Pokiwał jej głową na zgodę. Nigdy. Nikt go nie próbował przekupić batonikiem - pierwszy raz należał do Wallace. Czy było to smutne? Nie do końca - Knox się tym nie przejmował. Nie przychodził tutaj, aby ludzie czy rezydenci go przekupywali, a po to, aby uratować komuś życie. Z drugiej strony było to na swój sposób miłe, że jednak ktoś postanowił przełamać "klątwę pierwszego batonika". Bo chyba można było to już nazwać klątwą, jak po tylu latach to właśnie Abigail była pierwsza?
-
Dostaniesz za dobre sprawowanie podczas dzisiejszej operacji. Masz to jak w banku - zapewnił ją -
I to nawet bez żadnej łapówki - wyjaśnił, co by wiedzieli, na czym stanęło. Stanley miał zamiar to spełnić przy najbliższej możliwej operacji, gdzie mieli stanąć przy stole we dwójkę. Wszystko przecież wskazywało, że jej pomoc była lepsza, niż z początku mógł zakładać. Dodając do tego fakt, że był pamiętliwy, więc szybko tego nie zapomni i dotrzyma swojego słowa.
-
Rozumiem - odparł krótko. Mimo że był pamiętliwy, to nie znał wszystkich rezydentów, a raczej zapamiętywał tylko "konkretne" osoby. Oczywiście taką osobą była Wallace, której nie dało się pominąć w całej tej gromadzie nowicjuszy, więc może lepiej, że nie bawiła się w nazwiska. Istniała wielka szansa, że go nie znał, a nawet jakby znał, to nic by to nie zmieniało. Blondynowi akurat zdarzało się często przekraczać te dwanaście godzin dyżuru, więc nie mógł innych o to oskarżyć. To znaczy mógł, ale byłby hipokrytą.
Co do odwalania roboty, cóż... jak sama widziała w SMS-ach do Harvicka, Knoxowi zdarzało się "odwalać" robotę za innych. Zwłaszcza za swoich przełożonych, którzy się chyba przyzwyczaili do takiego podejścia.
-
Profesorze... - odparł chwilę po Abigail, bo nie spodziewał się, że Harvick potrafi się teleportować i zjawiać w najmniej odpowiednich do tego momentach. W gruncie rzeczy dobrze, że to ona przejęła rozmowę, bo by wyszło jak podczas ostatniej pogawędki w windzie, gdzie padły pewne niefortunne słowa. Co prawda nie słyszał żadnych plotek, ale to pewnie dlatego, że unikał innych pielęgniarek niż Savannah.
-
Mówiłeś...? - powtórzył po nim, świdrując wzrokiem autora tych słów -
Skoro tak to mamy tłumaczyć... To rzeczywiście mówiłeś... - zgodził się, ale raczej wynikało to z czystego pragmatyzmu i braku chęci na dłuższą debatę z jego osobą.
Wielka szkoda, że nie miał teraz drinka, który mógłby skryć jego minę na słowo "dokumentacja", ponieważ nie miało to zbyt wiele wspólnego z ową dokumentacją. Knox zmrużył lekko oczy, przygryzł wargę i przejechał dłonią po swoim podbródku.
A więc tak to nazywasz... Dla ciebie to jest po prostu dokumentacja. Blondyn kiwnął głową, chociaż bardziej do samego siebie niż Harvicka. Chyba dochodził do siebie i próbował
-
Czytałem...? - odparł niepewnie, ciężko wzdychając -
Przygotuję dokumentację. Postaram się to zrobić jak najszybciej... - zapewnił go, chociaż wynikało to bardziej z faktu jego pozycji niż rzeczywistej chęci, aby to zrobić. No bo naprawdę, istniało tyle lepszych rzeczy do roboty, a on miał układać pytania dla studenciaków. Kto tu był profesorem - Knox czy Harvick?
Nie minęła nawet sekunda, a poczuł, jak został poklepany po ramieniu. To wszystko pewnie "za dobrą robotę" i fakt, że potwierdził mu to, co chciał usłyszeć.
-
A ty nie powinnaś być na onkologii? - macki Harvicka dopadły również Abigail, ponieważ jego zainteresowanie przeniosło się na młodą rezydentkę, bo uzyskał już satysfakcjonującą odpowiedź od swojego innego podwładnego.
Niebieskooki nie dowierzał. Jak mogła być na onkologii, jak dopiero oddelegował ją do pełnienia asysty podczas operacji u boku Knoxa, a teraz pytał, czy nie powinna być w innym miejscu? A co ona była, robokopem? Miała się tam teleportować, przenieść?
Stanley obawiał się, że jeżeli ta winda ruszy, profesorek zaleje ich jeszcze większą kanonadą pytań i obowiązków, więc postanowił wyjść z windy. Grunt, że jeszcze nie ruszyła i mogli się wycofać, ratując się ucieczką z tej patowej sytuacji.
-
Na pewno zrobiliśmy wszystko? - rzucił w eter, ni to do Abigail, ni to do Harvicka, a jednak z myślą, że to usłyszą -
Chyba czegoś zapomnieliśmy... - spojrzał w kierunku Wallace, próbując ściągnąć jej wzrok w kierunku swojego własnego, aby dać jej znać, że znowu mieli odegrać sztukę - zupełnie jak z Savannah.
-
Lepiej byłoby się upewnić... - dodał, chociaż blefował. Wszystko było w idealnym porządku, ale czy TEN OSOBNIK musiał o tym wiedzieć? No nie do końca.
Knox zrobił krok z windy, będąc jednak w pełnej gotowości, aby wyciągnąć Wallace za rękę, jeżeli ją sparaliżuje czy Harvick będzie coś cwaniakował - zupełnie tak, jak wyciągnął ją od nie tego Smitha.
-
Doktor Wallace...? - zwrócił się jeszcze do Abigail.
Abby Wallace