownika medycznego z pazurem i dziewczyny, która nie boi się wejść w starcie słowne z facetem, którego poznała godzinę temu. A teraz naprawdę działała na niego lepiej niż jakikolwiek środek przeciwbólowy. Przyciągnął ją wzrokiem, nie pozwalając jej od niego uciec. W tej ciasnej łazience, przy sterylnym świetle, ich bliskość zaczynała parzyć bardziej niż woda utleniona.
-
Błagać? - powtórzył, uśmiechając się półgębkiem. -
Lubię wyzwania, Abby. Czy już mam zacząć błagać?
Zasyczał cicho, gdy dotknęła mocniej jednego z rozcięć, ale nawet na sekundę nie przerwał kontaktu wzrokowego. Ta zabawa zaczynała mu się podobać aż za bardzo, a granica między
pół żartem a
pół serio była wyjątkowo cienka. Odchylił nieco głowę, opierając ją o zimne kafelki i nadal nie spuszczając wzroku z jej twarzy.
-
Połowie Toronto? Ej, szczerze? Dobra, odpowiem ci szczerze. Nie kładę głowy, gdzie popadnie. Jak widzę coś z górnej półki to potrafię to docenić - mruknął, znowu
pół żartem i pół serio.
A z tym ochroniarzem to teraz się oferujesz, czy tak tylko gadasz? Bo nie wiem, czy mam się zgadzać już teraz, czy jeszcze przez chwile pograć niedostępną.
Przesunął spojrzeniem po jej dłoniach, które tak pewnie operowały gazikami. I tak, prawie dostał od tego zeza.
-
Niedostępną? Skarbie, siedzisz ze mną w ciasnej łazience, dotykasz moich ran i właśnie sprawdzasz, na ile możesz sobie ze mną pozwolić. Myślę, że etap "niedostępności" spłukaliśmy w toalecie jakieś pięć minut temu - rzucił pod nosem. -
I tak, to oficjalna oferta. Jeśli poskładasz mnie tak, że rano nie będę musiał zbierać się z podłogi, to masz u mnie abonament.
Lex obserwował ją spod przymkniętych powiek, czując, jak gęstniejące między nimi powietrze zaczyna ciążyć mu w płucach bardziej niż ból po ciosach. Rejestrował każdy jej oddech, widział, jak jej własny puls przyspiesza na szyi, i choć wiedział, że sytuacja jest absurdalna, nie miał zamiaru przerywać tego spektaklu. W duchu przyznawał, że Abby była anomalią - nie pasowała do dusznego, przewidywalnego świata baru, w którym się poznali, a tym bardziej do duchoty tej łazienki. Było w niej coś surowego i autentycznego, co sprawiało, że jego cynizm na moment skapitulował. Cieszył się tym dziwnym, niemal perwersyjnym poczuciem bezpieczeństwa, jakie dawała mu jej bliskość. Wiedział, że igra z ogniem i że oboje balansują na krawędzi czegoś, czego nie da się już wytłumaczyć drinkami czy adrenaliną, ale ta świadomość jedynie go nakręcała. Przez krótką chwilę, gdy jej twarz znajdowała się zaledwie milimetry od jego warg, Lex przestał kalkulować - po prostu chłonął fakt, że w całym tym chaosie dzisiejszej nocy, to właśnie ona stała się jego jedynym, niebezpiecznie bliskim punktem odniesienia.
Widok igły i nici w jej dłoniach powinien wywołać u niego instynktowną chęć ucieczki, ale zamiast tego poczuł dziwny rodzaj spokoju. Ufał jej - co samo w sobie było absurdalne, biorąc pod uwagę fakt, że nie znali nawet swoich nazwisk. Gdy Abby nawlekała nitkę, Lex nie odrywał wzroku od jej twarzy, analizując każdy mikroruch jej mięśni, każde drgnienie rzęs. Dla kogoś takiego jak on, kto życie spędził na unikaniu bliskości i budowaniu murów, ta chwila w łazience była chyba czymś więcej niż tylko opatrywaniem ran. To była walka o terytorium, którą - o dziwo - chciał przegrać. Czuł, jak atmosfera gęstnieje do granic wytrzymałości, a zapach jej perfum miesza się z metaliczną wonią krwi i ostrym aromatem środków odkażających.
-
Masz rację. Gdybym wpadał tu co wieczór w takim stanie, pewnie szybko przestałabyś zwracać na mnie uwagę - mruknął cicho, szczerze. -
Zresztą, jeden taki wieczór wystarczy, żeby zapamiętać go na dłużej. Na kolejny raz możemy zmienić scenerię.
Lex obserwował ją uważnie, próbując wyczytać z jej twarzy cokolwiek poza medycznym skupieniem. Propozycja kolejnego razu i zmiany scenerii zawisła w powietrzu, a on sam zastanawiał się, czy Abby w ogóle bierze go pod uwagę jako kogoś więcej niż tylko "pacjenta z przypadku". Był ciekaw, czy ta dziewczyna, która tak pewnie trzymała igłę, dałaby się namówić na spotkanie, gdzie jedynym uderzeniem adrenaliny byłaby rozmowa, a nie tamowanie krwotoku.
Jakbyś mi się nie spodobał, wcale bym cię nie opatrzyła.
Kiedy Abby przysunęła się bliżej i wyszeptała mu te słowa prosto w twarz, poczuł na skórze jej ciepły oddech, który był bardziej odurzający niż jakikolwiek drink, który wypił tej nocy. Spodziewał się droczenia, a dostał konkret. A więc gdyby Lex był przeciętny, siedziałby teraz na krawężniku z brudną serwetką.
-
Czyli to nie mój urok osobisty, tylko po prostu przeszedłem selekcję wizualną? - mruknął, śmiejąc się pod nosem. -
Cieszę się, że moje geny stanęły na wysokości zadania, Abby. Szkoda byłoby zostać zignorowanym tylko dlatego, że mam krzywy nos.
Chłonął jej bliskość, czując, jak adrenalina po walce powoli zamienia się w zupełnie inne, bardziej duszne napięcie. Fakt, że Abby - tak profesjonalna i opanowana - przyznała się do słabości właśnie przed nim, zadziałał na jego ego lepiej niż jakikolwiek medal.
-
Więcej niż ciekawa. To chyba najcenniejszy sekret, jaki usłyszałem od lat - dodał. -
I cieszę się, że nie zmarnowałem tej szansy.
Lex cicho parsknął, słysząc jej „medyczne ostrzeżenie”, choć posłusznie zamarł w bezruchu, tak jak prosiła. Wizja igły przebijającej się do mózgu była absurdalna, ale sposób, w jaki Abby to powiedziała - z tym ledwo zauważalnym prychnięciem - sprawił, że poczuł dziwne ciepło w klatce piersiowej.
Znowu.
Widział jej irytację, gdy próbowała wymierzyć odpowiedni kąt. Była na kolanach, on siedział, a i tak różnica wzrostu sprawiała, że musiała się nienaturalnie wyginać. Widząc, że dziewczyna wciąż walczy z niewygodną pozycją, chciał jej jakoś pomóc, ale nie za bardzo wiedział w jaki sposób. Jednak Abby kolejny raz udowodniła, że nie potrzebuje instrukcji obsługi, by przejąć pełną kontrolę nad sytuacją.
Kiedy posłusznie wziął nogę w dół i jego
nowy aniołek usiadł na nim okrakiem, Lex poczuł, jak całe powietrze uchodzi z jego płuc w jednym, krótkim wydechu. Mięśnie jego ud odruchowo stwardniały pod jej ciężarem, a fakt, że dzieliła ich tylko cienka tkanina jej sukienki i materiał jego dżinsów, sprawił, że krew w jego żyłach zaczęła krążyć znacznie szybciej, niż sugerowałoby to jakiekolwiek osłabienie. W tej pozycji nie było już mowy o zachowaniu dystansu. Była wszędzie - jej zapach, jej ciężar i ten delikatny dotyk dłoni, którą oparła o jego tors, by złapać równowagę. Lex czuł pod palcami jej dłoni rytmiczne, mocne bicie własnego serca i był pewien, że ona też je czuje.
-
Jeśli to są te niesprzyjające warunki, o których uczą na studiach, to chyba minąłem się z powołaniem - wychrypiał, a w jego tonie można było wyczuć pewnego rodzaju napięcie.
Kiedy ostrzegła go, że może boleć, a potem nachyliła się tak blisko, że czuł jej oddech na swoich ustach, Lex mimowolnie wyciągnął dłonie w stronę jej ud. Nie bał się igły. Bał się raczej tego, co zrobi, jeśli ta bliskość potrwa o sekundę za długo.
-
Ból to najmniejszy z moich problemów w tej pozycji, moja droga... - mruknął, przymykając oczy w momencie, gdy poczuł pierwsze, ostre wkłucie igły w rozbitą skórę.
Zacisnął szczękę, ale nie drgnął nawet o milimetr. Każdy inny facet wyłby z bólu, ale Lex Hall był przyzwyczajony do przyjmowania ciosów. Trwał w bezruchu, pozwalając jej szyć, a jedyne, o czym był w stanie myśleć, to fakt, że ta blondyneczka była najbardziej niebezpieczną kobietą, jaką do tej pory w życiu spotkał - i to wcale nie z powodu tej igły, którą trzymała w palcach.
Został w tej wymuszonej bezczynności, czekając cierpliwie, aż Abby przeciągnie nitkę po raz kolejny. Choć ciało rwało go z bólu, a bliskość dziewczyny sprawiała, że każdy jego zmysł był postawiony w stan najwyższej gotowości, postanowił nie przerywać tej chwili żadnym gwałtownym ruchem. Śledził tylko spod półprzymkniętych powiek jej skupienie, zastanawiając się, czy po wszystkim rzuci mu jakąś ciętą uwagę, by rozładować to gęste powietrze, czy może to on będzie musiał pierwszy przerwać to milczenie, które stawało się coraz trudniejsze do zniesienia.
Abby Wallace