Może Dalton jednak wiedział o niej więcej, niż jej się wydawało?
Na pewno zresztą i pewnie Madox kazałby się jej nad tym zastanowić, co on wie, co może jeszcze wykorzystać przeciwko niej, bo zdjęcia były akurat mało szkodliwe. Chore, nie na miejscu, ale nie robiły krzywdy, a mogły być też elementy układanki, które zdecydowanie bardziej działały na jej niekorzyść. Ale nie chciał jej dzisiaj zawracać tym głowy, nie chciał jej tego mówić, nawet nie chciał o tym myśleć.
Może dlatego na to jej
ogarnę to, skinął tylko głową, chociaż przecież w głowie już miał to, że on też popyta o Daltona, w zupełnie innych kręgach...
Swoich zaufanych ludzi. Chociaż on ich przecież nie miał, ale ostrożnie mógł się czegoś dowiedzieć, zwłaszcza, że Nick Dalton jemu też robił koło dupy, więc mógł się na to powołać.
Przecież tego tak nie zostawi, bo jakby chodziło o kogokolwiek innego to może miałby to głęboko gdzieś, ale chodziło
o nią. On już nie umiał się nie wpierdalać, jeśli chodziło o nią. Chociaż obiecał, że się będzie starał, robił to, dzisiaj się tak ładnie przy Daltonie starał nie pokazywać wcale jak mu na niej zależy. Tylko po co, skoro Nick Dalton i tak najprawdopodobniej wiedział co ich łączyło, skoro miał nawet zdjęcia z tego dnia jak wspólnie wybrali się do domu dziecka. Śledził ich pod sam sierociniec? Widział jak zareagowali, kiedy wybuchła ta bójka na stacji? Ciekawe.
Bo jeśli tak, to chyba już nie mógł mieć wątpliwości, co do tego, że Madox był w niej
do szaleństwa zakochany, zabił by tego ruska za nią, Daltona też by mógł.
Co zresztą zaraz jej powiedział, nie to, że by za nią zabił, ale że ją kochał. Dwa proste słowa, dość nowe w jego słowniku, aczkolwiek w stosunku do niej tak szczerze, że nie dało się tego podważyć, ani tego, że
był dla niej. Kiedy tak przytulał ją do siebie, bez podtekstów, bez tego całego
ognia, który oni potrafili obudzić w jednej sekundzie. Ale czy to było jakieś gorsze? Czy to było mniej
ich? Może nawet
bardziej. Że para takich dwóch
narwańców, potrafiła się tak na moment zatrzymać, okazać sobie wsparcie, uczucia tak głębokie, że może oni nawet sami siebie o nie nie podejrzewali.
Madox to na pewno nie podejrzewał, bo on nigdy też tak o nikim nie myślał, tak się nie przejmował, jak ją właśnie.
Aż serce w piersi mu przyspieszyło, bo to było
ekscytujące ale i przerażające w tym samym czasie.
I już zaraz on to wszystko psuł tym pytaniem o kanapki, no nie psuł, ale po prostu trochę sprowadzał na ziemię, trochę robił bardziej
po ich. Ale wciąż z pełną troską wymalowaną na twarzy. Bo przecież on też nigdy, nikomu nie robił kanapek!
Ciemne tęczówki spoczęły na jej pięknych, brązowych oczach, kiedy zadarła głowę do góry.
-
Jeśli są jajka to tak, a jeśli nie, to na pewno jest masło orzechowe i dżem - to były te jedyne rzeczy, które u Madoxa były zawsze, bo się nie psuły, bo mogło go nie być w domu przez trzy dni i nic mu się nie zepsuło w lodówce -
maść jest w klubie, ale jakbyś chciała żebym cię posmarował, to znajdę coś innego - ciekawe co? Ale może znalazłby coś, co należało do Debbie i by się sprawdziło? Zapewne.
Kiedy oparła dłoń na jego policzku, to przekręcił głowę, żeby musnąć ustami jej skórę, tylko musnąć, nie szczypnąć zębami jak zwykle. Bo jednak wychodziło na to, że oni też potrafili to zrobić trochę inaczej, wolniej, spokojniej, bardziej
z głową. Bardziej ze wsparciem.
Niesamowite.
Niesamowity też był ten pocałunek, chociaż nie było w nim
szaleństwa, tego
dzikiego pierwiastka, to sprawił, że po
plecach przeszedł dreszcz. Chociaż już zaraz jego dłonie wylądowały na jej policzkach, przesunął nimi na jej kark, wplatając palce w te jej czarne
kudły włosy, całując ją zachłanniej,
bardziej w ich stylu.
Uniósł jedną brew, kiedy zaczęła, bo w zasadzie też się tego nie spodziewał, ale z drugiej strony jeszcze kilka godzin temu Madox sam o tym marzył, aczkolwiek ta cała akcja z Daltonem sprawiła, że krew w żyłach znowu się zagrzała. Odgarnął jej z policzka niesforne kosmyki ze spojrzeniem utkwionym w jej pięknych, czekoladowych oczach, chociaż na to
sypianie na gazecie, on tymi swoimi strzelił w sufit.
-
A słyszałaś, że dla specjalnych gości rozkładam karimatę? - zapytał i już sięgał do suwaka jej kurtki, żeby go jej odsunąć, żeby zsunąć ją z jej ramion... i walnąć na kanapę, jakby nie miał wieszaka. Jeszcze przez chwilę jego ciemne oczy wpatrzone były w jej twarz, a później coś w nich błysnęło, chyba ten
ogień, bo bez żadnego ostrzeżenia, chwycił ją w pasie, a potem przerzucił sobie przez ramię, palce zacisnął na jej pośladku.
-
A bardzo specjalnych to sam tam zanoszę, na tą gazetę - tylko, że kiedy otworzył z kopa drzwi do sypialni, to okazało się, że jednak nie było tutaj żadnego kartonu po bananach, tylko wielkie łóżko. Do tego jeszcze ładnie zasłane i zawalone poduszkami, na których zaraz wylądowała Pilar. Oczywiście, że Debbie mu pościeliła to łóżko, bo od jakiegoś czasu, to ona właśnie tutaj sypiała. Sama, żeby nie było.
Pilar Stewart